Syntetycznie o Iranie

Tego się mogłem spodziewać: po powrocie do domu nie chce mi się już rozbijać wyjazdu na dziesięć oddzielnych wpisów 😉 Napiszę więc teraz wpis podsumowujący „jak było i co doradzam kolejnym podróżującym” (edit: po skończenia pisania tego wpisu okazał się tak długi, że dwa jego rozdziały wyciąłem i ukażą się później jako osobne wpisy). Nie będzie to jednak wpis ostatni: mam już szkic jednego dłuższego wpisu o jednej z przygód oraz standardowo już (tak jak to było w przypadku wyjazdu na Krym czy do Gruzji) wrzucę osobny wpis o cenach. Być może też wrzucę galerię zdjęć, lub zaproszę do takiej wrzuconej gdzieś indziej.

Tak więc zaczynam. Jest to podsumowanie Iranu z perspektywy dwunastodniowej podróży, podzielone na mini rozdziały. Od razu bardzo proszę o zadawanie pytań w komentarzach, jeśli o czymś chcecie wiedzieć więcej lub czegoś w ogóle nie poruszyłem.

Dojazd i wizy

To jest wstępna makabra. Zacznę od wiz: jeśli ktoś z Was chce pojechać do Iranu, polecam zacząć ubiegać się o wizę z co najmniej studniowym wyprzedzeniem. Opisywałem to już tu na blogu, ale fakt jest jeden: na pomysł wyjazdu do Iranu wpadliśmy pod koniec listopada i od razu zaczęliśmy ubieganie się o wizy. Paszport z wbitą wizą w nim miałem w ręku pod koniec lutego na dosłownie 4 dni przez lotem! Do ostatniej chwili więc nie byliśmy pewni czy polecimy. Sama procedura oficjalnie jest długa, ale do tego doszły jeszcze ciągłe opóźnienia na każdym etapie.

Wizę otrzymacie na pewno (jeśli nie byliście w Izraelu), ale możecie nie zdążyć z jej otrzymaniem przed odlotem samolotu.

Dojazd i powrót do kolejna makabra, zwłaszcza jeśli się mieszka z dala od lotniska. Samoloty Pegasus Airlines są kiepsko ze sobą skomunikowane, dojazd do Berlina trwa. W efekcie aby być w Iranie w sobotę, z domu wyszedłem w czwartek. Droga powrotna trwała tyle samo: ostatni dzień w Iranie spędziliśmy już na walizkach.

Podsumowując: trzeba być naprawdę upartym i zatwardziałym by wybrać się do Iranu.

Iran – ogólne wrażenie

Niestety Iran jest chyba pierwszym krajem, do którego wyjazd ogólnie oceniam in minus. Na wielkie, wielkie szczęście nie jest to wielki minus (właściwie remis plusów i minusów rozstrzygnięty w dogrywce), ale to chyba pierwszy raz, kiedy nie powiem „warto wrócić tutaj jeszcze kiedyś”. Może i warto, ale nie takim nakładem wysiłku i nie do Iranu w takiej sytuacji, w jakiej jest obecnie. Raz pojechać: oczywiście; polecam, jeśli ktoś zgodzi się na niedogodności, jakie tu opisuję. Powiedzieć komuś, że Iran musi koniecznie zobaczyć: raczej nie.

Podsumowując: bardzo dobrze, że Iran w końcu odwiedziłem, bo chodził mi od lat po głowie. I nie żałuję tej decyzji, jednak jeśli wiedziałbym jak w tym kraju jest, zapewne pojechałbym na ten urlop gdzie indziej, a Persję zostawił sobie na „kiedy indziej”.

Ceny i koszty

O cenach i kosztach będzie osobny, dokładny wpis, ale wstawiam tutaj krótkie info. I wstawiam już teraz na początku tego wpisu, by poprawić kiepski nastrój po poprzednich akapitach.

Ceny w Iranie bowiem bardzo pozytywnie nas zaskoczyły. Ni jak nie przystają do cen podanych w zeszłorocznym Lonely Planet (zarówno i w dół, i w górę), ale generalnie wyjazd wyszedł baaardzo tanio. Podejrzewam, że powody są dwa: Iran sam w sobie jest tani, a poza tym jadąc tam w marcu byliśmy poza sezonem, co mocno wpłynęło na ceny noclegów.

