Jak nie odebrałem wizy z ambasady

Wczoraj wybrałem się do Warszawy do ambasady po odbiór wiz (mojej i kumpla z którym jadę). Naładowałem telefon przez noc, wstałem rano, wsiadłm do busa i zacząłem pisać blognotkę. Głównie chciałem przetestować jak telefon sprawdzi się jako mikro-laptop, na którym pisałbym wpisy na bieżąco w Iranie. Nie musiałbym wtedy brać mojego ultrabooka.

Oto co powstało w czasie jazdy do Warszawy:

Chyba za wcześnie w ostatnim wpisie pochwaliłem jazdę busami. Siedzę teraz w polskim busie, w drodze do warszawy i to co działo się przed wejściem przypominało to co widuje się w telewizji gdy pokazują sytuacje na dworcach kolejowych 🙂 wszyscy co prawda już siedzą grzecznie, ale stwierdzam ostatecznie: polski bus jest już super oblegany i wróżę ze niedługo pojawia się nowe połączenia. Bo wszystkie miejsca są zajęte.

Ale ja nie o tym. Jadę do Warszawy do ambasady Iranu i to już ostatnia formalność. Długo minęło od ostatniego irańskiego wpisu ale tyle niestety to trwało. Od kiedy irańskie ministerstwo przysłało nam pozwolenie na ubieganie się o wizy złożyliśmy wnioski. Trzeba było nieco odczekać przed złożeniem tak by przerwa miedzy wnioskiem a planowanym pobytem nie była zbyt duża (ubiegać się można najwcześniej na 60 dni przed pobytem jeśli dobrze pamiętam).

Teraz jadę wizę odebrać. Przypomina mi się Rwanda i tamtejsze podejście do terminów. Wniosek zlożylismy chyba 11 stycznia i dostaliśmy zapewnienie ze zostanie rozpatrzony po tygodniu. Od tamtej pory dzwoniliśmy mnóstwo razy i w końcu w ubiegłym tygodniu po jakichś 20 dniach czekania dostaliśmy odpowiedz ze Iran nas będzie chętnie gościł. I o ile wiem takie opóźnienie to norma.

Jak mowie, Rwanda mnie nauczyła ze tak to często bywa, wiec ani nie narzekam ani się nie dziwię.

Teoretycznie po wizy mógłbym wysłać kuriera. Praktycznie żadna firma kurierska nie chciała tego zrobić: albo wymagana jest wcześniejsza umowa, albo w ogóle odmawiają przewozu dokumentów. Kumpel wiec napisał mi upoważnienie do odbioru i jadę.

Mam kupiony przewodnik lonely planet. Kupiłem sobie tez pasek do spodni z ukryta kieszonka na pieniądze. Z uwagi na embargo nie ma możliwości wypłacenia na miejscu żadnych pieniędzy – ani kartą, ani na przykład przez western Union. Trzeba wiec od razu zabrać ze sobą cały planowany budżet. Ludzie mówią ze Iran jest bezpieczny, ale przezorny zawsze ubezpieczony 😉

Tak wiec dalszy plan:

  • wyjazd z polski 28 lutego
  • w Teheranie lądujemy 2 marca (zgadza się, podróż będzie trwać grubo ponad dobę)
  • na miejscu zapewne jedna noc w Teheranie, później jedziemy dalej. Zapewne na południe by złapać jak najlepsza temperaturę. Przed odlotem zapewne znów,chwila w stolicy
  • wylot 12 marca i na następny dzień w domu

Koniec wpisu z wczoraj. Takie oto coś udało mi się napisać w autobusie i muszę przyznać, że piało się całkiem wygodnie (Nokia Lumia 820, pisałem w pakiecie Office na ten telefon). Było wiele literówek, ale teraz, przed wklejeniem poprawiłem (tak, widzę, że nie wszystkie).

Jednak jest spory problem: gdy skończyłem pisać te kilka akapitów, telefon był rozgrzany niesamowicie, a wskaźnik rozładowania baterii wskazywał, że od naładowania (tuż przed wejściem do busa) wyczerpana jest już 1/4 pojemności! To chyba kompletnie dyskwalifikuje Windows Phone 8 + Nokia + mobilny Office jako narzędzie do pisania czegoś dłuższego. Aż nie mogłem uwierzyć.

Dotarłem do Warszawy, dotarłem do ambasady, zadzwoniłem domofonem.

I usłyszałem, że dziś jest święto i odebrać wizy nie mogę. Pan w domofonie nie dał się przekonać. Na nic zdały się tłumaczenia, że przyjechałem aż z Białegostoku. Na nic, że przed wyjazdem sprawdzałem na stronie ambasady czy dziś na pewno żadnego święta nie ma. Według strony nie ma, ale jak rozmówca mi powiedział, strona nie powinna być jedynym źródłem.

