Spacer wieczorny

Może się starzeję i nie mam już ciekawszych rozrywek, a może zaczyna mi zależeć bardziej niż zależało. Faktem jest, że pierwszy raz ruszyłem się z domu na protest polityczny.

Mogę nawet uwierzyć w dobre intencje ministra Ziobry. Może i jestem naiwny, ale jak mówi, że polskie sądy działają nieskutecznie, to mogę się zgodzić, że on naprawdę tak myśli. Jestem podejrzliwy, że tak nie jest, ale przyjmuję taką możliwość.

Sam w sądzie byłem już kilka razy, w różnym charakterze (choć w tym negatywnym jeszcze nie byłem: zdarzyło mi się nie przyjąć mandatu i sprawa została skierowana do sądu, ale jeszcze przed rozprawą zreflektowałem się i wysłałem do sądu pismo, że jednak dobrowolnie poddaję się karze) i nie zauważyłem opieszałości. Sprawy, w których brałem udział trwały czasem nawet zero sekund: złożyłem pozew do sądu i ze zdziwieniem odebrałem zawiadomienie, że sąd wydał wyrok zaocznie (na moją korzyść). Czasem trwały dłużej, ale było to w miarę dla mnie zrozumiałe.

Ale rozumiem, że Ziobro ma poglądy jakie ma i reprezentuje ludzi o tych samych poglądach. Może są wśród nich tacy, którzy od lat nie mogą doczekać się wyroku za odebrane mienie, za dom pod budowę drogi, czy wreszcie wciąż wierzą, że komuna nie upadła, a dowodem na to ma być fakt, że byli zbrodniarze stalinowscy czy zwykli UBecy spokojnie sobie dogorywają teraz na emeryturach (lub w Szwecji, jeśli wiecie o kim mówię). I pewnie minister z prezesem wpadli na pomysł, że trzeba takich sędziów teraz przegonić i zastąpić skutecznymi.

Dlaczego przy tym zrozumieniu poszedłem jednak na błaszczykowy spacer? I to w deszczu?

Bo jeśli w konstytucji jest zapisane, że sędzia sądu najwyższego wybierany jest na 6-letnią kadencję, to nie można ustawą dopisać tam, że jednak można go wysłać w stan spoczynku. I kolejnego wybiera minister. Czy jeśli w konstytucji jest zapisane, że prezydent jest wybierany na kadencję 5-letnią, to zgodzilibyście, się by kolejna partia, która dochodzi do władzy też go wysyła w uśpienie i wybiera prezydenta swojego? Nie w wyborach, a decyzją jakiegoś ministra? Mam nadzieję, że teraz osoby, które tematem się nie interesują, bo kwestie sądowe to dla nich inna galaktyka, przez tę analogię zrozumiały co minister Ziobro z prezesem chcą zrobić.

Obecna ekipa rozpoczęła rządzenie złamaniem konstytucji i chyba zobaczyła, że jest za to bezkarna. Stąd pewnie teraz kolejny raz to robią. Bo przecież mogą, prawda? Do wyborów każdy o tym zapomni, tak jak już powoli zapominamy o co chodziło z tym całym zamieszaniem z trybunałem konstytucyjnym i sędziami dublerami (skoro zapomnieliśmy już kompletnie, że poprzednie zamieszanie rozpoczęła Platforma jeszcze za swojej kadencji…).

Gdy ludzie pod sądem w Białymstoku zaczęli skandować „Precz z kaczorem, dyktatorem” zrozumiałem, że oni już nie zapomną. A już szczególnie jeśli ich głos zostanie zlekceważony.

Pamiętacie protesty przeciw ACTA za czasów Platformy? Wtedy też na ulice wyszły tłumy by protestować przeciw Donaldowi Tuskowi. Jest jednak różnica: Platforma wtedy ustąpiła (wystraszyła się czy też posłuchała głosu wyborców, nazwijcie to jak chcecie) i dzięki temu część z tych ludzi poszła i w kolejnych wyborach samorządowych czy parlamentarnych znów na PO zagłosowała.

