Interesy z Amerykanami kończą się tak

Tak mi się przypomniało coś, co wiem od dawna, ale akurat temat jakby wraca. Wczoraj Polski rząd podpisał umowy na zbrojenie zakup sprzętu z USA i już czuję, że za jakiś czas będzie z tego jakaś chryja (chyba, że jak to co niżej zostanie to wyciszone).

Pamięta ktoś zakup F16 i że rząd SLD trąbił, że to sukces, bo cała kasa wróci do nas w ramach offsetu, czyli amerykańskich inwestycji w polski przemysł? Nie wróciła, a na pewno nie cała.

W tym samym czasie Polska jarała się niebieskim laserem i jak będziemy mieli z tego miliardy, bo trafi to do każdego odtwarzacza płyt. BlueRay DVD już powoli przechodzą do lamusa, a jakoś nic nie słychać abyśmy z tego coś mieli, prawda? 🙂

Zapraszam do lektury wpisu wiceprezesa firmy pracującej wtedy nad tym laserem. Najpierw Lockheed-Martin ogłosił, że dofinansuje rozwój kwotą 500mln USD z czego ostatecznie okazało się, że chcą zrobić cztery wideokonferencje, w czasie których polska strona będzie zadawać pytania a L-M będzie odpowiadać. Koszt jednej wideokonferencji wg L-M to 24 mln USD. Firma się nie zgodziła i ostatecznie z 500 mln nie dostali kompletnie nic.

Offsetowy niebieski laser

A gdzie polski BlueRay? Ci sami Amerykanie w ramach offsetu odkupili od nas patenty na jego produkcję i tak oto offset zrealizowali. A my o miliardowych dochodach możemy tylko pomarzyć.

0

Rozszerzenie do przeglądarki by łatwiej wpisywać hasło do kontora Alior

Gdy logujesz się do kantora Alior hasło musisz wpisywać w ten sposób:

(to nie jest mój prawdziwy adres email)

Jest to strasznie niewygodne i dość łatwo się pomylić przepisując z zapamiętanego hasła odpowiednie literki. Właśnie dziś się kolejny raz pomyliłem.

Przemek podpowiedział mi, że on sobie odpala konsole ruby, wpisuje hasło jako zmienną i potem pobiera odpowiednie znaki ze zmiennej i wpisuje je ręcznie na stronie.

Bardzo dobry pomysł, który natchnął mnie by zrobić to jeszcze prościej. I tak w pół godziny stworzyłem rozszerzenie do Firefoksa, które na stronie logowania wyświetla okienko na podanie całego hasła i samo uzupełnia odpowiednie pola:

(serio, to nie jest mój adres email)

Jeśli ktoś chce używać:

  • Rozszerzenie dla Firefoksa
  • Rozszerzenie dla Chrome i pochodnych (jeszcze nie ma, chodź kod jest ten sam; po prostu nie chce mi się publikować na razie. Napisz mi w komentarzu jeśli potrzebujesz, a może zmotywuje mnie to do publikacji w odpowiedniej bazie 🙂 )
  • Kod źródłowy, tego typu rozszerzenia są potencjalnie niebezpieczne bo bawią się hasłami i to w dodatku do platform gdzie trzymacie pieniądze. Dlatego też przejrzyj ów kod sam by się przekonać, że wpisane hasło nie trafia nigdzie indziej niż do odpowiednich krateczek na stronie Aliora. To tylko 10 linijek kodu. Oczywiście jeśli nadal się boisz, nie używaj 🙂 Zrobiłem te rozszerzenie głównie dla siebie.
1

Nauczyciel ze swojej pensji odremontował stary dworek i zmienił go w pensjonat turystyczny

Nie ściemniam. oto ten dworek:

Historia jest taka, że nauczyciel zarabiając aż nadto postanowił nadwyżkę zainwestować. Założył firmę turystyczną i wciąż mając jeszcze pieniądze odnalazł zniszczony stary dworek na skraju puszczy białowieskiej, kupił go, wynajął ludzi, którzy przez kilka lat remontowali go (miesiąc w miesiąc wypłacając im pensje) i teraz każdy może tam spędzić trochę czasu.

