Podobnie jak w Polsce, także w Rwandzie zbliżają się wybory prezydenckie. Z tego też powodu atmosfera wokół tego kraju, a także w nim staje się coraz bardziej gęsta. Bez obaw, jestem pewien, że po wyborach wszystko wróci do normy.
Im więcej obserwuję rwandyjską demokrację, tym bardziej jestem przekonany, że jest to demokracja na wzór kremlowski. Od dziesięciu lat ten sam prezydent, który także i w tych wyborach będzie startował i jestem pewien, że w nich zwycięży. Także podobnie jak w Rosji Putin/Miedwiediev oficjalnie cieszy się wysokim poparciem wśród obywateli, i podobnie jak w przypadku władz rosyjskich, nawet jeśli jest krytykowany za łamanie praw człowieka (The Economist napisał kiedyś, że nawet w rządzonym przez Mugabe Zimbabwe obywatele mają większe swobody wypowiedzi), to wszyscy równo przyznają, że w kwestiach ekonomii i gospodarki nie ma nic do zarzucenia, a inne kraje mogłyby z Rwandy brać przykład (nawet przez Polskę jakiś czas temu przewinęła się fala artykułów zachwycających się rozwojem tego kraju, a i ja co nieco też o tym pisałem).
To co skłoniło mnie do napisania tego wpisu, to aresztowanie kilka dni temu amerykańskiego prawnika w Rwandzie, które pokazuje w całości jak wygląda obecna sytuacja w Rwandzie i jak wygląda przywiązanie Paula Kagame do urzędu prezydenta.
Prawnik ów to Peter Erlinder, dość kontrowersyjny pan, który lubi podejmować się spraw, które w oczach opinii publicznej są skazane na przegraną. Swego czasu pomagał obywatelowi Kanady oskarżonemu (i skazanemu) o wspieranie al-Quaidy. Ostatnio dowodzi grupą prawników broniących przez międzynarodowym trybunałem ludzi oskarżonych o ludobójstwo w Rwandzie.
Został aresztowany w maju 2010, tuż po tym jak wylądował na lotnisku w Kigali, gdzie przyleciał bronić przed więzieniem rywala w prezydenckim wyścigu Paula Kagame, Victoire Ingabire wtrąconego do więzienia po oskarżeniu o wspieranie ruchów dążących do ponownego ludobójstwa w Rwandzie.
Tu mi się przypomina jak będąc w Rwandzie słyszałem, że wszyscy wspierają w tym kraju prezydencką partię RPF, bo jeśli ktoś jej nie wspiera od razu pojawia się podejrzenie o związki z ludobójcami. Tu też mi się przypomina Putin, który w podobny sposób czyścił opozycję przed wyborami parlamentarnymi czy prezydenckimi wtrącając jej członków do więzienia pod zarzutem działań antypaństwowych.
No więc Peter Erlinder nie godzi się na to by Paul Kagame przed wyborami prezydenckimi wsadzał do więzienia swojego wyborczego rywala, więc leci do Rwandy by go z tego więzienia wydostać. Czeka go jednak niemiła niespodzianka (choć nie do końca niespodzianka, bo był o tym przed przylotem uprzedzany): na lotnisku zostaje aresztowany pod zarzutem negowania faktu, że w 1994 doszło w Rwandzie do ludobójstwa.
Podobnie jak my mamy coś takiego jak kłamstwo oświęcimskie, za które można trafić do więzienia, podobnie w Rwandzie jest prawo, które zabrania twierdzić, że wcale nie było ludobójstwa. Jest to dość rozsądne i na takie ograniczanie wolności słowa się godzę.
Czy Peter Erlinder jednak faktycznie twierdzi, że do ludobójstwa nie doszło? Byłoby to nieco dziwne, biorąc pod uwagę, że przez trybunałem w Tanzanii broni ludzi z „plemienia” Hutu oskarżonych o owe ludobójstwo.
Otóż właśnie. Erlinder nie zaprzecza, że do ludobójstwa doszło, ale jedynie stwierdził, że „nie jest właściwym oskarżanie o przemoc tylko jednej ze stron konfliktu” („He doesn’t deny massive violence happened but contends it’s inaccurate to blame just one side.”). A stwierdzenia tego się dopuścił… w czasie obrony Hutu przed międzynarodowym trybunałem w Tanzanii.
Tu mi trochę witki opadają. Że nie tylko Hutu w czasie ludobójstwa zabijali Tutsi, ale także Tutsi w ramach odwetu zabijali Hutu czytałem w książkach wypożyczonych w rwandyjskiej bibliotece. Także w Rwandzie na ulicy słyszałem, że są teorie obwiniające Paula Kagame o rozpętanie ludobójstwa (choć są przez Rwandyjczyków odrzucane i także przeze mnie). Jakby nie było to należąca do Paula Kagame partia (a wtedy ugrupowanie zbrojne) RPF ostatecznie zwyciężyła walki w czasie ludobójstwa i albo wybiła albo wypędziła z kraju Hutu.
