Im dłużej trwa rozwiązywanie linukowsego problemu, tym większym hakerem się czujesz, gdy uda się rozwiązać. O godzinie 4:00 wdusiłem przycisk „drukuj”, kartka została wydrukowana o 6:15.
Dla potomnych i dla siebie: rozwiązanie problemu jakie zadziałało znajduje się na forum Ubuntu tutaj.
Modyfikacje względem opisu na forum:
- nie „filters” a „filter”
- nie musiałem wgrywać ręcznie pliku ppd
Co ciekawe pod Ubuntu problemu z drukarką nie mam, mam pod Fedorą, a rozwiązanie opisują ubuntowcy. Niezbadane są wyroki linuksa.
(Niedługo nieco bardziej się rozpiszę o Fedorze, bowiem od miesiąca rozstałem się na dobre z Ubuntu i teraz siedzę właśnie „pod kapeluszem” / może się jednak jeszcze kiedyś przeproszę z Ubu, jak już Unity będzie dało się używać)
Muzungu.pl stanie się z powrotem blogiem prywatnym, o tym co u mnie słychać i co ja sobie myślę na różne tematy. Do tej pory mieszałem tu właśnie takie wpisy z moimi poradami odnośnie WordPressa. Z rozmów z Wami wiem, że nie wszystkich ten drugi temat interesuje.
Na szczęście będzie lepiej, a wszystko za sprawą nowego serwisu, jaki uruchomiłem
Dziś w nocy oficjalnie wystartował dev.wpzlecenia ” wortal w którym będziemy pisać o WordPressie, wszelkiego rodzaju poradniki, nieco aktualności…
Zatem wszystkich tych, którzy interesują się WP (a może chcieliby zacząć się interesować) zapraszam pod nowy adres. Zapraszam też do pisania! Nie chcę by ta strona była tylko moja, ale wszystkich, którzy mają coś wordpressowego do powiedzenia.
Na Muzungu czasem jednak wrzucę informacje o skończonych stronach, nadal tu też będą moje wtyczki. Jednak nie będzie już żadnych porad, a co więcej ” te które już są wkrótce przeniosę właśnie na dev.wpzlecenia.
WordPressowcy ” wspomnijcie na swoich blogach, facebookach, twitterach czy gdzie tam jeszcze bywacie o starcie nowego serwisu
Będę bardzo wdzięczny!
Trochę dziwię, że chyba ja pierwszy o tym piszę. Dowiedziałem się o tym kilka dni temu i spokojnie czekałem, aż ktoś to w Polsce repostuje. A do dziś nie widzę.
Do rzeczy. Microsoft zgotował świetną niespodziankę dla wszystkich, którzy ich systemu używać nie chcą lub nie lubią. Przygotowali obrazy systemów do zainstalowania jako wirtualne maszyny w VirtualBox. Każdy z trzech systemów posiada Internet Explorera w jednej z trzech wersji: 9, 8 lub 7 (znamienne jest, że szóstkę już sobie odpuścili). Obrazy można pobrać i używać, z tego co zrozumiałem, za darmo.
Oczywiście Microsoft nie byłby sobą gdyby życia nie utrudnił
Archiwa są w formacie .exe czyli teoretycznie trzeba Windowsa jakiegoś mieć. Na szczęście na OMG Ubuntu jest podany link do shellowego skryptu, który sam się zajmuje ściąganiem, rozpakowywaniem i instalacją. Szczegółowe informacje co i jak są w artykule.
Jest też dodatkowy minus: jeśli chcemy mieć wszystkie trzy przeglądarki, przygotować się należy na zajęcie przez nie przynajmniej 45 GB dysku.
Oj będę się z tego śmiał
Szczerze to już się śmieję. Wtopa na całego.
Nie lubię Facebooka i powodem tego jest to, że nie rozumiem jak on działa. Za grzyba nie wychodzi mi tam jakakolwiek komunikacja z innymi ludźmi. Coś tam czasem polubię, kiedyś grałem w Farmville, czasem skomentuję czyjś status i to wszystko.
Najbardziej mnie irytuje jednak, że nikt tam nie odpowiada na moje statusy. Kilka razy próbowałem coś napisać, ale na próżno ” zero reakcji ze strony znajomych. Też mi wielcy znajomi!
W efekcie ostatnio nic tam nawet nie próbowałem pisać.