Historię znam od mojego znajomego, który ów dwór remontował. Nie jest zmyślona.

WTF, zapytacie? Więc jak to, że strajkują, że mało zarabiają?

Otóż nauczyciel ten jest nauczycielem w Szwajcarii. Kraju, gdzie średnia pensja nauczyciela to w przeliczeniu na złotówki 35 tysięcy PLN miesięcznie.

W Szwajcarii w edukacji w ogóle jest inaczej niż w Polsce. Raz, że nie ma tam jednego systemu edukacyjnego, a chyba 27 (każdy kanton ma swoje własne, kompletnie odrębne zasady). Przez to tworzy się konkurencja. Nauczyciel będąc niezadowolonym ze swojej pensji może się przenieść o kilkadziesiąt kilometrów i zarabiać więcej.

Dwa, to pozycja nauczyciela. W Szwajcarii by zostać nauczycielem nie wystarczy nie znaleźć innej, lepiej płatnej pracy. Absolwenci studiów przechodzą drogę do bycia nauczycielem porównywalną z drogą do zawodu lekarza. Muszą skończyć studia wyższe, muszę skończyć kolejne studia dydaktyczne/pedagogiczne, zdać egzaminy państwowe (kantonowe?) i pokonać innych konkurentów do wakatu. Gdy już się to uda, stają się przedstawicielami szanowanego zawodu, w wolnym czasie nie udzielają korepetycji, a jeżdżą sobie po świecie i nie zawsze wiedzą co robić z nadwyżką zarobionych pieniędzy.

To tyle, jeśli chodzi o cegiełkę ode mnie w sprawie strajku nauczycieli 🙂 Może jeszcze dodam, że sam kiedyś byłem nauczycielem, zaraz po studiach zarabiałem 400 złotych miesięcznie (nie dostałem pełnego etatu), rok później zrobiłem awans na nauczyciela kontraktowego, co podniosło moją podstawę pensji, ale znów skrócono mi liczbę godzin i zarabiałem 200 złotych.

Pod koniec drugiego roku dyrektor szkoły zapowiedziała, że być może będą redukować etaty nauczycieli biologii, na co od razu odpowiedziałem, że mogą śmiało wyrzucać mnie w pierwszej kolejności. Byłem tak odważny, bo zarabiając 200 złotych miesięcznie musiałem złapać się innych źródeł finansowych. Widziałem już jak duża jest przepaść między zarobkami nauczyciela, a zarobkami w innych zawodach i rozstaliśmy się ze szkołą polubownie 🙂 Bardzo dobrze na tym wyszedłem.

Jeśli to czyta jakiś nauczyciel, który teraz co chwila słyszy „za mało? zmień zawód!” i myśli, że to może faktycznie dobry pomysł, no to ja mówię, że tak. Choć oczywiście wiem, że to zawsze jest indywidualna decyzja.

4

Szanse na wygraną w Lotto inaczej

Wiadomo, że prawdopodobieństwo trafienia szóstki wynosi 1 do w przybliżeniu 14 milionów. To mało, ale spójrzmy na to nieco inaczej.

W całym 2018 roku 42 osoby trafiły szóstkę w Lotto.

Biorąc pod uwagę fakt, że jest nas 39 milionów, oznacza to, że w ubiegłym roku każdy Polak miał szansę na wygraną równą jak 1 do 900 tysięcy. To już o wiele lepiej.

Ale nie wszyscy Polacy przecież grają w Lotto. W każdym losowaniu bierze udział mniej więcej 2,8 miliona osób. Przyjmijmy, że jest to mniej więcej stała liczba, że zawsze grają ci sami. No dobrze, załóżmy, że z okazjonalnymi graczami jest to 3,5 miliona osób.

I to z tej ilości osób czterdzieści dwie zostało w ubiegłym roku milionerami.

To daje prawdopodobieństwo wygranej 1 do 83 tysięcy.