Konkretnie jak tanio? W Iranie nie działają europejskie karty płatnicze (embargo), więc już przed lotem trzeba było zabrać wszystkie pieniądze na cały wyjazd. Założyłem sobie więc, że w 12 dni wydam maksymalnie 1500 złotych, do tego wziąłem 500 złotych zapasu na wszelki wypadek.

Tymczasem w dwanaście dni na noclegi (nawet o połowę tańsze niż podawał LP), jedzenie (pod koniec gdy już widzieliśmy, że na pewno kasy starczy, każdego dnia jadaliśmy w drogich restauracjach), przejazdy między miastami, pamiątki, wejścia do muzeów (te okazały się nawet 10 razy droższe niż informował LP), wynajmowanie sobie prywatnych samochodów na wypad za miasto i jeżdżenie po mieście taksówkami gdzie tylko się dało, plus jeszcze danie się naciągnąć tu i tam wydaliśmy… 800 złotych od osoby. I podkreślam: nie żałowaliśmy sobie specjalnie na nic.

Podsumowując: cennik Iranu to największy plus wycieczki do tego kraju.

Jeden z meczetów w Iranie

Jeden z meczetów w Iranie

Ludzie

Pierwotnie był tu rozdział o ludziach, ale wyszedł tak długi, że ukaże się jako osobny wpis.

Język

Tu tylko krótko: ze znajomością języka angielskiego jest bardzo kiepsko. Nawet nie w każdym hotelu potrafiliśmy się dogadać inaczej niż gestami i pokazując liczby na palcach lub kalkulatorze. Ale da się żyć. Zawsze prędzej czy później wszyscy wiedzieli o co chodzi, a nieraz zdarzyło się, że obserwował nasze nieporadności ktoś, kto znał angielski i podszedł oferując pomoc jako tłumacz.

Co zwiedziłem, co warto zobaczyć, a czego nie warto

Pierwotnie był tu rozdział o tytule jak powyżej, ale wyszedł tak długi, że wyciąłem go i pojawi się wkrótce jako osobny wpis.

Widok na pustynię w okolicach Yazd z okna świątyni ognia, położonej w górach

Widok na pustynię w okolicach Yazd z okna świątyni ognia, położonej w górach

Bezpieczeństwo i policja

Nie wiem po co właściwie jest ten rozdział. A właściwie wiem 😉 Gdy wyjeżdżałem do Iranu, co chwila ktoś mnie pytał po co tam jadę, czy się nie boję. Nawet teraz po powrocie słyszę gratulacje odwagi. No cóż: to ja wszystkim tym chciałbym pogratulować odwagi wyjazdu do Warszawy, czy Bydgoszczy.

Bo to takie same ryzyko, przysięgam. Może i sam przed wyjazdem się nieco obawiałem (złodziei, dlatego nie wziąłem laptopa), ale po przyjeździe wszelkie obawy rozpłynęły się od razu (żałuję, że nie wziąłem laptopa). Telewizja nas karmi obrazem prześladowań chrześcijan w świecie islamskim, zamachami. A czy ktokolwiek się zastanowił ile z tych obrazków pokazywanych było z Iranu? Podpowiem: żaden. Prześladowania jeśli są, to są na półwyspie arabskim, zamachy w Iraku/Pakistanie. Ani amerykańska OSAC – jednostka CIA uprzedzająca podróżujących o zagrożeniach za granicą – nie wydała od lat żadnego zastrzeżenia wobec Iranu (jedynie ostrzeżenie dla amerykańskich obywateli z obywatelstwem irańskim, że w takim wypadku nie mają oni ochrony ze strony ambasady), ani polski MSZ nigdy w swojej historii nie przestrzegał przed Iranem. Obawa przed wyjazdem do Iranu, bo w Pakistanie są zamachy to trochę tak jakby ktoś przestrzegał Francuza by nie jechał do totalitarnego państwa polskiego, bo to przecież gdzieś mniej więcej tam, gdzie rządzi Łukaszenka.

Tyle teoria, a ile praktyka? Przyznam, że jest jedno zaskoczenie: spodziewałem się, że Iran to państwo policyjne. Tymczasem policję widywałem bardzo rzadko i jeśli już coś robiła to kierowała (lub starała się kierować) ruchem na skrzyżowaniach. Pozytywnym zaskoczeniem są budki w turystycznych miejscach z napisem „Tourist Police”. Jak nam wyjaśniono tam jest policja, do której można się udać jak się jest turystą. Na pewno mówią po angielsku i jeśli zostaliśmy okradzeni, to pokażą nam zdjęcia znanych im złodziei abyśmy spróbowali rozpoznać kto to. Miły gest, którego nie widziałem w innych, często demokratycznych krajach.

