Podręcznik rosyjskiego żołnierza

Proszę śmiało kopiować i udostępniać, nawet bez podania autora (czyli mnie).



3

Corry Miller testuje Editor Box

Corry Miller z PostStatus.com testuje moją wtyczkę Editor Box.

Linkuję bo czemu nie: z Editor Box napisanie takie wpisu jak właśnie piszę jest super łatwe (a taki był plan bym dzięki temu częściej blogował).

I linkuję na wypadek gdybym kiedyś zbierał testimonials. Jego komentarz chyba nadawałby się idealnie 😉2

Najlepszy lep na klientów

W swoim życiu usłyszałem to pytanie na tyle dużo razy, że wielokrotnie zastanawiałem się jak powinna wyglądać na nie odpowiedź. Kilka razy podchodziłem do napisania wpisu o tym i za każdym razem wpis ten kończył co najwyżej jako szkic.

Pytania “Jak zostać dobrym programistą?”, “Skąd znajdować zlecenia na strony?” i różne ich wariacje.

Bo kimże ja jestem bym wypowiadał się na ten temat jak jakiś autorytet? 🙂 To prawda: jakoś tak się ułożyło że od momentu zrobienia pierwszej strony “za pieniądze” – a było to już z 14 lat temu – ani razu nie miałem momentu bym musiał szukać kolejnego zlecenia. Odwrotnie: to zleceniodawcy ustawiali się w kolejkę, czasem tak długą, że wpadłem na pomysł zrobienia strony wpzlecenia.pl – początkowo miejsca gdzie chciałem odsyłać część z nich z mniej ciekawymi propozycjami, a z czasem dobrze rozpoznawalnej marki w WordPressowym świecie.

Choć już od ośmiu lat nie zajmuję się przyjmowaniem zleceń – pracuję na etat w firmie wykonującej WordPressowe wtyczki – to wciąż raz na jakiś czas dostaję zapytanie o wycenę zlecenia i czy się jego podejmę.

Więc jak mi się to wszystko udaje i to mimo tego, że programistą jestem co najwyżej średnim?

Na szczęście nie muszę się rozpisywać. Zobaczcie ten wpis: Do Things, Tell People. Serio, idźcie tam przeczytajcie (nie jest długi, ale idealnie mówi to, co chciałem napisać wiele razy ale mi się nie udawało) i potem tu wróćcie (lub nie).

Poza robieniem ludziom stron, pisaniem wtyczek, poprawianiem już istniejących wyprysków internetowych, to co robiłem i sprawiło, że klienci ustawiali się w kolejki to fakt, że pisałem i mówiłem o tym.

Gdy zrobiłem pierwszą stronę, napisałem o tym na tym blogu i zaraz miałem kolejnego klienta, bo przeczytał mój wpis. O jego stronie też napisałem i napisałem nie tylko tu, ale i na flakerze (już nie istnieje, taki trochę twitter z Polski) i miałem kolejnych klientów.

Występowałem na WordCampach przez co stałem się widoczny w kolejnych miejscach i stamtąd też przychodzili klienci.

(Współ)napisałem książkę od WordPressie! Organizowałem WordCampy i WordUpy! Prowadziłem stronę z poradnikami jak coś zrobić w WordPressie!

Gdy podesłałem poprawkę do samego WordPressa i została ona zaakceptowana i włączona do niego, napisałem o tym gdzie tylko się dało.

Stworzyłem swoją własną wtyczkę do tworzenia sklepów internetowych na bazie WordPressa. I kilka innych wtyczek.

Z ręką na sercu, przyznajcie, że właśnie macie wrażenie, że czytacie wpis kogoś, kto się na WordPressie zna, co nie? Wiem, że tak. Bo tak to właśnie działa.

Co więcej, ilu z Was się zorientowało, że macie taką właśnie opinię o mnie, choć nigdy nie widzieliście ani jednej linijki mojego kodu?* A może mój kod jest brzydki i w ogóle działa tylko w środy albo jeszcze rzadziej? 😉

To powyżej na tym etapie nie ma znaczenia. By znaleźć klienta, musisz być rozpoznawalny. By być rozpoznawalny, musisz być widoczny. By być widoczny, musisz zacząć mówić i pisać o sobie. Łuhu, właśnie odkryliśmy marketing (i branding).

Ciekawostka: napisałem kiedyś wpis, że mam zamiar się uczyć Drupala. I tyle. Nic jeszcze nie umiałem i nawet nie było wiadomo jak mi ta nauka pójdzie (nie poszła). To nie przeszkodziło w tym, że w dwa tygodnie po wpisie w mojej skrzynce pojawiła się propozycja pracy przy stronie opartej na Drupalu.

Mówienie o tym, co się robi zawodowo to najlepszy lep na klientów.

___
*) Jedna linijka kodu to dokładnie tyle, ile dodałem do samego WordPressa i zostało to zaakceptowane. Ale bez wspominania o tym, moja kontrybucja brzmi o wiele poważniej.1

Dlaczego po latach opublikowałem nową wtyczkę do WordPressa?

Blog przez lata podupadał (ale teraz się odradza) z wielu powodów. Nie będę teraz omawiał wszystkich, ale wspomnę o tym, który skutkował stworzeniem przeze mnie wtyczki do WordPressa.

Era blogów trochę minęła i chyba wszyscy się zgodzą, że głównym tego powodem był wybuch popularności sieci społecznościowych: kiedyś Naszej klasy, Flakera czy Blipa, a teraz głównie Facebooka i Twittera. Każdy, kto blogował coraz rzadziej wrzucał coś na swój pamiętnik, a coraz częściej do którejś ze społecznościówek.

Powodów tej zmiany też jest wiele, ale teraz wspomnę tylko o jednej, która skutkowała stworzeniem wordpressowej wtyczki.

To proste: serwisy społecznościowe doprowadziły prostotę dodawania wpisów do ekstremum.