Nie jeden do czternastu milionów, a jeden do 83 tysięcy. Takie jest mniej więcej twoje prawdopodobieństwo, że wygrasz, jeśli będziesz przez rok brał udział w każdym losowaniu.

A na pewno wydasz na to 468 złotych. Masz więc do wyboru albo wrzucać trzy razy w tygodniu do skarbonki 3 złote i po roku mieć oszczędzone niecałe 500 złotych, albo wydawać to na kupony lotto i mieć szansę, że będziesz jednym/ą z 80 tysięcy osób, które zamienią to kilkumilionową wygraną.

0

Bierz 500 plus, szczególnie jeśli jesteś przeciwnikiem tego świadczenia

W ostatnich dniach już po raz kolejny przyszło mi tłumaczyć dlaczego rezygnacja z 500+ jest słabym sposobem protestu przeciw temu świadczeniu. Napiszę więc tutaj, by było gdzie odsyłać w przypadku kolejnych dyskusji.

TL;DR: gdy dają 500+ to bierz, bo to są twoje pieniądze, a nie rządu czy jakiejś parti. Jeśli jesteś przeciwny temu rozdawnictwu, protest swój wyraź podczas kolejnych wyborów nie głosując na tych, którzy 500+ popierają.

Koszt programu 500+ w 2018 roku ma wynieść 24,479 miliarda złotych. Pieniądze te będą pochodzić z podatków zebranych od obywateli.

Podatki mamy różne, mniej lub bardziej ukryte. Płacą je ci, którzy zarabiają pieniądze, ale i ci którzy nie zarabiają (są bezrobotni, nieletni, emeryci…) bezpośrednio lub pośrednio jak na przykład VAT doliczony do jedzenia, które przecież każdy musi jeść.

Takie ciągłe krążenie pieniądza między ludźmi gdy na każdym kroku przekazywana kwota jest zmniejszana o jakiś podatek ostatecznie doprowadziłoby do wyzerowania naszych kieszeni: wszystko trafiłoby w końcu do budżetu państwa jako podatek. Gdyby nie jedna rzecz, którą jest produkt krajowy.

Produkt krajowy to ogólnie suma wszystkiego co wytworzyliśmy poprzez prace, a co wcześniej nie istniało. I co teraz ma jakąś wartość pieniężną, a więc – skracając – są to nowe pieniądze na rynku.

Zatem za powstanie pieniądza, który będzie można opodatkować i ostatecznie trafi między innymi na 500+ odpowiedzialni są tylko ci, którzy pracują. Wszyscy inni niezależnie czy tego chcą czy nie, obracając pieniądzem przyczyniają się od zmniejszenia ilość pieniądza w kieszeniach ludzi, a zwiększenia w budżecie.

Osób pracujących w Polsce w 2017 roku (tylko takie dane znajduje) było 16,496 miliona. To one więc zrzucają się na 500 plus i wszelkie inne wydatki państwa/budżetowe.

Każdy pracujący więc co rok przeznacza 25 479 000 000 / 16 496 000 złotych czyli nieco ponad 1483 złotych. Jest to miesięcznie 124 złote.

Czyli jeśli masz żone lub męża i oboje pracujecie, co miesiąc z waszych podatków na 500+ idzie 247 złotych.

Czy wasi rodzice (dziadkowie waszych dzieci) też pracują? Zatem od każdego z nich też doliczcie po 124 złote co miesiąc do waszego wydatku na 500 plus.

Przykładowo, jeśli wszyscy dziadkowie pracują (czwórka dziadków) i nie macie rodzeństwa (czyli wydatek dziadków nie powinien być dzielony na dzieci waszego szwagra czy brata etc), to już na wasze 500 plus co miesiąc składa się 6 osób po 124 złote. Czyli razem 744 złote.

Tak, tyle wydajecie na ten program, a potem – mając dwoje dzieci – odbieracie z tego 500 złotych. Co miesiąc więc jesteście 244 złote w plecy.

