Znów dziennikarzom za bardzo się nie udaje

Wygląda na to, że Maciej Firlej dostał posadę korespondenta ze Stanów Zjednoczonych na kształt jakiejś emerytury czy lekkiej i przyjemnej pracy w ramach podziękowania za trudniejsze rzeczy, jakie robił jako korespondent wojenny.

Dziś o 8:30 rano TVP.info łączyło się z nim na żywo w sprawie cablegate. Pan Maciej powiedział, że obecnie nic nie wiadomo, poza fragmentami wycieków jakie ukazały się w kilku gazetach online, a sama strona Wikileaks jest shakowana. Trcohę jakby Maciej Firlej wszystko co zrobił to przejrzał strony tych gazet i to wszystko. 

Panie Macieju, już dzień wcześniej o 22.30 pojawił się wyciek na stronie Wikileaks i każdy może go sobie swobodnie czytać i przeglądać (kolejne materiały są dodawane ustawicznie). Trochę wtopa, że po dziesięciu godzinach jeszcze pan o tym nie wiedział 🙂

0

Beat this, antyfaszysto!

Wydaje się, że wszyscy faszyści mają świetnego haka, którym – jak im się wydaje –  rozkładają na łopatki osoby, które próbują z nimi dyskutować.

Jeśli zarzucisz takiemu, że treści jakie propaguje są faszystowskie, zaraz ci odpowie, że masz się douczyć czym jest faszyzm, bo tak naprawdę powinieneś powiedzieć o nazizmie. Jeśli zarzucisz nazizm – wytłumaczą ci, że tu chodzi o ksenofobię. Jeśli nie spodoba ci się czyjaś wypowiedź z uwagi na nacjonalizm, znów jesteś odesłany do książek, bo tu przecież mowa o jakimś antyjudaizmie. I takie mielenie kilku pojęć w kółko, pojęć które dla osoby, która specjalnie nie chce się zagłębiać w psychikę osób wykolejonych są tożsame i ma prawo do takiego ich pojmowania.

Takie powiedzenie: „Pudło, nie trafiłeś z określeniem kim tak naprawdę jestem. Zgaduj dalej dlaczego jestem marginesem społecznym, a póki co ja będę się czuł słownikowo wywyższony”. I wszystko jest według nich ok. Siedzą sobie na tym marginesie, a póki margines nie jest nazwany, nie widzą żadnego problemu.

0

Ogłoszenie z tupetem :)

Sposobów na znalezienie frajera do wykonania  portalu internetowego jest wiele. Dziś jednak ktoś osiągnął w tym mistrzostwo.

Jeśli chcesz aby zbudowano ci (zapewne) złożoną stronę internetową za przysłowiową miskę ryżu, zorganizuj zawody. Kilkadziesiąt osób będzie w prawdziwym wyścigu programować ci serwis, a na koniec zwycięzcy wręczysz statuetkę 🙂

Nie wierzycie, że ktoś może być tak głupi by spróbować tej metody? No to zobaczcie to ogłoszenie.

0

Jak kończą prawdziwi mężczyźni

Widzieliście na pewno tego typu filmy młodzieżowe: poniewierany przez innych w klasie uczeń któregoś dnia trafia do grupy, którą wszyscy znają w szkole. Dołącza do rówieśników, którzy są tak zarąbiści, że nigdy by nie pomyślał, że kiedyś przestanie być brzydkim kaczątkiem i stanie się jednym z nich.

Przychodzi jednak moment próby. Fantastyczni koledzy proszą naszego niedojdę by złamał prawo. Ukradł coś w sklepie, dokopał innemu ze szkoły, zacząć brać z nimi narkotyki… Nasz bohater staje przed trudnym wyborem: trzymać się swoich zasad moralnych lub złamać je bojąc się wypadnięcia z elitarnego klubu, do którego dopiero co dołączył. Koledzy podpuszczają, że nikt się przecież nie dowie i nasz bohater się łamie.

Ostatecznie jednak wszyscy się dowiadują, a nasz bohater znów staje się ofiarą. I to jeszcze większą, bo nie dość, że fantastic four znów wywala go ze swojej paczki, to wszyscy inni wiedzą jakim gnidą się okazał i na dodatek sam w sobie czuje się jak szmata.

* * *

Otóż panowie Miller i pan Kwaśniewski najwidoczniej filmu tego nie widzieli. Chwilę temu przyjęto ich do fantastycznego klubu szefów państw członkowskich NATO by zaraz potem Blair z Bushem zapytał ich czy nie mogli by nielegalnie potrzymać na terenie swojego kraju kilku panów i  przymknąć oko gdy ci będą torturowani. Nikt się przecież nie dowie.

I oto teraz mamy koniec tej historii. Cały świat czyta właśnie raport AI, w którym Polsce wytyka się łamanie praw człowieka. Z kraju, w którym łamano prawa człowieka w czasie drugiej wojny światowej, w którym wyrywano paznokcie za czasów komunistycznych nagle staliśmy się krajem, który dołącza do elitarnego klubu katów.

0

mBanku, to chyba nie działa

Takie mnie właśnie naszły przemyślenia odnośnie nowych reklam mBanku. (nowych, jak nowych)

Jak wiecie (bo już kilka razy pisałem) mam konto w mBanku, z którego jestem całkiem mocno zadowolony. Dlatego, zapewne podobnie jak i inni posiadacze tego konta, z dużym entuzjazmem przyjąłem całą serię reklam, w których tłumaczone jest, że konto jest kompletnie darmowe, darmowa jest karta, nie ma prowizji i w ogóle cud, miód i orzeszki. Potem aktor mówi, że nie musisz wierzyć reklamie i żebyś sprawdził sam.

Jako posiadacz konta doskonale się z reklamą zgadzam. W rzeczy samej, tam nie ma żadnych opłat, zarówno za prowadzenie jak i przelewy. Ja to wiem, bo używam i gdyby ktoś mnie zapytał, mogę poświadczyć.

Nie mam i nigdy nie miałem jednak w mBanku ubezpieczonego samochodu, a także i ta oferta jest przez tę instytucję reklamowana w podobny sposób. Co więcej w reklamie pada stwierdzenie, że jeśli gdzieś znajdę tańszą ofertę, to zwrócą mi różnicę. I jakkolwiek wierzę reklamie kont, to tutaj jestem kompletnie sceptyczny. Nie znam tej oferty z doświadczenia i przez to nawet nie chce mi się sprawdzać, podpisywać umowy i tak dalej.

Ciekaw jestem jaki jest Wasz odbiór reklam tego banku? Czy podobają się one tylko posiadaczom ich kont? Czy ktoś z Was przekonał się do założenia tam konta tylko na bazie reklamy?

0

Opowiedz nam swoją historię

Obejrzałem przed chwilą na dwójce powtórkę programu „Opowiedz nam swoją historię”. Widziałem go już przelotem wcześniej (to ten prowadzony przez czerwonowłosego Michała Wiśniewskiego) i nigdy nie zatrzymałem się na nim dłużej niż 15 sekund, myśląc, że to kolejna Ewa Drzyzga. Jakże bardzo się pomyliłem! To program na miarę naszych czasów.

Wbrew temu co myślałem, nie jest to po prostu program, w którym kilkoro osób opowiada nam jak zdradził je mąż, względnie jak robią się im rozstępy, przez co czują się mniej akceptowani przez społeczeństwo. Historie są jeszcze bardziej hardkorowe, a do tego opowiadane są dla jury które ma zdecydować, która historia jest najlepsza i tej osobie przyznać nagrodę pieniężną. „Opowiedz nam swoją historię” jest więc po prostu jakimś zmutowanym bratem „Mam talent”.

Pamiętacie jak kilka lat temu wybuchł skandal, bodajże w Holandii gdy zapowiedziano emisję programu, w którym umierająca osoba miała wybrać któremu z czterech śmiertelnie chorych kandydatów odda swoje narządy? Programowi Wiśniewskiego niewiele do tego brakuje.

Dziś widziałem zapłakaną kobietę, która przekonywała, że to dla niej należą się pieniądze, bo ma już drugi raz raka i to z przerzutami. Był jakiś chłopak, którego za bardzo nie skumałem czemu jest w tym programie (jego tragedia, jeśli nic nie przegapiłem, polegała jedynie na tym, że lepi rzeczy z plasteliny i chce być architektem) oraz dwudziestolatka, która stara się aby zostać zastępczą matką dla jedenastki swojego rodzeństwa, bo prawdziwa mama sobie nie radziła, a ojciec pije i właśnie idzie do więzienia. Czujecie to? Dziś o siedemnastej będzie kolejny odcinek i już wiem, że bez dobrego piwka i paczki czipsów się nie obejdzie.

A potem jury zdecydowało, że najlepiej w całym programie płakała kobieta z guzami, więc to ona dostanie nagrodę.

Program będzie moim ulubionym, choć idealny nie jest. Jury jest za mało dobitne. Brakuje w nim osobowości na miarę Wojewódzkiego jeszcze z czasów Idola. Najbardziej rozczarowuje Kazimiera Szczuka, znana z kąśliwego języka, którego teraz jednak szczędziła dla uczestników. Co prawda wszyscy ładnie zmieszali z błotem dwudziestoletnią być-może-matkę-zastępczą mówiąc jej prosto w twarz, że jest za smarkata by się na to nadawać, a sama miłość rodzeństwa to za mało by rozczulić ich serca. Ale dlaczego nikt sobie nie pozwolił na odważniejsze wypowiedzi? No nie wiem, na przykład: (kierując te słowa do kobiety z rakiem) „Masz już drugi raz nowotwór, czy nie czujesz, że opatrzność chce ci przez to coś powiedzieć? Jeśli nie, my ją wyręczymy: jesteś kobieto na prostej drodze do trumny i dawanie ci teraz jakiejkolwiek kasy byłoby po prostu jej zmarnowaniem. Jestem na nie”. Albo: (tym razem mówiąc do chłopczyka) „Co prawda słoniki z plasteliny wychodzą ci zajebiście, ale to nie jest jeszcze moment na twoją chwilę sławy. Wróć do nas jak będziesz już stuprocentowym ćpunem, alkoholikiem albo sąd zakaże ci zbliżania się do własnej żony”. I tak dalej, a nie jakieś ckliwe tyrady na temat wylanych łez.