Zamachowcy, dżihadowcy, hezbollah biegający po ulicach? Taki obraz Iranu nawet nie wiem jak skomentować 🙂 Ulica raczej przypomina ulicę w Indiach z tłumem zwykłych ludzi i kupców.

Broń atomowa? Jeśli Iran ją posiada lub nad nią pracuje to oczywiście nie robi tego na środku ulicy Teheranu czy Szirazu. Stany Zjednoczone i Francja też ją posiadają i co z tego? Czy z tego powodu czujesz się niepewnie pod wieżą Eiffla?

Co więcej, na autostradzie widziałem wyraźne drogowskazy po angielsku (wszystkie pisane są w farsi i po angielsku właśnie) wskazujące jak dojechać do Iranian Nuclear Facility Complex.

To może irańscy nacjonaliści, wrogo nastawieni do zachodu? Wręcz przeciwnie. W najgorszym wypadku nastawienia nie dało się wyczuć. W większości wypadków nastawienie było raczej prozachodnie a już na sto procent bardzo dobrze wypowiadali się o naszym podejściu do alkoholu i świeckości (ale o tym więcej niżej). Nawet jeśli pochodząc z innej kultury dziwnie się czasem zachowywaliśmy nikt nigdy nie zwrócił nam na to uwagi.

Złodzieje? Nikt nas nie okradł. I jak pisałem wcześniej nie kryłem się z aparatem w ręku, pieniądze zwyczajnie nosiłem w kieszeni i gdy wyciągałem, wyciągałem cały zwitek (przy czym oczywiście nie był to cały budżet wyprawy, a budżet jednego, dwóch dni). Strach przed kradzieżą był porównywalny do strachu przed kradzieżą w Złotych Tarasach w Warszawie czy innym średnio tłocznym miejscu.

Oszuści i naciągacze? Tak, ale o tym pisałem już wyżej. (edit: właściwie pisałem o tym w rozdziale o ludziach, który jest/będzie osobnym wpisem)

Podsumowując: przeżyłeś Warszawę to przeżyjesz i Teheran. A ryzyko, że zostaniesz porwany przez dżihadystów jest takie same ryzyko, że zostaniesz porwany przez aborygenów. (Dodam, że powszechnie jest znane, że we wschodnim Iranie zdarzały się porwania dla okupu przez przemytników narkotyków z Pakistanu, ale tych rejonów nie zwiedzaliśmy)

Islam i reżim

Tutaj spore zaskoczenie. Oczywiście Iran to państwo islamskie, wyznaniowe, którego prawo opiera się o koran. Tyle, że to tylko teoria, dość mocno oderwana od praktyki.

Esfahan, meczet Szacha

Esfahan, meczet Szacha

W rzeczywistości ludzie podchodzą w Iranie do islamu tylko nieco, ciut ciut poważniej niż Polacy podchodzą do chrześcijaństwa. Ale tylko ciut. De facto mają już dość „tych ajatollahów” i prawa, które im wszystkiego zakazuje. I śmiało to wyrażali w rozmowach z nami. Szczególnie taksówkarze, nawet nienagabywani mówili, że nienawidzą islamu (sic!) i ajatollahów, byle jakiej muzyki i ciągłych nakazów.

Z drugiej strony co chwila na ulicy można zobaczyć wielki billboard, albo malunek z siwym brodaczem w turbanie, podobnie wyglądający brodacz jest na każdym banknocie, a jeśli włączysz telewizor masz 99%szans, że też zobaczysz takiego brodacza, który opowiada coś pokornie słuchającemu go gospodarzowi programu.

Nic więc dziwnego, że ludzie mają tego po dziurki w nosie i że kilka lat temu próbowali się przeciw temu zbuntować. Wyobraźcie sobie, że w Polsce do władzy dochodzi Jarek i mówi, że na każdym banknocie będzie od teraz ajatollah Rydzyk 😉 Uwierzcie mi, poza zgrają irańskich moherów cała reszta ulicy reaguje tam tak samo na to, jak wy byście zareagowali na powyższy scenariusz.