Podczas gdy na swoim blogu – załóżmy, że właśnie WordPressowym – aby coś opublikować trzeba wejść nie na stronę główną, a podstronę /wp-admin (i tu często się zalogować po automatycznym wylogowaniu co jakiś czas), potem kliknąć znaczek plus na górnym pasku (lub wybrać jakiś inny sposób do przejścia do ekranu dodawania nowego wpisu), to na Facebooku czy Twitterze nie ma tych wszystkich kroków: jesteśmy zawsze zalogowani, a publikować możemy od razu ze strony głównej.

I wiele razy tak miałem, że choć wolałbym coś napisać na swoim blogu, to jednak wygrywało lenistwo i umiłowanie do prostoty. “F” w pasku adresu przeglądarki, enter, klik w pole publikowania, szybki wpis i klik w przycisk “Opublikuj”.

Pomyślałem: co gdyby zrobić publikowanie na blogu tak samo łatwe jak na Facebooku?

I tak oto narodził się pomysł na wtyczkę Editor Box.

Po jej zainstalowaniu na stronie głównej swojego bloga będziecie mieć pole dodawania wpisu podobne do tego znanego z Facebooka czy Twittera. Zresztą zobaczcie sami jak to działa w praktyce:

“Muz” w pasek adresu przeglądarki, enter, szybki wpis i klik w “Publikuj”. Nie da się prościej, prawda?

Dodawanie tagów, kategorii i tytułu jest opcjonalne (bo na Facebooku/Twitterze tych pól też nie ma). Do tego w najnowszym wydaniu doszła opcja nie publikowania, a zapisywania wpisu jak szkic, by dokończyć go w pełnym edytorze wpisów (wystarczy wcisnąć przycisk Ctrl nad przyciskiem publikacji, wsparcie na telefonach komórkowych dodam wkrótce):

Wtyczkę stworzyłem dwa lata temu dla siebie, teraz zrobiłem ją publicznie dostępną

Wtyczka jest dostępna w wordpressowym repozytorium wtyczek od niecałego miesiąca, ale jej pierwsza wersja powstała chyba ponad dwa lata temu. Zrobiłem ją najpierw dla siebie, ale myślę, że jest wiele innych osób, które czują sentyment do blogowania, ale nie mogą przemóc się i zrezygnować z wygody, jaką daje Facebook/Twitter. Dlatego też postanowiłem uczynić ją publiczną i zachęcam wszystkich do instalacji.

Wtyczka oczywiście rozwiązuje tylko jeden problem będący powodem schyłku blogowania. Zdaję sobie z tego sprawę i nie mam zamiaru udawać, że jest szwajcarskim zegarkiem rozwiązującym wszystkie niewygody.

Ale mam dobrą wiadomość: widzę, także inne aspekty i mam zamiar je także pokryć kolejnymi wtyczkami 🙂 Najpierw dla siebie, a potem dla reszty jeśli będzie taka potrzeba z Waszej strony. Co nowego planuję, nie będę jeszcze zdradzał, ale… zachęcam do kliknięcia serduszka po tym wpisem. Oj, trochę się wygadałem 😉

A czemu w ogóle znów robię darmowe wtyczki?

Lepsze pytanie powinno brzmieć: czemu w ogóle przestałem je robić.

Choć ostatnie osiem lat, a może nawet więcej to było niemal kompletnie komercyjne eksploatowanie wordpressowego ekosystemu (ok, nie było aż tak źle, bo dawałem jednak coś w zamian społeczności, jak choćby moje prelekcje na WordCampach i organizacja lokalnych WordUpów w Białymstoku i wciąż darmowy serwis WPzlecenia), to jednak właśnie za wolność i otwartość kocham tę platformę najbardziej.

Gdy pracujesz na etat po osiem godzin dziennie i w ciągu tych ośmiu godzin wszystko co musisz robić to tworzenie wtyczek, nie ważne jak dużą frajdę ci to sprawia, to jednak po pracy nie masz już chęci by robić cokolwiek innego związanego z programowaniem. Tym bardziej jak masz rodzinę.

Ostatnie tygodnie z powodu rezygnacji z pracy w firmie dały my więcej czasu dla siebie. Dlatego też zacząłem intensywnie poprawiać mój niepublicznie dostępny Editor Box by w końcu pod koniec grudnia wypuścić go do repozytorium.

I czuję się z tym wspaniale! Fajne jest te uczucie, że robisz coś fajnego za darmo i fajnie jest wiedzieć, że tu sam jestem sobie szefem i decydentem. Mam wielkie doświadczenie odnośnie programowania wyniesione z firmy i staram się je stosować przy tej wtyczce, a równocześnie wiem, że robię to wszystko bo chcę, a nie muszę.

6

Unpacking

Dzieciaki grają w Unpacking: gra na konsolę, w której trzeba urządzać mieszkania. Przy rozdziale w urządzanie mieszkania z 1999 roku pytają mnie co to za skrzynka stoi pod biurkiem.

W sumie faktycznie, w domu mamy trzy laptopy ale nigdy nie widziały stacjonarnego peceta.
2

Zainstalujcie Bridgefy póki jeszcze możecie

Kazachstan właśnie zablokował internet, by przeszkodzić protestującym w organizowaniu się. Gdy na Białorusi wybuchły protesty rok temu, było tak samo.

Bridgefy to komunikator działający bez dostępu do sieci – wykorzystuje wbudowane w telefonie bluetooth do przesyłania wiadomości wszystkim w zasięgu 100 metrów (można też tworzyć prywatne czaty jeden na jeden).

Zainstalujcie go więc, póki możecie i niech sobie leży na telefonie. Gdy będzie faktycznie potrzebny, instalacja nie będzie już tak łatwa czy w ogóle możliwa.

1

Opuszczam WPML, przechodzę do WPforms

Właśnie mam kilka chwil czekając na rozmowę z HRką w naszej firmie, więc poświęcę je na napisanie wpisu o tym, że będzie to rozmowa pożegnalna i od przyszłego tygodnia będę już pracował gdzie indziej.

