Kiedy kupujesz książkę wartą ponad 100 złotych, spodziewasz się, że będzie to na pewno dobra pozycja. Jest jeden wielki wyjątek: wydawnictwo Helion.

Tam płaci się tylko za ilość zużytego papieru. Gruba książka oznacza, że ma dużo kartek i nic więcej. Jakoś tak już jest, że jeżeli jakaś pozycja z Helionu ma więcej stron niż 500, na pewno będzie pełna błędów.

Kupiłem jakiś czas temu podręcznik do Pythona – „Python. Wprowadzenie”. I ma on jedną zasadę: na trzy strony musi być co najmniej jeden błąd merytoryczny.

A to naprawdę wkurwia gdy uczysz się nowego języka programowania i podane przykłady kodu są spaprane. Przykład sprzed chwili:

Piękne, prawda? Dla nie znających języka Python: tłumacz lub składacz książki (ktoś na pewno) zjadł przed piątkami znak minusa, nawet widać wyraźnie miejsce gdzie ten minus powinien być a go nie ma – jest większy odstęp.

Błędy są fatalne, oczywiste i nawet jak się uczę tego języka widzę je, więc wystarczyłoby aby ktoś przed wysłaniem do księgarń tę książkę przeczytał. Na to jak widać zabrakło czasu.

Mój ulubiony błąd to fragment książki w którym wytłumaczone jest, że Python opiera się na wcinaniu kodu podczas tworzenia bloków. Tekst tłumaczy jakie to ważne by kod odpowiednio wcinać, a zaraz potem jest przykład kodu z prawidłowymi wcięciami, gdzie od pewnej linijki bloku if wcięcie znika, wszystko jest wyrównane do lewej, następnie pojawia się blok else i wcięcie już jest ok.

Zastanawiam się czy – tak jak buty lub laptopa – mogę książkę zwrócić i żądać naprawienia błędów?