Pomysły na fajne filmy do obejrzenia

Jeśli kogoś z Was właśnie naszło pytanie, co by tu dziś wieczorem obejrzeć, to mam propozycje, raczej z różnych parafii, więc każdy znajdzie coś dla siebie:

Jabłka Adama – rewelacyjna komedia! Bardzo dawno już się nie popłakałem ze śmiechu, a podczas oglądania tego filmu przez łzy w oczach (ze śmiechu) musiałem film pauzować. Uprzedzam, że to czarny humor i uprzedzam, że to kino europejskie (jeśli się nie mylę to Dania).

Polowanie – w oryginale Jagten, także duński film. To już nie komedia, ale bardzo dobry i drażniący film obyczajowy. O tym jak pomówienie i nieporozumienie potrafi zniszczyć człowieka i o skazywaniu podejrzanego zanim sąd faktycznie wyda wyrok.

Drogówka – wielu już pewnie widziało, nowy film Smarzowskiego i chyba najlepszy jak do tej pory (a poprzednie też były świetne). Jeśli ktoś do tej pory widział tylko te zajawki specjalnie wypuszczone do sieci (filmiki, w których w śmieszny sposób policjanci dowodzą jak są skorumpowani) informuję, że to był tylko słodki lukier na grubej warstwie bardzo gorzkiego ciasta. Ciężko te ciasto się je, ale naprawdę warto.

Star Trek (ten z 2009 roku) oraz jego kontynuacja W ciemność. Star Trek. Nigdy nie byłem jakimś specjalnym fanem tych filmów, ale oba okazały się dobrym pakietem startowym, dla kogoś kto właśnie nie miał z nimi do tej pory do czynienia. Bardzo dobra, logiczna opowieść dziejąca się w przyszłości. Chyba tak właśnie powinno wyglądać science fiction, gdzie słowo science nie jest przypadkowe.

Sztanga i cash – znowu dobra komedia, taka w hollywódzkim stylu. Oparta na faktach, o czym co chwila przypominają napisy w trakcie filmu. Bo przypominać trzeba – historia jest tak niesamowita, że ciężko uwierzyć, że nie jest to wytwór wyobraźni scenarzysty.

Miłego wieczoru!

 

Szklana pułapka 5

Mam wielką, wielką, wielką nadzieję, że kiedyś uda mi się zapomnieć, że ta część w ogóle kiedykolwiek powstała i że ją widziałem.

Jako wielki fan całej serii czuję się zwyczajnie obrażony. Kojarzycie taki serial o niemieckich policjantach ścigających złoczyńców na niemieckich autobahnach? Poziom wykonania identyczny, dialogi takie same i też wszędzie znaczek mercedesa.

Nawet Bruce Willis brzmiał jakby ktoś mu angielski dubbing podkładał. Sceny przypadkowo sklecone, kompletny brak humoru, a już tym bardziej „tego czegoś”, co było w poprzednich częściach. Po skończonym seansie pierwszy raz widziałem rozczarowanie na twarzach innych widzów, słowo daję.

Dobra, kończę już, bo mógłbym napisać jeszcze wiele, a jak wspomniałem chcę o tym zapomnieć. Po prostu nie mogę uwierzyć, że to było aż tak badziewne. Produkcje TVNu z Adamczykiem lepiej wyglądają (i to wcale nie jest komplement dla tej stacji telewizyjnej).

Dwa filmy z dobrym scenariuszem

Taki krótki wpis, w którym polecę dwa ostatnio obejrzane filmy, które wyróżniają się z tłumu innych dobrze napisanym scenariuszem i przynajmniej próbą ucieczki od standardowego przebiegu fabuły.

Siedmiu psychopatów

Lubię filmy, w których widać kim jest scenarzysta. Kim jest z zawodu, co robi w życiu, jakie ma doświadczenie. OK, może często się mylę, bo potem nie sprawdzam czy zgadłem, ale „Siedmiu psychopatów” to film, w którym scenarzystę widać – nie jest tylko kimś, kto napisał kwestie aktorów i zupełnie zapominamy, że ktoś taki przy filmie pracował.

A w filmie tym scenarzysta wyraźnie dał znać, że… jest scenarzystą. Brzmi głupio, więc dodam: jest scenarzystą, który klepnął już dziesiątki scenariuszy i tym razem postanowił zrobić coś niebanalnego, film w którym będzie mógł wyładować swoje wszystkie frustracje nagromadzone w ciągu lat pracy, zrealizować pomysły, na jakie nie zgodziłby się żaden reżyser, który twierdzi, że film ma mieć początek, rozwinięcie i happy end, a w międzyczasie trzeba trzymać się dziesiątek innych reguł.

