Wróciłem. Nie będzie to jednak długi wpis, jak ten o Wiedniu i Bratysławie, a jedynie meldunek, że jestem i żyję. Całość, jeśli starczy mi zapału, rozbiję na kilka wpisów. Inaczej się nie da.

Kurcze, cały czas mi się marzy jakiś dodatkowy netbook, który zabierałbym na takie wyprawy, by pisać na bieżąco. Tak jest najlepiej, bo teraz już część emocji uleciała. Może ktoś chce zasponsorować w ramach reklamy na blogu? ;)

Góra Ajudah - jeden z symboli Krymu

Góra Ajudah - jeden z symboli Krymu

Podstawowe wrażenie: trzeba tam będzie wrócić, może już na wiosnę za rok. Wyznaję zasadę „jeden wyjazd w życiu w jedno miejsce, życie jest zbyt krótkie, a świat zbyt wielki, by tracić czas na deptanie tych samych ulic i szlaków po kilka razy”. Problem jednak w tym, że sam Krym jest zbyt duży, by udało się go zwiedzić w dwa tygodnie. Kilka dni przed wyjazdem wyciągnęliśmy mapę, by się przekonać jak malutki kawałek tego półwyspu udało nam się zobaczyć. I jeśli tylko ten fragment zaparł nam dech w piersiach, to co z nami będzie, gdy ruszymy kiedyś dalej?

Miejsca jakie odwiedziliśmy na Krymie

Miejsca jakie odwiedziliśmy na Krymie. Interaktywna pełna wersja po kliknięciu na obrazku.

Było i wspaniale, ale i były chwile, że miało się wszystkiego dość. Niesamowite barwy wody czasem przestawały mieć znaczenie, gdy ostre kamienie dna raniły stopy. Dwudziestosześciogodzinna podróż pociągiem z Krymu do polskiej granicy okazała się chwilą w porównaniu z trzynastoma godzinami na granicy. „Krym to stan umysłu” ” myśli sobie człowiek, gdy przechodzi przez proces zakupu biletu kolejowego, czy choćby odwiedza toaletę ;)

Wszystko to wyjaśnię ”  mam nadzieję ” w kolejnych wpisach.

Komentarzy: 5

Dziś trochę ciekawostka. Gdybym nie dał spojlera w temacie, zapewne nie zgadlibyście kim jest ta kobieta ze zdjęcia poniżej:

Tak ta kobieta z całkiem niezłą figurą w całkiem seksownej sukni to naprawdę muzułmanka. I nie jakaś muzułmanka mieszkająca z daleka od świata islamu, ale mieszkająca właśnie w islamskim kraju, wielokrotnie oskarżanym przez USA o wspieranie terroryzmu (moim zdaniem niesłusznie, bo jedyna wina tego kraju póki co to dobre stosunki z Iranem). Kobieta jest Syryjką. Choć urodzona w Londynie, obecnie jest żoną prezydenta tego kraju, Bashara al-Assada. Kobieta ma na imię Asma al-Assad (swoją drogą bardzo ładne imię, znam jedną białostoczankę o takim samym imieniu i od razu mi się spodobało).

Syria wbrew pozorom nie  jest krajem twardogłowych ajatollahów i jest jednym z moich marzeń podróżniczych (mam nadzieję, że uda mi się je spełnić jeszcze w tym roku). Ponoć jest to kraj pełen otwartych na innych ludzi, a to bardzo cenię we wszystkich podróżach (dlatego tak bardzo spodobała mi się Rwanda).

Na koniec jeszcze jedno zdjęcie by udowodnić, że 35-letnia pani Asma  ma piękną nie tylko figurę ;)

Komentarzy: 5