Także jeszcze raz: każdemu, kto chce się dowartościować patrząc na innych, którym w życiu powodzi się jeszcze gorzej niż sobie samemu polecam dwójkę gdzieś około 17:00. Powtórka jest przed siódmą rano.

0

Niemcy atakują Polskę

Tym razem jednak może się to skończyć dla nas dobrze, bo atak odbywa się po prostu na polski rynek hostingowy.

Pojawiła się właśnie w Polsce ponoć (ponoć, bo dowiedziałem się o tym dopiero jak się pojawiła) największa firma hostingowa – 1and1.pl. I żeby było o niej głośno przygotowała nie byle jaką promocję. Każdy kto założy konto hostingowe otrzyma 10GB miejsca na pliki, 3000 GB transferu miesięcznego i jedną domenę z końcówką .pl. I co najważniejsze: wszystko to dostajemy za darmo na dwa lata.

Wszystkim od razu pojawiło się w głowie pytanie: gdzie jest haczyk. Wygląda jednak na to, że haczyka nie ma. Rozdawanie za darmo tak szczodrych kont to po prostu forma reklamy, tak aby o firmie było głośno. Jak widać reklama działa, bo od wczoraj czytałem o tej promocji już w kilku miejscach, sam wysłałem info mailem do kilku osób i teraz – a jakże – piszę o tym na blogu, a Wy to czytacie (skorzystacie, powiecie dalej…).

Z promocji oczywiście skorzystałem. Najwyżej za dwa lata z firmą się pożegnam. „Wykupiony” hosting od wczoraj intensywnie testuje i już widzę, że idealny on nie jest (co wcale nie znaczy od razu, że jest zły).

  1. Podczas rejestracji trzeba podać swój numer telefonu, a pole na to wymaga podania numeru kierunkowego. Podanie telefonu jest konieczne i trzeba podać numer prawdziwy, bo w przeciągu godziny dzwoni do nas automat w celu sprawdzenia czy my to my. Jeśli ktoś jednak nie ma telefonu stacjonarnego, nic nie jest jeszcze stracone: w pole numeru kierunkowego trzeba podać trzy pierwsze cyfry naszej komórki, a w dalsze pole pozostałe cyfry.
  2. Serwer nie będzie automatycznie robił kopii zapasowej naszej strony. Musimy dbać o to sami.
  3. Firma kiepsko nas informuje o naszej usłudze. Kompletnie nigdzie – ani w mailu otrzymanym po rejestracji ani w panelu – nie ma informacji o tym, jaki jest adres ftp do naszego serwera. Na  szczęście intuicyjne zgadywanie działa (adres jest taki sam, jak adres www, bez żadnych prefiksów).
  4. Dla firmy jesteśmy numerkiem, a właściwie numerkami. O ile we wszystkich chyba innych firmach wszędzie (do panelu, do ftp, do bazy) loguje się wybranym przez siebie loginem, to w 1and1.pl loginem jest z góry przydzielony numer. Bardzo długi i co najgorsze numer jest inny do panelu, inny do ftp inny do mysql. Fatalne rozwiązanie. Nazwa bazy danych też jest jakimś dziwnym długim zbitkiem znaków.
  5. O ile hosting daje nam 10GB miejsca, to na bazę danych przeznaczone jest tylko 100MB. Malusieńko i czuje, że za dwa lata będzie to już mocno przeszkadzało.
  6. Obejrzałem jak wygląda 1&1 w innych krajach: ceny nie powalają, więc można się spodziewać, że za dwa lata za przedłużenie będziemy sporo płacić. Mam jednak nadzieję, że to tylko zmobilizuje mnie do rozwinięcia w dwa lata postawionego tam serwisu tak, że opłata za  hosting i tak będzie dla mnie niezauważalna 😉
  7. Strona 1and1.pl działa kiepsko. Jeszcze wczoraj nie działała w ogóle, jeśli przed adresem nie dałem prefiksu ‚www.’. Po zalogowaniu do panelu administracyjnego za każdym razem dostaję informację, że wspierają jedynie przeglądarkę Firefox. Tymczasem już od ponad roku używam Google Chrome (i mimo informacji jaką serwuje mi strona, Chrome bardzo dobrze sobie z panelem chyba radzi).
  8. I co najważniejsze! Na mapie siedzib firmy 1and1 Warszawa zaznaczona jest jako Warschau! 😉 Niemcy znów atakują Polskę 😉
0

Przyszedł do mnie radny

W poprzednim tygodniu zapukał do moich drzwi jakiś człowiek. Przedstawił się, że jest radnym i że zbiera podpisy za rozbudowaniem parkingu pod moim blokiem, bo prosili go o to mieszkańcy mojej ulicy. Oczywiście podpisałem, choć samochodu nie mam już od jakiegoś czasu. Po godzinie szesnatej nie da się właściwie zaparkować nawet na chodniku, a parkowanie na chodniku – od kiedy jestem tylko-pieszym – jakoś zaczęło mi przeszkadzać. 🙂

Chwilę poopowiadał jak ma wyglądać nowy parking, wtrącił co już załatwił. Na koniec zostawił wizytówkę i powiedział, że gdybym miał jeszcze jakieś lokalne uwagi śmiało mogę dzwonić i pisać maile.

Tak się powinno prowadzić właśnie kampanię wyborczą przed wyborami samorządowymi!

* * *

p.s. Dziś w nocy wysłałem do radnego maila z pytaniem czy dałoby się w okresie wakacyjnym wprowadzić nocne autobusy nie tylko w weekendy ale i przez cały tydzień. W tym roku Rynek Kościuszki w Białymstoku naprawdę żyje. Codzinnie są koncerty, tłumy turystów. Nie mamy się już czego wstydzić nawet według mnie w porównaniu z takim Poznaniem, aż trudno uwierzyć że kilka lat temu w wakacje jedyne co można było zrobić w Białymstoku to z niego wyjechać. Jedyny mankament którego władze niedopilnowały to właśnie brak całotygodniowych nocnych autobusów, pomimo, że miasto imprezuje już całotygodniowo.

0

Czarny bez bata nie ujdzie

Coraz częściej się z tym spotykam. Afryka potrzebuje kolejnej kolonizacji. Tylko jak biały złapie za mordę murzyna, murzyn będzie szczęśliwy. Walnął taką głupotę jakiś czas temu jeśli się nie mylę Cejrowski, a stado pelikanów łyknęło to bez refleksji.

Afryka cierpi i sama jest sobie winna. Bambo mieszkają w lepiankach, tak jak mieszkali tysiąc lat temu i trzeba natychmiast ten stan rzeczy zmienić. Trzeba znów przejąć władzę na tym kontynencie i pokazać im co to jest prawdziwe zachodnioświatowe szczęśćie.

Tylko wyjaśnijcie mi jedną rzecz: dlaczego ja, dlaczego inni, którzy z Europy wynieśli się do Afryki na kilka miesięcy, złapali doła dopiero jak wrócili do ojczyzny? Dlaczego zamiast już na płycie lotniska się rozpłakać jaką to wielką tragedią jest dwa dolary na dzień, płakać się chce dopiero jak się wróci do Europy, a w telewizji Jacykow nam powie, że żaden normalny człowiek nie może być normalny jeśli nie włoży na siebie sweterka w serek? Dlaczego zamiast – sam już nie wiem – powiedzmy rozpaczać że te wszystkie dzieci tam bose, ja rozpaczam, że te wszystkie dzieci tutaj z komórką, laptopem i rowerem na komunię?

Człowiek ma jakąś taką paskudną zdolność do konkwisty i zawsze mu się wydaje, że te całe mordowanie, zabieranie ziemi, narzucanie swojego swiatopoglądu jest dla najechanego dobre. W średniowieczu z krzyżem zasuwaliśmy do krajów arabskich, w XVI wieku krzyżem i prochem witaliśmy Indian. Jestem pewien, że pierwszym co zrobimy po odkryciu obcych form życia w kosmosie będzie próba przekonania ich do oddychania tlenem, picia wódki i chodzenia do kościoła. Te rzeczy są przecież takie zajebiste, więc zajebiste muszą być także i dla innych. Niepojęte, że te arabusy się nawet napić nie mogą.

Logika rekolonizacji sprowadza się do zdania: „skoro murzyni tysiąc lat mieszkali w lepiankach i po epoce kolonializmu nadal mieszkają w tych samych lepiankach, to znaczy, że kolonializm należy powtórzyć”. Żaden bowiem rozsądny człowiek w lepiance przecież żyć nie chce. Człowiek nie może być szczęśliwy zarabiając na miesiąc dwa – trzy razy mniej niż zarabiamy w Polsce. Jeśli człowiek ginie w Kongo od wybuchu przewróconej cysterny, z której – zamiast uciekać – kradł wyciekające paliwo, to przecież aż słów brakuje. Czarny bez bata będzie żył w lepiance i kradł ropę. Pojedźmy tam znów, odbierzmy im władzę nad samymi sobą i pokażmy im polish high life.

A teraz sobie wyobraź, że Afryki nie ma.

Po prostu nie ma takiego kontynentu. Nie ma i nigdy nie było. Sama woda i nic więcej. Ale reszta świata jest mniej więcej taka sama. Ameryka jest tam gdzie jest Ameryka, dzień trwa 24 godziny, podstawą życia jest DNA, a Polak zarabia średnio tysiąc ileś, no chyba, ze na kasie w biedronce, to wtedy na pewno tyle nie. Uprzedzam, że jeśli się długo będziesz nad tym zastanawiać nagle uświadomisz sobie, że w tym alternatywnym świecie, to właśnie ty jesteś murzynem.

