Gdzie freelancer może znaleźć zlecenia związane z WordPressem?

Postanowiłem choć trochę i przez chwilę nie być psem ogrodnika i podzielę się z Wami informacjami, gdzie w sieci są dedykowane miejsca, w których każdy, kto zna WordPressa choć trochę bardziej niż na poziomie dodawania do niego wpisów i zmieniania opcji w Kokpicie, może zarobić trochę grosza. Niestety miejsc takich nie jest dużo (a może po prostu ja nie znam więcej?)

Jobs.Wordpress.net

To chyba najpopularniejsze miejsce. Codziennie pojawia się około 10 ogłoszeń ze zleceniami, których charakter jest naprawdę różny. Od prostych próśb o modyfikację stylów, po zlecenia stworzenia zaawansowanych serwisów społecznościowych w oparciu o BuddyPress. Przy ogłoszeniach nie są publikowane budżety, jakie zleceniodawcy są w stanie nam zaoferować, więc odpisując na ogłoszenie sami musimy napisać ile sobie za naszą pracę liczymy (ja także dodaje termin wykonania prac). Dodatkowym plusem jest to, że w serwisie nie musimy sie rejestrować. To zwyczajna tablica ogłoszeń, na którą każdy może wysłać ogłoszenie podając dane kontaktowe (email) i my te dane widzimy od razu.

Mniej więcej rok temu dość intensywnie korzystałem z tego serwisu i przyznam, że niektóre ogłoszenia udało mi się przechwycić. Dużym utrapieniem jest jednak spora liczba ogłoszeń od ludzi – pośredników. Wiele bowiem osób wyłapuje lepiej płatne zlecenia odnośnie wordpressa w serwisach ogólno-freelancerskich (jak np elance.com) udając, że się zna na WordPressie, a gdy takie ogłoszenie mu się dostanie, wtedy szuka podwykonawcy  na jobs.wordpress. Komunikacja w takim wypadku jest fatalna, ostatecznie zlecenie okazuje się dotyczyć czegoś zupełnie innego niż pierwotnie i szczerze nigdy nie udało mi się go sfinalizować. Tak więc z miejsca odradzam przyjmować zlecenia z jobs.wordpress od osób, których nazwisko lub email wskazują, że są hindusami (przepraszam  za ten nacjonalizm, ale każda lepiej zorientowana osoba, wie jaka jest rola hindusów w informatycznym outsourcingu: to zleceniobiorcy, a nie zleceniodawcy).

Obecnie ze strony nie korzystam już w ogóle, bo jestem w tej komfortowej sytuacji, że (odpukać) nie muszę szukać klientów, a to klienci sami mnie znajdują.

WP Questions

Strona mniej popularna, ale musze przyznać, że ogłoszeń jest tam już coraz więcej. Kiedyś jak startowała było jedno ogłoszenie na kilka dni, obecnie jest już nawet kilka dziennie.

Strona działa zupełnie inaczej niż poprzednia. Trzeba się zarejestrować (zarówno zleceniodawcy jak i -biorcy), zleceniodawca dodając pytanie od razu wyznacza ile chce zapłacić temu, kto mu pomoże. Następnie wszyscy mogą w określonym czasie zamieszczać (jawnie w postaci komentarzy) swoje odpowiedzi na pytanie i na koniec zleceniodawca decyduje komu zapłaci (a zapłacić komuś musi, bo zadając pytanie dokonuje przedpłaty na konto WP Questions, serwis ten zresztą pobiera swoją prowizję).

Czy jest to skuteczne, nie wiem 🙂 Zawsze gdy tam zajrzę jest już tyle odpowiedzi na pytanie, że nie chce mi się dopisywać kolejnej. Widziałem, że Wojtek czasem udziela tam odpowiedzi, więc może wypowie się czy udało mu się coś w ten sposób zarobić 🙂

* * *

To wszystkie mi znane serwisy. Bierzcie i korzystajcie, albowiem jak napisałem, ja już z nich nie korzystam, nie muszę.

A może ktoś zna inne miejsca gdzie wordpressową wiedzę można realnie spieniężyć? Oczywiście wszystkie większe strony freelancerskie mają dział odnośnie wordpressa (jak wspomniany przeze mnie wyżej Elance), ale jeśli ktoś ma jeszcze coś do dodania, zapraszam do podzielenia się tym w komentarzach!