Tymczasem PiS protestujących z najlepszym wypadku lekceważy (i na przykład spokojnie wypoczywa sobie na Helu), jeśli nie nazywa zdradzieckimi mordami, gorszym sortem czy łże-elitami. Jarosław Kaczyński rozstaje się z coraz większą grupą Polaków. Kawałek po kawałeczku zmierza do stanu, w którym obrazi chyba każdego.

Prawdopodobnie te fatalne przepisy wejdą w życie. Jak zadziałają, to na razie nie ma większego znaczenia dla mnie.

Istotne jest, że tak jak już piszą prawicowi publicyści to już jest koniec PiSu. Zlekceważonych czy obrażonych ludzi nie da się już znów przekonać.

I jeszcze bardziej istotne jest, że te przepisy zostaną na czasy po PiSie. Wszyscy chcemy wierzyć, że te czasy to będą czasy Platformy czy Nowoczesnej. Ale zwróćcie uwagę jak cichutko w całej sprawie zachowuje się Kukiz otoczony ONRowskimi doberamanami.

Byłem wczoraj pod sądem by pokazać nie, że z PiSem się nie zgadzam, ale że nie zgadzam się na łamanie konstytucji. I dziś pewnie znów pójdę. Szczególnie, że zobaczyłem jak różni ludzie pod sąd przyszli. Nie wiem jak w innych miastach, ale  to nie był wiec KODu, nie było żadnej flagi czy emblematu partyjnego (byli politycy ale zachowali się w miarę skromnie). Faktycznie tak jak mówią w telewizji było sporo ludzi w wieku studenckim, jeszcze przed trzydziestką. Byli rodzice z dziećmi. Było to dla mnie wielkie „łał” zobaczyć to wszystko w Białymstoku – kolebce PiSu.

Też się przejdzcie na ten „spacer”. Sami zobaczcie nim wam ktoś powie jak to wygląda.

Wyniki mojej ankiety wyborczej

Na blogu cicho, a ja muszę gdzieś zamieścić wyniki ankiety odnośnie zbliżających się wyborów. Można więc blog choć na chwilę ożywić.

Tydzień temu zadałem na moich profilach na Facebooku, Google+ i Wykopie trzy pytania: na kogo masz zamiar głosować w drugiej turze, czy masz zamiar iść oraz na kogo głosowałeś w turze pierwszej. Odpowiedziało ponad 160 osób.

Jaki wniosek? Przede wszystkim zacznę od tego, że wyniki nie są miarodajne, nawet pomijając to jak mała grupa ludzi odpowiedziała. Skąd to wiem?

Oto wyniki odpowiedzi na pytanie na kogo głosowaliście w turze pierwszej (na wszystkich wykresach przedstawiony jest procent odpowiedzi):

wyniki-1-tury

Wynik kompletnie odmienny od tego oficjalnego, zatem grupa odpowiadających nie była próbką odzwierciedlającą całe społeczeństwo.

To tyle słowem długiego wstępu, teraz bawimy się dalej.

Oto wyniki odpowiedzi na najważniejsze pytanie, aczkolwiek jeszcze raz: daleko tej odpowiedzi do tego, co można by się spodziewać w niedzielę.

Na kogo macie zamiar zagłosować w drugiej turze?

wyniki-2-tury

No. Niby ma wygrać Andrzej Duda. Czy wygra, zobaczymy.

Czy można z tej kiepskiej ankiety dowiedzieć się czegokolwiek na poważnie? Można spróbować. Bardzo dużo z odpowiadających głosowało w 1. turze na Pawła Kukiza. O jego głosy zabiegają obaj kandydaci.