Każdy powinien te obliczenia zrobić samemu licząc pracujące osoby w rodzinie łącznie z dziadkami i mnożąc przez 124 złote. Tyle wydajecie na 500 plus, czy tego chcecie czy nie. Teraz policzcie ile odbieracie. Nie mając dzieci lub dobrowolnie zrzekając się odbierania 500 złotych co miesiąc jesteście baaaardzo w plecy.

* * *

Wpis jest oczywiście uproszczony, ale mam nadzieję, że pokazałem to, co wszyscy przegapiają: program kosztuje olbrzymie pieniądze i kosztuje on nie rząd, a ciebie, ciebie i ciebie.

Ktoś może się oburzyć, że wliczyłem tylko osoby pracujące, ale taki jest fakt: osoby niepracujące nie przyczyniają się do bogacenia kraju. Są może inwestycją na przyszłość jak niepracujący licealiści, ale na dzień dziesiejszy ich wkład w system podatkowy wynosi zero.

I ktoś może się przyczepić, że pieniądz nie trafia do budżetu tylko przez opodatkowanie wytówrców PKB, ale na przykład przez emitowanie obligacji skarbowych przez państwo czy dodruk pieniądza. Te pierwsze jednak to zadłużanie się u przyszłych pokoleń (obligacje trzeba będzie spłacić), a drugie chyba wszyscy wiedzą, że jest działaniem destrukcyjnym dla państwa.0

Pomysł na grę: traf do domu

Gra oparta o Google Street View. Określasz gdzie jest twój dom (lub pozwalasz geolokalizacji na to) i gra umieszcza cię losowo na mapie Google w widoku ulicy. Musisz trafić do swojego domu.

Na pierwszym poziomie losowa lokalizacja jest w obrębie twojego miasta. Potem powiatu, potem województwa, potem gdzieś w Polsce. Potem kontynent i tak dalej.

Żeby poziom kontynent był grywalny (powodzenia w klikaniu strzałki milion razy), możesz być przenoszony od razu do najbliższego skrzyżowania, jednak jeśli kierujesz się na przykład w złym kierunku, po jakimś czasie jest ci odbierana taka szansa (wraca znów po jakimś czasie). Do przemyślenia.

Jeśli wykonawca chce zmonetyzować taką grę, może się dogadać np z Biedronką i „losowa” lokalizacja startowa zawsze będzie pod sklepem tej sieci lub trzeba koło niej przejść lub jak się wejdzie na jej parking, dostajemy wyżej wspomniane opcje przewijania do skrzyżowań. Jak Biedronka nie będzie zainteresowana, to można znaleźć innego sponsora.

Niech ktoś zrobi taką grę, to chętnie zagram. Pomysł oddaję za darmo jeśli gra nie będzie dochodowa. Jeśli będzie monetyzowana, zapraszam do kontaktu w celach ustalenia podziału łupu 😉 Załóżmy, że jak ktoś nie chce się skontaktować, roszczę sobie prawa do 100% dochodu :>

TL;DR: coś jak GeoGuessr, ale z celem odnalezienia swojego domu0

Odkurzacz, a sprawa Orange

Pod tym przewrotnym tytułem kryje się kolejny rozdział naszego pomarańczowego serialu.

We wtorek zgłosiłem dyspozycję do Orange (telefonicznie, ale także na prośbę Urzędu Komunikacji Elektronicznej – w skrócie UKE –  emailem z wstawieniem ich adresu w pole „do wiadomości”) o wykreślenie mnie z baz tej firmy. Dostałem potwierdzenie, że w ciągu 48 godzin zniknę z tych baz.

48 godzin minęło dziś o 10:00 rano. Jest 15:00 i odbieram taki telefon:

(Ciach, tu było nagranie mojej rozmowy z orange-spamerką, ale postanowiłem je usunąć. Nawet jeśli to spam-telefon, to nie sądzę, że jest fair publikować to na blogu. Jedynie streszczę nagranie.

No więc odebrałem telefon, pani się przedstawiła i zapytała czy chcę zamienić moją neostradę – nieuważnym czytelnikom przypomnę, że ja nie mam neostrady w Orange – na światłowód w Orange.