W w tym alternatywnym świecie wielkie głowy uniwersystetów w USA zastanawiają się jak pomóc mieszkańcom Europy Wschodniej. Washington Post nawołuje do obalenia władzy w Polsce i uczynienia z tego kraju czegoś na kształt terytorium zamorskiego Stanów Zjednoczonych. To przecież niepojęte, że jest gdzieś na świecie kraj, w którym od setek lat praktykuje się barbażyński zwyczaj zabijania karpi w święta, gdzie ludzie zarabiają kilka razy mniej niż przeciętny amerykanin, gdzie na popegierowskiej wsi piją wina zamiast pracować, gdzie kradną węgiel w biedaszybach, śpią na dworcach, pod mostami i w ogórdkach działkowych, gdzie potrafi się spalić cały budynek pełen ludzi wykluczonych w jakiś sposób ze społeczeństwa. I w ogóle nie piją ponchu ani syropu klonowego. Thanks god przynajmniej walentynki i halloween łyknęli.

Nadal uważasz, ze kolonizacja jest najlepszą formą rozwiązania problemów? Nadal uważasz, że wszelkie problemy na świecie da się w ogóle rozwiązać? Nadal uważasz, że wszystko co według ciebie jest problemem, jest problemem dla wszystkich innych?

Chodzi mi to, że to co uważamy za problem zawsze jest względne. Chodzi mi o to, że nazywanie czegoś problemem na odległość to chamski egoizm. Uwierzcie mi, większość rzeczy jakie wydają nam się problemem w Afryce, tak naprawdę problemem nie jest. W Rwandzie prawnie się ludziom zabrania chodzenia na boso, mandat wynosi około 50 dolarów, ale ludzie mi to chodzą na boso. Bo chcą, ja też wolę chodzić na boso; spróbuj i zobacz jakie to fajne (a Cejrowski?). Dla nich mieszkanie w lepiankowatych chatach (btw, których w Rwandzie jest mniej więcej tyle, ile w Polsce jest zamieszkałych ogródków działkowych; większość tak naprawdę to jakaś forma cegły) nie jest żadnym problemem. Na równiku naprawdę nie trzeba stawiać wielkich molochów z wielkiej płyty z centralnym ogrzewaniem.

Naprawdę warto do Afryki pojechać, by zobaczyć jaką głupotą jest nasze europejskie myślenie, że europejskie standardy życia są idealne pod każdą szerokością geograficzną.

0

Demotywatory: óczą, bawioł, wyhowujom

Jedną z moich licznych wad mózgu – jak nazywam wszelkie ludzkie odchyły od przeciętności, zarówno te na plus, jak i minus – jest to, że gdy poznaję jakąś nową informację, staram się ją zweryfikować. Św. Tomasz z Akwinu mawiał: „Bałbym się człowieka, który wiedzę czerpie z tylko jednej książki”.

Przed wyjazdem do Rwandy mieliśmy trening, a w czasie treningu testy z psychologami czy się nadajemy na taki wyjazd. Poległem na jednym zadaniu (ale bez obaw, na innych poszło mi całkiem ok). Zaczynało się ono mniej więcej od słów „13 maja 2001 roku, w niedzielę grupka ludzi postanowiła…” cośtam cośtam. Zadanie polegało na sprawdzeniu czy owa grupka prawidłowo zaplanowała sobie rozwiązanie jakiegoś tam projektu związanego z pomoca afrykańskiej ludności, czy coś w tym stylu. Niestety nie pamiętam treści zadania, bo cały czas na jego wykonanie spędziłem sprawdzając czy 13 maja 2001 roku faktycznie była niedziela. (Dla ciekawych podpowiem, że była, jednak wyliczenie tego na papierze zajęło mi sporo czasu; niestety wśród licznych wad mózgu nie mam zdolności typowych dla sawanta).

I tak już mam w życiu. Co chwila coś sprawdzam. Dlatego też niezmiernie długo mi zajmuje czytanie strony Demotywatory.pl. Co chwila pojawia się niby demotywator, w którym albo ktoś dowodzi, że Gauss wymyślił krzywą Gaussa gdy był w szkole podstawowej (nie, nie wymyślił jej wtedy, co sprawdziłem), albo, że Adolf Hitler przywiózł na pogrzeb Piłsudskiego wielki winiec pogrzebowy (jeśli pamiętacie tamten demotywator: Hitler nie przyjechał na pogrzeb Piłsudkiego, ale faktycznie urządził uroczystości żałobne w III Rzeszy).

Albo na przykład wielka rewelacja, że na produkcję pałeczek do ryżu zużywa się 1,7 mln metrów sześciennych drewna lub 25 milionów dorosłych drzew (sorry, ale ja od razu widzę, że jeśli by to była prawda, wychodziłoby że aby uzyskać jeden metr sześcienny drewna trzeba ściąć ponad 14 drzew).

Dziś jednak Demotywatory pobiły jak dla mnie rekord, a rekordowy jest demot doszukujący się podobieństw między śmiercią Lincolna a Kennedy’ego. Tylu bzdur w jednym obrazku juz chyba dawno nie widziałem 🙂

Dla porównania, oto demotywator w oryginale:

A oto demotywator z moimi korektami i moim podpisem:

Jak widać ludziom można wcisnąć każdą głupotę, byle wyglądała atrakcyjnie.

btw, jeśli ktoś chce wysłać mój demot na główną demotywatorów, to zapraszam pod ten link 🙂

0

MediaMarkt jest jednak dla idiotów

Tydzień temu byłem w MediaMarkt i wypatrzyłem sobie fajny telewizor: Toshiba 40 LV 685 DG. W dość atrakcyjnej cenie, bo coś około 1800 złotych, to naprawdę mało jak za 40 cali LCD.

Mam jednak tak, że zanim nie sprawdzę ceny w innych sklepach, nie kupuję rzeczy powyżej kilkuset złotych. Wróciłem więc spokojnie do domu i sprawdziłem na ceneo. Akurat tam też w najtańszym sklepie kosztuje około 1800 złotych, więc spoko. Właściwie nie ma różnicy czy kupić go w MM czy zamówić do domu przez internet.

Wczoraj jednak na flakerze matipl dał cynk, że dziś wszystkie ceny w MediaMarkt obniżone są o VAT czyli 22%. Wow, czyli mógłbym go dziś kupić za naprawdę śmiesznie niską cenę 1475 złotych. 40 cali!

Oczywiście wziąłem kartę płatniczą i wybrałem się do sklepu. Szaleństwo, nigdy nie widziałem tam tyle osób kupujących elektronikę. Normalnie pracownicy z nudów oglądają sobie filmy na jakimś kinie domowym, dziś ludzie ustawiali się do nich w mini kolejki.

Trudno mi było znaleźć ową Toshibę, nawet przez chwilę myślałem że się spóźniłem i już kupili.

Ale jest! Stała w nieco innym miejscu, ale ta sama. Obok ceny oczywiście kartka, że 2 maja 2010 wszystkie ceny należy podzielić przez 1,22 i jak coś to pracownicy służą kalkulatorami.

Ale cena jaka widniała dziś przy tym telewizorze to nie 1800 złotych tylko… 2299 złotych!

Wyjąłem kalkulator, podzieliłem tą kwotę przez 1,22 i wyszło mi 1884 złotych.

Rozejrzałem  się po sklepie. Podjarani ludzie ładowali do koszyków wieże, oglądali laptopy, sprzedawca jakiejś kobiecie podawał zapakowany w pudełko monitor komputerowy. Czyli innymi słowy robił ją po prostu w chuja.

Oczywiście wyszedłem. Jednak kupię przez internet, nawet jeśli miałbym zapłacić drożej.

0

Ah te muzułmanki zakryte od stóp do głów

Dziś trochę ciekawostka. Gdybym nie dał spojlera w temacie, zapewne nie zgadlibyście kim jest ta kobieta ze zdjęcia poniżej:

Tak ta kobieta z całkiem niezłą figurą w całkiem seksownej sukni to naprawdę muzułmanka. I nie jakaś muzułmanka mieszkająca z daleka od świata islamu, ale mieszkająca właśnie w islamskim kraju, wielokrotnie oskarżanym przez USA o wspieranie terroryzmu (moim zdaniem niesłusznie, bo jedyna wina tego kraju póki co to dobre stosunki z Iranem). Kobieta jest Syryjką. Choć urodzona w Londynie, obecnie jest żoną prezydenta tego kraju, Bashara al-Assada. Kobieta ma na imię Asma al-Assad (swoją drogą bardzo ładne imię, znam jedną białostoczankę o takim samym imieniu i od razu mi się spodobało).

Syria wbrew pozorom nie  jest krajem twardogłowych ajatollahów i jest jednym z moich marzeń podróżniczych (mam nadzieję, że uda mi się je spełnić jeszcze w tym roku). Ponoć jest to kraj pełen otwartych na innych ludzi, a to bardzo cenię we wszystkich podróżach (dlatego tak bardzo spodobała mi się Rwanda).

Na koniec jeszcze jedno zdjęcie by udowodnić, że 35-letnia pani Asma  ma piękną nie tylko figurę 😉

0

Nie było żadnych zamachów w moskiewskim metrze

Takie przynajmniej przeświadczenie może mieć przeciętny mieszkaniec Rosji.

Gdy dziś rano usłyszałem w TVN24, że doszło do dwóch wybuchów w moskiewskim metrze, odruchowo przełączyłem na kanał PTP Planeta (czyt. RTR Planeta). To rosyjska publiczna stacja, coć w rodzaju naszego TVP. Skąd więc, jak nie stamtąd mógłbym mieć wiadomości o zamachu z pierwszej ręki.