A dziś przypadkiem kursor mi się przesunął nad pewną ikonkę:
I oto mam odpowiedź czemu nikt nie komentuje tam moich wypowiedzi
To chyba tyle, jeśli chodzi o moje obeznanie z tym serwisem
Nie wiem kiedy to się tak ustawiło, nie wiem czy ja to zrobiłem, czy samo się (a może tak jest domyślnie).
I prawdę mówiąc nie specjalnie mnie to już interesuje. Od środy używam Google Plus i tam mi marnowanie czasu innym użytkownikom jako tako idzie
Kto nie popełnia literówek podczas pisania wpisów na blogu, niech pierwszy rzuci kamień. Jedni mniej, inni więcej, ale każdemu się zdarza. Piszesz coś na szybko, nie czytasz przed kliknięciem „Opublikuj”, ale oczywiście za chwilę i tak otwierasz swój wpis i czytasz z wypiekami, jakiż to wspaniały tekst udało ci się wysmarować
A tu ” literówka.
Psia mać. I teraz trzeba wrócić do edycji, zaczekać aż się załaduje, znaleźć błąd, „Aktualizuj”… Przyznam, że wiele razy w takiej sytuacji po prostu machnąłem ręką.
Na szczęście znalazłem świetną wtyczkę do tego. Nazywa się Front End Editor i jest tak prosta, że aż genialna. Po instalacji, gdy czytasz swój blog będąc zalogowanym, każdy wpis można edytować niemal na bieżąco. Myszka nad błędny tekst, klik w edit obok niego, poprawiamy błąd i klik w zielony ptaszek by zatwierdzić zmianę. Czy może to być prostsze? (Owszem może, ale i tak jest ślicznie).
Polecam wszystkim zdecydowanie. Wtyczka potrafi nieco więcej (edycja nie tylko tekstów, ale i tytułów, wstawianie zdjęć a nawet edycja istniejących, zmiana ikon wpisu…) jednak i dla samego poprawiania treści warto ją mieć.
P.S. W tym wpisie już poprawiłem trzy błędy w ten sposób. A te post scriptum także jest dopisywane już po opublikowaniu
Obecne wydania Google Chrome z gałęzi dev (najbardziej niestabilna z niestabilnych, żeby nie było) przynajmniej raz na dzień wykładają mi Linuksa. Gdy otwieram nową kartę, nagle znika wszystko, pojawia się na chwilę czarny ekran z napisami konsolowymi i po chwili ekran logowania do systemu. Czyli wykłada się nie tylko Chrome, a całe Gnome i zapewne także tak zwane „iksy”.
Z jednej strony fakt: korzystam z dev, więc nie mogę mieć pretensji.
Z drugiej jednak strony: cały czas pamiętam komiks, jaki się pojawił wraz z debiutem tej przeglądarki. Wyjaśniano tam, że każda karta to oddzielny sandbox i jeśli nawet na jakieś stronie zdarzy się awaria, cała przeglądarka nadal działa i inne strony są niezagrożone. Tutaj jednak widać, że tak nie jest. I przy okazji użytkownicy wersji stabilnej chyba nie zaprzeczą, że nigdy tak nie było: jak padała jedna zakładka (pojawiał się obrazek smutnej karty), padały wszystkie, choć sam Chrome nadal chodził.
I co dla mnie ważniejsze: gdzie ta legendarna stabilność samego Linuksa? Pamiętam, że faktycznie kiedyś tak było: jak jakiś program ulegał awarii, wszystko inne nadal działało jak należy. Teraz awaria przeglądarki pociąga awarię całego środowiska graficznego, a z punktu widzenia zwykłego użytkownika, jest to awaria całego systemu. Bo czym się różni takie wyjście z „iksów” od legendarnego niebieskiego ekranu z Windows? Z punktu widzenia stabilności: niczym. I w tym i w tym wypadku wszystko, czego nie zapisałem w programach ma utracone.
Rozumiem, że przez owe kilka lat Linux bardzo się zmienił. Iksy to już nie X11, a x.org. Do całego Gnome dochodzi tu także Compiz i wszystko ” muszę to przyznać ” lśni i wprawia w zachwyt. Nie jestem jednak pewien, czy godzę się tutaj na ten cały blask kosztem niestabilności.
Nie jest to na pewno żadne zaskoczenie, a naturalny ruch. +1 od Google (usługa działająca niemal tak samo jak „like” od Facebooka) po pojawieniu się przy wynikach wyszukiwania, pojawiła się teraz także w postaci przycisku na stronach www. Każdy może sobie dodać do swojego bloga czy witryny. Wystarczy skopiować kod z tej strony.
