Google: oglądaj reklamy, albo płać

Klaruje się nowa strategia Alphabet (Google) i zarazem koniec przyjemnych czasów dla internautów. Wszyscy już pewnie zauważyli, że od niedawna można pozbyć się reklam z mobilnej wersji Youtube płacąc za Youtube Premium (a przy okazji w darmowej wersji reklamy zrobiły się nieco bardziej uciążliwe: do tej pory niepomijalne reklamy trwały maksymalnie 5 sekund, teraz jest to trzy razy dłużej).
I dziś kolejny symptom nowej strategii. Jakiś czas temu Google już zapowiedziało, że blokery reklam w Chrome będą działać znacznie gorzej (teraz reklamę można zablokować jeszcze zanim pobrana zostanie z sieci, więc nie są wykonywane zbędne połączenia i zużywany transfer) ale już niedługo to nie będzie możliwe. Dziś uzupełnili tę informację: będzie to działać po staremu, ale tylko w przypadku “enterprise” użytkowników Chrome (czyli firm płacących Googlowi za support).
Nie oceniam czy to dobrze czy źle. Mieliśmy fajne czasy, ale się one powoli kończą wraz z rosnącym monopolem Google. Fajne czasy za to zaczynają się dla branży reklamowej.
No chyba, że ktoś używa Firefoksa. W nim nadal będzie można blokować reklamy po staremu. Zatem instalujcie bo to też może ostatni fajny moment otwartej sieci – prędzej czy później Google zacznie użytkownikom innych przeglądarek niż googlowy Chrome serwować gorsze wersje stron czy w ogóle blokować.

Google to restrict modern ad blocking Chrome extensions to enterprise users

0

Rozszerzenie do przeglądarki by łatwiej wpisywać hasło do kontora Alior

Gdy logujesz się do kantora Alior hasło musisz wpisywać w ten sposób:

(to nie jest mój prawdziwy adres email)

Jest to strasznie niewygodne i dość łatwo się pomylić przepisując z zapamiętanego hasła odpowiednie literki. Właśnie dziś się kolejny raz pomyliłem.

Przemek podpowiedział mi, że on sobie odpala konsole ruby, wpisuje hasło jako zmienną i potem pobiera odpowiednie znaki ze zmiennej i wpisuje je ręcznie na stronie.

Bardzo dobry pomysł, który natchnął mnie by zrobić to jeszcze prościej. I tak w pół godziny stworzyłem rozszerzenie do Firefoksa, które na stronie logowania wyświetla okienko na podanie całego hasła i samo uzupełnia odpowiednie pola:

(serio, to nie jest mój adres email)

Jeśli ktoś chce używać:

  • Rozszerzenie dla Firefoksa
  • Rozszerzenie dla Chrome i pochodnych (jeszcze nie ma, chodź kod jest ten sam; po prostu nie chce mi się publikować na razie. Napisz mi w komentarzu jeśli potrzebujesz, a może zmotywuje mnie to do publikacji w odpowiedniej bazie 🙂 )
  • Kod źródłowy, tego typu rozszerzenia są potencjalnie niebezpieczne bo bawią się hasłami i to w dodatku do platform gdzie trzymacie pieniądze. Dlatego też przejrzyj ów kod sam by się przekonać, że wpisane hasło nie trafia nigdzie indziej niż do odpowiednich krateczek na stronie Aliora. To tylko 10 linijek kodu. Oczywiście jeśli nadal się boisz, nie używaj 🙂 Zrobiłem te rozszerzenie głównie dla siebie.
1

Jak na zawołanie. Firefox będzie blokował notyfikacje jeszcze lepiej

Kilka dni temu pisałem jak pozbyć się wyskakujących próśb o pozwolenie na “wypychanie” przez stronę powiadomień do użytkowników, a wczoraj na blogu Nightly poinformowano, że Mozilla też widzi ten problem i jeszcze lepiej pozwoli zarządzać tym ustawieniem.

Reducing Notification Permission Prompt Spam in Firefox

W skrócie brane są pod uwagę dwie opcje: albo domyślnie ta chmurka będzie ukryta i pojawi się dopiero jak użytkownik świadomie kliknie odpowiednią ikonkę w pasku adresu, albo – jeśli dobrze rozumiem – Firefox będzie gromadzić zanonimizowane informację o tym jaką opcję osoby klikają na danej stronie i kolejnym osobom albo od razu ukryją tę chmurkę (jeśli wcześniejsi odwiedzający niemal zawsze ją odrzucali), albo wyświetlą jeśli algorytm uzna, że faktycznie poprzednie osoby uznały to za przydatne.

Dzięki, Firefoksie!1

Czy pozwolić stronie na wysyłanie powiadomień? Nie

Te okienka wyświetlane przez przeglądarki nad stronami z pytaniem czy pozowolić stronie na wysyłanie powiadomień (fachowo przez web developerów nazywane Web Notifications) są takim mini rakiem sieci. Zamysł może i rozumiem, ale przez fakt, że API te jest nadużywane jeszcze kilka lat i pewnie będzie to wycofany i zapomniany standard.

O ile powiadomienie z kalendarza czy skrzynki pocztowej ma sens, teraz każdy sklep, każda strona z buzz newsami i inne tego typu witryny wdrożyło to. Oczywiście licząc, że zwiększą zasięg, a efekcie dodając tylko kolejne okienko – po okienku z informacją ciastkach, okienku z informacją o RODO, okienku “zapisz się na newslettera”, “polub nas na Facebooku”… – do zamknięcia by zacząć spokojnie czytać stronę.

Twórcy Firefoksa już to rozumieją i na szczęście jest możliwość zablokowania tego API.

Hamburger menu (w rogu przeglądarki) > Preferencje > Prywatność i bezpieczeństwo > Uprawnienia > Powiadomienia i tam zaznaczamy ptaszek “Blokowanie nowych próśb…”. Dotychczas przyznane uprawnienia dla kalendarza itp nie zostaną skasowane, ale jeśli chcesz, możesz to zrobić na tym samym ekranie ustawień.