Tu reguł nie ma. Jest to świetna komedia, w której nagle dynamiczna akcja zmienia się w film z długimi rozmowami i nie dzieje się nic. Film, w którym w połowie dowiadujemy się jak będzie wyglądać reszta filmu i nawet jak się skończy. A mimo to oglądamy do końca i bawimy się świetnie. Film o tym jak się pisze scenariusz, jak się gra ten scenariusz i w którym scenarzysta, twórca tego filmu wyraźnie zdradza, że gdzieś tam istnieje.

Polecam i więcej nie zdradzam.

The words

Nie wiem czy film ma już polski tytuł, zapewne będą to „Słowa” (ale znając fantazję polskich dystrybutorów równie dobrze, może to być i „Wspomnienia żołnierza”, i „O dwóch takich co ukradli książkę”). Tu też wyraźnie widać kim jest autor scenariusza.

Tym razem jest to albo pisarz, albo film powstał na podstawie książki (słaby ze mnie recenzent, bo przed pisaniem tego powinienem sprawdzić taką rzecz, ale nie chce mi się). Tu jest więc nieco bardziej banalnie – wiele mamy bowiem dobrych scenariuszy pisanych przez pisarzy i nie jest niczym wyjątkowym, że ktoś taki pisze słowa do filmu – ale mimo wszystko scenariusz jest majstersztykiem. Świetna konstrukcja, nieliniowo poprowadzona fabuła z kilkoma wątkami, które prędzej czy później schodzą się by stworzyć jedną opowieść.

Film ten trochę mi przypominał książkę „Córka dyrektora cyrku”. Tu puszczam oczko by nie zdradzić o czym jest film i o czym jest owa książka. Ale ci, którzy książkę czytali na pewno wiedzą o co mi chodzi. Ci, którzy książki nie czytali, a film się spodobał: przeczytajcie, bo to co wydarza się w filmie, to tylko ułamek tego co doświadczycie w książce. W obu wypadkach widać, że pisarz/scenarzysta mają ogromną wyobraźnię, ale w książce pisarz posunął się o wiele dalej.

Tyle. Miłego oglądania obu filmów.

Instalacja Steam na Fedora Linux

Uwaga, po przeczytaniu tego wpisu Twoja produktywność może spaść gwałtownie. Wracaj więc lepiej do pracy i nie czytaj tego. Ja to piszę, bo mi się właśnie przez Steama ściąga gra Counter Strike i chwilę jeszcze to ściąganie potrwa.

Steam – platforma do kupowania, instalowania i uruchamiania gier – został wydany w ostatni weekend. Na stronie programu dostępna jest wersja na Ubuntu, ale twórcy Fedory już przygotowali odpowiednie pakiety i ich repozytorium.

Co trzeba zrobić? Uruchom konsolę, zaloguj się jako administrator (polecenie ‚su’). Wykonaj te trzy polecenia:

# cd /etc/yum.repos
# wget http://spot.fedorapeople.org/steam/steam.repo
# grep enabled steam.repo
enabled=1

Repozytorium jest dodane. Teraz aby zainstalować steam:

yum install steam

Od teraz steam dostępny jest jak każdy inny program w systemie:

Obszar roboczy 1_002

Po pierwszym uruchomieniu steam dociągnie sobie jeszcze około 175 MB danych, poprosi o zalogowanie się lub utworzenie konta i wypełnienie ankiety. Ankieta to de facto automatyczne zbieranie informacji o posiadanym sprzęcie i łączu, więc warto to zrobić – niech wiedzą czego używają linuksiarze i w przyszłych decyzjach o rozwoju platformy uwzględniają mój sprzęt.

Steam zaraz po uruchomieniu:

Zrzut ekranu z 2013-02-17 17:08:00Jak widać trwa promocja. Ja sobie kupiłem jak wyżej wspomniałem Counter Strike za jakieś 3 euro. Zapłata e-kartą z mBanku przebiegła bez problemu.

Ciekaw jestem czy komuś się uda odciągnąć mnie teraz od zabawy jakimś wordpressowym zleceniem 😉 Ale próbować zawsze można.

Wypisać się z list mailingowych – misja niemożliwe

Ale jak to niemożliwe, przecież wystarczy kliknąć unsubscribe na dole wiadomości i gotowe.

