Też nie chciałbyś być nauczycielem

Jako były nauczyciel podpisuję się rękoma i nogami pod tym, co dziś napisał Wojciech Orliński. Choć pracowałem tylko na pół etatu, właśnie przez powody wymienione przez WO za nic nie przekonywała mnie wizja długich wakacji, trzynastek i skróconego czasu pracy.

Któregoś dnia wracając samochodem ze szkoły, stojąc na jakichś światłach zdałem sobie sprawę, że w ramach jednego zawodu jestem równocześnie nauczycielem, wychowawcą, autorytetem, policjantem, kontrolerem i pozbawiam się szans na relaks także po godzinach pracy (trudno jest się bezstresowo upić w barze wiedząc, że mówić o tym będzie potem cała szkoła). To chyba wtedy zdałem sobie sprawę, że to nie dla  mnie.

A co jeśli karta nauczyciela faktycznie zostanie zlikwidowana. Teraz mi to już rybka. Zapewne to wszystko pierdolnie i będziemy mieli do czynienia z odpływem nauczycieli ze szkół, z jakim mieliśmy w przypadku lekarzy (już teraz szkoły mają problemy z zatrudnianiem językowców i za zgodą kuratoriów zatrudniają na ich miejsce studentów filologii). Rybka mi to, ale rybka temu, że nie mam dzieci. Gdybym był rodzicem raczej nie chciałbym aby mój potomek był uczony przez studenta bez ambicji większej niż „dotrwać do końca studiów i znaleźć sobie normalną pracę bez tego całego balastu i tych tępych debili”, uczony w klasach po 50 osób.

W karcie nauczyciela (lub gdzieś obok niej) zapisane są wynagrodzenia nauczycieli. Ile zarabia nauczyciel stażysta, ile kontraktowy, ile kolejne stopnie. Nauczyciel aby zarabiać 4 tysiące miesięcznie (brutto) musi przepracować chyba z 15 lat, zdać kolejne awanse, robić kupę durnej papierologii, łazić po szkoleniach (na zaproszeniach na szkolenia organizatorzy piszą wołami informację, że nauczyciel dostanie zaświadczenie, które będzie mógł włożyć do teczki awansowej) i mnóstwo innych, dziwnych rzeczy. Tak, po 15 latach w hałasie i ciągłym niedocenianiu zacznie zarabiać jakieś pieniądze. To też mnie strasznie przygnębiło, że będąc nauczycielem mam z góry zaplanowane całe życie i nic specjalnego mnie nie zaskoczy (jak widać może jednak zaskoczyć in minus rozwalenie „przywilejów”), a plan ten nie zapowiada się ciekawie.

Drogi nauczycielu (jeśli czyta to jakiś nauczyciel), nie będę pisał ile zarabiam po zrezygnowaniu z pracy w szkole. I tak masz już wiele powodów do depresji.

14 thoughts on “Też nie chciałbyś być nauczycielem

  1. Tylko prywatne szkolnictwo zapewni dobre wykształcenie. Oczywiście tylko dla „chcących” rodziców. Większość społeczeństwa uważa, że jest „zdana” na te szkoły i tych nauczycieli, których ich dzieci dostają. Nie zwracają uwagi na to, że płacą za to (pośrednio). Gdyby wyciągali pieniądze z kieszeni – mogliby: 1) żądać, 2) mieć świadomość wpływu na kształcenie dzieci.