Dzięki, Firefox. Nie będę za tym tęsknił, obywałem się bez tego przez większość życia w sieci i obędę nadal.

A jeśli ktoś chce też usunąć wszystkie modale “zapisz się… / polub nas…” jest dodatek do tego (nie usuwa od razu, ale kliknięcie go zamknie wszystko na raz)

3

W końcu Firefox jest taki jak powinien być (i jest lepszy od Chrome)

Wszyscy się teraz o tym rozpisują, więc i ja nie mogę odpuścić: wróciłem do Firefoksa po tułaniu się po różnych przeglądarkach i zostanę już na dobre. Nie ma bowiem powodów by dać się mniej lub bardziej szpiegować w innych przeglądarkach.

Dlaczego? Oto najważniejsze powody, przeczytaj i sam(a) zdecyduj czy nie warto Firefoksowi dać kolejnej szansy (lub go poznać jeśli od zawsze korzystaliście np z Chrome)

(Aha, najpierw uwaga. Mówię o wersji na komputery. Niestety na Androida Firefox wciąż jest ociążałą cegłą, której nawet przy dobrych chęciach używać się nie da)

Jest szybki

Firefox 57 to podsumowanie wielu prac przy silniku poczynionych w ostanich miesiącach. Nie jest to totalna wymiana silnika renderującego strony, ale krok po kroku przepisano każdy jego najważniejszy komponent. Efekt jest taki, że Firefox jest tak samo szybki jak Chrome. Nie będę podawał liczb, po prostu zainstaluj i sam się przekonaj.

Znika więc największa bolączka Mozilli, czyli udawanie, że jest dobrze z wydajnością. Takie podejście prawie ukatrupiło Firefoksa w ostatnich latach, gdy wszyscy się przesiedli na Chrome. Czy teraz wrócą? Są dwa powody, by to zrobić:

Używa tych samych rozszerzeń co Chrome

Trochę upraszczam w tym nagłówku, ale chodzi o to, że Firefox przeszedł teraz na tzw WebExtensions – rozszerzenia pisane wg pewnej specyfikacji. Wg tej samej specyfikacji pisane są rozszerzenia do Chrome czy Opery. Oznacza to, że teoretycznie rozszerzenia do Chrome będą od razu działać też w Firefoksie. Muszą tylko przez autora zostać opublikowane w “sklepie” Firefoksa (a zapewne już wkrótce pojawi się jakiś dodatek by instalować rozszerzenia bezpośrednio ze sklepu Chrome, tak jak to ma Opera).

Wiele osób postrzega to jako wadę, bo Firefox porzucił swój własny, oparty na XUL standard rozszerzeń. I po części ich rozumiem, bo XUL dawał o wiele większe możliwości niż WebExtensions.

Ale dla mnie te zrównanie w dół (tak, Firefox w tym wypadku nie staje się bezwględnie zły, a po prostu na tym samym poziomie co Chrome) to trade off, który trzeba było poczynić. Wszystkie przeglądarki używają HTML w tym samym standardzie, wszystkie używają tego samego CSS i JS i doskonale zdajemy sobie sprawę im bardziej ten standard będzie spójny, tym lepiej dla twórców witryn (i nas, użytkowników). I tak samo z roszerzeniami: posiadanie wielu standardów to niewygodne rozdrobnienie. Firefox zrównał w dół, bo to Chrome ma dominującą pozycję. Mam nadzieję, że teraz wszystkie przeglądarki razem będą rozwijać ten standard.

Podsumowując co najważniejsze: jeśli masz w Chrome swoje ulubione rozszerzenia, nie ma już technicznych przeszkód by nie działały one w Firefoksie.

Nie szpieguje!

Jest to dla mnie orgomnie ważne. Nie mam nic super ważnego do ukrycia, ale bardzo nie lubię tego uczucia, że siedzi nade mną jakiś algorytm, który patrzy na to, co robię. Nawet jeśli jest to kompletnie anonimowe to jednak zawsze działa zasada, że obiekt obserwowany zmienia się pod wpływem obserwacji. Mieliście kiedykolwiek tę myśl, że “oho, jestem już na pewno na jakimś radarze” gdy wpisywaliście w google “terroryzm przyczyny”? Czuliście dyskomfort płacąc kartą w aptece za jakiś lek (jeśli nie, to powinniście)? Zdarzało wam się polajkować artykuł na Financial Times tylko dlatego, że chcecie by facebookowe algorytmy, nawet jeśli nie patrzy na to żaden prawdziwy człowiek, zakwalifikowały was do tej “lepszej” grupy użytkowników?

Na tym właśnie polega zmienianie się pod wpływem obserwacji: nawet jeśli jesteście 100% przekonani, że żaden człowiek was nie widzi, mikromodyfikujecie swoje zachowanie, tylko po to by bezduszny algorytm lepiej o was myślał. I nie udawajcie, że tego nie robicie, każdy tak robi. Dla mnie jest to bardzo niewygodne uczucie.

Chrome jest przeglądarką tworzoną przez firmę, która zarabia na reklamach i zależy jej by te reklamy jak najardziej dopasować do użytkownika. Każda zainstalowana przeglądarka Chrome ma swój unikalny indentyfikator, który wysyła wraz z informacją o waszej aktywności na serwery Google. Powyżej wspomniałem tylko o bezwiednym śledzeniu was, ale pamiętajcie też, że żyjemy w dobie, gdy amerykańskie firmy muszą współpracować z NSA gdy te je o to poprosi i nie mogą tego ujawniać (no i znowu właśnie trafiłem na jakiś radar, może i wy trafiacie czytając to).

Przełamanie monopolu

Ilu z was wie, że przeglądarka Opera to tak naparwdę kolejna wersja Chrome? Vivaldi tak samo, tak samo Brave (przeglądarka tworzona przez byłego głównego programistę Mozilli) i właściwie wszystkie inne przeglądarki. Niemal wszystkie używają teraz tego samego silnika wyświetlania stron pod nazwą Blink.