Tak więc Erlinder chyba nie powiedział nic, co by nie było prawdą (choć tu się nieco zasłonię tym, że być może cytat z jego wypowiedzi nie jest dokładny, a przytaczam go za Yahoo News). Ponadto nawet jeśli skłamał, czy obrońca, który przed sądem stwierdza, że jego klient nie jest do końca winien swojej winy, może zostać pociągnięty za to do odpowiedzialności?
W więzieniu (a właściwie areszcie) siedzi więc teraz nie tylko rywal Paula Kagame w wyborach prezydenckich, ale także adwokat owego rywala. Trochę mi szczęka opada jak doczytałem, że za swoja wypowiedź Erlinder może zostać w Rwandzie skazany na 25 lat więzienia.
Stany Zjednoczone już zaapelowały do rządu Rwandy o uwolnienie prawnika (Peter Erlinder jest obywatelem USA) jednak z jednej strony apel nie jest jakoś wyjątkowo silny, z drugiej strony wiem z obserwacji polityki Paula Kagame, że póki co uwolnienia na pewno nie będzie. Może po wyborach, ale póki co na pewno nie.
Już nie tylko ja mogę się pochwalić, że wyjechałem z Białegostoku do Rwandy
Kolejna dwójka ludzi jedzie do tego kraju.
Włączyłem wczoraj na chwilę Gadu Gadu (co otstatnio robię bardzo rzadko, nie wiem czemu ale co minutę mnie rozłącza) i wyskoczyło mi okienko z takim tekstem:
„Witaj, jestem studentką II roku dziennikarstwa, chciałabym napisać o Panu reportaż, jeżeli oczywiście uzyskam Pana zgodę”
Nie powiem, takie coś naprawdę nieźle łechcze
Troche nieufnie ” podejrzewałem, że to może być jakaś podpucha ” odpisałem, ze nie ma problemu i od słowa do słowa jak w poprzednich przypadkach doszło do tego, dowiedziałem się, że jak zwykle chodzi o Rwandę i że na maila dostałem listę pytań, na które właśnie przed chwilą dość szybko odpisałem.
Pytania zawsze są te same: co jadłem, jakie wrażenia, gdzie mieszkałem… To wszystko już opisywałem na poprzednim blogu, więc odpowiadanie na pytania sprowadziło się do pomocy w wyszukaniu moich tekstów i wklejenia linków do treści odpowiedzi.
…a teraz kurde siedzę i zaczytuję się we własnych wpisach. Muszę nieskromnie przyznać, że nawet mi się podobają.
Większość niestety już nie pamiętałem, więc czytałem jak opowieści kogoś innego. Pamiętacie na przykład tekst o jajecznicy? Ja nie pamiętałem, nie pamiętałem nie tylko tekstu ale i samej sytuacji i na koniec lektury aż parsknąłem śmiechem.
Fajnie się to czyta. Szkoda, że tak bardzo brakuje mi czasu by złożyć to wszystko w książkę. Ale póki co zapraszam do lektury online. Przynajmniej jest za darmo
Informacja o mnie (i o tym co robiłem w Rwandzie) oraz zdjęcie nie zajmują wiele miejsca, raptem kawałek 89. strony magazynu Malemen, jednak tradycyjnie zamieszczam na blogu wszelkie lanserskie
informacje tego typu
Jeśli ktoś jest zainteresowany, Malemen-a można już dostać na przykład w Empikach.
W artykule opisania są także inni wolontariusze, między innymi mój znajomy, Fabian, mąż Karoliny, która było w mojej grupie ludzi rozsyłanych przez MSZ po świecie.
Nadal twierdzę, że Rwanda obecnie jest bardzo bezpiecznym krajem, ale muszę przyznać, że nie wiem czy w tym roku nadal jest tak samo.
4 marca 2010 w podobnym czasie, około godziny 20:00 wybuchły w różnych częściach Kigali dwa granaty, oznacza to więc że musiała to być jako tako zorganizowana akcja. Nic nie wiadomo o ofiarach, ale ambasada USA w Kigali apeluje do wszystkich Amerykanów przebywających w Rwandzie o rejestrację „na wszelki wypadek”.
Rok temu jak pisałem tutaj także wybuchł jeden granat. Przypominam, że 6 kwietnia przypada rocznica rozpoczęcia ludobójstwa w Rwandzie, więc jest to zawsze okres bardziej narażony na takie incydenty.
Dodatkowo latem tego roku odbędą się w Rwandzie wybory prezydenckie. Pamiętacie jak opisywałem wybory parlamentarne jakich byłem świadkiem w tym kraju? Były bardzo kolorowe, wesołe i na maksa bezpieczne (wszędzie roiło się od międzynarodowych obserwatorów).