Życie nocne, alkohol i rozrywki

To niestety totalna porażka dla turysty. Koniecznie, jeśli jedziecie do Iranu, weźcie ze sobą jakąś książkę, mnóstwo gier na komórkę, cokolwiek! Ja nie brałem specjalnie, wierząc, że i tak znajdzie się coś ciekawego do robienia. Sromotnie się pomyliłem.

Życie nocne w Iranie na pewno jakieś jest, ale nie udało nam się z niego skorzystać. Kilka razy wyszliśmy do lokalów z sziszą, ale to chyba nie dla mnie. Ile można siedzieć wdychając dym?

Tak samo alkohol w Iranie ma się całkiem dobrze, niestety turyści mają do niego utrudniony dostęp. Dość szybko nam to wyjaśniono, że jeśli Irańczyk chce kupić jakieś procenty, każdy wie gdzie i jak może się w nie zaopatrzyć. Niestety turyści nie mają tak łatwo. Nawet gdy już wiedzieliśmy i widzieliśmy (wspomniani pijacy w Sziraz), że alkohol jest dostępny, nigdy nie udało nam się dowiedzieć gdzie i jak go zdobyć. Taksówkarze, choć bardzo wylewni podczas przeklinania reżimu, to pytanie gdzie tu można kupić, zawsze kwitowali śmiechem.

OK, ostatecznie dowiedzieliśmy się o jednym miejscu gdzie właściwie oficjalnie można go kupić (ponoć jeden z hoteli w Esfahan ma prawo sprzedawać alkohol turystom), ale potwierdzić nie mogę, bo do hotelu nie dotarliśmy.

W każdym bądź razie większość wieczorów była mordęgą. Spędzaliśmy je w hotelu (no bo dokąd pójść) pstrykając po 5 kanałach telewizji, z których trzy pokazywały ajatollahów, a dwa pozostałe nazwaliśmy kanałami typu śpiewaj z hamasem (leci jakaś muzyczka religijna, pokazywane są meczety, na dole pojawiają się napisy jak w karaoke) lub gotuj z hamasem (smutny pan pokazuje jak zrobić kebaba z barana). Nuda do kwadratu! Nie dziwię się, że i Irańczykom to się nie podoba.

Kuchnia, czyli co zjeść

Kolejna niemal porażka 🙂 Niestety w Iranie króluje paskudny, śmierdzący kebab z baraniny. Gdy raz go spróbowałem przez kilka kolejnych dni właściwie żyłem tylko na ciasteczkach. Elwisowi smakował, ale Elwis to zje wszystko. ; ) Ludzie mi mówili, że baranina jest paskudna i teraz niestety się przekonałem, że mieli rację.

Owe kebaby królują wszędzie: co chwila jest jakiś mniejszy lub większy bar z tym paskudztwem, natomiast bardzo ciężko – bez znajomości języka – znaleźć jest jakiś lokal o lepszym standardzie. Pod koniec pobytu, gdy już zorientowaliśmy się, że jesteśmy o wiele poniżej zaplanowanego budżetu, zaczęliśmy odwiedzać najbardziej wyszukane restauracje z przewodnika Lonely Planet. W końcu bardzo dobrze zjadłem i przy tym nie wydałem zbyt wiele (maksymalna cena w high endowym lokalu wyniosła mniej więcej 30 złotych za osobę). W takich miejscach królowała (a przynajmniej myśmy trafiali wybierając coś losowo z menu) duszona jagnięcina z ryżem.

Zupa z alg i krewetek z ryżem w restauracji w Bushehr. Polecam!

Zupa z alg i krewetek z ryżem w restauracji w Bushehr. Polecam! Wygląda jak błoto, ale po ciągłych kebabach miałem łzy w oczach jak ją spróbowałem

Rozczarowaniem była dla mnie cena pistacji w sklepach. Około 30 złotych za kilogram to właściwie cena jak w Polsce, a miałem nadzieję, że tam dostanę je o wiele taniej.

Internet i jego cenzura

Brak publicznych sieci WiFi (telefon wykrywał sieci wiele, ale każda zabezpieczona). W hotelach dostęp do internetu był za dodatkową opłatą, raczej symboliczną (coś około 3 złotych za 2 dni pobytu).