“Przez osiem ostatnich lat” (skojarzenie przypadkowe) pracowałem w OnTheGoSystems rozwijając wordpressową wtyczkę WPML. To jest niewyobrażalny szmat czasu, tym bardziej, że dołączając do tej firmy zakładałem, że pobędę w niej co najwyżej kilka miesięcy i wrócę do pracy freelancera. Nie widziałem siebie pracującego na stałym etacie. Teraz nie wyobrażam sobie bym wracał do freelancingu.

Te osiem lat to przede wszystkim olbrzymia lekcja. Nowych umiejętności, ale i pokory.

Wszystkim freelancerom chciałbym doradzić by jeśli nawet nie chcą się zatrudnić na stały etat, próbowali w mniejszym lub większym stopniu pracy z innymi ludźmi. Freelancer w ogromnej większości przypadków pracuje zupełnie sam. Bardzo łatwo jest wtedy uwierzyć w swoją wielkość i nieomylność.

Gdy pracujesz z innymi, bardzo szybko nauczysz się, że there’s always a bigger fish. W pracy “na własne” ego rośnie do olbrzymich rozmiarów, gdy trafisz do teamu, opublikujesz swój pierwszy kod po czym w trakcie code review w twoich 20 linijkach zostanie wytknięte 6 błędów (lub po prostu rzeczy, które można zrobić lepiej) nabierzesz pokory i zrozumiesz, że nigdy nie powinieneś przestawać się uczyć.

To jest najważniejsza i najlepsza rzecz jaka mnie spotkała, gdy dołączyłem do OnTheGoSystems. Bolesna, ale potrzebna lekcja. Zacząłem znów czytać książki, eksplorować także inne języki programowania, używać narzędzi poprawiających jakość twojego kodu, pokrywać go testami (coś, co absolutnie nie istnieje, gdy tworzysz kolejną skórkę na stronę sklepu jakiejś firmy), doceniać ważność code review i zastanawiać się trzy razy zanim zdecyduję się przesłać swoją zmianę kodu do repozytorium. Może kiedyś napiszę serię osobnych wpisów o każdej z tych zmian w podejściu do programowania, bo każda z nich osobno jest ogromnie ważna. Ach! Jeszcze debugger! Moje największe odkrycie, na które nigdy nie było czasu by je poznać gdy czekała do mnie kolejka klientów, a tu gdy odkryto, że go nie znam, mój przełożony zostawił swoje zadania i zaczął mnie go uczyć. Najlepsza inwestycja w przyszłość moją, teamu i firmy. Jeśli jeszcze nie używacie debuggerów, zacznijcie, serio. Nawet jako “klepacze skórek” sprawi, że zaczniecie pracować szybciej, a więc i więcej zarabiać.

Patrzyłem jak OnTheGoSystems rośnie: dołączyłem jako mniej więcej dwudziesty pracownik, a odchodzę gdy OTGS zatrudnia około 100 ludzi.

Dlaczego odchodzę? Przez te powody, które wymieniłem wyżej. Od mniej więcej roku zdałem sobie sprawę, że nie uczę się nowych rzeczy (albo rzeczy, które w firmie uważa się, że powinienem się nauczyć, mnie nie interesują). Stagnacja. Zacząłem pracować coraz mniej wydajniej, z coraz mniejszą chęcią siadać do pracy. Przyszedł nawet taki moment, że zdałem sobie sprawę, że nie czuję się z tym komfortowo, że właściwie mój szef marnuje na mnie pieniądze. Czas więc coś zmienić.

Tak oto od przyszłego tygodnia dołączam do AwesomeMotive gdzie będę rozwijał inną wtyczkę – WPforms. Z jednej strony to właściwie to samo (inna firma, inna wtyczka do WordPressa, ale to nadal ten sam rodzaj pracy), więc nie mam żadnych obaw związanych z tą zmianą, na pewno szybko wdrożę się w nowe zadania. Z drugiej wiem od ludzi, którzy tam pracują – a szczególnie od ludzi, którzy pracowali w OTGS a teraz tam przeszli – że zmiana taka to bardzo dobra decyzja. Mówią, że jeśli czuli wypalenie zawodowe, to bardzo szybko odzyskali chęć programowania. To na pewno terapia, której potrzebuję.

Zatem pamiętajcie, że to już nie jest “ten Konrad od WPML” tylko to będzie “ten Konrad od WPforms” 😉 I dajcie znać w komentarzach czy chcecie bym trochę pomętorzył dzieląc się w kolejnych wpisach doświadczeniem jakie zdobyłem pracując na etat, a jakie przyda się też freelancerom. Mogę też poopowiadać o blaskach i cieniach pracy zdalnej (zarówno OTGS jak i AM to firmy zatrudniające wszystkich kompletnie zdalnie).

11

Projektanci w HP nie używają zaprojektowanych przez siebie laptopów

Projektanci laptopów w HP zdecydowanie nie używają zaprojektowanych przez siebie produktów. Ilekroć muszę podłączyć laptop do prądu i równocześnie na nim pracować, drżę czy tym razem nie wyłamię tej wtyczki.


2

Podłączyłem właśnie Kindle do ładowania….

Podłączyłem właśnie Kindle do ładowania. Pierwszy raz od conajmniej początku października. A może nawet i od początku sierpnia, ale tego nie jestem zupełnie pewien.

Pewien jestem, że gdy w październiku wyjeżdżałem do Hiszpanii przyszło mi do głowy, by przed wyjazdem Kindle naładować. Ale szybko zrezygnowałem z tego pomysłu, bo pomyślałem że nie ma szans by w kilka dni zupełnie się rozładował. Miał wtedy sporo baterii, ale ile – nie pamiętam.

No więc sobie teraz notuję tu, że 2 stycznia przy dziesięciu procentach Kindle powiedział mi, że chce się znów najeść. Wrócę do tego wpisu gdy będzie jadł znów, po trzech albo może właśnie sześciu miesiącach.