Oto jak wygląda odpowiedź na pytanie: „Jeśli głosowałeś w 1. turze na Pawła Kukiza, na kogo zagłosujesz w turze drugiej?”

na-kogo-wyborcy-kukiza

Większość wyborców przepływa znów na Dudę, bardzo dużo ma zamiar te wybory zbojkotować.

I to tyle. Jeśli ktoś jeszcze chce sobie powyciągać jakieś dane, tutaj jest arkusz z pełnymi wynikami.

Płoną swiatła ramp

Najdroższe Google, najmilsze NSA,

ten wpis jest moimi przeprosinami i wielką prośbą abyście nie wpadali do mnie jutro rano znienacka. Nie teraz. Jutro wyjeżdżam na urlop, bardzo długo na niego czekałem, a właśnie zrobiłem w sieci coś bardzo niedobrego. Wy już dobrze wiecie co zrobiłem, więc wytłumaczę to tylko czytelnikom, którzy nie wiedzą o co chodzi.

Otóż właśnie czytałem o szybkowarach. Poważnie.

Czytałem  o szybkowarach, bo czytała o nich pewna pani mieszkająca w USA. W tym samym czasie w tym samym domu i tej samej sieci, ale z innego urządzenia jej mąż czytał o plecakach. Chwilę wcześniej informacji o szybkowarach i plecakach szukali oni w Google. Chwilę później pod ich drzwiami stała jednostka antyterrorystyczna.

Okazuje się, że czujniki Google ustawione są tak, że googlanie tych dwóch informacji włącza gdzieś tam czerwoną lampkę, a przynajmniej gdzieś na czyimś ekranie zaczyna migać – jak w kiepskim filmie sensacyjnym – wielki napis „terrorist detected!”.

Poważnie, to co wyżej opisałem faktycznie się wydarzyło. Pewne małżeństwo szukało jakichś informacji w google, a antyterroryści w supermagiczny sposób o tym wiedzieli. Czujecie to?

Zapewne zadajecie sobie pytanie co mają oba zwroty do terroryzmu. Też sobie zadałem to pytanie. OK, ja mniej więcej po zamachach w bostonie domyślam się czemu zestawianie z jakimś terrorystycznym terminem słowa „plecak” może budzić niepokój u wielkiego brata, ale czemu terminem terrorystycznym jest szybkowar?

Głupi ja, postanowiłem pogooglać. Tak – chwilę temu czytałem, że Google donosi o googlaniu i chwilę później sam googlam i to bardzo dogłębnie na dokładnie ten sam temat. Dogooglałem się do filmików z wybuchami, do artykułów naukowych. Po całych tych poszukiwaniach wiem już wszystko, ale pojawił się kac „co ja do cholery właśnie zrobiłem?”

Drogie Google, najmilsze NSA, pozwólcie więc, że przynajmniej na koniec powstrzymam innych przed błędem jaki właśnie popełniłem, a zrobię to wyjaśniając co ma szybkowar do terroryzmu.

Bez wgłębiania się w szczegóły: w szybkowarze wyprodukować można dwutlenek difluoru (szit! właśnie kolejny raz użyłem Google by sprawdzić czy to właśnie tak będzie po polsku), który w temperaturze pokojowej (a nawet bardzo bardzo nisko poniżej zera) rozpuszcza wszelkie substancje organiczne, w tym i ludzkie ciało.

Zestawienie więc wyszukiwania informacji o plecakach (które jak wiadomo są podstawowym narzędziem do roznoszenia terroryzmu) z urządzeniem do produkcji substancji rozpuszczającej ludzkie tkanki – nawet jeśli większość ludzi urządzenia tego używa do gotowania – zaczyna nabierać sensu.

Nabierać sensu zaczynają także wyznania Snowdena. Straszne.

Uwaga, ten wpis może zaboleć

Niestety, ale jeśli chce się zabierać udział w dyskusji, która się teraz toczy, trzeba to zobaczyć. Ciężko mi było, ale dotrwałem do końca.