Niemal wszystkie, bo swoje własne silniki mają tylko właśnie Mozilla i Microsoft w przeglądarce Edge.

O ile spójność standardów sieciowych jest bardzo ważna, to powinny być one implementowane na więcej niż jednym silniku. Bo monopol zabije rozwój. Albo dokładniej: zahamuje rozwój sieci w takim kierunku, w jakim powinna się rozwijać dla użytkowników, a rozwijać się będzie w takim kierunku, w jakim chce autor monopolistycznego silnika. Gdyby w sieci został tylko silnik Blink dostarczany przez Google, któremu zależy na maksymalizacji przychodu z reklam, jak myślicie, jakie nowe standardy pojawiały by się w sieci? Byłyby to lepsze interakcje użytkownika w celu zdobywania przez niego informacji, czy zmiany w celu zdobywania informacji o tym użytkowniku przez reklamodawcę?

Mozilla jest organizacją non profit i faktycznie robi to co robi by tworzyć sieć lepszą użytkownikom. Podziękuj więc im i przesiądź się na Firefoksa. Jest za darmo, działa tak samo dobrze jak Chrome, nie śledzi cię, uBlock działa… po co więc zostawać na Chrome?

0

Wróciłem do Firefoksa

Jako, że przynajmniej kilka razy na tym blogu wychwalałem wyższość Chrome nad Firefoksem, powinienem przyznać się, że jednak wróciłem do Firefoksa. Używam go już z dwa miesiące i nie zamierzam – przynajmniej na razie – zmieniać przeglądarki.

Skąd ta zmiana? Powód jest jeden: pamięć RAM. Jakiś czas temu ktoś w Google wpadł na to, że Chrome weźmie tyle pamięci, ile znajdzie i już po starcie zajmuje pół gigabajta. Po dłuższej pracy to są nawet 2 GB.

Może i by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że  ostatnio coraz więcej firm i programistów myśli tak samo. Dwa gigabajty dla chrome, 1 gigabajt dla edytora Netbeans. Ja się na to nie godzę. I o ile rozumiem dlaczego Netbeans potrzebuje tak wiele pamięci (w końcu to potężne, rozbudowane IDE do programowania) to nie chcę by i przeglądarka tyle żarła.

Kilka razy się załapałem na tym, że mając w komputerze 3 GB ramu i włączonego Chrome zajmującego już dwa gigabajty, odpalałem Netbeans. A to oznaczało rzężenie dyskiem w poszukiwaniu miejsca, gdzie by te nadmiary pamięci upchnąć. Jako, że Netbeans używać muszę (i lubię), Chrome powiedziałem “pa pa”.

Było ciężko przez kilka pierwszych dni (przyzwyczajenia do skrótów i zachowań, o których pisałem już wcześniej) ale teraz, po dwóch prawie miesiącach Firefox leży już w moich dłoniach, wygląda i działa niemal tak jak chce, a nawet zajmuje mniej miejsca na ekranie.

Wszyscy polubili Chrome za zintegrowanie paska tytułu z paskiem paneli. Ja w Firefoksie zintegrowałem na jednym pasku i tytuł, i panele i menu. Chrome tego nie potrafi. Oto jak to wygląda:

Pasek zakładek chowa się (a raczej otwiera, bo domyślnie jest schowany) tą gwiazdką.

Gdyby ktoś też tak chciał, to:

  • wszystko w jednym pasku umieściłem przez zwykłe Dostosuj w Firefoksie
  • chowanie paska zakładek osiągamy przez dodatek Hide BookmarksBar
  • dodatkowo, czego nie widać na zrzucie, pozbyłem się drażniącego okienka pobierania plików zastępując je dodatkiem Download StatusBar, który podobnie jak w Chrome pobierane pliki pokazuje na pasku na dole  okna (węższym niż w Chrome)
  • pasek tytułu w Gnome 3 w Fedorze usunąłem linukowym mini-programem maximus.

I jest tak jak ja chce 🙂

Tak więc Firefoksie, masz jeszcze przyszłość. Przynajmniej u mnie.

0

Gra w statki “na pieniądze”

Na Demotywatorach trafiłem dziś na odnośnik do gry w statki przez przeglądarkę shipo.pl. Fajnie, bo w święta aż się chce byle jak pozabijać czas, a po drugie nie będę może zbyt skromny, ale w statki idzie mi całkiem dobrze 🙂 Wiem jak rozstawić statki aby ryzyko trafienia było mniejsze, wiem jak strzelać by prawdopodobieństwo trafienia było większe.

Co więcej shipo.pl oferuje możliwość grania na pieniądze. Na starcie dostajemy 10 złotych, niestety od razu chce przestrzec, że te 10 złotych nie ma nic wspólnego z prawdziwymi pieniędzmi. Pieniądze są kompletnie wirtualne i służą nam jedynie do spróbowania zabawy. Nie możemy ich wypłacić, a gdy dojdziemy w grach do 20 złotych na koncie, zabawa się kończy. Albo zrezygnujemy z serwisu, albo wpłacimy realną kasę i zaczniemy już grać naprawdę. Od tej pory wszystko co zarobimy jest już nasze (choć przy wypłacie zostanie potrącony procent dla twórców serwisu).

Gra niestety ma bardzo wiele wad, od technicznych po merytoryczne.

Po pierwsze nie działa w Chrome. Musiałem specjalnie dla niech odpalić Firefoksa (co ciekawe przez cały czas grania Firefox zżera 100% procesora).

Po drugie gra ma wady sama  sobie. Czasem coś nie działa, czasem nawet gra sama się przyznaje, że wystąpił błąd i prosi o opuszczenie gry i zaczęcie od nowa. Niestety opuszczenie gry oznacza poddanie się i automatycznie pieniądze o jakie właśnie gramy przegrywamy. Niby jest w rogu znaczek beta, ale serwis, który pobiera od nas pieniądze, powinien też ponosić odpowiedzialność za ich utratę z winy błędnie działającego kodu. Za takie coś autorom strony należy się co najmniej kara chłosty (czy nawiązując do panującej tam terminologii – kara przeciągnięcia pod kilem).

