Po 24 godzinach używania Firefoksa 4

Że Chrome jest moją podstawową przeglądarką, wiecie już chyba dobrze. Postanowiłem jednak zrobić całkiem gruntowny test najnowszego Firefoksa spędzając z nim cały dzień w sieci. Niestety, wszystko o czym się przekonałem to to, jak naprawdę dobrym produktem jest program od Google.

Firefox 4 nie jest zły. Firefox stał się nagle zły gdy pojawiła się rzeczona chromowana konkurencja. Bardzo szybko przeglądarka, bardzo szybko startująca. Włączasz i używasz. Tymczasem lisek przez kilka kolejnych lat potrzebował na obudzenie się kilkunastu (co najmniej sekund).

Najnowsza jego wersja nie ma już tej wady. Od kliknięcia w ikonę do pełnego uruchomienia programu mijają dwie niezauważalne sekundy. Pomyślałem sobie: skoro naprawili, to na co narzekałem, może dać mu kolejną szansę? Spędzę na nim 24 godziny i zobaczę czy to jest to, czego potrzebuję.

Cały dzień jednak spędziłem na dostrzeganiu kolejnych rzeczy, których Firefox nie ma. Przede wszystkim nie miał zakładek przeniesionych na pasek tytułu okna przeglądarki, tak jak ma to Chrome (mówię tu o wersji dla systemu Linux Ubuntu). Niby drobny szczegół, jednak sprawił, że cały czas dostrzegałem ten niepotrzebnie zajmowany obszar ekranu, kosztem którego jest mniej miejsca na stronę. Na szczęście udało się dzięki googlaniu, dwóm rozszerzeniom i kilkunastu minutom ustawień sprawić, że Firefox wygląda pod tym względem jak Chrome.

Kolejna rzecz, na którą niestety nie znalazłem rozwiązania to autouzupełnianie paska adresu. Gdy w Firefoksie wpisałem ‚gm’ i wcisnąłem enter, trafiałem na stronę wyników wyszukiwania frazy ‚gm’. Nie o to mi chodziło. 4 lata używania Chrome nauczyły mnie, że w pasku adresu wpisane ‚gm’ są automatycznie uzupełniane do ‚gmail.com’ i po wciśnięciu enter jestem w swojej skrzynce pocztowej. W Firefoksie muszę nadal starym sposobem wpisać ‚gm’, wcisnąć strzałkę w dół by wybrać opcję z listy podpowiedzi i dopiero wtedy enter. Wiem, że chwila, ale automatyczny odruch sprawia, że zapominam o tej strzałce. I tak samo wiele razy dziś zamiast na flaker.pl lądowałem na stronie wyszukiwania frazy ‚fl’, zamiast na google.com/reader, lądowałem na wynikach dla frazy ‚goo’. Strata czasu. Niestety nie znalazłem wtyczki, która by to naprawiła.

Całkiem nieźle się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, że nie działają animacje flash. Musiałem nieźle się naszukać i nagimnastykować by pojawiła się ta wtyczka w tym Firefoksie (w starszej wersji 3.6 była) i nawet gdy już ją mam, działa fatalnie. Animacje znikają, pojawiają się po kawałku, zatrzymują się… Poczułem się jakbym używał jakiejś bety, a nie wersji stabilnej przeglądarki. I nie sądzę by to była wina flasha – Chrome jak i Firefox 3.6 korzystają z dokładnie tej samej instalacji.

Mógłbym się jeszcze długo rozpisywać o rzeczach, których Firefoksowi brakuje w porównaniu z Chrome. O braku historii odwiedzonych stron w pasku adresu, o nadal wyskakującym i wkurzającym oknie pobranych plików (a gdy kliknę w nim w pobrany plik .txt Firefox pyta mnie jakim programem chcę go otworzyć – takie rzeczy nie powinny mieć miejsca!). O braku suwaczka do ukrywania ikon rozszerzeń.

Firefox po prostu mi uświadomił jak ważne są te małe detale, na które nigdy nie zwracałem uwagi, a bez których nie mogę teraz żyć. Twierdziłem do tej pory, że jedyną przewagą Chrome nad lisem jest prędkość działania i uruchamiani. Gdy Mozilla Team to poprawiło, dopiero teraz widzę, że jednak to nie jest wszystko. Firefox niestety został bardzo, bardzo daleko w tyle.

Wiem, że zaplanowany jest nowy, szybszy cykl wydań. To dobrze, mam nadzieję, że sprawi to, że jeszcze kiedyś zafunduję sobie kolejne 24 godziny z tą przeglądarką. Na razie jednak odstawiam ją na bok i wracam do Chrome.

Czas na odwrotny adBlock?

Widzieliście już? Na pewno widzieliście, ale i tak w skrócie opiszę: USA wetknęło paluchy w ICAAN i zablokowało całemu światu dostęp do kilkudziesięciu stron. Na razie torrentowych, ale skoro takie blokuje, czemu nie miało by w przyszłości blokować innych, które np ujawniają tajne dane na temat działań wojennych?

Blokada jest łatwa do obejścia, bo zablokowane zostały tylko domeny internetowe stron, nadal można na nie wejść jeśli ktoś zna ich adres IP. Bardziej techniczne osoby już teraz mogą sobie dopisać odpowiednie reguły przekierowań w /etc/hosts, tak by wszystko działało po staremu.

A mi właśnie przyszedł pomysł na wtyczkę do przeglądarek, która będzie robić to sama automatycznie. Coś na zasadzie działania adBlocka, tylko w odrotną stronę: instalujesz wtyczkę, ta pobiera z sieci otwartą bazę takich zablokowanych stron. I działa na zasadzie: "Jeśli adres jaki user wpisał w pasek adresu znajduje się na liście zablokowanych, olej szukanie jej adresu IP i po prostu połącz z tym IP, jaki mam zapisany we własnej bazie".

Ktoś napisze? To może być sukces w obecnej sytuacji (ja niestety pisać wtyczek do przeglądarek nie umiem). A może coś takiego już jest?