I pamiętajcie: to na co patrzycie nie jest tym co się Wam wydaję. To po prostu sposób na walkę z bezrobociem jaki proponuje PSL, Solidarna Polska i większość Platformy Obywatelskiej. Oglądajcie i powtarzajcie sobie to w myślach.

Znalezione tutaj.

Białystok najlepszym miastem do życia. Był.

Tak dobrze żarło i zdechło. Chyba z dwa razy z rzędu Białystok był wybierany przez mieszkańców jako najlepsze miasto do życia. Raz nawet był najlepszy w całej Europie. Nie powiem, napawało to dumą i człowiek myślał, że już będzie super. Będę sobie mieszkał w raju, na ulicach pojawią się zagraniczni turyści. Zrobi się światowo i zarazem zacisznie.

I bęc. Po kolei, dla tych którzy zastanawiają się co to jest ten Białystok, gdzie on jest i co tam się dzieje.

Turyści, na których tak liczyłem już niedługo przestaną kojarzyć to miasto z przyjaznością. Przynajmniej ci z za granicy, bo Polacy już od kilku miesięcy kojarzą je z czym innym: rasizmem i podpaleniami domów. I to wszystko przy przychylności władz, o których wcześniej myślałem, że to ich sukcesem jest wygrywanie owych rankingów. Wychodzi na to, że sukces ten chyba wyszedł miastu przypadkiem. Władze, jak słyszę to co chwila wśród ludzi i mówi o tym minister Sienkiewicz, silnie uwikłane są w kontakty z naszymi skinami. Prokurator uznaje ludzi za debili, którzy łykną ściemę, że swastyka jest w Polsce symbolem szczęścia, naczelny rasista Białegostoku podobno ma dobre stosunki z prezydentem miasta (złapano go na ściskaniu mu ręki, nie wiem czy to od razu oznacza sympatię), a mąż minister Kudryckiej po kolei jako adwokat wyciąga kolejnych ksenofobów z aresztu i broni przed wymierzeniem kary.

Władza – właściwie sam prezydent – okazał ostatnio całkiem sporą arogancję i hucpę. Trochę ponad miesiąc temu było referendum w sprawie prywatyzacji MPEC. Zdawałem sobie sprawę, że lokalna opozycja stara się wykorzystać referendum jako rodzaj wotum nieufności wobec prezydenta (wywodzącego się z PO, na które sam głosowałem w lokalnych wyborach), jednak stanąłem po stronie owej opozycji i głosowałem przeciw prywatyzacji – nie z pobudek politycznych, a zwyczajnie po zrobieniu własnego rachunku zysków i strat po owej prywatyzacji. Okazało się, że podobnie jak ja zagłosowało coś około 90% innych głosujących.

Tymczasem prezydent miasta stwierdził, że wynik ten jest wielkim sukcesem jego właśnie. Referendum było bowiem nie ważne, poszło na nie mniej niż połowa uprawnionych. To jest całkiem niezły tupet uznawać, że wynik 90% głosów przeciwko nie ma znaczenia, bo nie mamy kworum. „Robić dobrą minę do złej gry” – tak to się chyba nazywa, a w tym przypadku prezydent robi ową minę do gry, którą obserwowało kilkadziesiąt tysięcy osób.

Odejdźmy od polityki, budujmy drogi. Faktycznie w Białymstoku się wiele buduje, zastanawiam się tylko czy potrzebnie. Wielu krytykuje władze miasta za budowanie obwodnic śródmiejskich (dzięki nim TIRy bardzo płynnie, choć z rykiem przejadą przez białostockie osiedla sypialnie). Ja jednak nie o tym.

Główną ulicą miasta jest Aleja Piłsudskiego. Obecnie kompletnie zamknięta z powodu jej przebudowy na prawie całej długości. Oczywiście powoduje to korki, ale miasto jak zwykle tłumaczy, że dzięki temu będzie już niedługo lepiej i płynniej.