Pomijając błedy techniczne, owa gra w statki… z grą w statki nie ma więcej wspólnego niż wygląd planszy 10 na 10. Każdy za wpłacone na konto shipo.pl pieniądze może dokupić usprawnienia. Można podglądać plansze przeciwnika, można wykonywać 5 strzałów w jednej rundzie, można strzelać pociskami, które za jednym razem trafiają w np w 9 pól lub ustawić, że jeden strzał niszczy cały statek, niezależnie od jego wielkości.

Oczywiście dodatków kupować nie trzeba, ale jak się trafi na innego gracza z dodatkami nie mamy praktycznie szans na zwycięstwo. Szybko wyliczyłem, że za około 2 złote można kupić dodatków, które w pierwszej rundzie strzałów pozwolą nam zaatakować lub podejrzeć co najmniej 28 pól. Czyli już na starcie bombardujemy w ten czy inny sposób aż jedną czwartą planszy przeciwnika. Akurat w płatnej wersji gry nie zdarzyło mi się zagrać z nikim, kto by nie korzystał z tych dodatków, zatem oczywiście przegrałem wszystkie walki (aż do momentu gdy sam kupiłem dodatki).

Kupowanie dodatków z kolei zmusza gracza do grania o wyższe stawki. Nie lubię za bardzo hazardu. Zawsze gram o maksymalnie 1-2 złote, bo bardziej od zarobku liczy mi się zabawa. Jednak jeśli aby wygrać w jedną grę musimy zainwestować 2-3 złote, szybko przy mojej strategii pójdziemy z torbami. 😉

* * *

Wpis ten zawiera linki referencyjne do shipo.pl – podaje je tylko dlatego, że mogę podać, ale nie liczę na wielkie korzyści z tego. Grę raczej nie polecam. Jeśli chcecie, zarejestrujcie i się pograjcie w wersję bezpłatną. Wersję płatną polecam tylko miłośnikom hazardu, a nie miłośnikom gry w statki.

Tak btw, czy ktoś zna inną, ale prawdziwą grę w statki przez przeglądarkę? Na kurniku nie ma, a na wp.pl nie chcę nawet próbować (bo jeśli dobrze pamiętam ichnie gry działają dzięki ActiveX – a może coś się zmieniło?). Nie musi być na pieniądze 🙂0

Google małpuje moje pomysły na prezenty ;)

Czy ktoś tu jeszcze pamięta akcję sprzed sześciu lat (Jezu, jaki ja jestem stary) pt. “Mozilla na Święta”? Tak, to ja ją wymyśliłem. Polegało to na tym, że przygotowaliśmy obrazy płyt z Mozillą, Firebirdem i Thunderbirdem które można było sobie wypalić z zamiarem wręczenia komuś jako prezent.

Teraz czasy są inne, programy mniejsze  i internet szybszy, więc ludzie już nie wypalają sobie 30MB na płycie, a po prostu ściągają trzy razy mniej i 20 razy szybciej. Dlatego też akcja by już nie miała większego sensu.

Jednak Google właśnie robi coś bardzo podobnego, co wtedy zrobiliśmy my: przygotowano stronę, na której można zapakować Chrome w paczkę z kokardką i wysłać mailem znajomemu. Tutaj jest wszystko na ten temat.

Ciekawe czy ktoś tam w google przypomniał sobie o nas i czy jeśli przypomniał, przyznał się przed przełożonym, że pomysł wziął “z internetu”? 🙂

P.S. Wesołych Świąt 🙂0

Gandalf mówi o Firefoksie

Bardzo dobry wywiad ze Zbyszkiem Branieckim (aka Gandalfem) o Firefoksie. Długi, ale polecam przeczytanie całości.

Mi się czytało bardzo przyjemnie. Przypomniały mi się stare dobre czasy i jak widać większość ideałów, pomysłów na Firefoksa nie umarła, choć jakiś czas temu uważałem co innego 😉

…choć ja już i tak zostanę na razie przy Chrome. Przynajmniej do czasu, aż ten będzie szybszy od Firefoksa, a tutaj niestety różnica jest drastyczni widoczna. 🙁0

Była sobie przeglądarka

Dawno, dawno temu, gdy większość ludzi nie potrafiło odróżnić przeglądarkę od wyszukiwarki, była sobie Mozilla. Nawet nie Mozilla Suite, ale Mozilla, bo nie trzeba było do jej nazwy dodawać żadnych rozwinięć celem odróżnienia od Phoeniksa, Firebirda czy Firefoksa. Phoenix, później nazwany z powodu plagiatu nazwy Firebirdem i później znów nazwany z powodu plagiatu nazwy Firefoksem nie istniał.

Z Mozillą zetknąłem się pierwszy raz w wersji 0.9 cośtam i choć była ciężkim kolosem jak na tamte czasy, od razu polubiłem. To był chyba rok 2003 i z internetem łączyłem się jeszcze przez tepsowy modem, więc trzeba było być prawdziwym entuzjastą sieci by ściągać te 11 megabajtów (sic!) przez wdzwaniane połączenie. Co więcej ściągać trzeba było co kilka tygodni, bo co tyle właśnie pojawiały się nowsze wersje i nie było jeszcze znanego z Firefoksa mechanizmu aktualizacji, który by wymagał pobrania tylko zmienionych plików.

Pobierało się więc cały ten pakiet – bo Mozilla to nie była tylko przeglądarka, ale i klient poczty, i edytor stron, i klient IRCa – z pewnym przyzwoleniem na te roztycie Mozilli. Bo wtedy Mozillę używało w Polsce około 30 tysięcy osób i to było coś. I używały jej głównie osoby robiące strony WWW, które miały już dość niekompatybilnego z jakimkolwiek standardem Internet Explorerem.