Cenzura jest, ale tak dziurawa, że aż woła o politowanie. Nie zajęło mi więcej niż kilka minut by ze zwykłego telefonu bez zainstalowanego żadnego specjalnego oprogramowania połączyć się z Facebookiem – serwisem oficjalnie zakazanym w Iranie, a który widzieliśmy nieraz na ekranach różnych komputerów. Irańczycy korzystają, więc i my korzystaliśmy.

Czy bałem się korzystać? Nie. Widząc atmosferę w tym kraju zdałem sobie sprawę, że cenzura jest wprowadzona tylko na pokaz. Tak aby uspokoić Ajatollaha Hommeiniego, który z internetu zapewne sam nie korzysta. Więc ktoś dostał polecenie zablokowania tego, jakoś tam zablokował, ale już nikt nie patrzy czy ta blokada działa.

Infrastruktura drogowa

Świetna. Polska infrastruktura irańskiej nie dorównuje, ale też należy pamiętać, że wbrew wizerunkowi Iranu na zachodzie to w żadnym wypadku nie jest ubogi kraj. Mają ropę, mają gaz i mają kupę kasy na budowanie dróg. Wszystkie miasta połączone są ze sobą gładziutkimi autostradami. Na poboczach autostrad stoją ledowe znaki drogowe, które zmieniają swoją treść wraz ze zmianą warunków na drodze. Dużo jest radarów, ale każdy na 200 metrów przed nim ma słupek z błyskającym kogutem (takim jak ma policja), uprzedzającym, że zaraz będzie radar.

Ciekawostka: w miastach jest dużo kładek dla pieszych by przejść nad drogami. Sporym zaskoczeniem był fakt, że większość tych kładek ma ruchome schody! Nigdy nigdzie takich nie widziałem, a tam są pieniądze nie tylko na kładkę, ale i na ruchome schody w niej.

Pogoda w marcu

Świetna. Według weatherbase powinniśmy się spodziewać od 2 do 16 stopni. W rzeczywistości raczyliśmy się w upałach do 33 stopni, gdy przeciętna temperatura to było stopni 17-18. Jeśli ktoś szuka dobrej pory roku na wyjazd do Iranu to marzec może być dobrym pomysłem. Marzec to także znikoma ilość turystów (co osobiście, z uwagi na wieczorne nudy odbieram jako wadę; bardzo lubię bowiem pogadać sobie z kimś w hotelowym/hostelowym lobby).

Należy pamiętać, że Yazd położony na środku pustyni jest miastem o wiele cieplejszym niż pozostałe, szczególnie znajdujący się na północy, prawie w górach Teheran.

Każdy meczet a i wiele świeckich budynków są tak zdobione

Każdy meczet a i wiele świeckich budynków są tak zdobione

 

0

Jak nie odebrałem wizy z ambasady

Wczoraj wybrałem się do Warszawy do ambasady po odbiór wiz (mojej i kumpla z którym jadę). Naładowałem telefon przez noc, wstałem rano, wsiadłm do busa i zacząłem pisać blognotkę. Głównie chciałem przetestować jak telefon sprawdzi się jako mikro-laptop, na którym pisałbym wpisy na bieżąco w Iranie. Nie musiałbym wtedy brać mojego ultrabooka.

Oto co powstało w czasie jazdy do Warszawy:

Chyba za wcześnie w ostatnim wpisie pochwaliłem jazdę busami. Siedzę teraz w polskim busie, w drodze do warszawy i to co działo się przed wejściem przypominało to co widuje się w telewizji gdy pokazują sytuacje na dworcach kolejowych 🙂 wszyscy co prawda już siedzą grzecznie, ale stwierdzam ostatecznie: polski bus jest już super oblegany i wróżę ze niedługo pojawia się nowe połączenia. Bo wszystkie miejsca są zajęte.

Ale ja nie o tym. Jadę do Warszawy do ambasady Iranu i to już ostatnia formalność. Długo minęło od ostatniego irańskiego wpisu ale tyle niestety to trwało. Od kiedy irańskie ministerstwo przysłało nam pozwolenie na ubieganie się o wizy złożyliśmy wnioski. Trzeba było nieco odczekać przed złożeniem tak by przerwa miedzy wnioskiem a planowanym pobytem nie była zbyt duża (ubiegać się można najwcześniej na 60 dni przed pobytem jeśli dobrze pamiętam).

