Dwa filmy z dobrym scenariuszem

Taki krótki wpis, w którym polecę dwa ostatnio obejrzane filmy, które wyróżniają się z tłumu innych dobrze napisanym scenariuszem i przynajmniej próbą ucieczki od standardowego przebiegu fabuły.

Siedmiu psychopatów

Lubię filmy, w których widać kim jest scenarzysta. Kim jest z zawodu, co robi w życiu, jakie ma doświadczenie. OK, może często się mylę, bo potem nie sprawdzam czy zgadłem, ale “Siedmiu psychopatów” to film, w którym scenarzystę widać – nie jest tylko kimś, kto napisał kwestie aktorów i zupełnie zapominamy, że ktoś taki przy filmie pracował.

A w filmie tym scenarzysta wyraźnie dał znać, że… jest scenarzystą. Brzmi głupio, więc dodam: jest scenarzystą, który klepnął już dziesiątki scenariuszy i tym razem postanowił zrobić coś niebanalnego, film w którym będzie mógł wyładować swoje wszystkie frustracje nagromadzone w ciągu lat pracy, zrealizować pomysły, na jakie nie zgodziłby się żaden reżyser, który twierdzi, że film ma mieć początek, rozwinięcie i happy end, a w międzyczasie trzeba trzymać się dziesiątek innych reguł.

Tu reguł nie ma. Jest to świetna komedia, w której nagle dynamiczna akcja zmienia się w film z długimi rozmowami i nie dzieje się nic. Film, w którym w połowie dowiadujemy się jak będzie wyglądać reszta filmu i nawet jak się skończy. A mimo to oglądamy do końca i bawimy się świetnie. Film o tym jak się pisze scenariusz, jak się gra ten scenariusz i w którym scenarzysta, twórca tego filmu wyraźnie zdradza, że gdzieś tam istnieje.

Polecam i więcej nie zdradzam.

The words

Nie wiem czy film ma już polski tytuł, zapewne będą to “Słowa” (ale znając fantazję polskich dystrybutorów równie dobrze, może to być i “Wspomnienia żołnierza”, i “O dwóch takich co ukradli książkę”). Tu też wyraźnie widać kim jest autor scenariusza.

Tym razem jest to albo pisarz, albo film powstał na podstawie książki (słaby ze mnie recenzent, bo przed pisaniem tego powinienem sprawdzić taką rzecz, ale nie chce mi się). Tu jest więc nieco bardziej banalnie – wiele mamy bowiem dobrych scenariuszy pisanych przez pisarzy i nie jest niczym wyjątkowym, że ktoś taki pisze słowa do filmu – ale mimo wszystko scenariusz jest majstersztykiem. Świetna konstrukcja, nieliniowo poprowadzona fabuła z kilkoma wątkami, które prędzej czy później schodzą się by stworzyć jedną opowieść.

Film ten trochę mi przypominał książkę “Córka dyrektora cyrku”. Tu puszczam oczko by nie zdradzić o czym jest film i o czym jest owa książka. Ale ci, którzy książkę czytali na pewno wiedzą o co mi chodzi. Ci, którzy książki nie czytali, a film się spodobał: przeczytajcie, bo to co wydarza się w filmie, to tylko ułamek tego co doświadczycie w książce. W obu wypadkach widać, że pisarz/scenarzysta mają ogromną wyobraźnię, ale w książce pisarz posunął się o wiele dalej.

Tyle. Miłego oglądania obu filmów.

0

Polskie kino nadal na swoim poziomie. Kieślowski się w grobie przewraca

Jupi! Polska kinematografia doczeka się w przyszłym roku (dlaczego tak późno, ja się pytam?) kolejnej szmiro – kalki. Koncept: zrób film taki jak wszystkie inne, z dowcipami, które szwagier opowiadał widzom już piętnaście razy przy rodzinnym obiadku. Bo Polak przecież kocha tylko to co już zna. Ten kto widział “Ciacho” i posikał się ze śmiechu słuchając dowcipów starszych od facebooka (“i mamy tu piękne połączenie muzyki z prostytucją: coś tu kurwa nie gra”) tym razem się chyba zesra ze szczęścia 😉 “Janek, zjesz jajecznicę?” “Właaaaśnie… Janek!”

Pytanie za sto punktów: trailer filmu został zerżnięty z:
a) Ocean’s Eleven
b) Ocean’s Twelve
c) Ocean’s Thirteen

http://www.youtube.com/watch?v=IJds85xH95M&feature=player_embedded

Ale, że będzi to hitem, który dla Olafa Lubaszenko przyniesie milionowe zyski, wątpliwości nie mam. Żyjemy w końcu w kraju disco polo.