Mozillę lubiło się z wielu powodów. Między innymi za nowatorskie jak na tamte czasy zakładki, między innymi za fakt, że nie wyświetlała estetycznie stron, które miały ładnie wyglądać, ale ich kod nie trzymał się standardów W3C. Mozilla była buntem przeciw rozejściu się sieci w dwóch kierunkach. W kierunku “Tą stronę najlepiej jest oglądać w IE4 lub nowszym” i w kierunku “Tą stronę najlepiej oglądać w Netscape Navigatorze 4 lub nowszym”. Od teraz miało już być “Tą stronę można oglądać w każdej dobrej przeglądarce”.

I to się stało, a stało się głównie za sprawą Mozilli i jej rosnącej popularności. Webmasterzy – ci od domowych klepaczy po zawodowców – coraz częściej zamiast robic strony we Front Page zaczęli zaglądać do specyfikacji języka HTML i CSS. W między czasie urodził się i wielokrotnie przepoczwarzył Firefox, a oba te elemnty stworzyły sprzężenie zwrotne dodatnie skutkujące sukcesem zarówno standardów jak i sukcesem  przeglądarki. Z 30 tysięcy użytkowników Mozilli mamy teraz kilka milionów użytkowników Firefoksa w samej jednej Polsce.

Niestety proszę Państwa: chcemy tego czy nie, ale jesteśmy właśnie na szczycie popularności tej przeglądarki. Lepiej już nie będzie. Zatem cieszmy się z sukcesu, zanim przeminie.

Rewolucja zjada własne dzieci, Firefox staje się ofiarą własnego sukcesu i nie sądzę by udało mu się wyjść z problemów, jakie go teraz trapią.

Jednym z sukcesów, które stały się problemem jest to, że użytkownicy sieci nauczyli się, że Internet Explorer nie jest jedyną przeglądarką. Jeśli ktoś już raz zmienił IE na Firefoksa, wie już, że równie dobrze może teraz zacząć kozrystać z Chrome, Opery czy innych. I zrobi to tak często, jak często w Firefoksie coś mu nie będzie się podobało.

Czy Chrome zyskałby tak szybko tak dużo użytkowników, gdyby nikt wcześniej nie wymyślił Mozilli/Firefoksa i Firefox nie był obecnie tak popularny?

Drugim sukcesem, który jest już problemem Firefoksa jest liczba jego użytkowników. Twórcy Firefoksa wiedzą jak dużo osób go używa, wiedzą że używają go z uwagi na nowatorstwo i nie mają już odwagi zwolnić z cyklem wydawniczym. W Firefoksie  co chwila musi się pojawić jakaś nowa funkcja – a to inteligentny pasek adresu, a to obsługa HTML5, a to nowy silnik JavaScript, wbudowane filmy wideo bez odtwarzacza Flash czy właśnie ogłoszone renderowanie elementów trójwymiarowych.

Niestety nikt już się nie przejmuje, że wraz z ilością nowych rozwiązań sspada ich jakość. Pasek adresu jest tak niedopracowany, że wpisanie w niego kilku pierwszych liter na starszych komputerach powoduje zawieszenie przeglądarki na około 10 sekund zanim wczyta się baza danych paska. JvaScript może i jest szybki (choć wolny w porównaniu z tym obecnym w Chrome), ale co z tego, skoro uruchomienie Firefoksa zajmuje już tyle samo co uruchomienie całego systemu operacyjnego (mój Ubuntu startuje w 19 sekund, Firefox startuje w 23 sekundy)?

O problemie z niezwalnianiem pamięci przez kolejne otwierane i zamykane zakładki w Firefoksie, problemie istniejącym od samego początku tego programu nikt z jego twórców już nawet nie myśli. Wskutek tego już po pół godzinie pracy Firefox zabiera ~400 MB ramu z 500 dostępnych (pozostałe 100MB zabiera cały system operacyjny).

Ktoś mi kiedyś powiedział, że RAM jest przecież po to, żeby z niego korzystać. Śliczne wytłumaczenie ułomności przeglądarki.  Jeśli czegoś nie potrafimy naprawić, powiedzmy, ze tak właśnie ma być. Kiedyś Bill Gates skrytykowany za to, że Windows startuje o wiele wolniej od pozostałych systemów, powiedział, że rozwiązaniem jest nie wyłączanie komputera z Windows.

Ciekaw jestem jak wielką grudą soli w oku twórców Firefoksa jest obecnie Chrome. Przeglądarka, która powstała jako ostatnia, przeglądarka posiadającą niemal wszystko to, co Firefox posiada, a startująca na moim komputerze w 4 sekundy i po wielu godzinach pracy zużywająca tyle samo pamięci, ile używała na początku (czyli jakieś 40 MB).

Niestety nie ma idealnego programu, ale Firefox diabelnie blisko tego ideału był. Niestety był.  Ten wpis to moje ostateczne pożegnanie się z tą przeglądarką, a właściwie pożegnanie się z fascynacją tą przeglądarką. W Firefoksie nic mnie już nie zachwyca. Nie co prawda też siermiężnie nie zniechęca, ale nie ma już powodu dla, którego miałbym ją używać. Tydzień temu Firefoksa odinstalowałem i niezrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Używam sobie Chrome, a jak muszę zobaczyć jakąś stronę zawierającą flash i zależy mi na wyświetleniu tego flasha, szybko klikam na ikonkę przegądarki Midori czy Opera.

W końcu Firefox mnie tego nauczył, że przeglądarki można swobodnie zmieniać.0

Zgłaszanie błędów jest seksi

Może nie sexy, ale przynajmniej cool 😉 To fajne uczucie jak wypełnisz formularz odnośnie buga i po kilku godzinach widzisz, że ktoś się nim zajął. Trochę uczestniczysz w projekcie, choć nawet nie musisz się znać na programowaniu.

Kiedyś tak namiętnie zgłaszałem błędy w Mozilli, że dostałem email od developerów z pytaniem czy nie chcę zaangażować się bardziej w projekt i zostać kimś w rodzaju odsiewacza duplikatów / popychacza zgłoszeń dalej. (Nie skorzystałem).