Przełączyłem, a tam telewizja śniadaniowa jak co dzień.

OK, że Rosjanie są już przyzwyczajeni do zamachów i nie robi to na nich większego wrażenia (ale podejrzewam, że gdyby coś takiego zdarzyło się w Polsce nawet nasz TVP1 przerwałby zapewne normalną ramówkę, a przynajmniej dodał czerwony pasek na dole ekranu).

Jakkolwiek, przynajmniej w wiadomościach na PTP powinni coś na ten temat powiedzieć. Co rano co godzinę są na tym kanale dwa rodzaje wiadomości: o pełnych godzinach wiadomości (Vesti), co się dzieje na świecie i w kraju i po 5 minutach zaczyna się Vesti Moskva tylko o wydarzeniach w stolicy kraju.

Zaczęły się normalne wiadomości: dowiedziałem się, że gdzieś w Rosji jest powódź (informacja została podana jako pierwsza, więc chyba jest najważniejsza), potem relacja z jakiejś budowy, potem jak zwykle prezydent (to taki rosyjski folklor: tam nie ma wydania wiadomości, w których by nie pokazali wodza narodu; co więcej około 18.30 jest całe wydanie dedykowane tylko jemu, nic dziwnego, że ma tak duże poparcie), potem kilka innych informacji. O zamachu w metrze nic, choć minęły od niego już ponad dwie godziny, a polskie TVN24 i TVP.INFO nie mówią o niczym innym jak właśnie o nim.

Jeszcze bardziej zdumiewające było dla mnie to, że Vesti Moskva w ogóle nie zostały wyemitowane. A to przecież serwis informacyjny o tym co właśnie dzieje, się w stolicy.

Teraz leci jakiś program o cerkwiach. Cenzura jak nic. Ciekaw jestem tylko dlaczego. Albo zdecydowano by nic o tym nie mówić, ze względu na skutek polityczny i ryzyko spadku poparcia dla rządu, albo… Rosjanie zdają sobie sprawę, że terrorystom zależy na stworzeniu grozy także za pośrednictwem mediów i zdecydowano, że przynajmniej w ten sposób zmniejszą ich sukces.

Aktualizacja: właśnie zaczęło się główne wydanie Vesti i w nim już o zamachach mówią. Ale refleks mają dość słaby, minęło 5 godzin od wybuchów.

0

Czy ktoś sabotuje TVP?

Czy tam po prostu trafiają niedołęgi?

Wczoraj – zapewne z okazji gali rozdania Oskarów – na TVP1 mogliśmy obejrzeć świetny, nowy  film (zresztą też laureat Oskarów) „Aż poleje się krew”. Gdyby to był TVN (czy nawet Polsat) film zostałby nadany nie w niedzielę po 22:00, a w sobotę o 20 przy największej oglądalności i zapewne przez miesiąc przed pokazem zapowiedź filmu byśmy widzieli w każdym bloczku reklamowo-zapowiedziowym.

Jak było na TVP1? Zero zapowiedzi. Na film trafiłem przypadkiem i chętnie obejrzałem, mimo tego, że już widziałem dwa razy.

Dziś o 23:45 na TVP INFO zostanie pokazany „Królik po berlińsku” czyli nasz kandydat do oskara z wczoraj. Nagrody nie wygrał, ale to chyba nie jest powód, by puszczać film o północy, bez większych zapowiedzi i to w kanale o małej oglądalności.

W TVP albo pracują kołki, albo ktoś specjalnie sabotuje marketing tej spółki. Drogie (zapewne) filmy puszczane są w taki sposób aby nikt ich nie obejrzał, a stacja zanotowała straty. Obstawiam mimo wszystko kołki, bo praktyka taka trwa w tej stacji już od bardzo dawna.

0

Uważajcie na Skarbnicę Narodową

Nie mogę, muszę to napisać. O Skarbnicy Narodowej wiem już od dłuższego czasu od ich klientów, którym się wydaje, że są zadowoleni z ich usług. Teraz Skarbnica Narodowa zaczęła się reklamować w telewizji. Czuję więc, że muszę napisać co nieco o nich. Przynajmniej tą część, której nie mówią w reklamie.

W skrócie dla tych którzy nie będą chcieli czytać całości: Skarbnica Narodowa nie robi nic nielegalnego, ale według mnie to co robią powinno być nielegalne. Metodami socjotechnicznymi stwarzają wrażenie, że kupione u nich monety i pseudomonety mają dużą wartość kolekcjonerską, podczas gdy ich wartość de facto jest często kilka  razy niższa niż po jakiej są sprzedawane. I wartość ta nie wzrośnie.

Już wyjaśniam o co chodzi.

W Polsce od jakiegoś czasu jest mniejszy lub większy boom na kolekcjonowanie monet. Pod NBP ustawiały się długie nocne kolejki by kupić nowe okazy i nawet już za chwilę sprzedać dwa razy drożej. Nic dziwnego, że wiele firm chce wykorzystać tą okazję i zarobić na tym.

Bo tak, po pierwsze Skarbnica Narodowa jest firmą. Nie jest to żadna instytucja emitująca monety. Nazwa ma jednak sugerować co innego. Brzmi prawie jak skarbiec narodowy. Narodowy, więc na pewno rządowy. Nie. To po prostu firma, która tak się nazwała. Ty też możesz założyć firmę o podobnie brzmiącej nazwie i możesz zrobić to legalnie. Jak chcesz nazwij się nawet Narodowy Departament Obrony i zacznij sprzedawać gaz pieprzowy na straganie. Będziesz działać analogicznie do firmy Skarbnica Narodowa Sp z o. o. (tak brzmi ich pełna nazwa).

Po drugie firma Skarbnica Narodowa nie emituje monet. Żadna firma nie ma prawa emitować monet, mogą to robić tylko Narodowy Bank Polski i jego odpowiedniki w innych krajach, czyli instytucje rządowe odpowiedzialne za emisję środków płatniczych.

Firma Skarbnica Narodowa emituje medale, a nie monety. Prywatne firmy jeśli wyprodukują coś, co wygląda jak moneta, nie mogą nazwać tego monetą, więc nazywają to medalami (co brzmi też nieco profesjonalnie ale nie daje żadnej wartości) albo często po prostu przemilczają nazwę. W telewizji lub broszurkach pokazywane są złote lub srebrne krążki i pada tylko zwrot typu unikalna kolekcja lub limitowany nakład/emisja. Nie mówi się czego. A jest to po prostu unikalna kolekcja złotych krążków. Choć nie jestem tego taki pewien, że unikalna, skoro medale tłoczone są często w milionowych nakładach.

Firma Skarbnica Narodowa sprzedaje także monety, ale po znacznie zawyżonej cenie. Tak, w ofercie Skarbnicy Narodowej znajdują się także złote i srebrne monety innych banków, ale nie mają one wartości większej niż kruszec z jakiego są zrobione i nie są monetami kolekcjonerskimi. Dwa przykłady:

Moneta banku Nauru, 10 dolarów australisjkich. Link Jak można szybko wyszukać w sieci Nauru to państewko wyspiarskie w okolicach australii, którego narodowy bank jest niewypłacalny. Nie wiem, może jednak ma to jakąś więc wartości kolekcjonerską (może ktoś chce mieć monetę banku, który upadł jako rarytas). Ale na stronie firmybrak informacji o wielkości emisji  (być może firma Skarbnica Narodowa próbuje sprzedać zwykłą monetę płatniczą; coś jakby ktoś z Was próbował sprzedać za kilkaset dolarów 10 zwykłych polskich złotych w papierku).

Ile jest więc warta ta moneta? Według ekonomii, tyle ile ludzie są skłonni za nią zapłacić. Według firmy Skarbnica Narodowa te 10 dolarów australisjkich jest warte 219 złotych. Moneta jest ze złota i waży 1,24 grama, więc jeśli by wziąć pod uwagę jedynie wartość kruszca, moneta jest warta 124 zlote (kurs ceny złota gdy to pisze wynosi około 100zł za gram). Czyli Skarbnica Narodowa próbuje sprzedać tą monetę za prawie 100 złotych więcej niż jest kruszcowo warta. Jeśli ktoś z Was się wybiera do Nauru, może rozważyć zakup, ale chyba lepiej kupić je po prostu na miejscu w kantorze za dolary 😉

Idźmy dalej. Firma Skarbnica Narodowa ma w  swojej ofercie także złote krugerrandy za 900 złotych sztuka. Jak można wyczytać w sieci krugerrandy to monety bulionowe czyli monety bez wartości kolekcjonerskiej (ok, wartość kolekcjonerską mogą mieć też majtki Twoich wszystkich byłych dziewczyn, więc zdecyduj się czy nie lepiej je właśnie kolekcjonować) a są po prostu lokatą kapitału w złoto. Jeśli kogoś nie stać na całą sztabkę złota, może sobie kupić złotą monetę po cenie kruszca i jak zloto zdrożeje, sprzedać ją z zyskiem. Tyle, że kruszcowa wartość tego krugerranda to około 350 złotych, czyli prawie trzy razy mniejsza niż w Skarbnicy Narodowej. Czy na pewno chcesz kupić tą monetę i czekać aż złoto podrożeje o 300% by sprzedać ją z zyskiem? Niestety będziesz musiał.

No właśnie, bo jak wygląda wtórny rynek monet i pseudomonet ze Skarbnicy Narodowej? Najlepiej zobacz sam na Allegro. Nie będę podawał linków. Wejdź na stronę Skarbnicy Narodowej, zachwyć się jaka to wspaniała „moneta” (wybierz jakąś) za 300 złotych sztuka, a potem zobacz ile osób na Allegro próbuje ją sprzedać bezskutecznie za 30  złotych (link nie jest do monety akurat z Skarbnicy Narodowej, ale zobacz ile kosztuje podobna właśnie u nich). To by właściwie wszystko tłumaczyło czy warto od nich kupować monety i medale z zamiarem sprzedania kiedyś z zyskiem.