Zapytałem czy chce ona kupić ode mnie odkurzacz, bo akurat mam na sprzedanie.

Pani zignorowała moje pytanie i jeszcze raz zapytała o światłowód.

Zapytałem znów o odkurzacz.

Poodbijaliśmy tak te pytania bez odpowiedzi kilka razy, aż w końcu powiedziałem pani, że jest już 14 osobą, która dzwoni w tej sprawie.

Moim zamierzeniem było zapytać panią 14 razy czy chce kupić odkurzacz, ale nie udało się: pani poddała się po moich 7 pytaniach i rozłączyła się. Widać nawet w Orange ludzie nie lubią jak się ich w kółko męczy tym samym pytaniem.

W między czasie podziękowałem pani za ten telefon, bo sprawę załatwiam z UKE i dzięki temu telefonowi – nagranemu – mam dowód, że moja prośba o usunięcie z baz Orange nie została załatwiona i mam zamiar postarać się by Orange zapłaciło odszkodowanie na rzecz schroniska czy domu dziecka)

Gwoli blogdziennikarskiej rzetelności: plik jest edytowany, wyciąłem moment kiedy pani sie przedstawia (ona jest tu najmniej winna) oraz gdy pani podaje dokładny mój adres. Jak słychać cała sprawa nauczyła mnie przynajmniej dobrej obsługi Audacity 🙂

Odnośnie odkurzacza, poważnie mam do sprzedania, więc jeśli ktoś coś…0

Jak wygląda składanie reklamacji w Orange?

Witaj drogi czytelniku! Myślisz, że wymyślałem mówiąc, że każdy telefon do Orange gdy coś chcemy (zamówić, zmienić zamówienie lub zareklamować) kończy się niepowodzeniem? No to posłuchaj sam.

Od czasu ostatniego wpisu o Orange (ubiegły tydzień):

  • wczoraj odebrałem telefon z pytaniem czy chce ich światłowód. Przypominam nieuważnym czytelnikom, że od jakiegoś czasu nie jestem klientem Orange i mam solenne zapewnienie z biura prasowego Orange, że takie telefony już sie nie powtórzą (powtarzają się)
  • dziś rano odebrałem kolejny telefonz  pytaniem czy chce ich światłowód

W czasie dzisiejszej porannej rozmowy zapytałem panią:

– A co mam zrobić, aby te telefony w końcu ustały?

– Proszę zadzwonić pod numer 801 234 567 i złożyć reklamację.

A więc dzwonię. Czy może to być w jakiś sposób trudne? Czy coś możę pójść nie tak? Ja proszę by nie dzwoniono do mnie, firma mówi, że już dzwonić nie będzie. Banał, prawda?

No to sami posłuchajcie jak Orange z banalnej rozmowy może zrobić cyrk wariatów by na koniec wrzucić cię do czarnej dziury (przewińcie pierwsze 17 sekund):

(Ciach. W tym miejcu było nagranie, ale postanowiłem je usunąć, nie sądzę by pan do którego się dodzwoniłem chciał by ludzie słuchali go w internecie, choć schrzanił sprawę. Więc jedynie streszczę co było:

Dodzwoniłem się i powiedziałem, że chcę aby usunięto moje dane z rejestrów Orange. Powiedziałem, że mam już dość słuchania o światłowodzie na co pan… próbował mi ten światłowód polecić. Trochę się z nim posprzeczałem – ale dość kulturalnie – na co odpuścił. Zebrał moje dane upewniając się, że jestem klientem biznesowym i powiedział, że musi mnie przełączyć na obsługę.

Po przełączeniu „na obsługę” automat zapytał mnie o numer telefonu. Gdy raz podałem numer, stwierdził, że jest nieprawidłowy. Gdy podałem jeszcze raz, stwierdził, że to numer klienta biznesowego, a dodzwoniłem się na obsługę dla zwykłych ludzi i… rozłączył mnie. To był koniec tej reklamacji, tak to działa w Orange za każdym razem gdy chcesz coś załatwić)

Uwagi, bo nie wszystko się nagrało (wybieranie tonalne się najwidoczniej nie nagrywa):

Pod sam koniec nagrania, zanim automat mówi „twój numer jest nieprawidłowy” podaję numer telefony skojarzony z moją (nieistniejącą już) usługą, ale kończę go krzyżykiem. Potem podaję jeszcze raz ten sam numer bez krzyżyka i wtedy automat mówi, że dodzwoniłem się nie tam gdzie trzeba i mnie rozłącza bez pardonu. 5 minut czasu stracone na nic.