Bateria naprawdę nieźle trzyma (ale i ja czytam raczej coś około poziomu, który nazwałbym średnim).2

W pierwszych trzech miesiącach pandemii covid-19 na całym świecie ilość burz spadła o 10%.

Naukowcy sądzą, że to przez lockdawn, który spowodował mniej smogu, a tym samym mniej naelektryzowanych mikropyłów w powietrzu.

źródło0

Dwa sezony i koniec

Co to jest: 40 minut smętnych rozmów w zamkowej scenerii i potem 15 minut walki z potworami?

Yep, drugi sezon Wiedźmina.

To nie pierwszy i nie ostatni serial, jaki Netflix przeżuje i zaora po drugim sezonie. Ich spece od excela już dawno wyliczyli że “dobry pierwszy sezon i byle jaki drugi sezon” to model przynoszący największe zyski.

2

Rower w mieście jest tak samo szybki jak samochód

Coraz bardziej przesiadam się ostatnio na rower, także do codziennej jazdy po mieście (do pracy, do lekarza…). Już kilka razy to ze zdziwieniem zauważyłem, ale czas przejazdu rowerem jest niemal taki sam jak samochodem.

Oto przykład z nawigacji, ale potwierdzone z praktyce:

Ze dziwieniem, bo Białystok nie jest zbytnio korkującym się miastem, a samochód przecież jeździ zdecydowanie szybciej niż rower.

Przy dzisiejszych cenach paliwa, polecam wszystkim spróbować przesiadkę na dwa kółka 🙂 Sam mam zamiar tak przejeździć całą zimę.

1

Certyfikaty szczepienia wymagane na lotniskach? Nic nowego, ja taki mam od dawna

Szczepienia przeciwcovidowe powoli nadcierają a wraz z nimi informacje o różnych aspektach je otaczających. Jedną z nich jest sugestia, że linie lotnicze lub kraje do których chcemy polecieć mogą wymagać przedstawienia zaświadczenia o szczepieniu.

To mnie akurat nie zszokowało bo sam mam już takie:

Od razu wyjaśnię, że nie mam tam oczywiście jeszcze szczepienia p/cars-cov-2, bo nie byłem jeszcze szczepiony. Mam tam informację o tym, że byłem szczepiony przeciw żółtej febrze.

Jak widać szczepienie już mi się przeterminowało. Książeczkę jednak trzymam, są tam kolejne strony, na które można wpisać następne szczepienia i jak chcecie wrzucę zdjęcie jak pojawi się tam już wpis o szczepieniu przeciwcovidowym.

Wpis publikuję, żeby uświadomić, że idea wpuszczania do jakiegoś kraju tylko z zaświadczeniem o szczepieniu nie jest nowa. W Afryce jest wiele krajów gdzie żółta febra to wciąż problem i kraje te nie zgadzają się na przyjazd osób, które mogą być potencjalnie chore.

Podobnie będzie z COVID-19: dopóki nie wykształcimy odporności stadnej (jeżeli w ogóle wykształcimy) to było dla mnie zupełnie naturalne, że Miedzynarodowe Książeczki Szczepień WHO stanie się popularna w o wiele szerszych kręgach.

1

Znów przegraliśmy “test cukierka”

Niby się człowiek łudził, ale… Niby człowiek wie, do kogo pisze ten wpis, ale… Ale mimo wszystko napiszę.

W latach siedemdziesiątych na Uniwersytecie Stanforda psycholog Walter Mischel przeprowadził jeden z najsłynniejszych eksperymentów: położył przed dzieckiem cukierka (dokładniej: piankę marshmallow ale, że nie jest to zbyt znane w Polsce, mówi się u nas o cukierku) i powiedział, że jeśli dzieciak zaczeka 15 minut i nie zje go, dostanie jeszcze jeden.

W efekcie dalszych badań wykazano powiązania pomiędzy zachowaniem w eksperymencie, a cechami i inteligencją dziecka. W skrócie, dzieci które zmusiły się do odczekania są lepsze: lepiej radziły sobie w szkole, ich inteligencja jest statystycznie wyższa itd.

Z drugiej strony oczywiście natychmiastowa nagroda jest lepsza od większej nagrody, ale w przyszłości i to niepewnej bo jedynie obiecanej.

Wnioski z tego eksperymentu wyciągają też politycy. I tu nie będę złorzeczył tylko na obecnie rządzących, ale też opozycję. Bo rządzący wiedząc, że dając szybko cukierka co prawda perfidnie wykorzystali nasze ułomności, ale też opozycja już zrozumiała, że w świecie łakomych dzieci krzyczenie, że takie zachowanie jest złe to strzał w stopę i poddała się już. Ja to rozumiem ale się nie zgadzam.

I jako, że się nie zgadzam a nie jestem politykiem to mogę głośno napisać: rozdawnictwo socjalne jest złe. I to, że się na to łapiecie nie najlepiej świadczy o was samych.

Co jest złego w 500+? W czasie ostatniej kampanii wiele razu usłyszałem od moich znajomych co jest dobrego: bo rząd w końcu coś dał, a nie tylko zabiera. Bo te 500 złotych bardzo pomaga w domowym budżecie. Jak ktoś miał wiele dzieci było mu ciężko, a teraz jest to przeszłością.

To w sumie jest racja jak się spojrzy na sprawę tylko z jednej strony, ale pozwólcie, że wypiszę niżej to, co wolelibyście nie widzieć.