Jak wstawać wcześnie rano, gdy nikt nas do tego nie zmusza?

Ludzie zazdroszczą freelancerom: pracują gdzie chcą, kiedy chcą i jak chcą. Nikt nie stoi nad nimi z batem; najważniejsze aby ze zleceniem wyrobili się w ustalonym z klientem terminie.

A więc ludzie na etacie: uwierzcie, że przychodzi w życiu freelancera taki moment, że zaczyna zazdrościć on także Wam 🙂 Wielka swoboda w pracy podobać się może przez jakiś czas, potem i my zaczynamy tęsknić za pracą od 8 do 16, za kimś kto by nad nami stał i nas opierdzielał i za kontaktami z innymi współpracownikami. (Dlatego między innymi powstała i świetnie kwtnie idea coworkingu, czyli spotykania się freelancerów w jednym biurze celem wspólnej pracy, ale nad różnymi zleceniami). Może nie jest to wielki głód pańskiego bata, ale jakaś nostalgia zawsze.

Pomyślałem sobie, że mogę raz na jakiś napiszę jak sam sobie radzę (a może nie radzę) z problemami typowymi dla kogoś, kto pracuje w domu. Dziś na tapetę wezmę poranne wstawanie.

Jestem typem sowy. Nie jest dla mnie problemem przesiedzenie całej nocy i pójście spać o 7 rano. Mój zyciowy rekord ustanowiłem jeszcze na studiach, kiedy to obudziłem się któregoś zimowego poranka w poniedziałek i poszedłem spać w piątek około 22:00. Praktycznie nie spałem prawie pięć dni, jeśli nie liczyć 15-40 minutowych drzemek co drugi dzień popołudniami.

Niestety nie potrafię pracować wieczorami. Na pewno nie pracować umysłowo, a programowanie jest takim rodzajem pracy. Najlepiej mi się myśli od porannej kawy, tak przez kilka kolejnych godzin. Potem jest ciężej, ale staram się aby na tym myśleniu dziennie spędzić mimo wszystko co najmniej te 7- 8 godzin. Dla tych, którzy nigdy nie programowali i wydaje im się, że nic w tym trudnego przesiedzieć przed komputerem 8 godzin, podpowiem, żeby spróbowali – jeśli nie umieją programować – grali non stop 8 godzin dziennie w szachy. Uwierzcie, to naprawdę boli 🙂

Niestety poza problemami z zasypianiem mam także problemy ze wstawaniem. Mógłbym przespać 12 godzin na dobę i więcej. Dlatego ciężko jest mi podnieść się tak by już od 8 rano siedzieć „w pracy”. Mam jednak kilka metod, które mi to ułatwiają.

Po pierwsze melatonina. To środek nasenny (de facto hormon, który naturalnie w dużych ilościach występuje u małych dzieci, dlatego śpią tak długo) dostępny w aptekach bez recepty. Kosztuje całkiem sporo (opakowanie 5mg x 30 tabletek po około 30 złotych), jednak warto w niego zainwestować. Zwłaszcza, że jak twierdzi producent nie powoduje żadnych efektów ubocznych (a ja twierdzę, że powoduje lekki ból głowy migrenowy rano), więc można go brać codziennie. Melatoninę oczywiście bierzemy by wcześniej zasnąć. Jak wiadomo im wcześniej zaśniemy, tym większa szansa, że o 7 rano będziemy wyspani. Staram się już od 22:00 nie dotykać komputera. Jem kolację, łykam pół tabletki (odkryłem, że tyle mi wystarczy) i zasypiam przed północą.

Po drugie budzik. Ustawiam go o wiele wcześniej niż potrzebuje wstać, mniej więcej od 6 rano. Bo po prostu lubię sobie jeszcze pospać bo pierwszym budziku 🙂 Budzik powinniśmy ustawić oczywiście na kilkukrotne budzenie. Podpowiem, że odkryłem, że opcja drzemki, w którą wyposażone są chyba wszystkie już komórkowe budziki działa kiepsko. Interwał 9 minut się nie sprawdza. Jest za krótki i nie wiem dlaczego, ale na mnie nie działa. Nie staję się coraz bardziej obudzony.