Teraz jadę wizę odebrać. Przypomina mi się Rwanda i tamtejsze podejście do terminów. Wniosek zlożylismy chyba 11 stycznia i dostaliśmy zapewnienie ze zostanie rozpatrzony po tygodniu. Od tamtej pory dzwoniliśmy mnóstwo razy i w końcu w ubiegłym tygodniu po jakichś 20 dniach czekania dostaliśmy odpowiedz ze Iran nas będzie chętnie gościł. I o ile wiem takie opóźnienie to norma.

Jak mowie, Rwanda mnie nauczyła ze tak to często bywa, wiec ani nie narzekam ani się nie dziwię.

Teoretycznie po wizy mógłbym wysłać kuriera. Praktycznie żadna firma kurierska nie chciała tego zrobić: albo wymagana jest wcześniejsza umowa, albo w ogóle odmawiają przewozu dokumentów. Kumpel wiec napisał mi upoważnienie do odbioru i jadę.

Mam kupiony przewodnik lonely planet. Kupiłem sobie tez pasek do spodni z ukryta kieszonka na pieniądze. Z uwagi na embargo nie ma możliwości wypłacenia na miejscu żadnych pieniędzy – ani kartą, ani na przykład przez western Union. Trzeba wiec od razu zabrać ze sobą cały planowany budżet. Ludzie mówią ze Iran jest bezpieczny, ale przezorny zawsze ubezpieczony 😉

Tak wiec dalszy plan:

  • wyjazd z polski 28 lutego
  • w Teheranie lądujemy 2 marca (zgadza się, podróż będzie trwać grubo ponad dobę)
  • na miejscu zapewne jedna noc w Teheranie, później jedziemy dalej. Zapewne na południe by złapać jak najlepsza temperaturę. Przed odlotem zapewne znów,chwila w stolicy
  • wylot 12 marca i na następny dzień w domu

Koniec wpisu z wczoraj. Takie oto coś udało mi się napisać w autobusie i muszę przyznać, że piało się całkiem wygodnie (Nokia Lumia 820, pisałem w pakiecie Office na ten telefon). Było wiele literówek, ale teraz, przed wklejeniem poprawiłem (tak, widzę, że nie wszystkie).

Jednak jest spory problem: gdy skończyłem pisać te kilka akapitów, telefon był rozgrzany niesamowicie, a wskaźnik rozładowania baterii wskazywał, że od naładowania (tuż przed wejściem do busa) wyczerpana jest już 1/4 pojemności! To chyba kompletnie dyskwalifikuje Windows Phone 8 + Nokia + mobilny Office jako narzędzie do pisania czegoś dłuższego. Aż nie mogłem uwierzyć.

Dotarłem do Warszawy, dotarłem do ambasady, zadzwoniłem domofonem.

I usłyszałem, że dziś jest święto i odebrać wizy nie mogę. Pan w domofonie nie dał się przekonać. Na nic zdały się tłumaczenia, że przyjechałem aż z Białegostoku. Na nic, że przed wyjazdem sprawdzałem na stronie ambasady czy dziś na pewno żadnego święta nie ma. Według strony nie ma, ale jak rozmówca mi powiedział, strona nie powinna być jedynym źródłem.

Przebłagać się nie dało, zwłaszcza, że usłyszałem, że nie ma już pracownika odpowiedzialnego za wydawanie wiz. Pozostało mi jedynie wrócić do Białegostoku z niczym. Wizy spróbuje odebrać z moim upoważnieniem napisanym szybko na kartce w Mc Donaldzie mój kolega, który mieszka w Warszawie. Zobaczymy czy się uda.

Nie był to jeszcze koniec pecha na ten dzień. Pamiętacie jak chwaliłem busy? W drogę powrotną udałem się Podlasie Express. Ten zatrzymuje się w kilku miejscach po drodze (PolskiBus jedzie bezpośrednio). Na pierwszym postoju w Ostrowii kierowca oświadczył, że musimy się uzbroić w cierpliwość. Zapiekły się koła w autobusie i nie pojedzie nigdzie dalej. Musimy czekać albo na następny autobus, albo na serwis naprawczy.

I to też nie koniec pecha na ten dzień. Chwilę po oświadczeniu kierowcy wspomniany wyżej telefon padł. Nie miałem ze sobą żadnej książki czy gazety, więc zniknęła ostatnia możliwa rozrywka. Siedziałem gapiąc się w fotel przede mną. Przez dwie godziny, aż przyjechał kolejny autobus i tam się wszyscy przesiedli.