  • koszt programu 500+ w 2020 to będzie 41 mld złotych (zauważcie, że mamy kilka innych programów socjalnych wprowadzonych przez PiS ale wspominam tylko o tym)
  • żadna partia ani żaden rząd nie daje pieniędzy, truizm o którym każdy zapomina
  • pieniądze na ten program trafiają z waszych (i moich) własnych kieszeni wraz z podatkami jakie nieustannie płacimy: vatem doliczonym do każdego zakupu w sklepie, opodatkowaniem umów o pracę (jeśli kiedyś narzekałeś, że to niesprawiedliwie, że w umowie masz kupę kasy, a “na rękę” dostajesz coś skandalicznie niższego, no to heloł)
  • ile to jest? Najłatwiej licząc podzielmy te 41 mld przez +/- ilość ludzi w Polsce i wychodzi, że każdy z nas płaci rocznie 1100 zł na 500+. 90 złotych miesięcznie od osoby.
  • Czy byłbyś tak zadowolony z 500+ gdyby rząd powiedział ci, że “oto 500 złotych na twoje dziecko, ale aby brać udział w tym programie zapisz się do naszego programu. Miesięczny abonament to 90zł”. Brzmi już mniej przyjemnie niż “dzięki PiS i prezydentowi każde dziecko dostaje 500 złotych”, prawda? 🙂
  • Ale pamiętaj, że to jest 90 złotych od każdej osoby. Masz dwoje dzieci, które mają także drugiego rodzica i jakichś dziadków?
  • Każde twoje dziecko wpłaca na 500+ 90 złotych gdy kupujesz im pieluchy czy lizaki.
  • Ty i drugi rodzic też wpłacacie po 90 złotych każde z was
  • Nie wiem ilu dziadków mają twoje dzieci, ale sam policz i pomnóż to przez 90 złotych miesięcznie (i weź pod uwagę, że może mają więcej wnuków niż tylko twoje dzieci, wtedy ich udział w “twoim 500+” jest mniejszy
  • Każda rodzina 2+2 wpłaca więc na program 500+ co najmniej 360 złotych miesięcznie plus wpłata od dziadków.
  • Nie jest już tak przyjemnie, co nie? Fakt, nadal wychodzisz na tym na plus, ale tylko dzięki temu, że w Polsce mnóstwo ludzi nie ma jeszcze dzieci i to oni dorzucają się na wypłatę dla twoich dzieci.

Dlaczego ja w ogóle jestem taki zawistny i o tym piszę? 🙂 Sam nie mam dzieci i skąpię na innych? 🙂 Dzieci mam i też wychodzę na tym “na plus” jak inni rodzice. Ale chcę by każdy widział, że to nie jest tak, że dostaje dokładnie 500 złotych na każde dziecko, bo dostaje mniej – musi od tego co miesiąc odliczyć owe 90 złotych na osobę “abonamentu” za udział w zabawie.

Program 500+ jednak zostanie z nami na lata przez owy wspomniany wyżej cukierek. Cukierek jest bardzo słodki, tak słodki, że ogromnej masie ludzi pozwala zapomnieć o goryczy innych działań rządu. To jest nagroda tu i teraz, a inne nagrody – jak choćby pewność, że wasze dzieci gdy dorosną wciąż będą mieszkać w kraju z wysokim poziomem rozwoju gospodarczego, a nie bankrutującej Wenezueli – to odległa przyszłość i zresztą kto to widział by się tym zajmować?

1

Gdy amerykańscy żołnierze nie podlegają pod lokalne prawo

Dziś, zupełnie bez związku z czymkolwiek, chciałbym przypomnieć co się wydarzyło w Cavalese, włoskim kurorcie narciarskim.

W latach dziewięćdziesiątych stacjonowali tam amerykańscy żołnierze na zasadach na jakich chcieliby stacjonować teraz w Polsce: jeśli coś przeskrobią, nie mogą być sądzeni przez kraj gdzie stacjonują, a jedynie przed amerykańskim sądem.

W efekcie czując, że mogą zrobić wszystko i nic im za to nie grozi, zachowywali się adekwatnie do tego samopoczucia. Brawurowe loty samolotami, często testując swoje umiejętności w niebezpiecznych zachowaniach. Według mieszkańców Cavalese normą było, że w ramach popisów startujące samoloty przelatywało nisko nad ziemią, także pod liną kolejki linowej.

W 1998 taki przelot poszedł nie pomyśli pilota, samolot zerwał linę i zginęło 20 turystów, w tym także z Polski.

Zaraz po wypadku żołnierze zniszczyli nagranie przelotu.

Włosi nie mogli nic im zrobić, bo ja wyżej napisałem spisane zasady stacjonowania wyłączały amerykańskich żołnierzy spod włoskiej jurysdykcji.

W Stanach żołnierze doczekali się takiego procesu, o jakich słyszymy gdy na przykład policjant zabija zatrzymanego człowieka. Gdyby nie międzynarodowy skandal, zapewne uszło by im to na sucho, ale wyroki jednak zapadły. Żołnierze zostali skazani nie za zabójstwo 20 osób, a za “zachowanie niegodne amerykańskiego żołnierza” i nieumyślne spowodowanie śmierci.

Rodziny ofiar dostały odszkodowania, ale nie od władz amerykańskich a włoskich.

Więcej:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cavalese
http://www.geociekawostki.pl/2014/05/amerykanski-samolot-vs-woska-kolejka.html

1

To już 9 lat od kiedy mamy podniesiony VAT tylko na dwa lata.

Mija 9 lat od kiedy Platforma podniosła VAT na dwa lata i nie obniżyła.  Potem przyszedł PiS w 205 obiecując, że VAT obniży i nie obniżyli. I dlatego teraz trzeba zastąpić PiS Platformą ponownie. Czego nie rozumiesz?
0

Rozwój epidemii COVID-19 w Polsce

0

Policz kropki

0

Albo: Trwa usuwanie demokracji

0

Blogowanie może być sposobem na cenzurę w mediach społecznościowych

Senacie, odwlekaj!

Wygląda na to, że ostatnie losy ustawy o głosowaniu korespondencyjnym rozpisane zostaną na niemal godziny: senat będzie zwlekać z głosowaniem (odrzuceniem) ustawy już nawet nie do ostatniego dnia, ale do ostatniej godziny by odesłać odrzuconą ustawę tuż przed północą by sejm głosował ją jeszcze raz dopiero kolejnego dnia. Może to będzie nawet w piątek, ostatni dzień przed ciszą wyborczą.

Pamiętacie jeszcze “rządzie publikuj”? Akcję gdy rząd nie chciał opublikować wyroku Trybunału Konstytucyjnego, choć miał taki obowiązek?

