Obowiązkowe szczepienia przeciw żółtej febrze

Już chyba z dziesięć razy wspominałem, że kiedyś napiszę i nigdy nie napisałem dlaczego szczepienia przeciw żółtej febrze są obowiązkowe przy wjeździe do wielu krajów, głównie afrykańskich. Pomyślałem, że chcę mieć to w końcu odhaczone, więc zrobię to teraz. Napiszę jednak chętnie bo jest tu pewna ciekawostka.

Żółta febra to choroba wirusowa, roznoszona podobnie jak malaria przez komary. Około dziesięć procent przypadków kończy się śmiercią (tak podaje WHO, choć w innym miejscu znalazłem informację, że rocznie choruje na nią około 200 tys osób, z czego umiera 50 tys.). Na nasze szczęście występowanie tej choroby ograniczone jest do pasa okołorównikowego; głównie do krajów afrykańskich i krajów Ameryki Południowej i Łacińskiej.

Jest wiele chorób śmiertelnych przeciw którym istnieją podobnie jak przeciw febrze szczepionki, jednak febra ma tą unikalną cechę, że są na świecie kraje, do których bez szczepienia przeciw tej chorobie nie wjedziesz. A ściślej – z nich nie wyjedziesz. Jest to odgórny nakaz ze strony Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Dlaczego organizacji tej zależy na tym byśmy szczepili się przeciw tej jednej chorobie, a przeciw innym jak sobie chcemy? Spisek koncernów farmaceutycznych produkujących szczepionki? 😉

Nie. Żółta febra była jeszcze dwadzieścia lat temu chorobą endemiczną, to znaczy ograniczoną do specyficznych obszarów odseparowanych od siebie gdzieś w okolicach równika. Mniej więcej jak jest teraz z przerażającym wszystkich wirusem ebola, który co prawda zabija ale daleko mu do pandemii.

W przeciągu ostatnich dwudziestu lat tak zwiększył się jednak ruch turystyczny, że wraz z turystami podróżującymi z kraju do kraju zaczął podróżować także wirus żółtej febry. W wielu krajach, w których choroba ta nie występowała nagle stała się chorobą lokalną.

Co więcej zauważono, że na świecie wciąż są kraje, w których wirus ten mógłby potencjalnie się zadomowić. Kraje o sprzyjającym klimacie oraz w których już występuje komar, który mógłby chorobę tą roznosić. Wtedy właśnie WHO wprowadziło obowiązek szczepień przeciw febrze.

Nie jest więc tak, że WHO zależy jakoś szczególnie abyśmy nie zachorowali na żółtą febrę wjeżdżając powiedzmy Etiopii (a już na pewno nie zależy jakoś szczególniej niż abyśmy nie zachorowali na przykład na tężec). Szczepienia przeciw żółtej febrze i żółta książeczka, którą każdy zaszczepiony powinien okazać wraz z paszportem zostały wprowadzone po to, abyśmy już będąc zarażonym choroby tej nie wywieźli do kolejnych krajów.

Wg mnie ruch jest dobry, choć jakiś taki bezduszny. Odgórne wyrachowanie, choć w słusznym celu. Zastanawia mnie jednak – i nie znam odpowiedzi – pewna niekonsekwencja. Otóż obowiązek szczepień został wprowadzony przy wjeździe tylko do niektórych krajów; wciąż są kraje w których żółta febra występuje (Wenezuela, Kolumbia) a mimo to możemy do nich wjechać, zarazić się i zawieźć chorobę dalej, do kraju w którym jeszcze jej nie ma, a być może (np Erytrea).

0

W osiem lat zwiedzić świat

Z racji przygotowań do wylotu do Gruzji wyciągnąłem swój paszport, a w nim znalazłem (co jednak nie było niespodzianką) książeczki szczepień, jakie wykonałem sobie dwa lata temu przed wyjazdem do Rwandy. Szczepień było sześć, a przy każdym z nich na szczęście podana jest data do kiedy szczepienie będzie skuteczne. Niestety jedno szczepienie już się przeterminowało, ale wiele ważnych jest przez 10 lat (czyli od dziś jeszcze 8 lat). Zatem jeśli byłbym sknerą (a byłbym) to muszę wyrobić w osiem lat ze zwiedzaniem  świata, a wtedy oszczędzę na kolejnych szczepieniach 😉

Może „pochwalę” się jakie to szczepienia. Myślę, że przyda się to ludziom, którzy właśnie szperają w internecie szukając takiej informacji przed wyjazdem, jeśli nie do Rwandy, to do któregoś z innych krajów subsaharyjskich, jak Tanzania czy Kenia. Jeśli więc czytelniku, który to czytasz jesteś takim szperaczem, częstuj się tą wiedzą, ale pamiętaj, że musisz ją spożywać z ostrożnością. Nie jestem lekarzem i nie traktuj tej listy szczepionek jako ostatecznej i uniwersalnej. Najlepiej przed wyjazdem skonsultuj się z lekarzem lub przynajmniej zajrzyj na stronę Centrum Informacji Medycyny Podróży.