Zgadzam się, jednostkowo jest to bardzo proste. Klikamy i już. Jednak ja, zmęczony codziennym zaczynaniem przeglądania poczty od skasowania kilku, czasem kilkunastu wiadomości mailingowych bez czytania, postanowiłem, że się z nich wszystkich wypiszę. Otworzę każdą, kliknę wspomniany odnośnik i tak w każdym mailu.

Okazuje się to syzyfową pracą i dopiero teraz, gdy się jej podjąłem widzę w jak wielu miejscach coś zasubskrybowałem (najczęściej na wpół bezwiednie rejestrując się gdzieś). Całą zabawę zacząłem w poprzedni poniedziałek i dziś – wtorek tydzień później czyli po 8 dniach klikania – końca nadal nie widać.

Ilość maili się oczywiście już zmniejszyła, zniknęły wszystkie, które przychodziły codziennie. Jednak teraz widzę ile było takich, które wysyłane są raz na jakiś czas. To ten długi ogon wydaje się nie do usunięcia.

Czemu nie wrzucam tego do spamu? Oczywiście, jedno oznaczenie jako spam byłoby szybsze: mniej czynności, bo tylko jeden klik. Jednak chciałem byś fair i zobaczyć czy to się uda. Jak na razie wypisywanie się skutkuje.

Z jednym wyjątkiem. Bao.pl po wypisaniu nadal wysyłało maile. Tak więc oznaczenie jako spam należało się jak najbardziej.

Komuś z Was się udało pozbycie tego wszystkiego? 🙂

Jeździłem hybrydową Toyotą

W przerwie jakiegoś meczu na Euro 2012 zobaczyłem reklamę, że nowa Toyota Yaris pali na hybrydowym silniku tylko 3 litry paliwa w mieście. Wszedłem na stronę, tam zobaczyłem, że jest konkurs kto przejedzie tą toyotą najmniej, wygrywa samochód, wypełniłem zgłoszenie i już na następny dzień zadzwonił człowiek z lokalnego salonu, by umówić się na jazdę. A co mi tam, dałem się wciągnąć.

Jako, że już wiem, że konkursu nie wygrałem, mogę go opisać i rozreklamować 😉 Zwłaszcza, że już pojawiają się Wasze pytania do mnie z prośbą o rozwianie wątpliwości, które sam zresztą miałem.

Oczekiwanie

Choć już tydzień temu umówiłem się dziś na 12:00, a nigdy się nie spóźniam (pamiętacie jak mnie wkurzało w Rwandzie ich frywolne podejście do terminów?), byłem o 11:59. Okazało się, że muszę czekać, bo ktoś inny właśnie zaczyna jazdę. Wypełniłem papiery, przeczytałem dokładnie regulamin, obejrzałem wszystkie samochody w salonie, ale i tak nie udało mi się w ten sposób wypełnić całego czasu oczekiwania do 12:45. Nie chcę narzekać, bo miła pani z recepcji naprawdę starała się zrobić wszystko, abym nie narzekał, więc spoko 😉

Wątpliwości

Rzeczy nad jakimi się zastanawiałem przed jazdą:

Czy wszyscy jadą tę samą trasę?
Tak. W Białymstoku pan z salony zawozi nas pod sklep Zodiak na Zielonych Wzgórzach, po drodze tłumacząc co i jak i co zrobić by spalić najmniej. Trasa kończy się na parkingu w okolicach ronda przy Biawarze, wiedzie w większości ruchliwymi ulicami i ma równe co do metra 5 kilometrów. Tak więc na nasz wynik spalania może wpłynąć chyba tylko natężenie ruchu na drodze.

A klimatyzacja, włączone radio, naładowanie akumulatora?
Toyota pomyślała o wszystkim. Wszyscy jadą tak samo przygotowanym samochodem: klimatyzacja musi być wyłączona, szyby zamknięte, radio wyłączone, akumulator naładowany w 60%. Światła włączone.