Może by tak teraz senat pokazał, że to broń obosieczna i raz, że nie dotrzymywał terminów (to ryzykowne, bo PiS może uznać, że jeśli nie głosowali jej w terminie to obowiązuje), a dwa zagłosował za odrzuceniem, ale dał sobie powiedzmy tydzień na odesłanie jej do sejmu? 0

Problem to zakamuflowana możliwość

Nie ma sytuacji bezwzględnie złych. Jeśli wpadniesz w najgłębsze bagno, postaraj się znaleźć w tym jakieś pozytywy. Jeśli ich nie widzisz to tylko dlatego, że nie zastanawiałeś się odpowiednio długo.

Utrata pracy, to szansa na znalezienie nowej, ciekawszej. Gdy dziesięć lat temu zamknąłem nieoplacalną działalność gospodarczą i równocześnie zostałem zwolniony z innej upadającej firmy, wyjechałem na wolontariat do Rwandy i było to jak dotąd moje najlepsze doświadczenie zawodowe (choć nie zarobiłem ani złotówki) i jedno z najlepszych życiowych.

Siedzenie na kwarantannie w domu to też mnóstwo możliwości: od najbanalniejszej szansy na nadrobienie zaległości w czytaniu czy serialach po potraktowanie to jak ascetycznego wyzwania: jak długo potrafisz siedzieć w bezruchu i patrzeć się w ścianę? czy zdołasz przejść w jeden dzień dystans maratonu chodząc tylko po swoim mieszkaniu?

Przejdźmy od wagi piórkowej do rzeczy naprawdę ciężkiego kalibru.

Zabiłeś po pijaku dziecko na przejściu? Jest źle, bardzo źle, ale spójrz jezzcze raz na pierwszy akapit. To jest te dno bagna o którym mówiłem. Jest wielu ludzi których można uratować przed tym samym błędem i nikt tego nie zrobi lepiej niż ty. Uda ci się ocalić więcej, niż zabiłeś.

Nie cofniesz swoich błędów i nie uda ci się pokonać nieuchronnej katastrofy, ale to nie znaczy że na przyszłość też nie masz wpływu. Nadchodzącą fala utopi cię tylko jeśli na nią nie wskoczysz.

Myśl pozytywnie.

0

TVN24 spadł z kafelka

Firefox wyświetla na ekranie szybkiego wyboru kafelki z najczęściej odwiedzanymi stronami. Wśród nich dość wysoko był u mnie skrót do TVN24.pl. Do czasu redesignu tego serwisu.

Szczególnie na telefonie komórkowym nowa wersja jest okropną porażką, której nie potrafię zrozumieć. Głupie, niepotrzebne animacje przy przewijaniu, które pewnie w założeniu miały ładnie się prezentować, w efekcie sprawiają, że strony nie da się używać. Animacja nigdy nie jest płynna, jest to raczej seria skoków pomiędzy odległymi od siebie klatkami.

Czasem tak kiepska, że strona zamraża się. Chcę ją przesunąć – nie dzieje się nic. Nerwowo próbuję jeszcze raz – tym razem strona odebrała moje dotknięcie jako kliknięcie w jakiś odnośnik, który nie został jeszcze wyświetlony (a więc poprzednie przesunięcie zadziałało, jedynie bez wizualnego poinformowania).

Podejrzewałem, że może developerzy olali Firefoksa, ale nie: zainstalowałem Chrome specjalnie tylko do testu i tam jest to samo. Może więcmój czterordzeniowy flagship killer sprzed 5 lat jest już za stary. Developerzy wpadli więc w pułapkę tworzenia stron pod wąskie grono ludzi takich jak oni: zawsze z najnowszym sprzętem?

No nic, chcąc nie chcąc TVN24 odwiedzam od czasu redesignu rzadziej, tak, że nie mam już tej strony w podpowiedziach kafelkowych. Jego miejsce zajął rzetelny i nieprzebajerowany serwis TVP.info.

Nie no – jaja sobie robię 🙂 PolsatNews.

1

#covidiot

Definicja covidiot dostępna po kliknięciu.

Zachęcam innych posiadaczy blogów i stron o podobne podlinkowanie, tak by ludziom łatwiej udawało się znaleźć to w Google.

3

Komunikacja Miejska w Białymstoku: podnosimy ceny, nie standardy

Staram się przynajmniej raz w tygodniu pojechać do pracy autobusem i z pracy autobusem wrócić. Gdzieś kiedyś zobaczyłem fajne #showerthoughts mówiące, że jeśli tak się robi, zmniejsza się swój samochodowy wpływ na środowisko i smog o 1/5 (jeśli pracujemy pięć dni w tygodniu). W takiej proporcji to wygląda na bardzo znaczące.

Muszę jednak przy tym się wykazywać bardzo dużą wyrozumiałością i uporem. Powodów jest wiele, ale jeden jest najbardziej wkurzający, a ilustruje go wczorajszy zrzut ekranu z jakdojade:

Autobusy “Odjechał” tak naprawdę nie odjechały, bo ich nie było.

Od dwóch lat tak raz w tygodniu jeżdżę i wracam z pracy autobusem i przysięgam: niemal nigdy autobus powrotny nie przyjechał na czas. Na obrazku widać, że aż dwa autobusy po prostu nie przyjechały. Wyszedłem z pracy około 15:35, a autobus zjawił się około 16:05. Po pół godzinie czekania na mrozie. Oczywiście cały zapchany do oporu ludźmi, którym tak samo jak mi nie udało się wsiąść do któregoś z dwóch poprzednich, których nie było.