Na koniec chce jeszcze raz podkreślić, że firma Skarbnica Narodowa nie robi nic nielegalnego. Ot, po prostu wynajduje ludzi (dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy kogo znam, którzy kupili od nich krążki to osoby starsze, bywalcy prezentacji koców z super wełny, które wypełniły za ciastko i kawę zgodę na udostępnienie ich danych kolejnym podmiotom), którzy są skłonni wydać wielką kasę za niewiele warte rzeczy, wierząc, że kiedyś sprzedadzą je z zyskiem. Obawiam się jednak, że tak długo nie będą żyli.

I na już zupełny koniec ciekawostka: jest wiele firm (na przykład ta) gdzie możecie za kilkanaście/kilkadziesiąt dolarów zaprojektować i zamówić swoje własne pseudomonety. Teraz pozostaje już tylko założyć firmę Skarbnica Państwowa Sp z o.o. i zbijać grubą kasę. Model biznesowy mamy już sprawdzony 😉

1

Okradnij mi chatę

Nie mi 🙂 Ja właśnie w niej siedzę i nie zamierzam nigdzie z niej wychodzić przez najbliższe sto lat 😉

Ale powstał właśnie kontrowersyjny i jednak fajny serwis Please Rob Me. Wpisz nazwę miejscowości (dobrze działa na miastach z USA), a zobaczysz kto właśnie wyszedł ze swojego mieszkania, przeczytasz też czasem jak długo nie będzie wracał.

Całość opiera  się na danych, jakie publicznie zamieszczamy w sieci, głównie na Twitterze.

0

Największy wyciek danych w historii Google

Jak czytam takie teksty, zastanawiam się czy nie tak właśnie powinniśmy nazwać uruchomienie przez Google nowej usługi pod nazwą Buzz. Nagle wszystkie rzeczy (a przynajmniej spora ich część) świadczące o naszej obecności w sieci, nasze komentarze w Google Readerze, nasz status w gTalku, osoby, do których napisaliśmy kiedykolwiek maila stały się jawnie dostępne dla praktycznie wszystkich w sieci. Nie dziwię się, że niektórzy mogą być nieźle wkurzeni.

Wyobraź sobie, że właśnie Twój szef zauważył, że wśród Twoich followersów na Buzzie wypatrzył kogoś w domenie zawierającej „HR” i kilka nicków „rekrutacja” w domenach konkurencyjnych firm wobec Twojej. Nigdy tak naprawdę nie miałeś zamiaru zmieniać pracy, tylko sondowałeś jakie  masz w tej kwestii szanse, ale Twoim zapewnieniem, że jesteś lojalny wobec firmy i nigdzie by ci się nie pracowało tak dobrze jak firmie szefa, ten może sobie już co najwyżej podetrzeć tyłek. Zapomnij o podwyżce, nie zapomnij, że zapewnił Ci to Google.

0

Tak Nigeria rozprawia się z islamskim fundamentalizmem

Al Jazeera właśnie zamieściła na YouTube materiał wideo, w którym możemy zobaczyć jak umundurowani policjanci najpierw każą złapanym ludziom położyć się na ulicy twarzą do ziemi, a następnie strzelają każdemu w plecy lub tył głowy. Wśród ofiar są między innymi ludzie o kulach. Oficer policji krzyczy w pewnym momencie do jednego z egzekutorów: „Nie strzelaj mu w głowę, podoba mi się  jego czapka”.

O co chodzi w filmie? To znaczy o co chodzi w filmie widać wyraźnie, jakie jednak są wcześniejsze zdarzenia w tym kraju, które doprowadziły do takiej sytuacji?

Od 2002 roku w Nigeri działa islamska fundamentalistyczna organizacja Boko Haram. Nawołuje ona do przestrzegania zasad szariatu. W 2009 roku dopuściła się licznych aktów partyzanckich, głównie polegających na atakach na posterunki nigeryjskiej policji.  Obecne działania policji są zemstą za tamte wydarzenia, choć oczywiście z pominięciem sądów.

Nigeria jest krajem religijnie podzielonym. Chrześcijanie stanowią mniej więcej połowę społeczeństwa i zamieszkują południową część kraju podczas gdy północ zdominowana jest przez islam (w północnych prowincjach szariat został już wprowadzony). Oto kolejne, choć raczej nie goszczące w mediach pole walki między zachodnią cywilizacją a muzułmanami.

0

Na co się zaszczepić przed wyjazdem do Afryki?

Ostatnio nieco postraszyłem Was, że jak do tej pory nie ma szczepionki przeciw malarii (co jest niestety prawdą), choć badania trwają i przynoszą dobre prognozy. Musicie jednak pamiętać – i podejrzewam, że większość z Was o tym wie – że malaria nie jest jedyną chorobą jaka nam w Afryce grozi, jednak na większość z nich na szczęście szczepionki istnieją.

Przed wyjazdem do Afryki musimy (to znaczy nie musimy, ale o tym niżej) zaszczepić na szereg chorób. Dokładnej listy nie potrafię Wam podać, bo jest ona na pewno specyficzna dla konkretnego regionu geograficznego. Po raz kolejny polecam tutaj stronę Centrum Informacji Medycyny Podróży, a szczególnie ich dział Pytań i Odpowiedzi.

Na pewno wśród szczepień, które warto wykonać będzie szczepienie przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A (WZW A). Choroba ta jest bardzo częsta w obszarach okołorównikowych i ryzyko jej zarażeniem jest duże. Pamiętajcie też o innych chorobach zaliczanych wraz z WZW A do grupy tak zwanych chorób brudnych rąk (łączy je właśnie fakt, że można zarazić się nimi wskutek spożywania posiłków w warunkach odbiegających od standardów sanitarnych), jak na przykład dur brzuszny.

Istotne jest także szczepienie przeciw żółtej febrze. Do wielu afrykańskich krajów nie można wjechać (a mówiąc ściślej: z nich wyjechać) nie mając potwierdzenia, że jesteśmy przeciw tej chorobie zaszczepieni, jest to wymóg WHO.

I jeszcze kilka niuansów, o których warto pamiętać.

Na pewno spotkacie się z informacjami, że należy się zaszczepić na choroby, przeciw którym już przecież byliście szczepieni (jak na przykład wymieniony wyżej dur brzuszny czy polio). Niestety muszę Was rozczarować, ale w dzieciństwie nie powiedziano nam całej prawdy: szczepieni przeciw tym chorobom byliśmy faktycznie, ale szczepienia te nie dają odporności na całe życie. Większość z czytających to osób z pewnością już od dawna ponownie jest podatnych na zakażenie, dlatego przed wyjazdem do Afryki tak naprawdę wiele szczepień po prostu odnawiamy.

I kolejna kwestia: musimy się szczepić, czy nie musimy? Poza wspomnianą żółtą febrą wszystkie inne szczepienia są zalecane. Jednak postarajcie się tego zalecenia nie zignorować: jeśli jedziecie choćby nawet do Egiptu czy Tunezji tak naprawdę wjeżdżacie do zupełnie innego obszaru z innymi chorobami niż w Polsce i – co gorsze – innymi warunkami leczenia. Na choroby brudnych rąk jest bardzo łatwo zachorować, więc lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza, że nawet jeśli się zaszczepimy, to i tak pozostaje cała lista innych badziewi, na które nadal będziemy narażeni 🙁

Jeśli ktoś z Was przypadkiem wybiera się Rwandy to polecam mój wpis na starym blogu odnośnie przygotowań do takiego wyjazdu.

0

Wykop.pl ma już pierwszą ofiarę śmiertelną na swoim koncie

Niestety dobrze przeczuwałem. Prawie dobrze, bo podejrzewałem, że zabije się nagrana dziewczynka – zabił się jej chłopak.

Zaraz po pojawieniu się materiału na Wykopie napisałem, krótki tekst. Tekst znajduje się tutaj, ale też go zacytuję:

jesteśmy (nie napiszę jesteście, bo nie chcę w żaden sposób się wyróżniać) hipokrytami większymi, niż Gazeta, która nabiera się na pomylke TVN o blackoucie, a potem sie z TVN smieje.

tydzien temy wykopalismy na glowna link o cybermprzemocy

http://www.wykop.pl/link/283346/cyberbullying-internetowa-przemoc

dzis wykopalismy link do cyberprzemocy

http://www.wykop.pl/link/285793/ach-ta-dzisiejsza-mlodziez

Pomylka Gazet jest smieszna, ale jest jedynie smieszna. Redaktora nie zwolnią, za kilka dni nikt nie bedzie pamietal.

Nasza pomylka byc moze skonczy sie czyjąś tragedią osobistą.

I nie chrzancie mi w komentarzach, ze za glupote sie placi i ze lepiej to wykopac zeby nigdy wiecej juz cos sie takiego nie powtorzylo. Kilka lat temu w Gdansku powiesila sie dziewczynka dreczona filmikiem puszczonym na sieci. Wtedy tez mowiono, ze moze dzieki temu nigdy wiecej sie to nie powtorzy. Prawda jest taka, ze to jedynie pocieszenie dla tych, ktorzy smieją się patrząc na czyjąś tragedię.

I tyle, mozemy to sobie tlumaczyc jeszcze na milion słów. Sumienia ie zagluszymy. Jesli ktos nie widzi problemu, znaczy ze sumienia zwyczajnie nie ma.

Nie chce sobie przypisywać żadnych zasług (tym bardziej, że dziś cała historia nie kończy się happy endem), ale po tym tekście i dodaniu go na wykopalisko wykopów filmiku jakby zaczęło ubywać, a ilość zakopów niemal dorównała wykopom. Zauważyli to na pewno administratorzy strony, bo wykop zwyczajnie usunęli ze strony. Dobrze, ale za późno.