Jak siedziałem w Rwandzie, jak się nudziłem (i akurat nie grałem już w ipuzzle 😉 ) czytałem całą dokumentację do OpenOffice, porównywałem wskazówki w niej zapisane z faktycznym sposobem wykonania danej czynności w OO.o (np położenie czy nazwy przycisków w OO.o się zmieniły, a nie ujęto tego w dokumentacji) i jak tylko coś znalazłem (a znajdowałem często), zgłaszałem. Proste bugi, więc i szybko pojawiały się bug_fix-y 🙂

Właśnie wypełniłem pierwszy Bug Report dla Google Chrome i właśnie developerzy się nim zajęli 🙂0

Różne, niezwiązane

Oto kilka rzeczy, których albo nie da się, albo nie ma większego sensu publikować w osobnych wpisach.

* * *

Sprzątam od jakiegoś czasu dyski. Jakoś tak mnie naszło, że chyba już warto trzymać katalogu, w katalogu, a w nim pliku, którego nazwa już nic mi nie mówi i nie będę raczej zanim tęsknił, jeśli go usunę bez zaglądania do niego. Udało mi się już odzyskać w ten sposób ponad 10 GB miejsca. Głównie dzięki wyrzuceniu muzyki i filmów. Oczywiście coś tam jeszcze zostało.

* * *

co20tyKlik aby zobaczyć duże. Pamiętacie te czasy, gdy cieszyło, że użytkowników Mozilli jest 5%? Dużo się od wtedy zmieniło: wtedy prowadziłem fanowską stronę o Mozilli, wtedy jak ktoś otwierał Mozillę, wybierał “Pomoc > O Mozilli > Podziękowania” widział moje nazwisko z podziękowaniami za pomoc w promocji. Kiedyś jak zakładałem stronę w całej Polsce, wg Gemiusa było 38tys użytkowników Mozilli.

Teraz Mozilla ma już ponad 50% rynku, a ja jej główne wydanie – Mozillę Firefox – odradzam.

* * *

Wczoraj coś mi padło. W komputerze. Albo zasilacz nie podawał prądu do dysków, albo płyta główna dysków nie widziała.

Nie wnikałem i przełożyłem dyski do nowego (tzn starego, ale nie używanego) komputera, co stoi pod stołem i czasem sobie z niego biorę jakieś części, ale głównie stoi.

Ubuntu ruszył bez zgrzytu. Powiedział mi tylko, że widzi, że zmieniłem kartę graficzną, ale że spoko i już wybrał nowy sterownik.

Dla odmiany Windows 2000 powiedział, że nie ruszy i już. Za karę już go sformatowałem. 😉

* * *

Dotarła do mnie informacja prasowa z prośbą abym ją tu opublikował. Nic dziwnego, że dotarła. Szczerze to się dziwię, że dopiero teraz ktoś postanowił w ten sposób wykorzystać mój blog (czytany średniodziennie przez 2 tysiomce średnioludzi).

Ale tak poważnie to Łukasz Skorwinder, co ma iPuzzle poprosił mnie abym powiedział Wam, że w jego puzlach dostępne są do układania teraz także historyczyne widoki Warszawy udostępnione przez Archiwum Państwowe. No to mówię.

Normalnie za takie coś to biorę 700 złotych, ale Łukasz ma publikację info za friko. Bo jak siedziałem w Rwandzie to co wieczór – na zmianę w grą w Age of Empires – układałem sobie obrazki na właśnie jego stronie 🙂 Polecam, fajna zabawa, jak już nie macie co robić przed komputerem.0

Test rozjemca

Odkryłem kolejny fajny test prędkości przeglądarek:

http://service.futuremark.com/peacekeeper/

Choć fajny jak dla kogo. Mój Firefox 3.x testu nie przechodzi (tzn zabrakło mi cierpliwości). Firefox 3.5.x też nie chciał przejść, ale tu byłem bardziej cierpliwy. Jak widać na poniższym obrazku chyba niepotrzebnie, bo test pokazał i tak to, co już wiem: Chrome od tłustej lisiej świni i tak jest szybszy (choć nie spodziewałem się, że aż tak)

peacekeeper0

Google Chrome coraz bardziej linuksowy

I bardzo dobrze. Mam obecnie wersję 3.0.197.11 i z wersji na wersję (Ubuntu sam mi pobiera aktualizacje i robi to często) widzę kolejne zmiany.

Zniknęła gnomowa dekoracja okna (teraz już jest tak jak pod windows, czyli zakładaki znajdują się na pasku tytułu), powoli ruszają pluginy. Na szczęście nie są domyślnie włączone, bo zdarza się, że strona z flashem się nie ładuje albo się wywala. Ale grunt, że już się rusza 🙂

Kiedyś byłem fanem Mozilli, a teraz mi jest zwyczajnie głupio, że brałem udział w promowaniu takiej tłustej bestii. Przed chwilą robiłem sobie małe testy:
Czas uruchomienia Ubuntu do ekranu logowania: 57 sekund
Czas od zalogowania do wyświetlenia pulpitu: 24 sekundy
Czas uruchomienia Firefoksa: 22 sekundy, czas uruchomienia Chrome: 7 sekund.

O prędkości działania obydwu nie wspomnę. (Bo już pisałem)0

A teraz cisza!

Każdy się chce dam dostać. Może nie każdy jawnie to przyzna, ale nikt by nie pogardził możliwością znalezienia się tam. Sprostać wyśrubowanym wymogom, okazać najwyższe standardy – byłoby się czym chwalić i napawać podczas gdy spoczywać na nas będzie zawistny wzrok konkurencji, mówiącej, że tak naprawdę nie o to przecież chodzi.