Czytelniku, czy chcesz być klientem takiej firmy?

Przy okazji: jest tu jakiś prawnik, który chciałby pomóc? Ja poważnie chętnie pójdę skończyć ten cyrk w sądzie. Nie chcę z tego żadnych pieniędzy dla siebie, wystarczy mi satysfakcja (i tak jak mówię na nagraniu, chciałbym by jednak Orange to drogo kosztowało na rzecz jakiejś fundacji czy domu dziecka).0

Nieeeeee! Orange jednak jest gorszy od kiły! To dno!

Kurwa mać!

Sorry, to chyba pierwsze przekleństwo na tym blogu, ale nie wyrabiam już.

Tym razem będzie krótko.

Dla tych, którzy nie śledzą, szybkie streszczenie:

  • mój wpis sprzed tygodnia o tym, że w Orange to co usłyszysz od ich pracowników się nie sprawdzi. Do tego, choć nie jestem już ich klientem, odebrałem pięć lub więcej telefonów tak jakbym był ich klientem i czy chce ich jebany światłowód. I że nie da się od tego uwolnić.
  • wpis sprzed dwóch dni, że dowalili mi fakturę na 250zł i że po poprzednim wpisie skontaktowała się ze mną osoba z Orange obiecując, że faktura zostanie skorygowana i że już naprawdę znikam z ich baz jako klient. I że to już naprawdę koniec moich udręk z tą firmą.

A teraz to:

20 minut temu odbieram takiego smsa:

15039655_1337983292893208_7221691032116283711_o

Co do k…? Jakie zgłoszenie? Przecież wszystko miało być załatwione?!

I w 5 minut po smsie dzwoni telefon z Orange. Pomyślałem sobie, że dzwonią szybko wyjaśnić pomyłkowy sms.

Co usłyszałem? Posłuchajcie sami!

Ja p.i.e.r.d.o.l.ę.

0

Prawie wyleczony z Orange – epilog

Aktualizacja: cofam wszelkie dobre słowo o Orange, jakie się pojawia poniżej we wpisie. Okazuje się, że zostałem okłamany przez tę firmę: nadal dzwonią i proponują światłowód (zobacz nowsze wpisy).

W poprzednim wpisie stwierdziłem, że Orange jest gorsze od kiły, bo z kiły można się przynajmniej wyleczyć a z Orange nie. Okazuje się, że i z tego ostatniego można jak się narobi trochę szumu.

Ale po kolei. Najpierw chciałem Wam opisać jak wyglądał dzień, w którym opublikowałem poprzedni wpis; miał to być dowód że miałem rację. Bo zdarzyło się trochę ciekawych rzeczy. Jeszcze ciekawsze zdarzyły się w drugiej połowie dnia.

Gdy tylko opublikowałem wpis, przeszedłem do sprawdzania emaili. A tam faktura wysłana przez nich dosłownie dzień wcześniej. Na kwotę 250 złotych.

To zdecydowanie więcej niż płaciłem normalnie (około 81 złotych) i od razu sobie przypomniałem pożegnanie z T-mobile. Tylko, że tu jest jeszcze ciekawiej, bo ja przecież klientem Orange nie jestem już od jakiegoś czasu.

Zadzwoniłem więc na ich infolinię dla klientów biznesowych.

