Z kiły można się wyleczyć, ale od Orange się nie uwolnisz.

Szukałem internetu do firmy, padło na Neostradę (żaden świadomy wybór, po prostu w ówczesnej lokalizacji nie było nic innego). W rozmowie z konsultantem zamówiłem więc z instalacją za dwa dni o 12:00.

Jest już dwa dni później i jest 13:30, więc dzwonię na infolinię.

„Aaaale pan u nas nic nie zamawiał, nie mamy w systemie. Zresztą najpierw musimy panu kurierem wysłać router, a potem przyjdzie instalator.”

Zamawiam więc jeszcze raz i czekam na kuriera.

Mija tydzień. Oczywiście nie ma kuriera, więc dzwonię jeszcze raz.

„Na pewno wysłaliśmy. Tu jest numer listu przewozowego, proszę sobie zapisać.” Zapisuję.

Gdy sprawdzam w internecie śledzenie przesyłki, widze, że to jest coś, co zostało nadane do województwa opolskiego (ja jestem w podlaskim). Konsultant nie chciał załapać negatywnej oceny (po każdej rozmowie dostaję smsa z prośbą o ocenienie) więc musiał coś skłamać.

Po dwóch tygodniach bojów w końcu mam neostradę.

(Tu robimy szybki przeskok o dwa lata, pomijając kilka podobnych bojów na infolinii, reklamację zawyżonych rachunków – wg internetu to standardowa praktyka Orange, które ma nadzieję, że ludzie się nie zorientują – i co chwila nie działający router).

Jestem już w nowej lokalizacji, gdzie nareszcie mogę wybrać innego operatora niż Orange i akurat umowa z tym ostatnim mi się kończy. Bez wahania rezygnuję i przenoszę się do nowego dostawcy.

Mija tydzień.

Telefon #1
Orange: „Dzień dobry, jest już możliwość instalacji w pana firmie nowego łącza światłowodowego…”
Ja: „Tydzień temu zrezygnowałem z waszej firmy”
Orange: „To nie chce pan nowego łącza światłowodowego?”

Kolejne kilka dni później.

Telefon #2
Orange: „Widzę, że zrezygnował pan z naszych usług. Czy to decyzja ostateczna?”
Ja: „Ostateczna”

Kilka dni spokoju.

Telefon #3:
Orange: „Dzień dobry, jest już możliwość instalacji w pana firmie nowego łącza światłowodowego…”
Ja: „Nie jestem już waszym klientem od pół miesiąca”

Telefon #4:
Orange: „Dzień dobry, dzwonię bo jest możliwość zmiany obecnej neostrady na łącze światłowodowe”
Ja: „Nie chcę”
Orange: „A można wiedzieć czemu? Przecież obecne łącze jest o wiele wolniejsze”
Ja: „Nie chcę dlatego, że macie tam śmietnik. Nawet pani nie wie, że owe obecne łącze zostało już zlikwidowane 3 tygodnie temu, prawda?”
Orange: „No faktycznie, nic tu takiego nie widzę”
Ja: „Proszę więc zanotować w systemie, że nie jestem waszym klientem i nie chcę być”

Telefon #5:
Orange: „Dzień dobry, właśnie w pana lokalizacji rozpoczynamy podłączanie łącza światłowodowego. Czy nie chce pan zmienić obecnej neostrady na nowe łącze?”
Ja: „Przecież mówiłem już pana koleżankom, że nie mam neostrady”
Orange: „Oooo, a co się stało”
(Tu opowiadam dość grzecznie jak to się zaczęło od ściemniania o wysłanym ruterze i o całym pierdzielniku gdzie nikt w tej firmie nie wie co się dzieje)
Orange: „Uh, w sumie rozumiem. Ale jest pan obrażony tak już na zawsze, czy może kiedyś zmieni pan zdanie”
Ja: „Nie no. Jak za 2 lata znów wpadnę z lokalizacją firmy, w miejscie gdzie jest tylko Orange, to wtedy pewnie będę znów musiał”

Tydzień później, dzień dzisiejszy:

Telefon #6
Orange: „Dzwonię w sprawie pana firmy pod adresem (tu pada prawidłowy adres), chcemy założyć u pana neostradę”
Ja: „A czy widzi pani w komputerze historię naszej korespondencji? Poprzednie telefony?”
Orange: „Nie, nic tu nie ma, dzwonimy pierwszy raz.”


Czytelniku tego bloga: przenigdy nie korzystaj z usług firmy Orange. Jeśli czytałeś już wcześniej w sieci o legendarnym już rozgardiaszu jaki panuje w tej firmie, to wszystko prawda. Oni nie mają żadnego systemu CRM, jeśli konsultant coś ci obieca przez telefon, możesz mieć 99% pewność, że tak nie będzie. Uczciwie przyznam, że w przypadku jednego mojego telefonu, sprawa została raz załatwiona bez opóźnienia i dopominania się. Ale: raz. Poza tym nic nigdy nie było załatwione bez ponownych telefonów i składania dyspozycji od nowa, bo „nie widzę w systemie by pan dzwonił już w tej sprawie”. Dopiero podanie numeru zgłoszenia, który nauczyłem się notować sprawiało, że po tym następowało „A rzeczywiście, jest. Ale wie pan co, musimy zrobić nową dyspozycję”

Do tego choć mam na papierze z pieczątką (z rezygnacją poszedłem do salonu, bo wiedziałem, że przez telefon ona zaginie) potwierdzenie, że już półtorej miesiąca nie jestem ich klientem, cały czas dostaje takie telefony jak powyżej.


Dyrektorze z Orange z jakiegokolwiek szczebla: mam nadzieję, że ktoś ci podeśle link do tego wpisu. Wiedz, że masz totalnie skopany system. Albo wasz CRM nie działa, albo wasz system motywacji pracowników nie działa. Naprawdę jest przykro słuchać nie tylko wspomnianych wyżej kłamstw (konsultanci się boją, że w smsie po rozmowie wystawię im słabą ocenę) albo naprawdę żebrzącego proszenia (sic!) abym w smsie nie wystawiał im słabej oceny, bo oni widzą, że składałem dyspozycję tydzień temu, która gdzieś przepadła ale to przecież nie ich wina tylko kolegi ze zmiany tydzień temu.

Ale tak poważnie: naprawdę macie tak zjebany system, że od 6 tygodni nie ma odnotowanego, że nie jestem waszym klientem, czy jednak „pieprzyć to, widzę, że gośc jest wkurwiony, ale wynik musi być. Dzwonimy i udajemy, że wszystko jest ok”?

No to macie wynik. Ten wpis jest wynikiem. Wasza opinia w internecie jest wynikiem.


Kiedyś napisałem negatywny wpis o T-mobile, bo jak się z nimi żegnałem wysłali mi ostatni rachunek dwa razy. Jakiż ja byłem naiwny i głupi, że uznałem coś takiego za bałagan w systemie!

T-mobile, przepraszam.

W różnych firmach, dużych korporacjach zdażają się fuck-upy i ja to rozumiem, że coś czasem może nie zadziałać i gdzieś jakaś cyferka przeskoczy. Ale przepaść pomiędzy „coś czasem może nie zadziałać”, a Orange jest aż niewyobrażalnie ogromna. Gdybym tego nie doświadczył, nie uwierzyłbym, że jakakolwiek firma może działać tak źle.


Uwaga, w tej sprawie jest epilog, przeczytaj go tutaj.