Jednak ostatecznie to my sami wybierzemy tego naszego najlepszego kandydata. Kto nim będzie? Pozwólcie, że na chwilę oleję fakt, że trwa właśnie cisza wyborcza i wyraźnie pokażę, kto według mnie powinien zasłużyć na miano najlepszego. Ba! Więcej: będę was jawnie namawiał do takiego samego wyboru, jakiego dokonam ja.

Każdy chce się tam dostać. Oczywiście chodzi mi o stronę Chrome Experiments. Kilka przykładów tego, jak już wkrótce może wyglądać surfowanie po internecie i zarazem kilka przykładów dlaczego niby mielibyśmy wybrać przeglądarkę Google Chrome. Przyznam, że stronę tą pierwszy raz zobaczyłem tydzień temu, ale od razu zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Świetne zabawy z interfejsem za pomocą javascript i nie istniejącego jeszcze języka HTML 5.

Wrażenie niestety połowiczne, bo u mnie, na Linuksie strona cholernie się tnie. Tymczasem widziałem jak chodzi to pod Windows i to nie tylko na Google Chrome, ale i Firefoksie (Internet Explorera na szczęście gość, który mi to prezentował nie odpalał).

Trzeba było znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczegóż to u mnie, na w końcu nie najgorszym (ale i nie najlepszym) komputerze strona zachowuje się jakby przeglądarka miała czkawkę. Procesor 1,3 GHz, 500 MB RAM, karta graficzna 128MB. Wstyd? Wychodzi na to, że wstyd.

A może to winny jest Firefox (3.0), lub może nawet Linux (Ubuntu 9.04)?

Postanowiłem się rozejrzeć jak z obsługą JavaScript radzą sobie inne przeglądarki dostępne w tym systemie. Miałem zamiar użyć ku temu świetnej strony testującej prędkość przetwarzania tego języka, jaką jest Sunspider. Zadanie jest proste: weź zbierz wszystkich kandydatów w jednym miejscu, każ im przejść test Sunspider i porównaj wyniki. Potem zobacz, jak każdy z kandydatów radzi sobie w życiu, czyli wpuść go na Chrome Experiments.

Jak wiemy obecnie w Rzeczpospolitej Linuksowej liczą się dwie siły przeglądarkowe: będący od jakiegoś czasu u władzy Firefox i opozycyjna Opera.

Test Sunspider dobitnie dowodzi, że władza Firefoksa jest uzasadniona. Wykonanie wszystkich zadań Operze 9.62 zajęło 20033 milisekund, natomiast Firefox 3.0.10 miał  wszystko ukończone już po 11617 milisekundach. Wynik prawie dwa razy lepszy.

Kto śledzi najnowsze doniesienia medialne, ten wie, że już niedługo ukaże się nowy, ponoć o wiele szybszy Firefox 3.5. Z nowym silnikiem javascriptowym ma ponoć położyć pozostałych konkurentów na łopatki.

Zainstalowałem więc jego czwartą wersję beta i dopuściłem do debaty. Wynik: 5123 milisekundy! Dwa razy lepiej niż starszy brat 3.0 i aż cztery razy lepiej niż opozycyjna Opera.

Poniżej wykres przedstawiający porównanie obu przeglądarek: Opery oraz Firefoksa (tego ostatniego w dwóch wersjach).

Porównanie prędkości javascript w Operze i Firefoksie

Porównanie prędkości javascript w Operze i Firefoksie

Proszę Państwa! Eurokandydat wybrany! Jest nim już i tak panujący Firefox, tyle, że w najnowszej, bardziej przyjaznej zwykłym ludziom, takim jak ja i Ty Czytelniku odsłonie.

Ale zaraz. Wszedłem wszystkimi przeglądarkami jeszcze raz na Chrome Experiments i tak:

Firefox 3.0.10 – wolno i na dodatek z niemiłosierną czkawką. Animacje mają tempo ślimaka i to ślimaka, który co chwila (na oko co sekunde) musi się zatrzymać i zastanowić co ma robić dalej.

Firefox 3.5 beta 4 – to samo co wyżej.

Opera 9.62 – no jaja: ślimak nadal jest ślimakiem takim jak wyżej, ale przynajmniej nie ma cosekundowej czkawki!

Już miałem ogłosić wyniki debaty, wedle których w Rzeczpospolitej Linuksowej nie ma żadnej przeglądarki, która mogłaby szczytnie reprezentować ten system na szerokim forum międzysystemowym. Albo przyznać, że moje 1,3 GHz to stary rupieć.

Tymczasem w piątek, tuż przzed ogłoszeniem ciszy wyborczej (bo jakże mogłoby być inaczej) serwisy doniosły o pojawieniu się w Rzeczpospolitej Linuksowej nowego kandydata. Google oficjalnie wydało swoje Google Chrome pod tą platformę.

Nie było jeszcze za poźno na rejestrację owego kandydata, więc wziąłem się za jego odpytywanie. Wykrywacz kłamstw, czyli Sunspider powiedział, że mamy tu do czynienia 4599 milisekundami. Wynik nieznacznie tylko lepszy od Firefoksa 3.5. Zaktualizowany o nowego kandydata wykres wygląda tak:

Google Chrome - dosłownie rzutem na taśmę. Ale czy równie dobrze poradzi sobie w realnym życiu?

Google Chrome - dosłownie rzutem na taśmę. Ale czy równie dobrze poradzi sobie w realnym życiu?

Tak więc mamy zwycięzcę! Nowy, młody (choć już z numerkiem 3.x, ale Opera podobnie zaczynała) i jaki szybki w sondażach! Pięknie prezentuje się na papierze, zachwyca liczbami, imponuje rozmiarem…

I co najważniejsze: na Chrome Experiments działa tak jak powinien! Szybko i bez zacięć. Co prawda strona ta została stworzona właśnie po to, aby udowadaniać przewagę Chrome nad innymi kandydatami, ale szybka przebieżka po innych, nafaszerowanych JS, DOM, XML, WTF i innymi nie większości z Was nie mówiącymi technologiami także pokazuje, że Chrome jest najszybszy.