Przez pierwsze pół minuty musiałem wysłuchać nagranego z automatu czegoś w stylu „nie działa ci nasza telewizja? upewnij się, że …, potem sprawdź czy podłączyłeś …”. Genialne, prawda? Pomyślcie jak to cudownie działa z punktu widzenia PR: nie wiadomo kto dzwoni, może ktoś, kto chce zostać klientem. A ty mu na start serwujesz informację, że mamy coś tak zwalone, że trąbimy o tym nawet komuś, kto dzwoni zareklamować fakturę i nie ma pojęcia co to za telewizja. Ale informację przyjąłem i przekazuję Wam dalej: pamiętajcie, że z telewizją w Orange są kłopoty.

Pominę szybko przebijanie się przez selekcję tematów („jeśli dzwonisz w sprawie… wciśnij …”). Tu zawsze polegam i ostatecznie łączę się z konsultantem wciskając zero – jakoś tak jest, że mojego tematu nigdy nie ma tam gdzie trzeba.

Po połączeniu z konsultantem przedstawiłem sprawę, pani otworzyła moją fakturę i powiedziała, że jak najbardziej mam płacić. Faktura jest tak duża z dwóch powodów:

  • miesięczny okres wypowiedzenia to nie 30 dni od daty złożenia, a 30 dni od tej daty a potem jeszcze aż do końca pełnego miesiąca kalendarzowego.
  • jako, że skończyła się moja umowa promocyjna, w tym okresie wypowiedzenia nie mam już co liczyć na niższy abonament (81 to ten niższy) i muszę płacić drogo.

Odpowiedziałem, że ja się z tym nie zgadzam bo:

  • złożyłem wypowiedzenie dokładnie w ostatni dzień trwania umowy między nimi, a mną i jak mnie poinstruowano, mam miesięczny okres, a nie „miesięczny okres z gwiazdką, czytaj drobnym drukiem”
  • skoro mi się skończyła umowa podstawowa (ta promocyjna na 81 zł) to ja nie zaakceptowałem, żadnej nowej umowy wg której mam płacić drogo. Składając wypowiedzenie mówię firmie, że się nie zgadzam na nowe propozycje (w tym wypadku droższe)

Tu pani natychmiast przyznała mi rację i powiedziała, że piszemy reklamację. Że tu faktycznie musi być jakaś pomyłka, bo ona widzi, że składałem wypowiedzenie i że już klientem być nie powinienem, a pewnie winny jest system, bo było jakieś przejście ze starego systemu fakturowego na nowy i nie wszystko się pewnie zmigrowało…

Od razu wtrącenie: po kilku rozmowach, jakie przeprowadziłem z różnymi osobami już po omawianym tu telefonie na infolinię trochę się skłaniam do tego, że w pierwszym przypadku Orange mogło mieć rację co do tego „miesięcznego” okresu wypowiedzenia. No ale, tu właśnie konsultantka przyznała mi rację (zgaduję, że raczej w obawie bym nie dał jej niskiej oceny po rozmowie: popchnąć klienta dalej i niech mu się wydaje, że sprawa została satysfakcjonująco załatwiona). I wcześniej jak składałem wypowiedzenie, nie było mowy, że będę ich klientem dłużej niż faktyczny miesiąc.

Wracając do rozmowy, nie uwierzycie ale… w między czasie konsultantka mnie zapytała czy nie chcę ich światłowodu 🙂 Jako, że rozmowa była dość luźna powiedziałem jak wygląda sprawa (że jestem nękany przez nich tym światłowodem do znudzenia) i spytałem, czy oni naprawdę nie widzą w żadnym zapisie rozmów ze mną, że mam ich już cholernie dość.

Nie dostałem odpowiedzi czy widzą, czy nie, ale usłyszałem, że „wie pan, światłowód to jest teraz taki temat, że normalnie… że musimy o to pytać. I dzwonić”. Na pytanie co mam więc zrobić, pani poprosiła mnie bym uzbroił się w cierpliwość, bo jak już zniknę ich bazy to wtedy dopiero przestaną dzwonić.

Przypomniałem sobie w czasie rozmowy, że cały czas mam ich modem neostrady (miesięczna opłata za wypożyczenie 8zł) i co mam z nim zrobić. Pani powiedziała, żebym odniósł do salonu i oddał tylko koniecznie wziął pokwitowanie.

