Konrad był w Rwandzie, Angelika jest w Rwandzie

W sieci pojawił się nowy blog, prowadzony przez polską wolontariuszkę, która właśnie dotarła do Rwandy. Będę się mu przyglądał 🙂

Ciekaw jestem na ile nazwa tego bloga – „Angelika w Rwandzie” – to nawiązanie do mojego byłego bloga „Konrad jest w Rwandzie”? 🙂 Nie znam Angeliki ale mam poważne przeczucie, że o mnie słyszała (jest wolontariuszką fundacji prowadzonej przez moją dobrą przyjaciółkę Gosię).

Sentymenty

Różne ścieżki zaprowadziły mnie właśnie na mój stary blog o Rwandzie i tam trafiłem na swój wpis, w którym rozpaczam, że z Rwandy będę musiał wrócić. Zupełnie nie pamiętałem tego wpisu, tak jakby pisał go ktoś inny. Ale to wszystko co w nim jest to prawda, choć o niej zapomniałem.

Przeczytałem w całości i jakoś się smutno znów zrobiło. I jeszcze ten fakt, że o tylu rzeczach się najzwyczajniej zapomina. Taki cytat:

„…w bucie znów musi uwierać mnie niewygodny, laterytowy, brązowo ? czerwony, cieplutki, szorstki kamyk.”

Faktycznie, milion razy potrząsałem wtedy nogą by ten kamień wyrzucić, a teraz go nawet nie pamiętam 😐

Start

Tak, wiem – start bloga to bardzo podniosła chwila, godna uhonorowania jeśli nie kieliszkiem szampana, to przynajmniej długim wpisem z mnóstwem obietnic, zapewnień i spojrzeń w daleką przyszłość, gdy blog ten już będzie blogiem najpopularniejszym na świecie.

Na przekór więc przejdę do porządku dziennego jeśli chodzi o fakt, że blog ten będzie najpopularniejszy na świecie (bo będzie) i zamiast wam to obiecywać, po prostu na dziś skończę.

Blog ogłaszam za rozpoczęty.