Apache – lekki, szybki, przyjemny…

No chyba, że w wydaniu wraz z dystrybucją Ubuntu Linux. No ręce można załamać. Apache to serwer WWW; najpopularniejszy na świecie właśnie przez swoją szybkość i małe wymagania odnośnie zasobów. Bywa i tak, że na jednym serwerze Apache hostowane są dziesiątki tysięcy stron i wszystko działa bez zarzutu.

Ja tymczasem mam w systemie Apache’a zainstalowanego dla jednej strony i to testowej odpalanej raz na jakiś czas, gdy na niej pracuję.

I robię to tak: uruchamiam apache (sudo /etc/init.d/apache2 start), uruchamiam bazę MySQL (sudo /etc/init.d/mysql start) i wchodzę przeglądarką na localhosta, gdzie wyświetla mi się podstawowa instalacja WordPressa.

I ile taki apache po mniej więcej pół minucie pracy może zająć RAM-u? Sami popatrzcie, bo nie uwierzycie.

wszystkie procesy apache podświetliłem na żółto

wszystkie procesy apache podświetliłem na żółto

Pięknie, prawda? Podliczając łącznie wszystkie procesy po pół minucie pracy (nie, że np pracował 4 dni i nazbierał śmieci) zajmują 154,3 MB.

Dodam, że zwykłe odświeżenie strony (bez skryptów php w sobie) sprawia, że apache pracuje 7-8 sekund zajmując całą moc obliczeniową procesora.

Zwyczajnie zaczyna mi być wstyd, że używam Ubuntu.

Nie tylko narzekam na Ubuntu

Tak się Wam może wydawać, bo ostatnio tylko i wyłącznie piszę o tym jaki on jest wolny. To prawda, jest wolny (ostatni hit: po kliknięciu w Wyłącz komputer zaczyna się wyłączać dopiero po 15 sekundach lub wcale), ale ma kilka fajnych opcji.

Podoba mi się rozwiązanie zegarka w tym systemie. Kliknięcie w zegarek pokazuje kalendarz, mapkę świata i można sobie dodać więcej niż jedną lokalizację.

aplet zegarkaBardzo przydatne. Jak wspominałem dorabiam sobie grzebiąc ludziom w stronach (głównie w wordpressie) i z oczywistych względów unikam brania zleceń od Polaków (bo Polscy zleceniodawcy wykonania stron to zwykłe ciule szukające frajerów co za 500 złotych zrobią im sklep internetowy, wypozycjonowany na pierwszym miejscu i do tego we flashu). Gnome’owy aplecik z zegarkiem więc bardzo mi się przydaje. Na obrazku powyżej widzicie więc, że właśnie skończyłem rozmowę o zleceniu z Olgą, bo choć u mnie jest po południu to ona idzie już spać. Dalej pogadamy sobie jutro 🙂

* * *

Jak się domyślacie wróciłem z weekendu. Wyjazd niestety nie potoczył się tak jak wszyscy by chcieli (jak to powiedział Bruce Willis w Pulp Fiction: „jest daleko od ok”), ale teraz łatamy rany celnie zadane i czekamy kiedy znów ruszą dla nas dni. Ale zaczyna znów być w porzo.

* * *

Ale humor mam i tak bardzo dobry, bo przed chwilą dowiedziałem się, że w przyszłym tygodniu mam się stawić na podpisanie umowy o pracę 🙂

Chwilę potem zadzwoniła do mnie moja dziewczyna, że też właśnie dostała pracę, więc humor w ogóle mam wyrąbisty. Wygląda na to, że schodzimy z tarczy 🙂

Ubuntu się (ro)zwija

Wraz z wersją 9.04 pojawiły się nowe śliczniutkie (ponoć, bo nie wiem czemu jak dotąd nie wiedziałem ich ani razu, a wcześniej a i owszem) chmurki z powiadomieniami systemowymi (taki odpowiednik widowsowych bladożółtych chmurek w prawym donym rogu ekranu).

Teraz pojawił się pomysł, aby poprawić je jeszcze bardziej. Są jeszcze śliczniejsze!

A to, że otworzenie folderu z ~2tys zdjęć zajmuje około 4 minuty, a to, że w OpenOffice ikony na paskach są tak duże, że mieści się ich tam właściwie kilka, a to, że Ubuntu staje się systemem coraz bardziej do oglądania, a nie używania, coraz mniej jego twórców chyba interesuje. Ważne aby coś robić.