Czy warto? Myślę, że tak. Jeśli komuś zależy na lepszej pozycji w wynikach wyszukiwania Google, +1 jest dla niego. Zasada bowiem jest taka, że osoby wyszukujące treści przez Google, jako pierwsze wyniki będą widzieć te, które zostaną „zaplusowane” (rekomendowane) przez jego znajomych. Z przyciskiem na stronie szansa na taką rekomendację jest bezsprzecznie większa.
Na wordpress.org nie ma jeszcze wtyczki dodającej taki przycisk do naszych WordPressów, ale myślę, że to kwestia godzin
Przyznam, że korciło mnie by na szybko napisać taką (tak jak to zrobiłem z Uznaj.pl). Tym razem pozwolę się wykazać innym
Podpowiem tylko, że ten mój mały tutorial na pewno się przyda. Tam wyjaśniałem jak dodać przycisk Wykopu, na pewno uda Wam się to interpolować na nową usługę od G.
Dość ciekawa, ale i nieprzyjemna wiadomość: Google zamyka niektóre swoje API, inne będą płatne w niektórych okolicznościach. Na przykład jeśli stworzyłeś fajną aplikację do tłumaczenia tekstów opierającą się na Google Translate, od grudnia przestanie ona działać. Jeśli na stronie masz mapę Google i olbrzymi ruch ” od października będziesz musiał za to płacić.
Nikt nie obiecywał, że życie w chmurze będzie darmowe, ale niesmak jakiś i tak jest. Czy warto bowiem rzucić się na jakieś kolejne cool API od Googla mając świadomość, że za jakiś czas stworzony przez ciebie program może przestać działać?
Ty razem będzie nieco weselej, choć znów o anomaliach komputerowych. Co więcej ” o anomaliach nie z tego świata. Próbując je rozgryźć czuję się tak, jak chyba czują się osoby, przed którymi nagle talerzyk zaczyna się obracać i które nagle widzą ślady stóp demona odciśnięte w talku rozsypanym na schodach (o tak, widziałem obie części „Paranormal Activity”)
Po zainstalowaniu Unity zauważyłem dziwną przypadłość: gdy korzystałem z przeglądarki Google Chrome czasem nie działało mi scrollowanie stron rolką myszki. Szybko zauważyłem, że wystarczy przesunąć myszkę w inną pozycję i przewijanie działało jak należy.
Wkrótce zauważyłem też, że także w niektórych miejscach nie dało się kliknąć w odnośniki na stronie. Przewinięcie strony tak by odnośnik był już w innym punkcie x/y ekranu sprawiało że jednak był klikalny.
Co więcej zauważyłem, że nieklikalność nie dotyczy tylko stron internetowych, ale generalnie ekranu. Nie mogłem kliknąć różnych przycisków w innych programach, ale przesunięcie okna programu odblokowywało tę funkcję.
Oczywiście szyderczo się ucieszyłem bo tak oto znalazłem kolejny dowód na to, że Unity jest do bani
(nie kończcie jednak czytania wpisu w tym miejscu)
Po restarcie komputera, albo po ponownym zalogowaniu się wszystko było OK. Prawdę mówiąc wadę tę zauważyłem ledwo kilka razy przez ostatni tydzień, przeważnie po długim siedzeniu przed komputerem.
Dziś przed chwilą znów mnie to dopadło. Najpierw uruchomiłem monitor zadań by zabijać w nim aplikację po aplikacji aż dojdę, która to tak broi. Szybko jednak wpadłem inny pomysł.
Które dokładnie obszary ekranu są nieklikalne? I czy układają się w jakiś logiczny wzór?
Uruchomiłem Gimpa, rozpostarłem „płótno” na jak największy obszar ekranu, chwyciłem za pędzel i zacząłem klikać. Klik, robi się plamka. Przesuwam myszkę i znów klik ” kolejna czarna kropa. Przesuwam i klik -jest! Nic się nie pojawiło. Mamy martwy punkt.
Klikanie trochę potrwało i tak oto wytropiłem całkiem duży, poziomy obszar bez kropek:
Krawędzie są nierówne, bo kliknięcie i przypadkowe przesunięcie myszy powodowało, że jednak w martwym obszarze udawało się narysować coś (ważne było aby zacząć rysować poza martwym polem).