Dziwię się trochę, że nikt nie zadaje pytania jakim cudem remontowana jest ulica, która – jeśli mnie pamięć nie myli – 5-6 lat temu już raz była w remoncie. Wtedy tez mówiono, że będzie lepiej i płynniej. Poważnie, jak można dwa razy w ciągu dekady kompletnie przebudowywać najważniejszą arterię miasta?

Tu jeszcze miałem coś napisać o śmieciach, które walają się już nie tylko w podmiejskich laskach ale i na miejskich trawnikach (nie mówię o papierkach rzuconych przez kogoś, ale całych workach ze śmieciami), ale już nie mam siły (i szczerze mam nadzieję, że to tylko problemy przejściowe). Poważnie, nie rozumiem jak można było tak spieprzyć tak dobrze rokujące szanse dla miasta. Jeszcze rok, dwa lata temu byłem dumny, że mieszkam w najlepszym mieście do życia. Teraz czekam na kolejny donos o pobiciu kogoś, zabiciu czy podpaleniu.

Ale głupi ci dziennikarze

Wywiad USA ma dostęp do wszystkiego, co znajduje się na komputerach z Windowsem, na tabletach od Apple. Zastanawiam się czy któryś dziennikarz śmignie się zapytać polskich polityków czy nadal uważają, że zakup owych tabletów, by na nich czytać i przeglądać wszelkie rządowe dokumenty był dobrym ruchem i jeśli nie – co zamierzają z tym zrobić.

Czy jednak dalej – tak jak wczoraj usłyszałem to w Panoramie na TVP2 – dziennikarze  bujając w obłokach  będą radośnie twierdzić, że wywiad USA szpieguje tylko swoich obywateli.

Wam kury szczać prowadzić

…nie politykę robić. Bo co innego można powiedzieć o niektórych, którzy za politykę się biorą. Właśnie mamy ciekawy przypadek.

Na Wykopie jakiś polityk zaprosił do AMA, w którym opowie o swojej partii. AMA to ask me anything czyli taka zabawa, w której każdy może mu zadać pytanie, a on odpowie. Opowiadać miał o swojej partii Demokracja Bezpośrednia.

Ja się może już zestarzałem, ale powód czemu to AMA nie wypaliło prawdziwie mnie śmieszy 🙂 Tak bardzo, że piszę ten wpis.

Co się bowiem stało? Wykop dostał się na główną, wiele osób wykopało, podobnie dużo zadało pytanie. Poważny polityk zapomniał jednak o dwóch rzeczach: że zaczyna się weekend, a on ma dopiero 22 lata.

Tak więc choć pytań padło wiele, odpowiedzi na razie nie będzie. Przewodniczący Demokracji Bezpośredniej na dni wolne od nauki pojechał do mamy.

Wrócił pomysł cenzury polskiego internetu

Premier zapłakał: Chciałem dobrze, ale się nie udało. Dwa lata temu jak zaproponowałem by sieć była obserwowana i cenzurowana w ochronie przed pedofilią i inną gomorą, to internauci nakrzyczeli na mnie, że chcę cenzurować zwykłych ludzi i zrobili protesty. Pójdę do pana od e-PR to może mi powie co mam teraz zrobić.

Pan od e-PR odpowiedział: To proste, mój drogi premierze. Spraw by internauci sami cię o cenzurę prosili.

Prosili o cenzurę? Ale jak to możliwe?

To proste mój drogi premierze. Pokaż im najpierw, że cenzura jest potrzebna. Że są sytuacje, w których sami chcieliby sieć cenzurować. Mogę na przykład dla pana premiera wynająć aktorkę, którą internauci znienawidzą. Aktorka będzie pluła jadem, drażniła, prowokowała. Najlepiej jak aktorka będzie wrzucać filmy do sieci i dobrze by było jakby nazwała się katolickim głosem w internecie. Takie filmy szybko i wirusowo rozejdą się po sieci.