Przebłagać się nie dało, zwłaszcza, że usłyszałem, że nie ma już pracownika odpowiedzialnego za wydawanie wiz. Pozostało mi jedynie wrócić do Białegostoku z niczym. Wizy spróbuje odebrać z moim upoważnieniem napisanym szybko na kartce w Mc Donaldzie mój kolega, który mieszka w Warszawie. Zobaczymy czy się uda.

Nie był to jeszcze koniec pecha na ten dzień. Pamiętacie jak chwaliłem busy? W drogę powrotną udałem się Podlasie Express. Ten zatrzymuje się w kilku miejscach po drodze (PolskiBus jedzie bezpośrednio). Na pierwszym postoju w Ostrowii kierowca oświadczył, że musimy się uzbroić w cierpliwość. Zapiekły się koła w autobusie i nie pojedzie nigdzie dalej. Musimy czekać albo na następny autobus, albo na serwis naprawczy.

I to też nie koniec pecha na ten dzień. Chwilę po oświadczeniu kierowcy wspomniany wyżej telefon padł. Nie miałem ze sobą żadnej książki czy gazety, więc zniknęła ostatnia możliwa rozrywka. Siedziałem gapiąc się w fotel przede mną. Przez dwie godziny, aż przyjechał kolejny autobus i tam się wszyscy przesiedli.

Podsumowując: we wtorek spędziłem ponad 9 godzin w busach, chwilę w Warszawie, wyszedłem z domu o 9 rano, wróciłem o 10 w nocy. Nie załatwiłem kompletnie nic. Już na zawsze będę miał życie krótsze o ten jeden dzień.

 

0

To był najlepszy telefon, jaki dotąd miałem

Dziś odesłałem Nokię N8 i uważam, że powinienem poświęcić temu telefonowi chociaż mały wpis. Był to bowiem najlepszy telefon, z jakim się spotkałem, na pewno najlepsza Nokia. A dzięki współpracy z serwisem InfoNokia.pl miałem w swoich rękach na dłużej i krócej wiele modeli komórek tej firmy. Nawet nowsze od en ósemki Nokia N9 (faktycznie fajna nawigazja w systemie) i Lumia 800 (tę mam teraz) nie są takie fajne, jak ten, o którym jest ten wpis.

WP_000080_800

Fakt: najnowsze Lumie wyglądają lepiej niż N8, choć wzorowane są na designie, jaki ta właśnie zapoczątkowała. Niestety wygląd i nieco większy ekran to jedyne atuty obecnych produktów Nokii. N8 miała wszystko dopracowane, rozbudowane i ilość możliwości potrafiła wprawić w zdumienie.

Nawet się rozglądałem już na Allegro czy by nie kupić sobie na własność N8, ale jakość sprzedawanych tam aparatów woła o pomstę do nieba. Podrapane, porysowane… Aż dumny jestem z siebie, że sam potrafiłem tak zadbać o telefon. Jest co prawda kilka rysek, a jeden róg ma delikatne zgniecenie po upadku, ale trzeba się dobrze przyjrzeć by to zobaczyć.

Za czym tęsknię oddając N8? Przede wszystkim rewelacyjny aparat fotograficzny. Żaden obecnie model na rynku nie ma pełnych 12 megapikseli, żaden inny chyba nigdy nie miał, a N8 właśnie miała (tak, wiem, że PureView daje nawet kilkadziesiąt MPx, jednak nie na całej matrycy na raz). To i genialna optyka sprawiało, że nigdy nie potrzebowałem kupić sobie aparat fotograficzny (oto przykład zdjęcia). Wszelkie wyjazdy jakie tu opisywałem pstrykane były tym właśnie telefonem i nikt z Was chyba specjalnie nie zauważył, że zdjęciami coś jest nie tak. Bo i nie było. Pamiętam wypad na Krym. Inne osoby miały mniej lub bardziej zaawansowane lustrzanki. Po powrocie, gdy wymienialiśmy się zdjęciami to właśnie jakość moich wszystkich wprawiła w osłupienie i nie mogli uwierzyć, że małe pudełeczko w kieszeni potrafi złapać ostrą sylwetkę osoby z kilkuset metrów.