I tak: pierwsza książeczka zawiera następujące pozycje:

  • szczepienie przeciw polio, ważne przez dziesięć lat
  • szczepienie p. tężcowi i błonicy (podane w jednej strzykawce) ważne także 10 lat
  • szczepienie przeciw durowi brzusznemu ważne 3 lata (czyli kończy mi się w 2011)
  • szczepienie przeciw meningokokom ważne 3 lata
  • …i szczepienie przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A (WZW A) ważne jeden rok (czyli już nie jestem odporny)

Druga książeczka choć zawiera tylko jedno szczepienie, jest ładniejsza, żółta, ma logo WHO i nazywa się Międzynarodowym Certyfikatem Szczepienia. Jedyne szczepienie jakie zawiera to szczepienie przeciw żółtej febrze, które jest ważne przez 10 lat. Jest to jedyne szczepienie jakie jest wymagane przez WHO w czasie podróży do różnych tropikalnych krajów (z tym wymaganiem jest pewien myk, który opiszę kiedy indziej).

Jak widzicie część szczepień brzmi dla Was (i dla mnie znajomo). Wszyscy bowiem w dzieciństwie byliśmy szczepieni na przykład przeciw durowi czy polio. Jednak powiem szczerze, że dopiero jak dostałem książeczkę przed wyjazdem do Rwandy uświadomiłem sobie, że szczepienia te nie były na całe życie. Szczepi się dzieci, bo one są najbardziej narażone na różnego typu zakażenia (na przykład dzieci często ranią się i mają kontakt z brudnym piaskiem co może skończyć się tężcem).

Jak także widzicie w książeczkach nic nie ma o malarii i słusznie. Powtórzę kolejny raz (dla googlających), że przeciw tej chorobie szczepionki nie ma. Jednak o malarii pisałem już wiele razy, w tym jak się jej ustrzec, zatem przejrzyjcie bloga 🙂 Pewnie coś się automatycznie pojawi pod spodem w powiązanych, więc nie linkuję.

0

Na co się zaszczepić przed wyjazdem do Afryki?

Ostatnio nieco postraszyłem Was, że jak do tej pory nie ma szczepionki przeciw malarii (co jest niestety prawdą), choć badania trwają i przynoszą dobre prognozy. Musicie jednak pamiętać – i podejrzewam, że większość z Was o tym wie – że malaria nie jest jedyną chorobą jaka nam w Afryce grozi, jednak na większość z nich na szczęście szczepionki istnieją.

Przed wyjazdem do Afryki musimy (to znaczy nie musimy, ale o tym niżej) zaszczepić na szereg chorób. Dokładnej listy nie potrafię Wam podać, bo jest ona na pewno specyficzna dla konkretnego regionu geograficznego. Po raz kolejny polecam tutaj stronę Centrum Informacji Medycyny Podróży, a szczególnie ich dział Pytań i Odpowiedzi.

Na pewno wśród szczepień, które warto wykonać będzie szczepienie przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A (WZW A). Choroba ta jest bardzo częsta w obszarach okołorównikowych i ryzyko jej zarażeniem jest duże. Pamiętajcie też o innych chorobach zaliczanych wraz z WZW A do grupy tak zwanych chorób brudnych rąk (łączy je właśnie fakt, że można zarazić się nimi wskutek spożywania posiłków w warunkach odbiegających od standardów sanitarnych), jak na przykład dur brzuszny.

Istotne jest także szczepienie przeciw żółtej febrze. Do wielu afrykańskich krajów nie można wjechać (a mówiąc ściślej: z nich wyjechać) nie mając potwierdzenia, że jesteśmy przeciw tej chorobie zaszczepieni, jest to wymóg WHO.

I jeszcze kilka niuansów, o których warto pamiętać.

Na pewno spotkacie się z informacjami, że należy się zaszczepić na choroby, przeciw którym już przecież byliście szczepieni (jak na przykład wymieniony wyżej dur brzuszny czy polio). Niestety muszę Was rozczarować, ale w dzieciństwie nie powiedziano nam całej prawdy: szczepieni przeciw tym chorobom byliśmy faktycznie, ale szczepienia te nie dają odporności na całe życie. Większość z czytających to osób z pewnością już od dawna ponownie jest podatnych na zakażenie, dlatego przed wyjazdem do Afryki tak naprawdę wiele szczepień po prostu odnawiamy.

I kolejna kwestia: musimy się szczepić, czy nie musimy? Poza wspomnianą żółtą febrą wszystkie inne szczepienia są zalecane. Jednak postarajcie się tego zalecenia nie zignorować: jeśli jedziecie choćby nawet do Egiptu czy Tunezji tak naprawdę wjeżdżacie do zupełnie innego obszaru z innymi chorobami niż w Polsce i – co gorsze – innymi warunkami leczenia. Na choroby brudnych rąk jest bardzo łatwo zachorować, więc lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza, że nawet jeśli się zaszczepimy, to i tak pozostaje cała lista innych badziewi, na które nadal będziemy narażeni 🙁

Jeśli ktoś z Was przypadkiem wybiera się Rwandy to polecam mój wpis na starym blogu odnośnie przygotowań do takiego wyjazdu.

0