I to wystarczy?

Nie, mój drogi premierze. To dopiero początek. Nienawiść objawiana przez aktorkę wywoła reakcję taką samą: internauci ją znienawidzą. Będą z jednej strony grozić jej i wyzywać, z drugiej strony będą żądać by zniknęła z sieci, więc sami będą chcieli cenzury.

A co jeśli ludzie zorientują się, że to była aktorka? Szybko oskarżą nas o manipulacje.

Dlatego musimy sami aktorkę zdemaskować przed czasem. Powiemy, że miał to być eksperyment dwójki performersów (nikt nie będzie pytał po co robili ten eksperyment i wydali własne pieniądze na wynajęcie aktora i sprzętu), który wymknął się spod kontroli. Poczytne blogoidy opiszą szok jaki wywołały w aktorce te komentarze, jaka czuje się zagrożona tym, że anonimowi ludzie grożą jej śmiercią. Blogoidy napiszą, że anonimowość wyzwala złe odruchy.

No właśnie! Dawno tak mówiłem!

I teraz ludzie to zrozumieją. Ale to jeszcze nie  koniec.

Co dalej?

Ministerstwo jedno z drugim szybko zaproponuje zmiany w prawie, które ukrócą tą anonimowość. I teraz nikt już nie będzie mówił, że to premier chce cenzurować sieć. To sieć głosem anonimowych internautów będzie chciała tych samych anonimowych internautów z sieci wyrzucić. Nie brzmi logicznie, ale nie musi brzmieć. Blogoidy napiszą co trzeba, ministerstwo niby tylko pomoże  w załatwieniu tego, czego ludzie chcą.

Genialne! Ale co jeśli blogoidy będą pisać co innego lub w ogóle zignorują sprawę?

Jest takie ryzyko mój drogi premierze, ale w takim wypadku blogoidom się zapłaci.

Blogoidy mogą być przekupne? Niemożliwe!

Premierze, please… Blogoidy, które muszą z czegoś co miesiąc płacić wierszówkę sześciu, siedmiu redaktorom, które już biorą kasę od kolejnych agencji e-PR za obiektywne pisanie o kolejnym smartfonie nie wezmą kasy za pisanie o problemie wystraszonej aktorki? Nie zna się pan premier na sieci, oj nie zna.

No dobrze, wierzę na słowo. Ale co jeśli ludzie się jednak zorientują? Blogoidy to nie wszystko. Są jeszcze facebooki, prywatne blogi, wykop…

Wyśmiejemy od tropicieli teorii spiskowych. A wykopy zawsze można zakopać.

Genialne! Robimy!

To nie jest o polityce, a o dziennikarstwie

Spróbujcie nie zwracać uwagi na to z kim Jarosław Gugała rozmawia, bo to zapewne wielu wam wypaczy ocenę dziennikarza. Zwróćcie uwagę jak rozmawia.

Wywiad jest bardzo długi, ale jeśli ktoś chce się zorientować jaki był jego przebieg, proszę przewinąć do 22 minuty na ostatnie 30 sekund wywiadu. Gwarantuję, że wtedy obejrzycie w całości.

http://www.youtube.com/watch?v=XLSbDV7gKmQ

Ciężko mi to opisać jakimikolwiek słowami. Na kilka dni przed wyborami (wywiad dotyczył Jarosława Kaczyńskiego i jego wtopy z Angelą Merkel i sugerowaniem jej niejasnych powodów awansu na kanclerza) Gugała pokazuje jak bardzo jadowity jest pewnych polityków i jawnie demonstruje swoje antypatie polityczne.

Kiepsko panie dziennikarzu bo przez ten jeden szalony występ teraz już do końca zapamiętam jakie pan ma opinie o polityce i przez ten pryzmat będę słuchał pana programów.

