Komunikacja Miejska w Białymstoku: podnosimy ceny, nie standardy

Staram się przynajmniej raz w tygodniu pojechać do pracy autobusem i z pracy autobusem wrócić. Gdzieś kiedyś zobaczyłem fajne #showerthoughts mówiące, że jeśli tak się robi, zmniejsza się swój samochodowy wpływ na środowisko i smog o 1/5 (jeśli pracujemy pięć dni w tygodniu). W takiej proporcji to wygląda na bardzo znaczące.

Muszę jednak przy tym się wykazywać bardzo dużą wyrozumiałością i uporem. Powodów jest wiele, ale jeden jest najbardziej wkurzający, a ilustruje go wczorajszy zrzut ekranu z jakdojade:

Autobusy “Odjechał” tak naprawdę nie odjechały, bo ich nie było.

Od dwóch lat tak raz w tygodniu jeżdżę i wracam z pracy autobusem i przysięgam: niemal nigdy autobus powrotny nie przyjechał na czas. Na obrazku widać, że aż dwa autobusy po prostu nie przyjechały. Wyszedłem z pracy około 15:35, a autobus zjawił się około 16:05. Po pół godzinie czekania na mrozie. Oczywiście cały zapchany do oporu ludźmi, którym tak samo jak mi nie udało się wsiąść do któregoś z dwóch poprzednich, których nie było.

I teraz tak:

  • sytuacja powtarza się od mniej więcej dwóch lat
  • gdy jeżdżę raz w tygodniu było to prawie 100 przypadków gdy czekałem na autobus
  • może raz, maksymalnie dwa, autobus był na czas
  • autobus jedzie z centrum i nie ma po drodze żadnych remontów dróg, więc powodem są zapewne korki
  • miasto co chwila wydaje setki tysięcy na “poprawę funkcjonowania komunikacji miejskiej”, montuje ekrany pokazujące opóźnienie, autobusy są chyba śledzone GPSem, więc wiadomo które się opóźniają i gdzie
  • i choć od dwóch lat kilka razy do roku aktualizowane były rozkłady, jakoś nigdy nie przyszło komukolwiek do głowy by uwzględnić te powtarzające się opóźnienia

Dla kontrprzykładu, jak jadę samochodem do Łodzi czy Zakopanego, nawigacja google podaje mi o której tam będę i na tak długiej trasie myli się może o 10 minut. Googlowy algorytm wyprzedza inteligencją naszych białostockich planistów rozkładów autobusów.

Tymczasem miasto właśnie postanowiło, że ceny biletów mają pójść drastycznie w górę i zniknie bilet dwudziestominutowy. Ma się to zdecydować na jednej z przyszłych rad miejskich. Jeśli do tego dojdzie, to obiecuję: rezygnuję z komunikacji. Walczcie sobie ze smogiem sami, ja się nie będę więcej poświęcał za co w nagrodę dostaję podwyżkę.

(Tak, wiem, że powodem podwyżki jest fakt, że PiS obciął dotacje dla miast by znaleźć pieniądze na bombelkowe ale nie chcę brać udziału w tej grze politycznej. A właśnie za cyniczną grę polityczną uważam podnoszenie cen komunikacji przy jednoczesnym udawaniu, że się walczy ze smogiem)

40

Comments

warszawski pisze:

W sumie jak wszędzie teraz :/

SpeX pisze:

Ale właśnie korki, to jest największy problem punktualności komunikacji. Bo są one nieprzewidywalne tz. raz możesz stać 5 min, innym razem 15 (bo jest piątek), a jeszcze innym 30 (bo dziś pada; a najlepszy parasol to samochód).

I tak przy tworzenie rozkładów jazdy, uwzględnia się ten fakt (zwiększa się czas przejazdu pomiędzy przystankami). To nie można go zwiększać poza bezpieczną granicę np. +1-2 minuty na poszczególnych odcinkach.

Bo w innym przypadku, gdy nie będzie korek autobus będzie przyjeżdżał 5 min przed czasem i będzie problem z tym nad czasem zrobić.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.