Dziś pojawiła się informacja, że opisywany na filmie chłopak się powiesił.

I tyle. Możemy sobie pogratulować, zwłaszcza Ci, którzy materiał wykopali. Ale oczywiście o wiele łatwiej będzie spychać winę na innych i mówić, że to nie my kręciliśmy film, nie my go umieściliśmy ww internecie więc nie my jesteśmy mordercami. Prawda jest jednak według mnie taka, że niezależnie od tego czy ktoś inny popełnił tu większą głupotę od nas, nie sprawia to, że my jesteśmy zupełnie bez winy. Ale nikogo przekonywać nie będę, bo to nie jest łatwe uwierzyć, że zamiast wykazać się kiedyś w życiu bohaterską postawą, może kiedyś kogoś uratować, póki co na koncie mamy radosne współdoprowadzenie do samobójstwa.

* * *

Adminów Wykopu o nic nie obwiniam, bo nie jest łatwe zapanowanie nad jakąkolwiek chołotą. Mam jednak nadzieję, że problem nie pozostanie bez żadnych wyciągniętych wniosków. Póki co na Wykopie i w wielu innych serwisach jest tak łatwo kogoś zabić, bo wszystko, co pozwala zidentyfikować każdego wykopującego to nic. Totalna anonimowość.

0

Facebook nie zrobi rewolucji

Jeśli zastanawiasz się właśnie nad założeniem sobie na Facebooku, bo chcesz uczestniczyć w najlepszym serwisie społecznościowym, prawdopodobnie już się spóźniłeś. Facebook nie zrobi rewolucji; jeśli myśleć o tej stronie jako o czymś rewolucyjnym, to według mnie już tylko w kategoriach czasu przeszłego.

Najbardziej wpływowe rzeczy w dziedzinie nowych technologii, które mi przychodzą do głowy to wypuszczenie przez Microsoft systemu „dla ludu” czyli Windowsa, stworzenie wyszukiwarki przez Google i sprawienie, że techniczne zabawki mogą być cool przez Apple. Wszystkim tym innowacjom towarzyszył zachwyt użytkowników. Facebook, tego nie miał, przynajmniej nie na taką skalę.

Więcej: obecnie Facebook jest chyba bardziej krytykowany niż chwalony, a właściciel nawet nie ma zamiaru nic z tym zrobić i tylko dolewa oliwy do ognia dziwnymi wypowiedziami, że ochrona danych osobowych to fikcja i nasze dane nie należą do nas. Facebook porównywany jest do hipermarketu, gdzie co prawda wszyscy chodzą, ale nikt tak naprawdę z niego nie jest zadowolony (i mowa tu zarówno o klientach jak i dostawcach towaru). Facebook jest przykry, ale trzeba z niego korzystać bo wszyscy korzystają. I godzić się na warunki, jakie nam narzuca, nawet na to, że wszyscy nasi znajomi na Facebooku tak naprawdę są znajomymi Facebooka.

I co najważniejsze i co różni Facebook od Windows, Google i iPoda: Facebook jest cholernie niewygodny i nieintuicyjny w użyciu. Jest już tak rozrośnięty, że wall przypomina bardziej śmietnik niż miejsce kontaktu ze znajomymi. Można na nim przeczytać, że Marta właśnie nakarmiła rybkę, ja mam kolejny level w Cafe World, ktoś inny zaznaczył mnie na zdjęciu „ludzie, którzy przypominają leśne stworzenia”, a Czarek właśnie wziął udział w teście „jakim kawałkiem zgniłego mięsa jesteś” (i wyszło mu, że jest trzydniowym, spleśniałym udźcem baranim). Nic z tych rzeczy mnie nie interesuje i za bardzo nie wiem gdzie z tej ściany sobie pójść.

0

Politikal fikszyn

Wszystko zaczęło się od tego, jak Kacper w krzakach czyścił swój obrudzony psim łajnem but. Ciemno już było i nie zobaczył na chodniku psiego placka, ale to co zobaczył grzebiąc byle jakim patykiem w bierzniku podeszwy jego trampka, było o wiele bardziej ciekawe. Nie zobaczył tego jednak na swoim bucie, ale po drugiej stronie ogrodzenia, o które opierał się teraz swoją lewą ręką.

Z ulicy ogrodzenie z powodu krzaków nie było widoczne, a tym bardziej nikt nie mógł dostrzec co tak naprawdę znajduje się jeszcze dalej. To właściwie przypadek sprawił, że Kacper znalazł się tutaj, gdzie się teraz znalazł i widział, to co właśnie widział.

Pod białym eleganckim budynkiem zaparkowany już był sznur jeszcze bardziej eleganckich limuzyn, ale z jednej z nich wysiadły właśnie – jeśli Kacper mógł wierzyć swoim oczom – dwie dobrze znane mu osoby. Osoby z pierwszych stron gazet, stąd Kacper ich znał. Konkretnie (podkreślam: jeśli Kacper nie miał teraz halucynacji) był to były premier i redaktor jednego z najpoczytniejszych dzienników w Polsce. Niezłe jaja

Co więcej, obaj chyba mieli mycki na głowach. Ciemno już było, ale tak się przynajmniej mu wydawało, że na ich siwych włosach było małe, okrągłe, lekko szare przykrycie. Ale pewien być nie mógł.

Chwilę później premier i redaktor zniknęli we wnętrzu budynku. Widać było, że o czymś wesoło rozmawiają, redaktor naczelny trzymał rękę na rammieniu byłego premiera i mówił dość żywym, lekko jąkjącym się głosem. Za obydwoma vipami w budynku zniknęło kilku rosłych mężczyzn, którzy musieli być ich, lub któregoś z nich ochroniarzami i na podjeździe zrobiło się zupełnie pusto.

Ale niezłe jaja! Więc oni naprawdę są żydami! Nikt mi nie uwierzy, kurde – myślał sobie Kacper, a jak tak myślał to sobie uświadomił, że faktycznie ma rację: nikt mu nie uwierzy. Stado świrów w internecie wypisuje paszkwile na tyle sławanych osób, że są sterowani przez żydowskie lobby i jedyne z czym się oni spotykają to właśnie opinia świra chorego na urojenia. Szczerze mówiąc Kacper nie chciał skończyć na równi z bojownikami z toruńskiej rozgłośni, których sam osobiście też uważał za pokręconych, radiowo sterowanych dziadków, a teorię, że żydzi rządzą Polską kwitował uśmiechem.

No ale, kurcze były premier w mycce na głowie?

Na podjeździe nadal nikogo nie było więc Kacper postanowił przeskoczyć przez ogrodzenie i podejść bliżej budynku. Nie było to łatwe, bo ogrodzenie było diabelnie wysokie, ale się udało. Okna były umieszczone stosunkowo nisko nad ziemią, w środku pailiło się światło, więc zajrzał bez większego problemu.

Okazało się, że nie był to zwykły budynek. Kacper dobrze wiedział jak wygląda synagoga, był kiedyś ze szkolną wycieczką w jednej z nich i dobrze wiedział, że może ten budynek z zewnątrz wyglądał zywczajnie, ale w środku było to na sto procent synagoga. Po środku coś w rodzaju drewnianej altanki, obok ubrany w liturgiczne szaty pejsaty człowiek trzymający Torę. Dookoła mnóstwo ludzi, to musi być właśnie nabożeństwo. Kacper wyciągnął swój telefon i zaczął filmować to co się dzieje w środku, a przy okazji szukał wzrokiem premiera i redaktora.

Niewiele czasu potrzebował aby dostrzec coś jeszcze bardziej zdumiewającego niż noszący żydowską myckę, uczestniczący w żydowskim nabożeństwie premier chrześcijańskiego kraju. Otóż bowiem ani premier, ani redaktor naczelny bardzo dużego dziennika nie byli jedynymi znanymi zarówno Kacprowi jak i generalnie społeczeństwu osobami w środku tej potajemnej synagogi. Wyglądało to trochę jakby Kacper właśnie oglądał telewizję, a w niej jakiś benefis, na który zaproszeni zostali wszyscy, lub prawie wszyscy liczący się ludzie w tym kraju. Byli właściciele obu największych pryatnych stacji telewizyjnych, siedzący tuż obok siebie i z zadumą wpatrujący się w przemawiającego rabina. Był także facet, którego nazwiska Kacper nie mógł sobie przypomnieć, ale kojarzył, że jest to ważna szycha w telewizji publicznej; zresztą obok siedziała pani redaktor prowadząca główne wydanie serwisu informacyjnego w tej telewizji. No w ogóle mnóstwo ludzi, których się na co dzień widzi w telewizji lub słyszy w radio

O fak 🙂 Przecież w pierwszym rzędzie siedzi były prezydent! Kacper sobie przypomniał jak na Wikipedii kiedyś trafił na jakieś takie byle jakie info, że kiedyś prezydent ten nosił inne nazwisko, brzmiące żydowsko i zrobił teraz zbliżenie na jego twarz. A jakże, także w jarmułce.

* * *

W domu pierwsze co mu przyszło do głowy to wrzucić ten filmik z telefonu na Youtube, co też szybko zrobił. Zwyczajnie ze swojego konta, rozeesłał też linki do filmu swoim znajomym z gadu gadu (Mariusz odpisał, że już dawno mówił, że oni wszyscy to pierdolone nosy) i po godzinie sam się zdziwił jak link do swojego filmu, nie mógł dodać do Wykopu, bo formularz zgłosił mu, że taki link istnieje już w bazie.

Znalazł i faktycznie, prawie dwieście wykopów i pewnie byłoby już na głównej, gdyby nie niemal tyle samo zakopów. Zajrzał, przeważnie powód jako informacja nieprawdziwa. Szybki rzut oka na komentarze i zauważył, że ludzie co chwila pytają czy ma ktoś mirror. Co do chole… kliknął w znaczek play na filmie: „Film który próbujesz odtworzyć został usunięty z serwisu YouTube lub odnośnik jest nieprawidłowy”.

