Jak znaleźć noclegi na Ukrainie, Litwie, w Gruzji…

A właściwie bardziej generalnie: jak znaleźć noclegi na wschód od Polski?

Pytacie o to czasem w komentarzach, widzę też takie pytania często na forach podróżniczych. Ktoś prosi o podanie adresu strony, na której można zarezerwować nocleg w Kijowie czy Lwowie. To jest kompletnie złe podejście.

Przyznaję, że gdy pierwszy raz wybierałem się do wschodnich, postradzieckich krajów, też miałem jakieś obawy. Teraz jednak jechałbym w ciemno bez żadnego wcześniejszego szukania.

Tam jest zupełnie inna mentalność i zupełnie inne podejście do turystów. Jeszcze chyba długo internet nie  będzie pierwszym miejscem przez które  kontaktują się podróżni z właścicielami kwater. Pierwszym miejscem jest zawsze… dworzec. I nie ma znaczenia czy jest to stolica Ukrainy czy pomniejsze miasto na Kaukazie.

Każde miasto na wschodzie (z tych które odwiedziłem), które ma dworzec – kolejowy czy autobusowy – ma na nim też babuszki które czekają na ciebie i jak tylko zobaczą (a rozpoznają cię od razu po dużym plecaku czy walizce) w mniejszej czy większej liczbie okrążą cię i zaczną namawiać na kwatiry.

Jest to dość podobne do tego co znamy w Polsce z Zakopanego. Z małą różnicą na korzyść wschodu: w górach gdy podejdzie do ciebie jeden góral, reszta już raczej trzyma się z boku. Na Ukrainie czy Litwie działa w tym momencie konkurencja: kilka babuszek będzie się przekrzykiwać, każda albo oferując lepszą cenę, albo zachwalając, że od niej jest bliżej do centrum lub lepsze są warunki. Wtedy spokojnie stoimy i słuchamy i wybieramy.

Jeśli wybór okaże się kiepski (zdażyło się nam w ten sposób trafić na ogródki działkowe gdzie mieliśmy spać z jakimiś menelami w altance) grzecznie dziękujemy i wracamy na dworzec. I cała zabawa zaczyna się od nowa. Mam jednak nadzieję, że akapit ten was nie wystraszy 🙂 Taki przypadek miałem jeden raz w życiu i wcale nie wspominam go jakoś kiepsko – cała sytuacja działa się ciepły, letni dzień, mieliśmy sporo czasu i była kupa śmiechu.

Co jeśli jednak nie ma dworca lub nie ma nikogo na dworcu?

W takim wypadku odnajdujemy najbliższy bazar i mówimy do którejś przekupki (uwaga, to na pewno jest z błędami, nauczyłem się tego na wschodzie i wiem tylko jak mniej więcej powiedzieć): Izwienicje, wskażycie mienia kuda eto budzie: ja haczu adnu kamnatu (ew. kwatiru) z adnu krawatu. To według mojej najlepszej wiedzy oznacza mniej więcej: Przepraszam, powiedzcie mi gdzie to będzie: szukam jeden pokój z jednym łóżkiem. Od tej chwili możecie liczyć na burzę mózgów przekupek i na pewno dostaniecie kilka pomysłów lub od razu propozycji.

Inna, droższa opcja: zapytać taksówkarza. Niestety w tym wariancie usłyszycie by wsiadać i was zawiezie, a to oczywiście będzie dodatkowo kosztować.

A oto moje referencje na bazie których zdobyłem powyższe doświadczenia:

Miejsca gdzie właśnie pytając na dworcach znalazłem nocleg:

  • Sewastopol na Krymie (spora konkurencja wśród oferentów więc można wybierać)
  • Ałuszta na Krymie (jak wyżej)
  • Sighaghi w Gruzji (to nawet nie był dworzec a po prostu miejsce gdzie zatrzymują się marszrutki, także spora konkurencja)
  • Kazbegi w Gruzji (też duży wybór, ale miasto jest dość drogie więc  i noclegi były drogawe)
  • Kijów na Ukrainie, lotnisko Żuliany

Miejsca gdzie widziałem, że na dworcu można znaleźć nocleg ale nie korzystałem:

  • Wilno na Litwie
  • Lwów na Ukrainie
  • Grodno na Białorusi
  • Mckcheta w Gruzji
  • Simferopol na Krymie

Miejsca gdzie inaczej znalazłem nocleg:

  • Ureki nad morzem w Gruzji (strasznie mała mieścina bez dworców, więc zapytałem taksówkarza)
  • Duisi w Gruzji (wioseczka w górach, w której mieszka pewnie maksymalnie tysiąc osób, nocleg znaleźliśmy pytając ludzi na ulicy)
  • Gori w Gruzji (trafiłem do tego miasta w dziwny sposób z pominięciem dworca więc pytałem ludzi i zaprowadzili mnie pod same drzwi chyba najtańszego nocclegu jaki miałem w Gruzji u bardzo miłego małżeństwa)

Miejsca gdzie byłem a nie udało mi się znaleźć noclegu pytając na miejscu:

  • brak, ale nie wykluczam, że gdzieś taka anomalia może występować. W końcu byłe ZSRR to całkiem spora ilość miast i miasteczek

Jeśli ktoś z was ma jakieś doświadczenia w tej materii, piszcie śmiało w komentarzach. Nie chciałbym aby całość wyglądała jak jeden głos jednej osoby i co ona tam wie.

Jeśli ktoś nadal ma obawy, odwróćcie sytuację. My w Polsce mamy dość podobną mentalność jak ludzie na wschodzie. Wyobraźcie sobie, że jesteście przypadkiem na dworcu w waszym rodzinnym mieście i zaczepia was ktoś z pytaniem gdzie tu może przenocować. Co robicie?

00

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.