Wybory prezydenckie jednak uważane są za okres podwyższonego ryzyka. To dopiero drugie takie wybory od czasu ludobójstwa, z więzień właśnie powoli wychodzą skazani, więc nikt do końca nie wie jak to wszystko się odbędzie. Ale raczej nie przewiduje się dużego niebezpieczeństwa, co najwyżej incydenty jak ten sprzed kilku dni.
Aktualizacja: W wyniku wybuchu granatów sprzed tygodnia zostało rannych 16 osób, aresztowano już podejrzanego.
Jest sobie taki kraj w środku Afryki, w którym co prawda dzieci biegają boso po podwórkach przed nierzadko glinianymi chatkami, gdzie tygodniowy brak prądu nie jest żadnym powodem by robić z tego jakieś halo, ale i tak od tego kraju możemy wiele się nauczyć, wiele mu zazdrościć, a już zwłaszcza podejścia rządu tego kraju do kwestii informatyzacji i internetu.
Takie właśnie przemyślenie, zresztą nie pierwszy raz, naszło mnie przed chwilą, gdy odkryłem, że na Twitterze można już śledzić co ma światu do powiedzenia rwandyjski rząd. Sprawdźcie sami: twitter.com/RwandaGov
Wiecie, że to już ponad rok od kiedy wróciłem w Rwandy? Wiem, że nie wiecie, to znaczy teraz jak to napisałem pewnie sobie przypomnieliście, że faktycznie rok temu mniej więcej płakałem na poprzednim blogu jaka to Polska jest zimna, ludzie nieludzcy a problemy zachodniego świata abstrakcyjne.
Ja jednak sobie dokładnie wszystko liczę i wszystko dobrze pamiętam. To 13 listopada rok temu zakończył się mój pobyt w Rwandzie.
To z kolei oznacza, że jestem teoretycznie wolny od malarii. Wspominałem już o tym wiele razy w czasie pobytu w Afryce, ale nie wszyscy wiedzą, że malaria może się objawić jeszcze przez rok po zarażeniu. Tak więc jeśli ktoś z Was w te wakacje odwiedzał Egipt, Indie czy inne kraje tropikalne i jeśli właśnie odczuwa dreszcze, ma poty i wysoką gorączkę (lub któryś z innych objawów, więcej informacji znajdziecie na przykład tutaj), to wcale nie musi oznaczać, że złapał świńską grypę
To może wciąż być pamiątka z wakacji.
No ale dla mnie to już nie grozi. Teoretycznie, bo podejrzewam, że zarodźce malarii raczej luźno podchodzą do naszego ludzkiego kalendarza i wyciągają kopyt (czy może lepiej: nie wyciągają witek) w równe 365 dni po wprowadzeniu się do naszego organizmu. Póki co czuje się jednak dobrze, malarii już się nie boję, grypy zresztą także
* * *
Co jeszcze u mnie?
Nadal większość czasu spędzam na robieniu stron internetowych. Wpadam niestety w lekką panikę, bo kończą mi się stałe zlecenia i od połowy grudnia prawdopodobnie nie będę miał już co robić. Jeśli ktoś z Was więc szuka pomocy z WordPressem lub ogólnie tworzeniem stron, zapraszam do działu kontakt
W tym tygodniu trochę pozwiedzam. Jutro mam kontrolę pooperacyjną w Zakopanem, ale jako, że już po prostu nie znoszę tego miasta i nie mógłbym tak po prostu przejechać całą Polskę, posiedzieć w szpitalnej poczekalni, dać się obmacać i znów przejechać całą Polskę, jadę (a właściwie jedziemy) na mini urlop. W Zakopanem spędzimy tylko kilka godzin, a zaraz potem jedziemy dalej do Łukasza do Żywca na kilka dni. Na pewno będzie fajnie
W piątek trzynastego obudziła mnie na TVN24 informacja o wypadku samolotu w Rwandzie. Nie spodziewałem się jednak, że całe zdarzenie miało dalszą, równie pechową historię.
Fajnie, że telewizja w końcu coś powiedziała o Rwandzie (choć z drugiej strony chyba niezależnie od opisywanego miejsca, gdy rozbija się samolot zawsze o tym mówią). Nie miałem jednak złudzeń i wiedziałem, że raczej za kilka dni nie usłyszymy wyjaśnień co było nagrane na czarnej skrzynce i jaki był faktyczny powód rozbicia się samolotu. Chyba za mało ofiar na to, by wygryźć trochę antenowego czasu dla tego zdarzenia, więc media nadal będą się trzęść ze strachu przed grypą.