Najszybszy, ale jeszcze nie najdoskonalszy. Prawdę mówiąć wciąż kulawy w porównaniu ze swoim bratem z Krainy Windowsem Płynącej. Nie ma większości opcji, okno przeglądarki nie wygląda tak jak wyglądać powinno, animacje flash w ogóle nie działają…

Ale i tak mój głos oddaję na Chrome! Nie dlatego, że go w całej rozciągłości popieram, bo nie popieram. Ale dlatego, by pokazać – jak namawia do tego Opera – żółtą kartkę przeglądarce rządzącej. Już dawno się mówiło, że ludzie stojący za Firefoksem Linuksa traktują jak system drugiej kategorii (co brzmi wyjątkowo hipokrytycznie, zwłaszcza, że i Linux i Firefox wywodzą się z tej samej idei opensource) i Firefox linuksowy zawsze jest gorszy i wolniejszy od Firefoksa windzianego.

Niech twórcy Firefox zobaczą choć chwilowy spadek w wynikach wyborów. Może to ich zmobilizuje do działania, bo mimo wszystko to dobra przeglądarka i mam nadzieję, że wróci kiedyś do pełni swoich sił.

* * *

Na prośbę wyrażoną w komentarzu, do testu dodaje też Operę 10 beta. W sumie się należy, bo Firefoksa testowałem w wersji beta, Google Chrome to też chyba beta (samo Google prosi o nie używanie tej przeglądarki na razie).

Opery beta nie było, bo nie wiedziałem jak zainstalować ją w Linuksie, tak aby nie nadpisała wersji 9.62. Okazało się to jednak bardzo proste (podobnie jak przy Firefoksie po prostu rozpakowuje sie archiwum i uruchamia bez instalacji).

Wynik opery 10 beta na Sunspider: 18247. Czyli jest lepiej, ale jedynie od opery 9.x i to nieznacznie.

Opera 10 beta na Chrome Experiments: tak samo jak poprzednia wersja – wolno ale bez zacięć.

Zaktualizowany wykres:

...i jeszcze Opera 10 beta. Niestety postęp względem 9.x jest nieznaczny

...i jeszcze Opera 10 beta. Niestety postęp względem 9.x jest nieznaczny

* * *

Jeśli komuś cały wpis skojarzył się z wyborami do europarlamentu, któraś z przeglądarek z którąś z partii politycznych, to znaczy że nie ma racji. Naprawdę pisałem o przeglądarkach jako o przeglądarkach, nie mam tu zamiaru przemycać w podtekstach jakichkolwiek materiałów agitacyjnych odnośnie żadnej partii. Całość napisałem jak napisałem, aby było ciekawiej niż zwykłym, nudnym tekstem porównującym nudne liczby.0

To nie będzie blog o Firefoksie

Ale gdyby ktoś przypadkiem dogooglał się tu na hasło “firefox wolno działa pasek adresu”, no to proszę bardzo. Witam i karmię czym chata bogata.

Firefox od wersji 3 ma “niesamowity” pasek adresu, który sam zgaduje co i jak. Wystarczy wpisać fragment tytułu strony, adresu strony, słowa kluczowe, a pasek pokaże nam wszystko co już na ten temat odwiedził razem z nami i zapamiętał. Przydatne.

Do czasu gdy pasek zacznie się ślimaczyć. Doszło u mnie do tego, że chcąc wejść na gmailową pocztę, po wpisaniu w pasek litery “g”, komp się przywieszał na 10 sekund, dysk mielił, a dopiero potem pojawiało się dopełnienie: “gmail.com”, “goldenline.pl”, “guzprostaty…” eee, khmm 🙂 Może bez tego ostatniego, ale wiecie o co chodzi 😉

Okazuje się, że ślimacznie się to da się naprawić. Po kolei:

  1. Wyłączamy Firefoksa.
  2. Włączamy z powrotem, by doczytać co dalej napisałem.
  3. Kopiujemy ten tekst do notatnika i wyłączamy Firefoksa jeszcze raz.
  4. Tworzymy gdzieś pusty plik czyszczeniefx.sh i otwieramy go notatnikiem (aha, zapomniałem dodać, że rozwiązanie działa w Linuksie; jeśli ktoś wie jak przerobić to na wersję np windowsową, proszę o wpis w komentarzu)
  5. Wklejamy do niego treść:
    #!/bin/bash
    
    
    username=$(whoami)
    proc="$(ps aux | grep $username | grep -v $0 | grep firefox | grep -v grep)"
    if [ "$proc" != "" ]
    then
            echo "shutdown firefox first!"
            exit 1
    fi
    
    
    curdir=$(pwd)
    
    
    for dir in $(cat ~/.mozilla/firefox/profiles.ini | grep Path= | sed -e 's/Path=//')
    do
            cd ~/.mozilla/firefox/$dir 2>/dev/null
            if [ $? == 0 ]
            then
                    echo "i'm in $(pwd)"
                    echo -e "    running...\n"
    
    
                    for F in $(find . -type f -name '*.sqlite' -print)
                    do
                            sqlite3 $F "VACUUM;"
                    done
    
    
                    echo -e "done in  $(pwd) ...\n"
            else
                    echo -e "\n    !!!! Nisam uspio uci u direktorij $dir, preskacem ga !!!!\n"
            fi
    done
    echo "Job finished";
    
    
    cd $curdir
  6. Zapisujemy plik i nadajemy mu prawa dostępu pozwalające na wykonywanie go (w Ubuntu i podobnych znajdziecie to pod prawy klik > właściwości > zakładka Prawa dostępu)
  7. W terminalu uruchamiamy plik poleceniem
    ./czyszczeniefx.sh

Dysk trochę pomieli. Właściwie pomieli więcej niż zwykle, ale zobaczycie, że przy kolejnym uruchomieniu Firefoksa nie będzie w ogóle opóźnienia we wczytywaniu danych do paska adresu.

Wada tego jest taka, że niestety plik będzie trzeba wykonywać raz na jakiś czas, w zależności od spowolnienia działania.0