Wrażenia z jazdy

Cóż, nie da się kompletnie ocenić jak się jeździ takim samochodem, bo wszystko o czym myślisz, to jak najmniejsze spalanie. Co chwila zerkałem na wyświetlacz pokazujący co się dzieje w układzie akumulator – silnik el. – silnik spalinowy czy zużywane jest paliwo, co chwila zerkałem na wskaźnik zużycia paliwa, spoglądałem w lusterko wsteczne na wkurzonych ludzi za mną i przed siebie czy akurat mam z górki, pod górkę czy zdążę na światłach, czy już powinienem zacząć zwalniać i ładować w tym czasie akumulator (po 5 kilometrach akumulator jest prawie rozładowany). Do tego stres, wyłączona klimatyzacja (także zwykły nawiew) i 28 stopni za oknem sprawiają, że czujesz się jak w saunie. Jeśli toyota chciała tym konkursem pokazać także jak wspaniale się jeździ ich samochodem, to to im kompletnie nie wyszło 🙂

Osiągnąłem spalanie 2.1 litra na 100 kilometrów, ale okupione to było dużym stresem i komiczną, wkurzającą innych jazdą. Przykładowo aleją Jana Pawła musiałem jechać z prędkością 30 kilometrów na godzinę. To jest wlotówka z Warszawy do Białegostoku, wyobraźcie sobie, że w waszym mieście na ulicy o podobnym natężeniu ruchu macie zawalidrogę o prędkości roweru. Proszę o wybaczenie wszystkich, którzy za mną jechali.

Sporym zaskoczeniem była dla mnie automatyczna skrzynia biegów. Z jednej strony to na pewno zaleta – nie musisz zastanawiać się czy bieg jest odpowiedni. Z drugiej, pierwszy raz jechałem samochodem z taką skrzynią i jak głupi co chwila wachlowałem drążkiem z pozycji „gdy puści gaz, jedź na luzie” na pozycję „gdy puści gaz, hamuj silnikiem i odzyskuj energię do akumulatora”. Mając wcześniej w tym praktykę, pewnie lepiej z tego bym korzystał.

Moja pozycja w rankingu

Cóż, tak on wygląda teraz (jestem konradk):

Jestem piąty. Istotne jest to, że osoba, która prowadzi to ta sama osoba, przez którą tyle czekałem, bo też była umówiona na 12:00. Przez nią ruszaliśmy z rozładowanym akumulatorem i po starcie, aby akumulatory naładować, prowadziłem nie ja, a człowiek z salonu. Ciekaw jestem czy gdyby było inaczej, mógłbym ruszyć spod salonu i oswoić się z samochodem i nieznaną mi skrzynią biegów.

No, ale to takie już narzekanie kiepskiej baletnicy, więc już kończę 😉 Pomysł na konkurs fajny, bo zobaczyłem co to hybryda (polecam wszystkim  w prawkiem w ramach rozrywki zapisać się i też się przejechać), a toyota się rozreklamowała. Za ten wpis mi nie płacą, ale jak widać było tak fajnie, że postanowiłem to opisać 🙂

Jeśli jedziesz na wakację, zastanów się nim skorzystasz z biura podróży

Sezon wakacyjny przed nami, więc to chyba dobry moment na ten krótki wpis. Jak wiecie lubię sobie czasem gdzieś wyjechać, ale jak zapewne nie wiecie, nigdy jeszcze nie jechałem z biurem podróży. Co prawda nachodzi mnie czasem myśl, by jednak spróbować, ale po relacjach innych zdania nie zmienię: wyjazd wolę sobie sam zorganizować i przynajmniej być pewnym, że nie przepłacę i dostanę dokładnie to, czego oczekuję.

Co jest złego w jeżdżeniu z biurami podróży?

Podstawowa sprawa: za kolosalne pieniądze sprzedają ci złudzenie wakacji. Oto dwa linki, które koniecznie przeczytajcie:

Co jest fajnego w jeżdżeniu na własną rękę?

Podstawowa sprawa: bo się będziesz dobrze bawił. W podpunktach:

  • zapłacisz o wiele mniej niż w przypadku wyjazdu zorganizowanego przez biuro. Już pomijam  fakt, że odpada prowizja biura, pośrednika i inne dziwne naleciałości. Wyjazd samemu jest zwyczajnie  tańszy i tyle
  • jedziesz w takim terminie, jaki ci pasuje, a nie jaki pasuje do turnusu wycieczki
  • zwiedzasz dokładnie to co sam chcesz, a nie to gdzie zaprowadzi cię przewodnik. Poświęcasz na to zwiedzanie tyle czasu, ile chcesz i jeśli coś cię zaciekawi, to to sobie dokładnie oglądasz, a nie biegniesz za przewodnikiem
  • poznajesz ludzi i społeczność do której jedziesz. Uwierz mi – w Egipcie nie wszyscy chodzą w hotelowych dwurzędowych marynarkach. Być może to będzie dla ciebie minus, ale dla mnie obejrzenie brudnej ulicy i nędzy jest o wiele lepszym doświadczeniem niż leżak nad basenem. Chcesz leżak nad basenem – jedź na mazury do Mikołajek. Dostaniesz o wiele mniejsze złudzenie rzeczywistości niż w Tunezji czy Grecji

Jak sobie zorganizować samemu wyjazd?