 

0

Film o Rwandzie dziś w TVP1

Dziś (a może już jutro bo 10 minut po północy) w programie pierwszym TVP będzie można obejrzeć film Pieska Śmierć (Shooting Dogs). Film opowiada o wydarzeniach, jakie rozegrały się w czasie ludobójstwa w Rwandzie (ale nie jest oparty na faktach, choć o ile pamiętam osoby, które w nim zagrały to między innymi prawdziwi świadkowie tamtych wydarzeń).

Film już widziałem. Filmów o Rwandzie jak wiecie widziałem dużo, a ten właśnie uważam za jeden z lepszych (jeśli nie najlepszy). Dlatego polecam i sam też chętnie ponownie obejrzę.

0

Jest!

Jest czwarta nad ranem, a ja właśnie jestem zachwycony! Właśnie skończyłem oglądać film i jestem pewien, że trafi on na moją listę filmów ulubionych. Film, który obejrze na pewno jeszcze dziesiątki razy.

Ten film to “Nazywam się Khan”, po prostu rewelka. Połączenie Forresta Gumpa ze Slumdogiem i z dokładką kilku nowych rzeczy. Film o upośledzonym umysłowo facecie islamskiego pochodzenia, który przemierza Stany Zjednoczone bo chce spotkać się z prezydentem tego kraju. By mu powiedzieć, że nazywa się Khan i nie jest terrorystą.

Tyle, bo nie wiem co więcej napisać. Obejrzyjcie trailer, obejrzyjcie film. Trwa 2,5 godziny ale mimo to cały czas się cieszyłem, że jeszcze trwa i nie chciałem by się skończył.

Oto trailer.

0

No dziękuję bardzo ;)

Baczność! Ilu z Was czyta ten blog, ręka do góry. Ilu z tych z ręką u góry wie, że byłem w Rwandzie i interesuje mnie wszystko co z nią związane? Sporo, prawda?

To dlaczego nikt mi nie zameldował wczoraj, że w środę przed północą na TVP.INFO będzie (teraz już był) film dokumentalny o Rwandzie, o ludobójstwie i do tego kręcony w większości w Nyamata – miejscowości, w której mieszkałem będąc w Rwandzie?! 🙂

Na szczęście sam codziennie sprawdzam przed północą co leci na tym kanale, bo to jest pora w której emitują filmy dokumentalne o sprawach międzynarodowych. I programu nie przegapiłem.

Ale jakby ktoś widział w przyszłości coś o Rwandzie, dajcie jakiś cynk 😉 Przynajmniej zapowiem na blogu i obejrzymy w większym gronie.

A na pocieszenie dla tych, którzy nie widzieli wyżej omawianego filmu, inny film. Całkiem niezła gratka, zwłaszcza dla mnie, bo kręcony w Nyamata Teleservice Centre – miejscu gdzie pracowałem 🙂 W filmie występuje nawet mój “szef” Paul 🙂

0

Czy ktoś sabotuje TVP?

Czy tam po prostu trafiają niedołęgi?

Wczoraj – zapewne z okazji gali rozdania Oskarów – na TVP1 mogliśmy obejrzeć świetny, nowy  film (zresztą też laureat Oskarów) “Aż poleje się krew”. Gdyby to był TVN (czy nawet Polsat) film zostałby nadany nie w niedzielę po 22:00, a w sobotę o 20 przy największej oglądalności i zapewne przez miesiąc przed pokazem zapowiedź filmu byśmy widzieli w każdym bloczku reklamowo-zapowiedziowym.

Jak było na TVP1? Zero zapowiedzi. Na film trafiłem przypadkiem i chętnie obejrzałem, mimo tego, że już widziałem dwa razy.

Dziś o 23:45 na TVP INFO zostanie pokazany “Królik po berlińsku” czyli nasz kandydat do oskara z wczoraj. Nagrody nie wygrał, ale to chyba nie jest powód, by puszczać film o północy, bez większych zapowiedzi i to w kanale o małej oglądalności.

W TVP albo pracują kołki, albo ktoś specjalnie sabotuje marketing tej spółki. Drogie (zapewne) filmy puszczane są w taki sposób aby nikt ich nie obejrzał, a stacja zanotowała straty. Obstawiam mimo wszystko kołki, bo praktyka taka trwa w tej stacji już od bardzo dawna.

0

Na imię mi Earl

Podróże kształcą. Nawet jeśli nie wydarza się nic specjalnego, nawet nie wydarza się nic przeciętnego, tak jak w czasie ostatniej wyprawy, to zawsze człowiek gdzieś coś podpatrzy.

Od Wojtka znajomych z Warszawy podpatrzyłem, że fajnie jest czasem zapalić jakieś świeczki w domu. Nakupiłem właśnie sporo podgrzewaczy, wyciągnąłem stare świeczniki i voil?. W sumie po co palić światło elektryczne, jak takie też nieźle doświetla pokój wieczorem.