I teraz tak:

  • sytuacja powtarza się od mniej więcej dwóch lat
  • gdy jeżdżę raz w tygodniu było to prawie 100 przypadków gdy czekałem na autobus
  • może raz, maksymalnie dwa, autobus był na czas
  • autobus jedzie z centrum i nie ma po drodze żadnych remontów dróg, więc powodem są zapewne korki
  • miasto co chwila wydaje setki tysięcy na “poprawę funkcjonowania komunikacji miejskiej”, montuje ekrany pokazujące opóźnienie, autobusy są chyba śledzone GPSem, więc wiadomo które się opóźniają i gdzie
  • i choć od dwóch lat kilka razy do roku aktualizowane były rozkłady, jakoś nigdy nie przyszło komukolwiek do głowy by uwzględnić te powtarzające się opóźnienia

Dla kontrprzykładu, jak jadę samochodem do Łodzi czy Zakopanego, nawigacja google podaje mi o której tam będę i na tak długiej trasie myli się może o 10 minut. Googlowy algorytm wyprzedza inteligencją naszych białostockich planistów rozkładów autobusów.

Tymczasem miasto właśnie postanowiło, że ceny biletów mają pójść drastycznie w górę i zniknie bilet dwudziestominutowy. Ma się to zdecydować na jednej z przyszłych rad miejskich. Jeśli do tego dojdzie, to obiecuję: rezygnuję z komunikacji. Walczcie sobie ze smogiem sami, ja się nie będę więcej poświęcał za co w nagrodę dostaję podwyżkę.

(Tak, wiem, że powodem podwyżki jest fakt, że PiS obciął dotacje dla miast by znaleźć pieniądze na bombelkowe ale nie chcę brać udziału w tej grze politycznej. A właśnie za cyniczną grę polityczną uważam podnoszenie cen komunikacji przy jednoczesnym udawaniu, że się walczy ze smogiem)

4

Kto zdradza brata

Żyjemy w kraju, w którym co chwila ktoś był niszczony wyciągniętą teczką z czasów komuny, ujawnieniem współpracy z SB czy donoszenia na kolegów.

I nagle w poprzedniej kadencji przy prezesie partii który od lat powtarza, że trzeba zerwać z prl-owską przeszłością i zbudować nowe elity pojawia się były prl-owski prokurator, który w swoim życiu zapewne widziałem niejedne kompromitujące akta i niejedną załączoną do nich teczkę.

I stoi u boku tego prezesa, który nadal głosi rozliczanie z komunizmem, ale temat tego prokuratura szybko ucina. Prokurator tymczasem niczym Dyzma bryluje i szczerzy zęby w uśmiechu.

Dochodzi nawet do tego że antykomunistyczny prezes robi ekwilibrystyczne triki by komunistyczny prokurator, który przegrał wybory najpierw jednak został posłem, a gdy to się nie udaje, wbrew głoszonej własnej woli nakazuje wepchnięcie go do Trybunału Konstytucyjnego. Nawet jego własni posłowie dziwią się tym zabiegom.

I nikt nie potrafi połączyć wątków w jedną całość.2

Aktualizacja Ubuntu 19.04 do 19.10: “Coś poszło nie tak” i kernel panic

Jeśli podobnie jak ja popełniłeś ten błąd i zabrałeś się za aktualizację systemu szybciej niż miesiąc od wydania (więc stałeś się nieświadomym testerem nowego wydania) i po restarcie system wyświetla ikonę smutnej buźki i pod nią podpis:

Coś poszło nie tak. Wyloguj się i spróbuj ponownie

A po wylogowaniu nic to nie daje, a restart systemu kończy się:

Kernel Panic - not syncing: VFS: Unable to mount root fs on unknown-block(0,0)

To spotkało cię to samo co mnie 🙂

Najpierw krótkie wyjaśnienie co właśnie się stało: instalator Ubuntu postanowił zrestartować twój komputer zanim skończył instalować aktualizacje. Musisz dokończyć instalowanie pakietów ręcznie, ale najpierw trzeba rozwiązać ów kernel panic (wynikający z tego, że wśród niezainstalowanych/nieskonfigurowanych pakietów jest initramfs).

W tym celu restartuj system aż zobaczysz okno wyboru systemu GRUB. W tym oknie wybierz opcje zaawansowane.

Tam:

  • zanotuj sobie numer najaktualniejszej wersji kernela (u mnie jest to 5.3.0-19-generic)
  • wybierz z listy wersje kernela starszą w trybie recovery
  • wybierz z opcji na kolejnym ekranie linie poleceń root

Teraz wpisz w linii poleceń:

sudo update-initramfs -u -k 5.3.0-19-generic

Wersję kernela zastąp numerem jaki sobie wcześniej zanotowałeś (pozdrawiam w tym miejscu wszystkich, którzy nie czytają całego wpisu a jedynie skanują wzrokiem)

I następnie:

sudo update-grub

Teraz restartujemy system:

shutdown -r now

Jeśli znów widzisz ekran wyboru systemu GRUB, wybierz już standardowe uruchomienie. System spróbuje znów wystartować, ale nadal się to skończy smutną buźką “coś poszło nie tak” – wciąż brakuje kilku pakietów i ich konfiguracji.

Nie wylogowuj się, a przełącz się do wiersza poleceń (ctrl+alt+F4) i wpisz tam:

sudo dpkg --configure -a

I następnie:

sudo apt-get install -f

I znów restartujemy się poleceniem shutdown -r now.

Teraz już system powinien ruszyć bez problemów. U mnie ruszył i teraz to wszystko notuję. Daj znać w komentarzu jeśli miałeś ten sam problem i pomogłem 😉

1

Gdy ulubiony laptop zacznie się sypać

Co zrobić gdy w laptopie pękła ramka wokół ekranu (wszystko działa ok, ale brzydko to wygląda), nowa kosztuje ponad 200 złotych, a wentylator procesora zaczyna hałasować tak, że wiesz, że to już jego ostatnie dni, a nowy kosztuje ponad 100 złotych?

Większość by pewnie rozglądała się za nowym sprzętem. Mój ma już 7 lat! To faktycznie dużo. Ale jako, że nie lubię tworzenia śmieci i ni gonię za nowinkami póki coś jest nadal wydajne (a to wciąż rakieta, zresztą pewnie wiecie, że teraz wszystko co ma dysk SSD to rakieta), ja zrobiłem to:

Po lewej mój laptop, po prawej właśnie kupiony

Znalazłem na Allegro, że taki sam laptop z już nieco popsutą klawiaturą (znam ten ból, w swoim wymieniałem już dwa razy) kosztuje 450zł.