Za pierwszym razem zapewne będzie to dla ciebie nieco kłopotliwe, ale na pewno szybko nabierzesz doświadczenia. I nie bój się. Wiem, że wizja zorganizowania sobie przejazdu i pobytu w miejscu odległym o tysiące kilometrów od domu potrafi przerażać, ale jak mawiał Konfucjusz „podróż tysiąca mil zaczyna się od jednego kroku”. Wystarczy zacząć, a zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.

Jak dotrzeć?

  • Jeśli wybierasz się do Niemiec, Austrii, Czech czy Słowacji, jedź lądem. Tu polecam polskibus.com, którym można dotrzeć w te miejsca za naprawdę śmieszne pieniądze (mnie wycieczka do Wiednia kosztowała 20 złotych w dwie strony).
  • Jeśli wybierasz się na wschód, możesz skorzystać z pociągu. Dojazd na Krym na Ukrainie – chyba z tysiąc kilometrów – to zaledwie 60 złotych w jedną stronę
  • Jeśli wybierasz się gdziekolwiek (dotyczy powyższych myślników jak i reszty świata), sprawdź oferty tanich linii lotniczych. Ale i niekoniecznie tych tanich. LOT miewa niskie ceny, a co środę organizuje mini wyprzedaże o nazwie Szalona Środa.
  • Przeglądaj fly4free.pl oraz loter.pl – to chyba główne blogoidy w Polsce, na których codziennie są doniesienia o kilku tanich połączeniach z rożnymi miejscami świata. To jest świetna metoda dla tych, którzy nie wiedzą jeszcze gdzie jechać. Sam tak pojechałem do Gruzji, Austrii i miałem kupiony za śmieszne pieniądze bilet do Syrii (jednak z okazji rozpoczęcia rewolucji w tym kraju, LOT zwrócił mi kasę za bilet i odwołał połączenia, tak oto trafiłem na Krym).
  • Możesz rozważyć autostop. Sam nigdy nie jeździłem stopem w Polsce, ale w krajach docelowych zdarzało mi się bardzo często.

Gdzie spać?

  • Sam zawsze zaczynam szukanie noclegu na hostelworld.com. Znaleźć tam można oferty nie tylko hosteli ale i bed&breakfast czy nawet hoteli. W zasięgu mają cały świat. A sortowanie ofert po cenach sprawia, że zawsze znajdziesz coś taniego.
  • Jeśli chcesz nocować za darmo, spróbuj hospitalityclub.org czy couchsurfing.com. Sam nocowałem tak tylko raz, co sprawiło, że zdecydowałem jednak korzystać z hosteli, ale u mnie nocowało tak już wiele osób.
  • Ostatnio hitem staje się airbnb.com, ale sam jeszcze nie korzystałem. Serwis ma na celu kojarzenie osób, które chcą wynająć komuś swoje mieszkanie na wakacje z tymi, którzy takich ofert szukają.
  • Są też i polskie odpowiedniki powyższej strony – chociażby WakacyjnyWynajem.pl (polskie, nie znaczy, że tylko z ofertami z Polski, bo można tam sobie zorganizować na przykład nocleg na wakacje w Chorwacji).
  • Jadąc na wschód właściwie możesz jechać na ślepo bez załatwiania noclegu. Po dotarciu na miejsce idź na miejscowy dworzec kolejowy czy autobusowy. Na pewno będą tam stać ludzie z ofertami wynajęcia kamnat, a jeśli nawet nie, zawsze możesz zapytać kogoś o to. Wystarczy się nie bać (wiem, że łatwo powiedzieć)

Jak zwiedzać?

Przyznaję się, że bardzo długo popełniałem błąd i jeździłem gdzieś bez przewodnika papierowego. Od kilku ostatnich wyjazdów jednak przekonałem się jaki to jest rewelacyjny wynalazek. Kosztuje kilkadziesiąt złotych, a sprawia, że zwiedzasz o wiele więcej, nawet więcej niż gdyby prowadził cię lokalny przewodnik.

Bez papierowego przewodnika właściwie ograniczałem się do zwiedzania głównych miast i to nie całych, a jedynie ich starówek – tego co widzą wszyscy. Z książką ręku docierałem w miejsca, o których nie miałbym pojęcia.