U góry widzicie mniejsze kropki. Zlokalizowałem tam bowiem mniejszy obszar nieklikalny, jednak tak mały, że duży pędzel w całości go by przykrył. Na ekranie było zresztą więcej takich miejsc, jednak zabrakło mi cierpliwości by je „wypaćkać”
Cóż to za duch w komputerze i czy próbuje mi coś przekazać?
Czyżby z zaświatów stara, odinstalowana wersja Ubuntu próbowała mnie ostrzec przed używaniem nowej?
Postanowiłem wrócić do pierwotnego pomysłu i wyłączać program po programie. I sprawdzać czy problem nadal występuje. Dość szybko w ten sposób namierzyłem winnego: gdy wyłączyłem Google Chrome, wszystko zaczęło działać jak należy.
Używam Chrome z gałęzi dev (czyli bardziej rozwojowa niż beta). Ma ktoś pomysł co oni tam kombinują?
Może faktycznie jakieś przesłanie? Czy po prostu nowe funkcje, które póki co szkodzą, a nie działają? Czekam na pomysły w komentarzach!
Piętro wyżej trwa jak co dzień od rana libacja, za ścianą szczeka znowu pies sąsiadów, na podwórku dzieciaki kopią piłkę, a ja zamiast pracować wciąż to słyszę. Cóż, takie już uroki pracy w domu. Mam na to dawno wypracowaną choć banalną metodę: słuchawki w uszy, włączyć odtwarzacz muzyki i w nim puścić którąś ze stacji radiowych. Najlepiej jakiś ambient, chillout czy choćby muzyka klasyczna. Ważne by grało cicho i nie rozpraszało.
Włączam więc w nowym 11.04 dostarczony wraz z systemem odtwarzacz Banshee. Klikam na radio ” lista jest pusta. Hmm, w poprzedniej wersji było sporo predefiniowanych stacji (ale wtedy to był Rhythmbox a nie jakiś Bunshee). Da się przeżyć, poszukałem w sieci jakichś stacji i już gra muzyka.
Wyskakuje mi powiadomienie systemowe o tytule i wykonawcy. Do niczego mi to nie jest potrzebne, ale ok. Znika.
Dziesięć sekund później znów wyskakuje to samo powiadomienie. Ten sam wykonawca, ten sam utwór. Zgrzytam zębami, ale wracam wzrokiem do edytora stron.
Po kolejnych dziesięciu sekundach znów wiem kto i co mi gra. No co jest do licha?
Nie napisałem jeszcze ani jednej linijki kodu i zamiast tego wchodzę na google i wpisuje ‘ubuntu unity how to remove desktop notifications’. Nic nie ma na ten temat.
Dziesięć minut przeklikuję się przez ustawienia Banshee. Jeśli dobrze pamiętam w Rhythmbox była opcja wyłączenia tej chmurki. Tutaj ” nie ma.
Dziesięć minut przeklikuje się przez ustawienia Unity i przez CompizConfig. Też nic nie widzę.
Ostateczna desperacja: włączam pomoc systemu. Wpisuję ‘notifications’ (gdyby pomoc systemu Windows była po angielsku, wszyscy by zakrzyczeli Microsoft na śmierć, tutaj jednak muszę potulnie przyjąć to do wiadomości ” w końcu nie płacę, nie mogę czepiać się takich drobiazgów). I znajduję jeden rozdział na ten temat:
Małe jednozdaniowe powiadomienie na dole ekranu? Jak kliknę w nie pojawi się większy opis? Chyba czytam opis nie tego, o co mi chodziło. Już pomijam fakt, że nie ma tu ani słowa o tym jak się tego pozbyć.
Chwila. Czy mi się to przypadkiem z czymś nie kojarzy? Ach tak: choć używam Ubuntu z Unity, to instrukcje pozostawiono dla Ubuntu z Gnome Shell
Ślicznie, Mark, więc jednak Shell jest lepszy?
No nic, wracam do pracy, bo Rhythmbox zdążył mi się już zainstalować i gra tak jak tego oczekuję. I ma od razu listę stacji. Mark, kolejny raz pokazujesz mi, że chyba nie używasz systemu, który sam tworzysz. Po co wkładasz do niego oprogramowanie, które działa jak klocek? Czy naprawdę usunięcie rozpraszającego elementu musi być niemożliwe?
(Uwaga: powyższe to jest opis tylko jednej niedogodności w tylko jednym programie. Jeśli mnie sprowokujecie, wypiszę tutaj całą litanię na temat niedociągnięć każdego piksela tego interfejsu graficznego i zestawu aplikacji out-of-the-box
)

