Nie jestem rodzicem, więc może dlatego nie rozumiem przesłanek jakimi kierują się osoby mające sześcioletnie dzieci, ale według mnie coś jest nie halo. Coś się zmieniło od czasów, gdy to ja byłem sześcioletnim dzieckiem.

Dzisiejsi rodzice zebrali milion podpisów by ich sześcioletnie dzieci nie szły do szkół, a pozostały jeszcze ten rok w przedszkolu.

Ja pamiętam, że gdy sam byłem taki mały rodzice kombinowali co by tu zrobić bym do szkoły w tym wieku poszedł. Były jakieś rozmowy ze szkołą, aby przyjąć mnie wcześniej do pierwszej klasy, chyba zdawałem mini egzamin (ale tego pewien nie jestem, dawno to było).

I nie tylko moi rodzice robili takie starania. Wtedy to była całkiem częsta praktyka, rodzice rozumieli, że sześcioletnie dziecko w szkole, a nie przedszkolu to lepszy start w życie i jakby nie było duma z pociechy, że jest mądrzejsza od innych. Ja mądrzejszy się nie okazałem, nie przyjęto mnie przed czasem. Ale znam przynajmniej dwie osoby, które dzięki staraniom rodziny poszły do szkoły szybciej.

A teraz rodzice szkoły się boją. Co się stało przez te ostatnie 20 lat, że już nam nie zależy?