Po rozmowie (i znów wystawieniu piątkowej oceny firmie Orange, bo pani przecież prosiła – i w sumie ma rację, bo przecież rozmowa przebiegła po mojej myśli) udałem się więc z modemem do salonu.

…i z tego salonu do domu z modemem wróciłem. Bo oni widzą w systemie, że jestem ich klientem i póki jestem klientem modemu ode mnie przyjąć nie mogą.

I tu właśnie miałem pisać wpis by jeszcze raz pokazać jak zrypaną firmą jest firma Orange. Kobieta z infolinii wysyła mnie do salonu (gwoli ścisłości zaproponowała też, że przyjedzie ich technik za co od razu podziękowałem – technicy Orange nigdy nie przyjeżdżają w umówionym terminie), salon wysyła mnie z powrotem do domu gdzie mam czekać aż mnie wygumkują z tabelek. Rozumiecie? To teraz pomnóżcie to sobie razy kilka, bo takie fuck upy zdarzały się co chwila gdy tylko przyszło mi coś załatwić w tej firmie.

W międzyczasie jednak, w świecie wirtualnym toczyły się także inne wydarzenia: mój wpis trafił na twittera i facebooka, gdzie został podlinkowany do rzecznika Orange, nawet się okazało, że mamy z rzecznikiem wspólnych znajomych (w jakiejś dalszej relacji).

To chyba sprawiło, że wieczorem odebrałem telefon od Orange. Dzwoniła Pani, zaznaczyła, że ma do mnie kontakt z biura prasowego i że nagrywa tę rozmowę (na co odparłem zgodnie z prawdą, że też nagrywam, taki nawyk właśnie spowodowany przez Orange), i że chce pomóc rozwiązać te wszystkie problemy (głównie z wysoką kwotą za fakturę). Rozmowa była krótka, dowiedziałem się, że musi pogadać z kimś decyzyjnym co ze mną zrobią i jeszcze raz zadzwoni.

Jak powiedziała, tak zrobiła. Chyba następnego dnia (albo później tego samego, nie pamiętam) zadzwoniła jeszcze raz mówiąc, że wprawdzie Orange się ze mną nie zgadza i te 250 złotych powinienem zapłacić, ale w drodze wyjątku chcą się jednak ze mną zgodzić i kwota będzie tylko za faktyczne 30 dni okresu wypowiedzenia i to w wysokości z umowy.

I że uwaga, uwaga: od razu w czasie tej rozmowy oznaczają mnie w swoim systemie jako klienta z zakończoną umową. I że mogę już odnieść modem naprawdę.

Akurat zaczynał się długi weekend, więc postanowiłem odczekać do poniedziałku z tym modemem. Ale potwierdzam: byłem wczoraj w salonie i wróciłem z pokwitowaniem odbioru modemu!

Dodatkowo od czasu poprzedniego wpisu nie odebrałem ani jednego telefonu z propozycją światłowodu.

Czekam już jedynie na skorygowaną fakturę i wygląda na to, że faktycznie etap życia pod nazwą Orange mam już za sobą. Naprawdę czuję ulgę.

Jaki z tego morał? Nie wiem. Nie chciałem by na górze tego bloga nadal straszył wpis z porównaniem Orange do kiły i zarazem chciałem dopisać tę historyjkę do końca. Temu też piszę ten wpis.

Orange nie polecam. Ostatnia pani dzwoniąca na prośbę biura prasowego aż tak bardzo mnie nie kupiła, nie zmieniam zdania o tej firmie. No może nie będę nazywał ich kiłą, ale z pewnością syf mają w obsłudze klienta okropny (co potwierdzają także znani mi byli pracownicy tej firmy).

Ale doceniam, że na sam koniec postanowili działać. Po moim wpisie o T-mobile nie było żadnej reakcji ze strony operatora (ale nie rozpaczam z tego powodu).  Widać, że Orange pomimo skopanego systemu CRM (czy też jak wynika z informacji od Was skopanego stosu różnie posklejanego oprogramowania) chce jednak spełnić oczekiwania klienta.0