Więc zamiast kupować wentylator i ramkę za około 350 złotych, dołożyłem stówkę i mam rezerwuar części na następne lata.

Polecam ten lifehack.

3

Co tak naprawdę się stanie wskutek globalnego ocieplenia?

Irytuje mnie, że gdy “straszy” się kogoś globalnym ociepleniem, to się mówi jedynie, że będzie cieplej (albo zimniej) i na tym koniec przedstawiania skutków. Nie każdy jest fizykiem, biologiem czy chemikiem by rozumieć co stanie się dalej i wg mnie trzeba to też jasno komunikować.

Dlatego postanowiłem zrobić ten krótki wpis. Wypunktuję co nas czeka około 2050 roku. Jako źródło danych podam teraz ten wywiad, ale podobne informację widywałem już wcześniej w innych miejscach. I perspektywa przyszłości jest spójna.

Wskutek wzrostu temperatur zmniejsza się ilość miejsc, gdzie można uprawiać rolę

W efekcie ceny żywności idą w górę. Ale co bardziej ważne: rosną one, bo żywności na świecie jest mniej. Obszary nie nadające się pod uprawę będą pojawiać się na całym świecie, ale głównie w miejscach bliżej równika, a więc:

Rozpoczynają się migracje ludności na masową skalę

Obecne migracje to pikuś w porównaniu z tym co nas czeka. Żaden mieszkaniec Pakistanu, Nigerii, Etiopii czy nawet Egiptu zwyczajnie nie zostanie w swoim kraju jeśli nie będzie tam jedzenia. Ruszą na północ czyli do Europy, Azji i Ameryki Północnej (ruszą też oczywiście na południe, oby dalej od równika). Dotrą do naszych krajów, w których też będzie już mniej żywności, więc:

Dochodzi do wojen o żywność

Wojen, lokalnych pogromów, eksterminacji. Nie będzie to oczywiście agresja jednostronna: my europejczycy będzie starali się pozbyć przybyszów, a przybysze nie mając dokąd wrócić nie będą z założonymi rękoma czekać na śmierć. Nie chcę sobie wyobrażać jak dokładnie będzie wyglądała Europa, ale jeśli już teraz mamy taki problem z imigrantami… to raczej europejska prawica i nacjonaliści powinni przejmować się już teraz globalnym ociepleniem, a paradoksalnie to tzw lewacy biją na alarm.

Zaczyna brakować wody

Wyższa temperatura to coraz dłuższe susze. Już teraz miewamy z tym coraz większy problem ale czeka nas tylko zmiana w jednym kierunku: susze będą dłuższe i częstsze. Im wyższa temperatura, tym dłuższe i tym częstsze.

Zaczyna brakować najpierw deszczów do podlewania pól, potem do chłodzenia elektrowni węglowych. Zatem:

Następują wyłączenia prądu

Tak, także w Polsce. I wszystko staje: nie ma światła, nie ma internetu, nie działają pompy paliwowe na stacjach benzynowych, więc nie ma transportu.

Tornada

Wyższa temperatura to zwiększenie obszaru na świecie, na którym dochodzi do ekstremalnych warunków pogodowych: tornad, tajfunów. Także w Polsce fruwać będą domy, a uciec nie będzie jak z powodu braku transportu.

Wymieramy

Niestety. W krajach bliższych równikowi temperatura i wilgotność jest tak duża, że przekroczony jest próg po którym nie chłodzi nas już pocenie się (pocić się możemy tylko poniżej tzw temperatury mokrego termometru), organizm się przegrzewa i umiera. Więc jeśli ktoś jeszcze nie wyemigrował, nie przeżyje.

Jeśli ktoś wyemigrował zginie lub zabije kogoś w walce o żywność w “chłodniejszych” krajach.

Jeśli ktoś przeżyje w tej wojnie, zginie nie mając jedzenia, nie mogąc dojechać do miejsca w którym wciąż jest jedzenie lub nie mogąc uzyskać pomocy medycznej w nieczynnych, pozbawionych leków i prądu szpitalach.

Wszystko to będzie następować stopniowo

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: to wszystko nie stanie się z dnia na dzień. Nie będzie tak, że w ciągu miesiąca zabraknie żywności i prądu, Afryka zmieni się w piekarnik i wybuchnie globalna wojna. To będzie następować… wróć: już się zaczęło i będzie zwiększać się stopniowo. Już w tym roku pietruszka kosztowała grubą kasę, bo mieliśmy suszę w tym i poprzednim roku. Coraz częściej i coraz więcej produktów spożywczych będzie coraz mniej. Już z 10 lat temu doszło do olbrzymich zamieszek w Indiach z powodu braku cebuli (w tym kraju cebulę się je tak jak u nas ziemniaki) i takich konfliktów będzie coraz więcej w coraz większej ilości miejsc na świecie. Co miesiąc obszar zdatny do zamieszkania czy uprawy zmniejszy się niezauważalnie, ale się zmniejszy. Będzie tylko gorzej.

Naukowcy mówią, że:

Wyginie około 80% ludzkości

To bardzo dużo, 6 miliardów ludzi i oznacza to koniec obecnej cywilizacji.

Obecny kłopot, to że każdemu się wydaje, że on lub jego dzieci załapią się do tych 20% któremu się uda, więc pozostają bierni.

1

Podsumowanie o co chodzi z pożarami lasów w Amazonii

W 10 minut dobrze wytłumaczone. TL;DR: to nie są de facto pożary lasów, a wypalanie traw w miejscach wykarczowanych pod uprawy rolne. Ilość wypalań jest taka sama jak w ubiegłych latach, a temat został sztucznie rozdmuchany (po co, to zobaczcie już w filmie). I kilka innych kwestii związanych ze znaczeniem lasów amazońskich dla planety.

1