Podsumowując: we wtorek spędziłem ponad 9 godzin w busach, chwilę w Warszawie, wyszedłem z domu o 9 rano, wróciłem o 10 w nocy. Nie załatwiłem kompletnie nic. Już na zawsze będę miał życie krótsze o ten jeden dzień.

 

0

Wyjazd do Iranu, etap „niepewny” już za mną

Ten oto wpis jest taką zapowiedzią mojego kolejnego wyjazdu, zapowiedzią z zaskoczenia. Bo oto dowiadujecie się mimochodem, że jadę do Iranu i zanim przetrawicię tę informację, ja już przechodzę dalej do opisu jak wygląda załatwianie formalności i ile kosztuje.

Wjechać do Iranu bowiem teraz nie jest aż tak super łatwo. Nie jest też trudno, ale trzeba zrobić nieco więcej rzeczy niż kupić bilety i spakować paszport. Potrzebna jest wiza, do dostania w amabasadzie Iranu w Polsce. Aby dostać wizę, trzeba mieć pozwolenie z irańskiego MSZ na wjazd. Aby dostać pozwolenie, trzeba wiedzieć kiedy się jedzie i co się będzie zwiedzać. Trzeba więc mieć już w jakiś sposób bilety lotnicze.

Na początku wszystko jest więc bardzo niepewne. Czy kupować bilet lotniczy zanim dostanie się pozwolenie? Taka opcja pozwala kupić bilety tanio w terminie który sobie wybierzemy, ale co jeśli MSZ nie wyda nam pozwolenia? W drugą stronę można spróbować kupić bilety gdy już mamy pozwolenie, ale wtedy narażamy się na niekorzystne ceny przelotów. Te jak wiadomo potrafią się zmieniać z dnia na dzień i połączenie które sobie sprawdzimy przed aplikacją wizową po jej zakończeniu może być nawet kilka razy droższe.

Wpis ten jest opisem jak to wszystko ładnie zgrać by zbyt dużo nie przepłacić i nie ryzykować dużych strat gdy wizy nie otrzymamy.

Primo: rezerwacja biletu

Na szczęście istnieje świeta linia lotnicza Pegasus Airlines. Świetna bo lata z Berlina, więc blisko Polski, świetna bo stosunkowo tania (Berlin – Teheran w cenie 850 złotych w obie strony) i świetna bo pomaga rozwiązać powyższy dylemat – umożliwia zaklepanie sobie znalezionej ceny na czas starania się o pozwolenie MSZ (za dopłatą).

Tak więc udajemy się na stronę Pegasusa, wynajdujemy dogodne połączenie i rozpoczynamy proces kupowania biletu. Bardzo szybko pojawia się w tym procesie opcja rezerwacji ceny biletu i korzystamy z niej. Jest kilka opcji na ile czasu chcemy zarezerwować, najdłuższa to kilkanaście dni (chyba 14) i kosztuje 6 euro, czyli na dzień dzisiejszy 24 złote.

Tak więc zarezerwowałem sobie przeloty w terminach 1 marca (na miejscu dzień później) – 12 marca. Wydatek jak do tej pory: 24 złote.

Secundo: załatwienie numeru pozwolenia

Bezpośrednio w MSZ Iranu numer pozwolenia załatwić jest bardzo trudno: trzeba znać język perski i… i dalej już nie sprawdzałem co jeszcze bo to pierwsze mnie dyskawlifikuje. 😉 Trzeba to zrobić za pośrednictwem jakiegoś biura podróży z Iranu.

Ja to zrobiłem w biurze Touran Zamin. Kosztuje 35 euro (około 150 złotych), co jest normalną ceną, tyle to mniej więcej kosztuje. Wybrałem akurat te bo ma bardzo dobrą opinię w sieci i załatwia sprawy bardzo szybko, co ma znaczenie, biorąc pod uwagę, że inne biura potrafią robić to tak długo że zdąży przepaść wyżej wymieniona rezerwacja biletu.

Aplikacja w Touran Zamin przebiega sprawnie. Zaczynamy od wypełnienia formularza online i przesłania zeskanowanej strony zdjęciowej z paszportu. Zrobiłem to w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek rano miałem od nich maila z prośbą o wpłatę. Przelew robimy na prywatne konto jakiejś osoby w Szwajcarii – albo przez zwykły przelew bankowy, albo szybciej przez MoneyBookers. Nie powinno to nas dziwić – Iran ma teraz embargo i stąd takie obejścia. Same biuro prosi nas byśmy nigdzie w przelewie nie wspominali za co płacimy.

