Tag: indie

Ci, którzy wygrywają z malarią

Bezsprzecznie malaria jest jednym z największych obecnie problemów medycznych, choć zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy są tego świadomi. W telewizji możemy usłyszeć co najwyżej o kolejnych nowo odkrytych chorobach, będących hitem sezonu, jak ostatnio świńska grypa (choć na jesień szykowana jest już ofensywa strachu przed kolejną bakterią odporną na wszystkie antybiotyki). Malaria, jeśli kiedykolwiek “hitem” była to już dawno. Choć na chorobę rocznie umierają setki tysięcy ludzi, media o tym nie informują, przede wszystkim dlatego, że dzieje się to zdala od zachodniego świata. Nie ma więc o czym mówić, a według mnie niesłusznie.

Dziś jednak postanowiłem napisać nieco dobrych wiadomości o malarii. Choć wciąż jest to choroba, przeciw której zaszczepić się nie można i dotyka kraje, w których ludzi najczęściej na leczenie nie stać, są miejsca na świecie, które szczycą się sukcesami na polu walki z tą choroba.

Są to cztery kraje: Erytrea (kraj położony w Afryce koło Somalii i Etiopii), azjatyckie Indie i Wietnam oraz Brazylia. Choć malaria nie została tam wypleniona zupełnie, miejsca te podawane są jako przykłady dowodzące tego, że finansowanie programów walki z malarią z funduszy Banku Światowego nie jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto.

W latach ’90 XX wieku powstał program nazwany Roll Back Malaria. Głównym założeniem było zmniejszenie do roku 2010 śmiertelności spowodowanej malarią o 50%. O ile większość światowych programów nie wypala, ten działa – przynajmniej w przytoczonych powyżej czterech krajach – niespodziewanie dobrze. Sama Brazylia już w 1996 roku zmniejszyła śmiertelność malaryczną nie o 50 a 60 procent. Oznacza to, że ilość ossób, które rocznie chorowały na malarię w tym kraju zmniejszyła się o dwa miliony, a ilość zgonów spowodowanych tą chorobą o ponad 200 tysięcy.

Sukces w posoztałych krajach był podobny. Erytrea zredukowała do 2004 roku (czyli na 6 lat przed końcem programu) zachorowalność na malarię o 63%, Indie o niemal 70%, Wietnam podobnie.

W jaki sposób to osiągnięto? Powodów było wiele, jednak dwa z nich są kluczowe: finansowanie i przekonanie rządów tych krajów o konieczności walki z tą chorobą.

Bank Światowy udzielił wszystkim czterem krajom kredytu w wysokości około 300 milionów dolarów. Czy jest to kwota duża, nie wiem. Dość powiedzieć, że zlikwidowanie skutków tegorocznych powodzi w Polsce ma kosztować nawet 500 milionów euro i budżet naszego kraju odczuje to raczej w niewielkim stopniu, głównie dzięki wsparciu Unii i rezerwom jakie na takie zdarzenia zostały zgromadzone.

Istotne jest także podejście władz tych krajów do finansowania. W wielu przypadkach pieniądze są źle redystrybuowane tak, że większość środków pomocowych statecznie ginie w kieszeniach urzędników poszczególnych stopni. W tym wypadku całość okazała się jednak dobrze zaplanowana.

Brazylia od razu po rozpoczęciu programu przystąpiła do gruntownej reformy służby zdrowia z nastawieniem jej na walkę z epidemią malarii. Podobnie było w Erytrei gdzie programy ochronne rozszerzono także o walkę z trapiącą ten kraj wysoką zachorowalnością na AIDS. W Indiach przeszkolono około 300 tysięcy lokalnych liderów, których celem miało być koordynowanie walki z malarią i edukowania o tej chorobie. Na bierząco wprowadzano także wszelkie nowinki medyczne i techniczne, o których raz na jakiś czas można przeczytać w prasie qusi-naukowej (a także na moim blogu). W Brazylii rozpoczął się narodowy program opryskiwania mieszkań środkami owadobójczymi; kolejne rodzaje leków antymalarycznych na bierząco zastępowano w lokalnym leczeniu ich nowszymi generacjami. W Erytrei wybudowano całą sieć ośrodków medyczno – naukowych przeznaczonych do walki z malarią i prowadzenia badań nad tą chorobą, do których ściągnięto personel składający się niemal wyłącznie z lekarzy i naukowców z Europy i Ameryki Północnej.

Efekty jak widać przerosły oczekiwania. Choroby oczywiście nie udało się wyplenić zupełnie, ale założone wskaźniki osiągnięto na wiele lat przed końcem programu. Nie oznacza to oczywiście, że kraje te spoczęły już na laurach. Mam nadzieję, że ich śladem pójdą rządy innych państw. W połaczeniu ze stałymi badaniami nad nowymi sposobami walki z malarią, mam nadzieję, że któregoś dnia będziemy mogli przestać myśleć o tej chorobie jak o wyzwaniu epidemiologicznemu.

Po więcej informacji o sukcesie wymienionych wyżej krajów odsyłam do tego raportu (format PDF).

0