Jeśli oczywiście jeszcze jakieś programy będą. Dobrze pamiętam jak Sławomir Jeneralski dobre 10 lat temu przeprowadził dokładnie taki sam wywiad z którymś z Kaczyńskich (chyba z Lechem, wtedy prezydentem Warszawy). Dokładnie tak samo. I teraz w żadnej telewizji go już nie ma.

To już niemal pewne: w Syrii rozpoczęła się rewolucja

Informacja o tym nie przedostaje się za bardzo do światowych mediów, a tym bardziej polskich (w sumie nie dziwię się temu, bo przykrywa ją właśnie rozpoczęta zbrojna interwencja w Libii), jednak jako, że obserwuję co w Syrii się dzieje, gdzieniegdzie trafiam na kolejne relacje o zamieszkach w Syrii. Na ulicach są już tłumy, w ostatnim proteście wzięło udział nawet 20 tysięcy osób. Ludność wykrzykuje treści antyprezydenckie oskarżając go i jego otoczenie o korupcje, wykrzykuje swoją frustrację spowodowaną biedą; są też pierwsze ofiary śmiertelne. Zacznijmy jednak nieco od początku.

Jeszcze miesiąc temu podczas ulicznego protestu nic  nie zapowiadało, że tłum obróci się przeciw władzy. Ludzie w Damaszku wyszli na ulice po tym jak policjant pobił chłopaka (zauważcie jak często w różnych krajach magrebu właśnie od nadużycia władzy przez policję wszystko się zaczyna). Szybko jednak zjawia się minister syryjskiego MSW i obiecuje ukaranie policjanta. Protest się kończy i ludzie wracają do domów. Podczas samego protestu tłum wykrzykuje „Bashar, nasze serca i nasze dusze są z tobą”. Bashar to imię prezydenta Syrii Bashara al-Assada, o którym już wspominałem gdy wychwalałem urodę jego żony.

W ostatni piątek scenariusz ten już się nie sprawdził. Znów zaczęło się od policji, która  aresztowała w Daraa grupkę młodzieży w wieku szkolnej za to, że wypisywała na murach hasła cytowane z rewolucji w Egipcie i Tunezji. To znów wyprowadziło około 200 ludzi na ulice (także i w innych miastach), jednak tym razem skończyło się tragicznie. Policja otworzyła ogień do demonstrantów, w skutek czego trzy osoby poniosły śmierć na miejscu, a dwie kolejne zmarły po przewiezieniu do szpitala.

Pogrzeby demonstrantów zgromadziły kilkutysięczne tłumy, a całość szybko zmieniła się w wiece antyrządowe i antyprezydenckie. Policja rozpędzała tłumy stosując naboje gumowe i gaz łzawiący. Jest już więc bardzo gorąco.

Co dalej? Nie wiem, ale sytuacja na pewno nie będzie się rozwijać podobnie do tej, jaką znamy z Afryki północnej. Po pierwsze prezydent al-Assad nie jest wieloletnim dyktatorem, a rządzi tym krajem dopiero drugą kadencję. Przyznać jednak trzeba, że jego ojciec, po którym przejął władzę pasował już do wizerunku krwawego despoty. Z drugiej strony para prezydencka stara się rządzić krajem w sposób – na ile to możliwe w Syrii – zachodni. Zanim prezydent został prezydentem był okulistą w jednym z Londyńskich szpitali, a jego żona jest urodzoną Brytyjką (islamskiego pochodzenia). Dobrze więc znają standardy zachodnie i starają się je skonfrontować ze światem muzułmańskim (sam Bashar nie jest muzułmaninem, a alawitą). Podobnie jak Mubarak w Egipcie próbuje dobrze się układać z Izraelem (w czasie pogrzebu Jana Pawła II podał rękę prezydentowi Kacawowi, czym wywołał niemał sensację, wycofał także wojska z Libanu), z drugiej jednak znowu strony przez USA cały czas uznawany jest za wspierającego terroryzm.