Przeszedł więc na Youtube, szybki login, hasło (dziwne, bo przecież się nie wylogowywał) – podana nazwa użytkownika lub hasło są nieprawidłowe. Jeszcze raz: to samo. Jeszcze raz… Kurde, zablokowali mi konto?

Wrócił na Wykop. Zakopów było już prawie cztery razy więcej niż wykopów. Kliknął w mirror w linkach powiązanych ale ten prowadził tylko do rządowej strony inormującej o zablokowaniu dostępu w myśl rozporządzenia sprzed pół roku o Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych. Co jest?

* * *

Zaczęła mu przychodzić do głowy pewna myśl, ale równocześnie myśl ta kłóciła się z zastanowieniem czy przypadkiem nie wpada w paranoję. Przez głowę przelatywały mu urywki zdań z for internetowych, telewizji, czy zasłyszanych. Że Ameryka trzymana jest przez Żydów, którzy uciekli tam z Europy po drugiej wojnie światowej. Paranoiczna myśl kazała mu skojarzyć ten absurd (ale czy na pewno?) w łańcuch powiązań. Żydowscy emigranci z Polski pracujący w Youtube, w rządzie USA, żydowski były premier i prezydent Polski… Ale ściema. Na pewno nie. Ale z drugiej strony chora myśl nie dawała mu spokoju.

Jak nie Youtube to inny serwis. Dailymotion, LiveLeak, Wrzuta… jest tego mnóstwo. Co prawda myśl o powiązaniu absurdalnego lobby żydowskiego z mediami w Polsce czy USA, zarówno tymi tradycyjnymi jak i nowoczesnymi, internetowymi to według Kacpra nadal absurd i nawet wstyd tak pomyśleć, ale na wszelki wypadek lepiej umieścić filmik gdzieś, gdzie owo lobby nie miało by dostępu. Był przecież jakiś serwis w Turcji gdzie już wiele razy jak coś zniknęło z YouTube to tam się uchowało już niemal na zawsze (niemal, bo dawno już tam nie zaglądał). Kacper nadal nie wierzył w tą całą żydowską niby ustawkę, ale Turcja to przecież kraj muzułmański, więc wrzucając tam przynajmniej rozwije jak nie swoje, to cudze wątpliwości. Adres sobie ledwo przypomniał, ale przypomniał.

* * *

Strona załadowała się bardzo szybko, ale nie było to to, czego oczekiwał: Już kilka razy spotkany, także kilka minut temu rządowy komunikat o prewencyjnej blokadzie w myśl rozporządzenia o Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych. Godło państwowe, mały druczek „uprzejmie zawiadamiamy, że wszelkie próby połączenia się ze zneutralizowanymi adresami stron są logowane i monitorowane”… Z pokoju obok mama zawołała, że do drzwi pukają jacyś mundurowi, za chwilę cały pokój Kacpra zostanie przeszukany, telefon i komputer skonfiskowane, a Kacper spędzi kilkanaście następnych długich godzin na przesłuchaniu w burym budynku, tym samy który stoi naprzeciwko tajemniczego żywopłotu, za którym znajduje się tajemniczy, niepozorny i elegancki biały budynek…

* * *

*** A teraz coś ode mnie *** disklajmer, znaczy się * * *

Po przeczytaniu powyższego pewnie wielu Was zastanaowi się czy ja przypadkiem nie zbzikowałem lub czy też nie byłem zbzikowany już od dawna i po cichu w duchu wierzę, że Żydzi, masoni, cykliści i do tego jeszcze kosmici rządzą Polską 🙂 Odpowiem szczerze: niespecjalnie mnie to interesuje i nawet nie mam zamiaru się zastanawiać, czy jest możliwie aby pokątem premier dogadywał się z mediami co mają i jak pisać i czy faktycznie prezydent mógłby kiedykolwiek nosić nazwisko podobne do Rubinsteina 😉 Tekst powyższy napisałem, bo smuci mnie wprowadzenie w Polsce tylnymi drzwiami Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Póki jeszcze mogę piszę sobie co chcę, także takie filozofije jak ta wyżej. Równie dobrze przypowiastkę mógłbym oprzeć na podejrzeniu przez Kacpra premiera całującego się z ministrem finansów, itp itd.

Szkoda tylko (ale nie tylko, bo nieszczęść związanym z owym rozporządzeniem jest o wiele więcej), że od teraz wszyscy wyznawcy teorii zrodzonych pod mocherowym beretem będą mieli kolejny argument za tym, że ich teorie są jedynymi słusznymi, bo skorumpowane i zmanipulowane przez „wiadomo kogo” państwo broni nam dostępu do stron, na których wyjawiona jest prawda, a ten mój wpis stanie się dla nich zapewne dowodem słuszności swoich podejrzeń (a raczej pewnie stałby się, gdyby nie ów disklejmer, który wy kończycie właśnie czytać, ja właśnie kończe pisać, więc do widzenia 🙂 )

0

Zieloni chyba nie lubią dzieci z Afryki

Pamięta tu jeszcze ktoś jak prawie dwa lata temu załamywałem ręce nad protestami „ekologów” przeciw nowemu pomysłowi na walkę z malarią? Ja pamiętam. Okazuje się, że zieloni nadal nie robią nic, by zaprzeczyć powszechnemu twierdzeniu, że zwierzę jest dla nich ważniejsze niż człowiek. Tak jak się obawiano na światowym szaleństwie pod tytułem „globalne ocieplenie” ucierpiała w dużej mierze Afryka i walka z malarią, która jest tam problemem o kilka rzędów wielkości większym niż nasza nieśmiała (bo jakaś schowana, ja do tej pory jej nie widziałem) świńska grypa.

Zaczęło się może niewinnie, choć według mnie instrumentalnie: w słynnym czwartym raporcie IPCC na temat zmian globalnego klimatu straszono nas, że jednym ze skutków globalnego ocieplenia będzie zawędrowanie malarii i innych chorób tropikalnych także do Europy (co ciekawe jednym z takich skutków miał być też wzrost prostytucji, ale nie pytajcie mnie jak to wydedukowano). Tak to eksperci z IPCC (a raczej „eksperci”, bo jak wiadomo wyciekły ostatnio informacje na temat tego, jak ów raport powstawał) postanowili skupić na swoim klimatycznym problemie także ludzi zaangażowanych w przedsięwzięcia medyczne jak i religijne (zapewne po to by organizacje katolicke spojrzały przychylniejszym wzrokiem na problem globalnego ocieplenia, umieszczono w owym raporcie nieszczęsne prostytutki).

Powyższe być może i by brzmiało jak jak moje przesadne wieszanie psów na zielonych, ale mam prawo być nieco wkurzony 🙁 Informacjom o zwiększonym ryzyku zachorowań na malarię w Europie zaprzeczył ostatnio sam szef IPCC – Rejendra Kumar Pachauri (nomen omen, kolejarz z wykształcenia) – zwlaszcza gdy został przyparty do muru, po tym jak rypła się cała sprawa z naginaniem faktów podczas tworzenia raportu.

I tak oto na kolejnym polu zieloni wyciągnęli dla siebie jeszcze więcej, nie bacząc na konsekwencje. Problem malarii został potraktowany instrumentalnie jako straszak, a cała heca dla zwalczania malarii zamiast pomóc – zaszkodziła. W ostatnio opublikowanym dorocznym liście Billa Gatesa (jako prezesa Fundacji, a nie Microsoftu) zauważył on, że zwiększone nakłady na finansowanie akcji ekologicznych udały się właśnie dzięki zmniejszeniu finansowania inicjatyw zdrowotnych, w tym badań nad szczepionką przeciw malarii. Krótka kołderka okazała się zbyt krótko, co zresztą było do przewidzenia: w większości krajów (jeśli nie we wszystkich, na pewno tak jest w Polsce) finansowanie wszelkich akcji pomocowych i rozwojowych, czy to ekologicznych czy też zdrowotnych odbywa się z tej samej puli pieniędzy w budżecie. Idę o zakład, że w ubiegłym roku drastycznie wzrosła w Polskiej Pomocy ilość wniosków o dofinansowanie akcji związanych z walką z globalnym ociepleniem.

I co dalej? I nic. Ekolodzy nadal będą twierdzić, że robi się coraz cieplej (co zresztą jest chyba prawdą, bo dziś w nocy było -33 stopnie, a teraz jest już tylko -21, a jutro ma być jeszcze „cieplej”), będą robić dobrą minę do złej gry. Badania nad szczepionką przeciw malarii na pewno zostały spowolnione i tyle. Bez pośredni związek między ekologiczną farsą a owym spowolnieniem jest trudny do udowodnienia, zatem ekolodzy będą spać spokojnie. Fakt faktem, że w Afryce nadal statystycznie co 30 sekund umiera jedna osoba na malarię. Szkoda.

* * *

To nie jest mój pierwszy wpis o malarii i jeśli ktoś chce o niej poczytać więcej, zapraszam do lektury artykułu niemalże pod tytułem „wszystko co wiem o malarii”. Lub też na stronę Centrum Informacji Medycyny Podróży, zwłaszcza jeśli ktoś już teraz planuje wyjazd na wakacje do ciepłych krajów. Malaria w Polsce nam nie grozi (choć… ale może o tym innym razem), jednak jeśli ktoś wybiera się do ciepłych (pamiętajcie: coraz bardziej ciepłych) krajów, już teraz powinien myśleć i szczepieniach przeciw chorobom tropikalnym i lekach antymalarycznych (szczepionki przeciw malarii jak wyżej wspomniałem nie ma i jeszcze jakiś czas nie będzie, ale można stosować inną profilaktykę: tabletki, repelenty, moskitiery czy odpowiednie zachowanie minimalizujące ryzyko zachorowania na malarię).