Już nie wspomnę, że taki przewodnik dostarcza Ci mnóstwa dodatkowych informacji o lokalnych zwyczajach, języku, kuchni, czy nawet pomoże ci we wspomnianych wyżej problemach z dotarciem czy znalezieniem noclegu.

Moje referencje?

Zapewne wpis ten przeczyta wiele osób, które parskną śmiechem gdy dowiedzą się o moim doświadczeniu. Nie dziwię się – wiele razy sam na swoich szlakach takie spotykałem (nawiasem mówiąc, jeśli też je spotkacie, na pewno spędźcie kilka chwil na rozmowie z nimi, na pewno dostaniecie sporo tips’n’tricks odnośnie tego jak podróżować), ale:

  • pierwszy raz z domu uciekłem gdy miałem trzy lata i był to też pierwszy mój kontakt z milicją 😉 Ale to historia na inną okazję
  • pierwszy raz poza Polskę na własną rękę w gronie przyjaciół wyjechałem z końcem liceum – Praga, więc nic wielkiego.
  • pierwszy raz wyjechałem gdzieś zupełnie sam organizując sobie transport: dwa tygodnie w Estonii i Finlandii (dotarłem autobusem a potem promem)
  • najbardziej spontaniczny wyjazd: w piątek wieczorem pomyślałem, że fajnie by było zobaczyć jak wygląda Ryga na Łotwie i w sobotę rano już tam byłem i nawet sobie nocleg znalazłem. Nawiasem mówiąc: wygląda bardzo ładnie
  • najdłuższy wyjazd, to jak zapewne wiecie 3,5 miesiąca w Rwandzie w Afryce
  • najmniej zorganizowane noclegi miałem w Gruzji, gdzie zwiedziłem 6 miast i miasteczek – gdy do nich jechałem nie wiedziałem jeszcze gdzie będę spał, ale zawsze coś się znajdowało
  • do tego wiele innych wyjazdów do: Włoch, Austrii, Słowacji, Danii, na Litwę, Białoruś, Ukrainę. Czuję, że o czymś zapomniałem.

I tyle. Uwierzcie, że zorganizowanie sobie zwiedzania starówki w Tbilisi jest tylko ciut ciut trudniejsze niż zorganizowanie sobie zwiedzania starówki w Warszawie czy Krupówek w Zakopanem.

T-mobile stara się bym od nich odszedł. Chyba się skuszę.

Nienawidzę spamu. Nienawidzę domokrążców, którzy wpychają nogę między drzwi a framugę twojego domu by coś ci sprzedać. Nie znoszę tak samo telemarketerów dzwoniących do mnie po to bym dla ich firmy płacił jeszcze więcej niż płacę do tej pory.

Telemarketerzy tacy dzwonią do mnie tylko z dwóch źródeł. Z mBanku po to by mi wcisnąć jakiś kredyt czy kartę kredytową (obudźcie się panowie i panie – o wiele większy bank uznał, że jestem niewiarygodnym kredytobiorcą 😉 ) oraz T-mobile. Po co do mnie dzwonią z T-mobile zazwyczaj nie wiem, a jeśli już się dowiaduje to po tygodniu dzwonienia.

Wczoraj

Telefon z biura obsługi. Muszę odebrać, bo z doświadczenia wiem, że jeśli nie odbiorę i nie wklepią w swój system, że odebrałem, to będą dzwonić bez końca (na razie przetestowałem przetrzymanie ich dwa tygodnie, nadal dzwonili). Odbieram. W słuchawce słyszę melodyjkę T-mobile i automat mnie prosi, bym czekał na rozmowę. Po pięciu sekundach automat się rozłącza. I tyle.

Dzisiaj

Telefon z biura obsługi. Odbieram. Melodyjka i prośba o oczekiwanie na konsultanta. Czekam. Po pięciu sekundach połączenie zerwane przez dzwoniącego.

Jutro

Nie wiem co będzie jutro, ale w styczniu, gdy kończy mi się umowa zmieniam operatora. Oczywiście ich głupi system dzwonienia nie jest jedynym powodem, ale jak najbardziej ma tu duże znaczenie.

Co polecacie przy abonamencie faktycznym w okolicach 55 złotych brutto (tyle mam na papierze w T-mobile, ale praktycznie płacę około 80 złotych, głównie przez połączenia do Play i pakiet dodatkowego internetu)?