Inna krymska dygresja. Stałem na wysokiej skale tuż nad brzegiem morza. Do tafli wody było spokojnie ponad 100 metrów. Nagle zobaczyłem, że pod powierzchnią coś powoli płynie; myślałem, że właśnie zobaczyłem jakiegoś delfina lub inne duże morskie zwierze. Nie byłem jednak pewien, więc wyciągnąłem telefon z kieszeni i zrobiłem zdjęcie. Przybliżyłem je na ekranie i wtedy zobaczyłem, że to po prostu nurek w masce z rurką.

Taki to był aparat.

Co jeszcze? Ten telefon po prostu wydawał się mieć wszystko. I nawet więcej. Był aparat, była muzyka, była słynna nawigacja od Nokii, kamera tylnia, przednia, przyciemnianie ekranu przy słabym świetle tła. Telefon miał jednak też coś więcej, czego nie miał żaden inny.

Wszyscy zachwycali się umieszczonym w nim… portem HDMI. Niestety sam nigdy nie skorzystałem, bo nie mam kompatybilnego telewizora, ale wiele razy w sieci czytałem, że dzięki temu N8 mogła być konsolą do gier i dżojstkiem w jednym. Zazdrościłem tym wszystkim, którzy grali sobie za jego pomocą w Need For Speed na swoich 40 calowych telewizorach.

Na mnie natomiast największe łał robił wbudowany nadajnik FM. Nadajnik, nie odbiornik (odbiornik oczywiście też był). Dzięki temu swojej muzyki z telefonu mogłem słuchać nie tylko na słuchawkach czy wbudowanym głośniku (nota bene – bardzo dobrym). Wystarczyło znaleźć jakąś wieżę, zestroić telefon częstotliwościami z nią i już muzyka grała z tradycyjnych, dużych głośników sprzętu domowego. Wiele razy też tak słuchaliśmy muzyki w podróży zestrajając telefon z radiem samochodowym. Nadajnik FM był dla mnie dowodem, że Nokia naprawdę wypuszczając ten model telefonu postanowiła stworzyć dzieło doskonałe. Bez żadnych kompromisów.

Czy N8 miała jakieś wady? Po kontakcie z wieloma innymi telefonami tego producenta stwierdzam, że zdecydowanie nie. Wielu mówi, że Symbian był porażką, a ja odpowiadam, że się mylą. Zgoda, że może sklep z aplikacjami nie był tak wypchany programami jak jego androidowy odpowiednik. Co jednak z tego, skoro większość softu na androida to śmieci, których nikt nie instaluje? Ponadto moment gdy przesiadłem się z Symbiana na Lumię z Windows Phone sprawił wrażenie jakby firma Nokia była człowiekiem, który przeżył właśnie wylew krwi do mózgu i musiał się wszystkiego uczyć od nowa. Windows Phone 7 to jakiś niemowlak pod względem możliwości w porównaniu z Symbianem.

OK, była jedna wada. Nafaszerowanie telefonu wszystkim co najlepsze było pod względem marketingowym złym ruchem. Nokia stworzyła telefon doskonały, ale ze względu na jego wysoką cenę nie potrafiła go sprzedać. Kolejne komponenty, doskonały aparat muszą kosztować, ale nikt nie był chętny do ich zakupu. Nie dziwię się: też nigdy bym nie rozważał tego telefonu gdybym nie miał z nim nigdy wcześniej styczności. Jeśli ktoś miał do wyboru te kilka lat temu tańszy HTC z Androidem, szpanerski i też chyba tańszy iPhone oraz kosztujący ogromną kasę N8, o którym właściwie nic nie wiedział, wybór był prosty.

Dopiero teraz, gdy poużywałem tego telefonu chyba przez 2 lata wiem, że jest mi strasznie szkoda się z nim żegnać. Na pewno będę śledził oferty jego sprzedaży i jeśli będę potrzebował jakiś kupić, biorę na pewno (pod warunkiem dobrej jakości). To samo i Wam polecam!

0

O jeden argument by kupić Nokię mniej

Ha.

Tydzień temu mocno się zastanawiałem który z nadchodzących telefonów kupić: czy Nokie Lumia 920, czy LG Nexus 4.

Pierwszy odstraszał potworną ceną (minimum 2700 złotych), ale zachęcał dobrym aparatem i boskimi mapami, które znam z posiadanej Nokii N8. Nexus z kolei zachęcał ceną (około tysiąca złotych) i świetnym wykonaniem –  w końcu to flagowy telefon od Google. Aparat zapewne będzie miał dobry, nie będzie miał jednak tak fajnych map jak te od Nokii.

Dziś bym się już nie musiał zastanawiać. Nokia właśnie zapowiedziała, że jej mapy pojawią się też na Androidzie (czyli w Nexusie).

Więc po co kupować Lumię, droższą o prawie 2 tysiące złotych?

0