0

Jestem łosiem parkingowym

To jest moja odpowiedź na wielce zabawny artykulik na Joemonsterze jak to można „zemścić się” na tych, którzy „nie umieją” parkować. Zresztą Joemonster nie jest pierwszy, który tak podchodzi do sprawy.

Otóż chciałem publicznie oświadczyć, że zdarzyło się wiele razy, że inni widzieli mój samochód zaparkowany podobnie do tego:

źródło: internet

źródło: internet

Wychodzi więc zatem, że jestem łosiem parkingowym. Ba, nawet raz mi jakiś odważny i zabawny sąsiad włożył za wycieraczkę kartkę z napisem mniej więcej (bo już nie pamiętam): „Naucz się parkować debilu”. Szkoda, że tacy bohaterowie nie  potrafią się podpisać, bo bym poszedł pewnie porozmawiać.

Zatem publicznie opiszę jak zostaje się łosiem parkingowym. Ja sobie odreaguje, a może przynajmniej część z osób, które to przeczyta uniknie zrobienia z siebie debila wkładając za czyjąś wycieraczkę podobną kartkę do tej, jaką ja znalazłem.

Otóż łosiem zostaje się tak:

  1. Wracasz samochodem z pracy. Tak się składa, że zawsze jak jeździłem do pracy to wyjeżdżałem najpóźniej z wszystkich moich sąsiadów i najczęściej najpóźniej wracałem, więc zastaję cały parking zastawiony samochodami. Jest tylko jedno wolne miejsce. Niestety wszystkie samochody są tak ustawione, że owo wolne miejsce wypada dokładnie nad linią rozdzielającą miejsca parkingowe. Najwidoczniej albo ktoś już wcześniej zaparkował nieprawidłowo i wszyscy inni do niego doparkowali nieprawidłowo, albo (co wydaje mi się bardziej prawdopodobne) dostało ci się miejsce na linii, bo każdy kolejny samochód doparkowywał z delikatnym przesunięciem względem prawidłowego parkowania. Jak masz w rząd ustawionych 10 samochodów na parkingu i każdy nie chcąc obić drzwiami samochodu obok zostawił o 10 centymetrów więcej miejsca niż powinien, tobie się trafia miejsce parkingowe przesunięte o metr. Siłą rzeczy parkujesz na linii.
  2. Oczywiście zabawny sąsiad  znalazł by w mojej sytuacji sposób aby nie  zaparkować na tym jedynym miejscu. Schował by swój samochód do teczki i zabrał do domu, sprzedał, rozpłakałby się, zaparkowałby na trawniku… cokolwiek. Ja jednak jestem z definicji łosiem parkingowym, więc nie zabieram samochodu do domu, ale – już trudno –  parkuję na tym jedynym wolnym miejscu wiedząc, że parkuję nad linią.
  3. Następnego dnia rano mój samochód na parkingu jest już sam (jak wspomniałem najpóźniej z sąsiadów wychodziłem do pracy), wygląda jakbym faktycznie specjalnie zaparkował nad linią jak ostatni kretyn, za wycieraczką mam karteczkę, że jestem debilem wsadzoną przez kogoś, kto nie ma odwagi podpisać się pod takim stwierdzeniem. Szkoda, bo bym mu w powyższych trzech punktach wyjaśnił kto tak naprawdę tutaj nie pomyślał.
0

Na imię mi Earl

Podróże kształcą. Nawet jeśli nie wydarza się nic specjalnego, nawet nie wydarza się nic przeciętnego, tak jak w czasie ostatniej wyprawy, to zawsze człowiek gdzieś coś podpatrzy.

Od Wojtka znajomych z Warszawy podpatrzyłem, że fajnie jest czasem zapalić jakieś świeczki w domu. Nakupiłem właśnie sporo podgrzewaczy, wyciągnąłem stare świeczniki i voil?. W sumie po co palić światło elektryczne, jak takie też nieźle doświetla pokój wieczorem.

Inna rzecz jaką u nich podpatrzyłem to prosta potrawka, ale smaczna i można się nieźle najeść. Kupujemy ser fetowy (ja kupiłem fetvitę z mlekovity, ale uprzedzam, że jest strasznie słony. wszystkie fety takie są?), kupujemy pomidor. Kroimy pomidor w plasterki i pomiędzy nie nakładamy sera. Całość posypujemy bazylią i podjadamy sobie na kolację. Bardzo dobre.

U Łukasza w Żywcu podpatrzyłem (właściwie to Łukasz sam pokazał) nowy fajny serial. My Name Is Earl czyli Na Imię Mi Earl. Leci co niedzielę na dwójce o bajecznej porze (pierwsza w nocy), ale czekać nie wiem czy warto. Jak ktoś nie śpi to ok. Jednak puszczają tylko jeden odcinek, a każdy nie jest dłuższy niż mniej więcej 20 minut. Serial na necie dość ciężko znaleźć, jeszcze trudniej napisy, ale jak ktoś chce to potrafi 😉 Polecam.

O co chodzi w serialu? Mnie przede wszystkim przekonała obsada, którą częściowo już znam z serialu Drew Carrey Show (strasznie żałuję, że nie ma go już w żadnej stacji), ale i pomysł na komediowy serial jest super. Earl to taki byle jaki gostek. Czasem coś ukradnie, czasem napadnie na jakiś sklep. To znaczy Earl był taki do momentu kiedy spotkał karmę. Zrozumiał, że jego życie jest do dupy, bo jest ono karą za wszystkie jego złe uczynki. Od tej pory (i tu mniej więcej zaczyna się serial) Earl postanawia naprawić wszystko, co do tej pory w życiu zepsuł. Robi listę, a każdy odcinek serialu opowiada o tym, jak Earl wykreśla z niej kolejny punkt naprawiając szkodę jaką uczynił wcześniej.

Szkody jakie naprawia są raczej banalne w ogóle, ale w szczególe dość sprytnie wymyślone. Nie będę opisywał, obejrzyjcie.

Fajne jest też w sumie nietypowe zakończenie, bo w przeciwieństwie do innych sitcomów tutaj każdy odcinek kończy się szczęśliwie. Karma triumfuje i wszystko jest ok.

Ja już obejrzałem pierwszy sezon (co nie trwa długo, zważywszy, że ma on odcinków 24, a jak wspomniałem każdy z nich nie trwa więcej niż 20 minut)

0

Nie tylko Polańskiemu można więcej

Dziś u Szymona Majewskiego była kupa śmiechu z tego, że goszczący u niego Piotr Fronczewski kiedyś wpadł w ręce milicji gdyż wsiadł po pijaku za kierownicę. Puenta była jednak o wiele bardziej śmieszna (sądząc po spazmach Majewskiego), bo Fronczewski, choć zabrali mu z tej okazji prawo jazdy nie zrobił sobie z tego nic i – jak sam przyznał – nadal jeździł samochodem, tyle, że bez papierów.

Fakt, że opowieść o jeździe po pijaku była tylko wstępem i zakończeniem opowieści o tym jak to Fronczewski nie dał się złamać bezpiece. Jednak śmiech Majewskiego, siedzącej obok Muchy i tłumu widzów wygląda bardzo niesmacznie, zwłaszcza, że w dwie godziny wcześniej Fakty biły brawo, że facet który po pijaku rozwalił dwoje dzieci pójdzie siedzieć i biły na alarm, że sąd nie zdecydował się w innej sprawie na areszt faceta złapanego na jeździe na podwójnym gazie.

Nie mam nic przeciwko piętnowaniu pijaków na drodze (wręcz przeciwnie). Ale żarty Majewskiemu dziś nie wyszły jak rzadko. Choć zawsze Fronczewskiego można przecież usprawiedliwić jak innego znanego nam Polaka z kina: że ma wiele zasług dla kinematografii, że to było 30 lat temu i że to przez otoczenie (bo przecież sam chyba nie pił). Oko więc należy przymknąć, a piętnować tylko pospół.

0

Gdy kasa jest ważniejsza od czytelnika

Będzie o Kopalni Wiedzy.

To całkiem dobry serwis z całkiem dobrymi informacjami naukowymi. Co prawda nie idealnymi – raz na jakiś czas zdarzają się tam błędy wynikające chyba z nieodpowiedniego tłumaczenia – ale każdemu może się przecież zdarzyć.

Jakiś czas temu miło zaskoczyła mnie prośba na Kopalni Wiedzy o wyłączenie Adblocka. Była specjalna strona, na której autorzy serwisu pisali uczciwie o co chodzi. Że serwis jest projektem niekomercyjnym i jeśli jakkolwiek się utrzymuje to właśnie dzięki reklamom. Napisano, że fajnie by było gdybym rozważył wyłączenie Adblocka na ich stronie, opisano jak to zrobić (klikamy w strzałkę w dół koło przycisku Adblock i wybieramy na liście „wyłącz blokowanie na [tu adres strony na której właśnie jesteśmy]”). W zamian obiecano,  że reklamy nie będą inwazyjne.

Taki deal mi się podoba. Sam z siebie wyłączam adblock na stronach, które lubię i zwracam uwagę na znajdujące się na nich reklamy. Zwłaszcza na Google Adsense, bo te faktycznie pokazują często linki do treści podobnych, jakie właśnie czytam. Zdecydowałem się zatem na odblokowanie Kopalni Wiedzy.

I co? I czuję się lekko jakby mnie zrobiono w bambuko. Zastanawiam się czy i admini strony czują, że w bambuko robią swoich czytelników. Na Kopalni Wiedzy nie ma już tamtej strony z prośbą o wyłączenie adblocka. Mamy za to latające po całej stronie top-layery, flashowe banery grające muzyczki i inne formy denerwującego spamu.

Ale kaska leci. Szkoda tylko, że serwis stracił twarz.

0