Inna rzecz jaką u nich podpatrzyłem to prosta potrawka, ale smaczna i można się nieźle najeść. Kupujemy ser fetowy (ja kupiłem fetvitę z mlekovity, ale uprzedzam, że jest strasznie słony. wszystkie fety takie są?), kupujemy pomidor. Kroimy pomidor w plasterki i pomiędzy nie nakładamy sera. Całość posypujemy bazylią i podjadamy sobie na kolację. Bardzo dobre.

U Łukasza w Żywcu podpatrzyłem (właściwie to Łukasz sam pokazał) nowy fajny serial. My Name Is Earl czyli Na Imię Mi Earl. Leci co niedzielę na dwójce o bajecznej porze (pierwsza w nocy), ale czekać nie wiem czy warto. Jak ktoś nie śpi to ok. Jednak puszczają tylko jeden odcinek, a każdy nie jest dłuższy niż mniej więcej 20 minut. Serial na necie dość ciężko znaleźć, jeszcze trudniej napisy, ale jak ktoś chce to potrafi 😉 Polecam.

O co chodzi w serialu? Mnie przede wszystkim przekonała obsada, którą częściowo już znam z serialu Drew Carrey Show (strasznie żałuję, że nie ma go już w żadnej stacji), ale i pomysł na komediowy serial jest super. Earl to taki byle jaki gostek. Czasem coś ukradnie, czasem napadnie na jakiś sklep. To znaczy Earl był taki do momentu kiedy spotkał karmę. Zrozumiał, że jego życie jest do dupy, bo jest ono karą za wszystkie jego złe uczynki. Od tej pory (i tu mniej więcej zaczyna się serial) Earl postanawia naprawić wszystko, co do tej pory w życiu zepsuł. Robi listę, a każdy odcinek serialu opowiada o tym, jak Earl wykreśla z niej kolejny punkt naprawiając szkodę jaką uczynił wcześniej.

Szkody jakie naprawia są raczej banalne w ogóle, ale w szczególe dość sprytnie wymyślone. Nie będę opisywał, obejrzyjcie.

Fajne jest też w sumie nietypowe zakończenie, bo w przeciwieństwie do innych sitcomów tutaj każdy odcinek kończy się szczęśliwie. Karma triumfuje i wszystko jest ok.

Ja już obejrzałem pierwszy sezon (co nie trwa długo, zważywszy, że ma on odcinków 24, a jak wspomniałem każdy z nich nie trwa więcej niż 20 minut)

0

Nasi nie jadą do RPA

Piłkarzyki ostatecznie i na amen odpadły w eliminacjach do Mistrzostw Świata w RPA. Można by powiedzieć “całe szczęście”, zwłaszcza jeśli się właśnie obejrzało nowy film Petera  Jacksona (to ten od Władcy Pierścienic) – Dystrykt 9 😉

Co prawda i bez filmu są powody dlaczego nie warto jechać do RPA, ale ja najpierw o samym filmie. Lubię filmy o Afryce (punkt zatem dla Dystryktu), nie lubię filmów science-fiction (zabieramy więc punkt dla Dystryktu) chyba, że podobnie jak “Kontakt” Roberta Zemeckisa nie są to filmy tak naprawdę science -fiction, a głównym celem jest zmuszenie widza do jako takiego zastanowienia się nad czymś po obejrzeniu filmu. Dystrykt  9 na 100% jest filmem SF, ale do zastanowienia zmusza. Więc anuluję ostatni minus punktowy i może nawet dam punkt dodatkowy.

W 1980 roku (chyba) nad Johannesburgiem zarzymał się potężny statek kosmiczny, z kórego do miasta przedostali się obcy. ONZ oczywiście od razu ustanowił siły które miały zapanować nad tą niezwykłą sytuacją, obcych zammknięto w czymś w rodzaju obozu dla uchodźców i do czasów dzisiejszych doświadczaliśmy czegoś w rodzaju ponownego appartheidu, tyle że tym razem wymierzonego przez afrykanerów wobec krewetkopodobnych kosmitów. Obecnie kosmiczne getto już naprrawdę zaczęło ciążyć mieszkańcom miasta i trzeba było z nim coś zrobić. I tu zaczyna się kosmiczna rozpierducha  z udziałem laserów, robotów, hologramów i latających wszędzie kawałków mięsa (i kociego żarcia).

Sama rozpierducha bardzo ładnie wykonana, naprawdę (fajny pomysł by większość filmu przedstawić jako reportaż telewizyjny), ale mnie bardziej zainteresowało afrykańskie tło 🙂 Raz, że bardzo fajnie, że spodek nie zawisł nad Nowym Jorkiem, Londynem czy Los Angeles, a właśnie nad położonym w Afryce Johannesburgiem. Z jednej strony być może wróży to jakieś silniejsze zainteresowanie krajami południa, ze strony Hollywoodu. Z drugiej trzeba pamiętać, że Peter Jackson sam jest antypodowy bo pochodzi z Nowej Zelandii. Dla niego południowa hemisfera jest miejscem pierwszej ważności.

