Pewnie już wiecie, że nie jadę do Syrii, a zamiast niej ostatecznie przesiadłem się do samolotu do Gruzji? Syrii sobie jednak nie odpuszczę i kiedyś także i tam dotrę. Także i Wam dotrzymam słowa i – choć plany się zmieniły i póki co sam znów nie zwiedzę kraju malarycznego – kontynuuję moje wakacyjne pisanie o malarii. Ostatnio było o sposobach jak można przed nią się zabezpieczyć, warto przeczytać. Dziś napiszę co nieco na temat tego jak możemy samemu rozpoznać czy to co nam się przytrafiło to jest właśnie malaria, czy też inna choroba przeciw której powinniśmy się byli zaszczepić (lub po prostu zwykła choroba, jak przeziębienie, bo i te się zdarza w tropikach).

Pierwsza ważna zasada: cokolwiek nam nie jest, ale czujemy, że coś jest nie tak, postarajmy się dotrzeć jak najszybciej do lekarza. Ja wiem, że mój blog jest niesamowity 😉 i uwierzycie we wszystko co napiszę 😉 ale poważnie: nie jestem lekarzem i żadne forum, wikipedia czy choćby ja lekarza Wam nie zastąpimy.

Tym bardziej, że objawy malarii są naprawdę różne i dość niespecyficzne.

Podstawowe objawy, jakie znamy chyba wszyscy po lekturze „W pustyni i w puszczy” to oczywiście dreszcze i wysoka temperatura (około 40 stopni). Staś nawet bez lekarza wiedział, że to czego musi szukać po takim widoku to chinina (która nota bene obecnie za bardzo by już się nie sprawdziła). Kolejnymi objawami, które pojawiają się po jakims czasie to poty i obniżenie temperatury.

Ciekawe i charakterystyczne – ale występujące tylko przy niektórych typach malarii – jest cykliczne pojawianie się objawów i ich zanikanie. W przypadku malarii trzeciaczki objawy pojawiają się co trzy dni, natomiast w przypadku malarii czwartaczki – co cztery. Niestety są także malarie, w których objawy nie ustępują przez cały czas jej trwania. Jednak jeśli jest tak, że chorujemy, potem mamy dwa lub trzy dni przerwy i znów chorujemy i znów ta sama przerwa – możemy być niemal pewni, że to malaria.

Jest jeszcze jeden objaw, o który nie zdąrzyłem zapytać, a który lekarze starali się u mnie sprawdzić gdy było podejrzenie, że mam malarię. Mianowicie po krótkim wywiadzie w gabinecie lekarskim w Rwandzie lekarz stanął przede mną i odchylił swoimi palcami moje dolne powieki, tak jak się to robi, gdy chcemy sprawdzić czy komuś nie wpadł do oka jakiś paproch. Czego tam szukał, niestety nie wiem 🙁 Może ktoś z Was potrafi mi to wyjaśnić? Podejrzewam, że mógł szukać pprzekrwienia oczu, ale to tylko moje gdybanie.

Jeśli ktoś z Was wyjedzie do krajów malarycznych aby pracować na przykład w szkole gdzie jakimś cudem będzie miał dostęp do mikroskopu i sprzętu laboratoryjnego – i nie wiedzieć czemu nadal upiera się by nie udać się do lekarza – może spróbować sprawdzić samemu obecność pasożytów w swojej krwi. Robi się to tak zwaną metodą tak zwanej grubej kropli krwi. Bierzemy mianowicie kroplę własnej krwi obwodowej i rozsmarowujemy na szkle mikroskopijnym do średnicy monety; następnie barwimy ją metodą Giemsy. Jest to dość popularna metoda wśród akwarystów, barwnik Giemsy dostaniecie między innymi właśnie w sklepach akwarystycznych. Tak wybarwiony preparat umieszczamy pod mikroskopem. W erytrocytach powinny (lub nie) być widoczne pasożyty. Ale zdaję sobie sprawę, że taki sposób diagnozowania malarii dla większości jest jedynie abstrakcyjną ciekawostką 😉

* * *

Bardzo ważna sprawa: wystąpienie lub nie wystąpienie powyższych objawów nie jest w żaden sposób obligatoryjne. U różnych osób malaria będzie przebiegać nietypowo. Szczególnie różne odchylenia od standardowego sposobu przebiegu występują u osób stosujących profilaktykę antymalaryczną (do której gorąco zachęcam). W takim wypadku część objawów może być bardzo złagodzona. Podobnie afrykańscy lekarze sami przyznają, że diagnozowanie malarii u osoby białej i czarnej to nie jest to samo. Dopiero laboratoryjne badanie krwi daje niemal stu procentową pewność. Objawy wizualne to za mało.

* * *

I jeszcze jedna bardzo ważna zasada: jak już pisałem wielokrotnie, na malarię można zachorować nawet w rok po powrocie do Polski. Dzieje się tak dlatego, że zarodziec malarii jest zdolny do wytwarzania tak zwanych hipnozoitów, form przetrwalnikowych, które nie dają żadnych objawów przez bardzo długi okres czasu. Biorąc pod uwagę ten fakt oraz to, że wiele z powyżej opisanych objawów, może przypominać inne, typowe dla Polski choroby, przez przynajmniej rok uważajcie szczególnie na siebie i odwiedzając gabinet lekarza sami podpowiedzcie mu, że to mimo wszystko może być malaria.

Na koniec poraz kolejny przypomnę, że wiele informacji o tej chorobie możecie znaleźć w serwisach Centrum Informacji Medycyny Podróży oraz na stronie malaria.com.pl.