Przelałem MoneyBookers, po chwili biuro potwierdziło, że kasa już jest i idą z moim wnioskiem do MSZ.

Tydzień później, w poniedziałek (czyli dzisiaj) rano znalazłem maila z tego biura, że mam zgodę na wjazd oraz podano mi numer tej zgody (authorization code).

I tyle. Co dalej?

Tak więc wszystko co niepewne jest już za mną. Mam zaklepany bilet, wizę dostanę na pewno. Koszt tej niepewności to łącznie 175 złotych. Pieniądze te by przepadły, gdybym zgody nie dostał, ale jest więc wszystko gra 🙂

Co dalej? Myślałem, żeby opisać to w następnym wpisie, ale zakładam, że teraz już wszystko pójdzie jak z płatka, więc tylko wypunktuje. Jeśli będą jakieś komplikacje, dopiero wtedy wrzucę o tym coś na blogaska.

  • Idę na stronę linii lotniczych by dokończyć proces kupowania biletu (850 złotych)
  • Jadę do Warszawy do ambasady złożyć wniosek o wizę (50 euro)
  • Kupuję przewodnik po Iranie (kilkadziesiąt złotych na Allegro)
  • Kupuję bilet w PolskiBus do Berlina (pewnie około 50 złotych z Białegostoku, jeszcze nie ma puli biletów na marzec), fajnie, że bus ten jedzie bezpośrednio na lotnisko

Uważajcie na terminy

O kilku już wspomniałem, ale tu zbiorę wszystkie liczby dni, które trzeba brać pod uwagę przy planowaniu terminu wyjazdu:

  • zamrozić cenę biletu lotniczego możemy sobie na maksymalnie 14 dni
  • czas oczekiwania na pozwolenie z MSZ Iranu u mnie zajął równo 7 dni i kilka godzin, według informacji z tego biura miało to zająć od 7 do 10 dni roboczych
  • od momentu nadania mi numeru pozwolenia muszę odczekać co najmniej 3 dni zanim pojadę po niego do ambasady
  • numer ten jest ważny przez 3 miesiące, w tym czasie mogę go odebrać i złożyć wniosek o wizę
  • wizę dostajemy na maksymalnie 30 dni, na miejscu jest możliwość przedłużenia jej o kolejny miesiąc

Sporo formalności, prawda? 🙂 Ale mam nadzieję, że będzie warto. Na koniec zdjęcie Persepolis z flickr żeby Wam pokazać co ja tam jadę oglądać:

 

 

0

LiveLeak, czyli po polsku: bez sumienia

LiveLeak walcząc z jutubem i przegrywając tę walkę stawia wszystko na jedną kartę. Robi się z niego serwis do wrzucania filmów z wszystkim co obrzydliwe i prostackie. A jeśli przy ym na filmie jest krew lub ktoś umiera to jeszcze lepiej.

Pisałem już o takim filmiku w artykule Czacha dymi. Filmik oczywiście był na LiveLeak-u.

Dziś po sieci chodzi film pokazujący umierającą młdoą Irankę postrzeloną podczas demonstracji opozycji w Iranie. OK, filmik jest wszędzie, jest i na YT bo tu akurat tym razem nie chodzi o pokazanie śmierci samej w sobie, a pokazanie jak naprawdę wygląda obecnie Iran. Władze cenzurują media, więc ludzie wychodzą na ulice z telefonami i potem wrzucają takie zdjęcia i filmy do sieci. Usuwanie takich filmów przez zachodnie serwisy byłoby jeszcze większym chyba nieporozumieniem.

Czym się jednak różni film z Iranką wrzucony na YouTube od tego na LiveLeak-u?

LiveLeak, śmierć i sex

LiveLeak, śmierć i sex

Odpowiedź: na LiveLeaku już w chwilę po obejrzeniu śmierci młodej dziewczyny będziesz mógł poznać seksowną laskę z twojej okolicy.

Tak, wiem, że to efekt głupiego dobierania reklam po słowach kluczowych, ale mogli by zatrudnić kogoś by takie wpadki się nie zdarzały.

p.s. dla zainteresowanych odnośnik do filmu, ale na YouTube. Reklam brak, (być może złudna) weryfikacja czy oglądający na pewno ma 18 lat. Można? Można.

0