Włączyłem wczoraj na chwilę Gadu Gadu (co otstatnio robię bardzo rzadko, nie wiem czemu ale co minutę mnie rozłącza) i wyskoczyło mi okienko z takim tekstem:
„Witaj, jestem studentką II roku dziennikarstwa, chciałabym napisać o Panu reportaż, jeżeli oczywiście uzyskam Pana zgodę”
Nie powiem, takie coś naprawdę nieźle łechcze
Troche nieufnie ” podejrzewałem, że to może być jakaś podpucha ” odpisałem, ze nie ma problemu i od słowa do słowa jak w poprzednich przypadkach doszło do tego, dowiedziałem się, że jak zwykle chodzi o Rwandę i że na maila dostałem listę pytań, na które właśnie przed chwilą dość szybko odpisałem.
Pytania zawsze są te same: co jadłem, jakie wrażenia, gdzie mieszkałem… To wszystko już opisywałem na poprzednim blogu, więc odpowiadanie na pytania sprowadziło się do pomocy w wyszukaniu moich tekstów i wklejenia linków do treści odpowiedzi.
…a teraz kurde siedzę i zaczytuję się we własnych wpisach. Muszę nieskromnie przyznać, że nawet mi się podobają.
Większość niestety już nie pamiętałem, więc czytałem jak opowieści kogoś innego. Pamiętacie na przykład tekst o jajecznicy? Ja nie pamiętałem, nie pamiętałem nie tylko tekstu ale i samej sytuacji i na koniec lektury aż parsknąłem śmiechem.
Fajnie się to czyta. Szkoda, że tak bardzo brakuje mi czasu by złożyć to wszystko w książkę. Ale póki co zapraszam do lektury online. Przynajmniej jest za darmo
Odezwał się do mnie przed chwilą na email człowiek. Początek listu taki jak zwykle: „Trafiłem na Twojego bloga o Rwandzie i mam nadzieje, że mi pomożesz…” i tu zawsze następuje wypis potrzeb. Ktoś szuka informacji o ludobójstwie, ktoś szuka informacji o jakiejś osobie, ktoś szuka informacji o możliwości wyjechania… Tym razem chodziło o szukanie kontaktu do Rwandy. Ruszyłem się z łóżka i zajrzałem do szafki po stare notesy, jakie miałem ze sobą w tym kraju. I się zaczęło
Kontakt przekazałem już mailem, ale notesy sprawiły, że odżyły po raz kolejny stare wspomnienia. Wszystkie moje zapiski z tego kraju: lekcje kinyarwanda, rysunki jakie sobie rysowaliśmy z Nelly (przypominam, że z Nelly rozmawialiśmy bardzo dużo, choć Nelly nie znała żadnego języka, jakie znam ja i vice versa więc sobie rysowaliśmy), podliczenia zbiórki i tak dalej…
Może to więc jest jakaś okazja by wspomnieć ten kraj i dla Was i napisać co nieco co wiem o starych przyjaciołach? Wiem niestety niewiele, ale zawsze to coś.
Nelly, Schola i Maombi
Te trzy osoby co kilka dni puszczają mi sygnały na komórkę. Ja im odpuszczam.
Innocent i Shilla
Innocent nie mieszka już w Nyamata, nie pracuje też w NTC. Szkoda, ale podobno jest teraz szefem restauracji w Kigali. Doszła do mnie też informacja że z Shillą wzieli ślub.
Paul i Pacifique
Paul i Pacifique są już oczywiście małżeństwem od prawie roku. Paul jest ważnym kolesiem, pracującym w ONZ w jakichś organach związanych z informatyzacją. NTC nadal jest jego własnością, ale nie mieszka już w Nyamata, a w Kigali.
Paul był w tym miesiącu w Europie, w Belgii. Namawiałem go by wpadł do Polski, ale się nie udało
Robert
Na koniec mój największy sukces
Jestem z tego bardzo dumny.
Robert po tym jak pracował ze mną jako tłumacz przy moich lekcjach informatyki w Rwandzie (i prowadził je razem ze mną) postanowił, że też chce być nauczycielem IT. I jak postanowił, tak robi! Został teraz całym szefem NTC (zastąpił funkcyjnie Paula) i… poszedł studiować informatykę! Niedawno był na wymianie studenckiej w Ugandzie, gdzie miał szybszy internet to sobie pogadaliśmy na Yahoo Messengerze. W czasie rozmów dziękował mi za nakierowanie go na te studia. I temu jestem taki dumny
O innych osobach niestety nic nie wiem