Metodą prób i błędów odkryłem, że pomiędzy kolejnymi budzikami potrzebuje co najmniej 20 minut (przy czym zazwyczaj już przy drugim wstaję). Ważne jest też aby telefon leżał daleko od łóżka i pod żadnym pozorem po pierwszym budziku nie wolno go zabierać do łóżka! Bo wtedy to już klops.

Z budzikiem mieszam kawę, przy czym do niej przygotowuję się już poprzedniego dnia. Mamw domu ekspres. Aby zrobić w nim kawę muszę 1) wsypać kawę do zbiorniczka 2) wlać wodę do ekspresu 3) podstawić kubek z wsypanym cukrem (lub jak wolę: miodem) i wlanym mlekiem 4) włączyć podgrzewanie wody i odczekać około 20 minut 5) nalać kawę.

Pierwsze trzy punkty przygotowuję więc dzień wcześniej przed pójściem spać. Ekspres więc czeka na mnie z wodą, wsypaną kawą i kubkiem podstawionym pod nim. Bardzo długo miałem wielki problem z punktami czwartym i piątym.

O ile pierwszy budzik sprawiał, że w rozpędzie szedłem do kuchni i wciskałem przycisk podgrzewania wody, wracałem do łóżka i czekałem aż woda się podgrzeje to piąty punkt był już niemożliwy do wykonania.

Z nalaniem kawy wzlekałem tak długo, jak tylko mogłem. Po pierwsze nalwanie kawy trwa o wiele dłużej niż pstryknięcie przycisku podgrzewania wody. Ta świadomość sprawiała, że nie chciałem znów się dźwigać w łóżka i iść do kuchni. Lepiej sobie pospać, zamiast stać i liczyć sekundy aż ta wredna lura w końcu się naleje 🙂

Po drugie pierwszy spacer do kuchni uświadamiał mi jak jest cholernie zimno i już drugi raz za nic w świecie nie chciałem wyłazić na ten domowy chłód.

Rozwiązanie jakie znalazłem pewnie zabrzmi dla Was bardzo prosto i powiecie, że jest tak oczywiste, że sami byście na to wpadli w 5 sekund, ale mi zajęło kilka miesięcy 🙂 Po prostu może myślę zbyt konwencjonalnie i ciężko mi jest zachować się niestandardowo.

Otóż: kto powiedział, że ekspres do kawy musi stać w kuchni? 🙂

Tak więc od kilku dni co wieczór taszczę go by postawić koło łóżka. Co rano budzony budzikiem przemierzam cały pokój by budzik przestawić, wracając włączam ekspres i po 20 minutach znów idę przez cały pokój by wyłączyć budzik i wracając nalewam sobie kawy 🙂 Banalnie proste i już po chwili opatulony kołderką piję sobie powoli, jeszcze lekko drzemiąc kawę z mlekiem i gryczanym miodem (jestem zdania, że miód gryczany został stworzony przez pszczoły właśnie po to byśmy mogli dodawać go do kawy; ten lekko gorzki smak idealnie do niej pasuje).

Kolejna rzecz: laptop. O wiele łatwiej jest zabrać się do pracy, jeśli można ją zacząć nie przy domowym biurku, a jeszcze w ciepłej pościeli 🙂 Tak więc co rano taszczę (wcale na nie tak dużą odległość) komputer ze stołu do łóżka i mogę brać się do pracy.

I tyle. Te metody działają na mnie bardzo dobrze. Jeśli ktoś z Was nie ma ekspresu do kawy, polecam inwestycję w czajnik bezprzewodowy. Go też można postawić przy łóżku i jeszcze pół śpiąc zalać sobie kawkę 🙂

Stosowałem też inne rozwiązania, ale nie działały. Najdłużej działała umowa z moją dziewczyną, że co rano dzwoniła do mnie z pracy i rozmawiała tak długo, aż z jednej strony się rozbudziłem, a z drugiej udowodniłem jej, że nie wrócę już spać. Zrezygnowaliśmy z niej bo rozmowy kosztowały za dużo, a poza tym gdy tylko zapomniała do mnie zadzwonić perfidnie to wykorzystywałem jako wymówkę aby spać do południa 🙂