Samolot się rozbił zaraz po starcie ” to wiemy z TV. Pilot zgłosił awarię zaraz po oderwaniu się od pasa startowego i usiłował od razu wylądować. Całość telewizyjnej relacji skończyła się na tym, że samolot nie wyhamował przed terminalem i wbił się budynek na wysokości loży dla VIPów. Wielu rannych, w tym piloci i jeden martwy pasażer. Czarna skrzynka i jej zapis ma zdradzić prawdziwy powód awarii.
Postanowiłem więc sam pogooglać nieco o tym zdarzeniu i to co znalazłem to prawdziwy sajgon
Całkiem spora dawka czarnego humoru, nawet jak na piątek trzynastego.
Otóż karetki oczywiście zabrały rannych do szpitala (King Faisal Hospital, wierni czytelnicy pamiętają zapewne moje relacje z mojego pobytu w tym miejscu). Nie było to łatwe, bo samolot tak niefortunnie wbił się terminal, że jeden z pilotów był dłuższy czas uwięziony we wraku.
OK, co powiecie na to, że gdy karetka w końcu załadowała owego pilota, po drodze do szpitala potrąciła motocykl? Trzynastkowy pech?
A co powiecie, jak dodam, że owa jedna karetka potrąciła jeszcze jeden motocykl? Mi tutaj przychodzi na myśl rwandyjski ruch na ulicach. Tak, tam naprawdę jadąc motocyklem ma się serce w przełyku.
Uwaga, to jeszcze nie koniec. Nadal ta sama karetka, nadal wioząc tego samego pilota potrąciła jeszcze dwóch pieszych! Tak: suma wszystkich trafień ” dwa motocykle i dwóch pieszych. No to już naprawdę nie wiem jak skomentować.
Niestety cała może zabawna sytuacja skończyła się tragicznie dla jednego z pieszych, który owego piątku nie przeżył. Można go więc chyba doliczyć do liczby ofiar katastrofy lotniczej.
Jesli ktoś nie może uwierzyć w to co opisałem (jak jedna karteka może potrącić w sumie 4 osoby podczas gdy z lotniska do szpitala się jedzie obwodnicą miasta?) tutaj jest oryginalny artykuł.
Odezwał się do mnie przed chwilą na email człowiek. Początek listu taki jak zwykle: „Trafiłem na Twojego bloga o Rwandzie i mam nadzieje, że mi pomożesz…” i tu zawsze następuje wypis potrzeb. Ktoś szuka informacji o ludobójstwie, ktoś szuka informacji o jakiejś osobie, ktoś szuka informacji o możliwości wyjechania… Tym razem chodziło o szukanie kontaktu do Rwandy. Ruszyłem się z łóżka i zajrzałem do szafki po stare notesy, jakie miałem ze sobą w tym kraju. I się zaczęło
Kontakt przekazałem już mailem, ale notesy sprawiły, że odżyły po raz kolejny stare wspomnienia. Wszystkie moje zapiski z tego kraju: lekcje kinyarwanda, rysunki jakie sobie rysowaliśmy z Nelly (przypominam, że z Nelly rozmawialiśmy bardzo dużo, choć Nelly nie znała żadnego języka, jakie znam ja i vice versa więc sobie rysowaliśmy), podliczenia zbiórki i tak dalej…
Może to więc jest jakaś okazja by wspomnieć ten kraj i dla Was i napisać co nieco co wiem o starych przyjaciołach? Wiem niestety niewiele, ale zawsze to coś.
Nelly, Schola i Maombi
Te trzy osoby co kilka dni puszczają mi sygnały na komórkę. Ja im odpuszczam.
Innocent i Shilla
Innocent nie mieszka już w Nyamata, nie pracuje też w NTC. Szkoda, ale podobno jest teraz szefem restauracji w Kigali. Doszła do mnie też informacja że z Shillą wzieli ślub.
Paul i Pacifique
Paul i Pacifique są już oczywiście małżeństwem od prawie roku. Paul jest ważnym kolesiem, pracującym w ONZ w jakichś organach związanych z informatyzacją. NTC nadal jest jego własnością, ale nie mieszka już w Nyamata, a w Kigali.
Paul był w tym miesiącu w Europie, w Belgii. Namawiałem go by wpadł do Polski, ale się nie udało
Robert
Na koniec mój największy sukces
Jestem z tego bardzo dumny.
Robert po tym jak pracował ze mną jako tłumacz przy moich lekcjach informatyki w Rwandzie (i prowadził je razem ze mną) postanowił, że też chce być nauczycielem IT. I jak postanowił, tak robi! Został teraz całym szefem NTC (zastąpił funkcyjnie Paula) i… poszedł studiować informatykę! Niedawno był na wymianie studenckiej w Ugandzie, gdzie miał szybszy internet to sobie pogadaliśmy na Yahoo Messengerze. W czasie rozmów dziękował mi za nakierowanie go na te studia. I temu jestem taki dumny
O innych osobach niestety nic nie wiem