Dwa bardzo fajnie pokazany appartheid. Nawet dość zabawnie: na restauracjach i w urzędach wiszą tabliczki z informacją, że kosmici nie są obsługiwani.

I trzy  cała reszta afrykańskości. Widoki (slumsy w jakich mieszkali obcy od razu mi się skojarzyły z Rwandą; jak widać cała Afryka tak chyba wygląda), obcy są łudząco podobni zachowaniem do czarnoskórych obecnie mieszkających w  Johannesburgu (o tym później). Nie zabrakło też wszędobylskich nigeryjskich oszustów. Są dokładnie tacy, jacy są. No może poza jednym szczegółem: Nigeryjczycy w pewnym momencie w filmie zaczynają ze sobą mówić nie po angielsku, a językiem etnicznym. Tyle, że ten język to język klikany; o ile mi wiadomo nie występuje on w Nigerii, a na obszarze pustyni kalahari (która zresztą jest w RPA). Ale i tak fajnie było  znów usłyszeć te foniczne dziwadło 🙂

Podsumowując film polecam wszystkim. Mieszanka afrykańskich slumsów i laserowej strzelaaniny kosmity wyszła naprawdę świetnie!

* * *

A teraz  nieco o RPA i Johannesburgu nie filmowym, a tym rzeczywistym. Otóż spotkałem się opiniami – i jestem naprawdę w stanie w nie uwierzyć –  że jest to miasto bardziej niebezpieczne niż obecnie Bagdad w Iraku. Na ostatnim spotkaniu w Warszawie była dziewczyna, która opowiadała swoje wrażenia z tego miasta sprzed kilku miesięcy. Nikt nie chodzi tam po ulicach, jest zupełnie pusto; co najwyżej raz na jakiś czas ktoś szybko przebiega. Spowodowane to jest grasującymi tam gangami, które aby ukraść komuś pieniądze nie zawahają się napadnięta osobę zabić. Tam nie ma pytań: napastnik podbiega do ofiary, zabija ją maczętą czy strzałem i zabiera wszystko, co przy niej znajdzie.

Czytałem też jak tam wygląda życie białych. O tym, że bardzo czesto są zabijani na tle etnicznym już Wam pisałem i wspominałem, że jest to regularny temat w mediach (choć nnie tych mainstreaomowych). Ci którzy jednak żyją tam, poruszają się samochodami w grupach. Domy otoczone są wysokimi murami z podwójnymi bramami. Przejeżdżasz jedną bramę, strażnik zamyka ją za Tobą, sprawdza na monitoringu czy nikt nie dostał się przez bramę za Twoim samochodem, wtedy dopiero otwiera drugą bramę i jesteś w domu.

Brzmi nieprawdopodobnie, ale przypomnijcie sobie wiadomość sprzed kilku miesięcy, którą podały chyba wszystkie media. Białoskóry mieszkaniec RPA wystąpił o azyl w Kanadzie podając, że jest w RPA prześladowany.

RPA, a szczególnie Johannesburg to miejsce czegoś w rodzaju stanu wojennego, miejsce, którego nie kontroluje już policja, a władzę przejęły gangi. W tych okolicznościach zastanawia wybranie tego kraju na organizacje mundialu w przyszłym roku.

Z drugiej strony ciekawa tendencja: rok temu olimpiada w Chinach. Za rok mundial w RPA, a następnie olimpiada w także jednym z najbardziej przestępczych miast świata – Rio De Janerio. Obstawiam, że kolejna wielka impreza sportowa (albo nie sportowa? może expo) powinno odbyć się w Mogadiszu w Somalii. Jakby nie  było kraj ten ostatnio się nieźle wzbogacił 😉

0

Instalacja WP Sprzedawca 1.0 – The movie ;)

Stosując się do sugestii aby wziąć się też za marketing, a nie tylko programowanie zrobiłem filmik pokazujący jak zainstalować WP Sprzedawcę.

Film dotyczy wersjji 1.0, której jeszcze oficjalnie nie ma 🙂 Niech będzie delikatną zachętą do zakupu jak już się pojawi (przy czym przypominam,  że każdy kto kupi wersje 0.x aktualizacje do 1.0 będzie miał za darmo), przy okazji widać pewne nowości, między innymi forum użytkowników i to, że nie trzeba już będzie ręcznie edytować plików konfiguracyjnych, a wszystko będzie dało się ładnie ustawić w sekcji administracyjnej WordPressa. 🙂

Film jest tutaj. Zatem kubeł pop-cornu w garść i zapraszam na seans 😉

0