    Niestety, lewicowe rządy na to nie pozwolą 🙂

  2. Nie wiem co jest dokładnie w Karcie Nauczyciela, ale moim zdaniem system jaki mamy jest idiotyczny.

    1. Nauczyciele zarabiają tyle samo. Nie ma tak, że dobry więcej – zły mniej. Jest urawniłówka. I jest to bez sensu.
    2. Nauczyciela – tego złego – nie można zwolnić. Może sobie Orliński być marksistą, ale sorry, jak pracownik jest zły to się go zwalnia. Ja wiem, że Orliński nikogo nie zatrudnia to łatwiej Mu pisać o zarządzaniu firmą i pracownikami, ale…
    3. Nauczyciele mają 18h „przy tablicy” i… no właśnie? Ile „poza tablicą”? Jak to zweryfikować? Bo jak ktoś mi chce powiedzieć, że WSZYSCY nauczycie tyrają milion godzin tygodniowo sprawdzając klasówki to nie uwierzę (wuefiści?). Więc – moim zdaniem – nie chodzi o to, żeby dać więcej pracy. Chodzi o to, żeby móc ich pracę weryfikować.
    4. Dlaczego w naszym systemie nauczyciel jest rozliczany z tego co wyłoży na lekcji a nie z tego co nauczy?

    I takich pytań można więcej. Nasz system edukacyjny jest idiotyczny i nauczyciele utrzymując to co jest i krzycząc tylko „dajcie nam więcej kasy” IMO się ośmieszają. Bo ja jestem za tym, żeby dobry nauczyciel zarabiał dobrze, ale jego praca musi mieć sens, musi być weryfikowalna etc. W tym zakresie nauczyciel to zawód jak każdy inny i nie rozumiem dlaczego mają mieć lepiej.

  3. Marcin, prywatne szkolnictwo w kraju z nastoprocentowym bezrobociem? Chcialbym (naprawde chcialbym) ale nie jest to mozliwe.

    Mam nadzieje, ze po zmianach w postaci zniesienia karty tak wlasnie sie stanie: nauczyciele i uczniowie przejda do sektora prywatnego. Ale zawsze zostanie getto z tymi, ktorych na prywate nie stac i z nauczycielami stazystami ktorych nikt w prywatnych szkolach nie bedzie chcial.

  4. Tylko dlaczego dalej będziemy płacili na szkolnictwo – nieudolnych ministrów, kuratoria itd itp…

    Kto powiedział, że wszyscy muszą być wykształceni? 😉 Wiedza w XXI jest powszechnie dostępna, wystarczy chcieć. A jeśli ktoś nie chce, to po co go ciągać po szkołach…

    Jestem przekonany, że trudniej było znaleźć dobrego „nauczyciela cieślę” niż „fizyka”. A przecież stolarz nie jest gorszym człowiekiem niż fizyk jądrowy. Nie wiem też dlaczego stosunek tych drugich do tych pierwszych został zachwiany? 🙂

  5. Marcin i Pawel: to temat na dluzsza dyskusje. Co do faktu, ze nawet po przejsciu na prywate nadal bedzie kupa kasy tracona na szkolnictwo publiczne: racja. Co do tego, ze nie kazdy musi byc wyksztalcony: nie zgadzam sie. Bylem w krajach w ktorych szkolnictwo nie jest obowiazkowe i jesli ktos chce sie uczyc, musi placic i wierz mi – nie chcialbys zyc w takim systemie 🙂

    ale ze zachwiane sa proporcje tego co uczyc trzeba, to tez racja. ale jak pisalem to temat na dluzsza, inna dyskusje. tu chcialem tylko napisac ze WO ma racje, ze krytyka ‚przywilejow’ jest nieuprawniona, bo dupne są te przywileje i az sie dziwie ze są ludzie ktorym one wystarcza by pelnic tak denną funkcje jak nauczyciel.

  6. Nie chciałem się z Tobą przekrzykiwać czy siać „prawicowej propagandy”. Uważam tylko, że… rodzicom bardzo wygodnie jest zrzucić wszystko na szkołę i narzekać. Zrzuciłbym to na nich – niech sobie myślą, co z tym zrobić.

    Wbrew pozorom, moi rodzice wydali mnóstwo pieniędzy na moje wykształcenie – poza tymi, które wpłacili podatkami. Druga sprawa to to, że sam – poświęciłem jeszcze więcej nakładów na swoją edukację. W czasach, kiedy chłopaki chodzili na piwo, ja chodziłem do biblioteki 🙂

  7. quest, o szwajcarii to nie do konca prawda. tam każdy kanton ma jakby swojego wlasnego ministra edukacji (dykrektora edukacji publicznej) dodatkowo na caly kraj jest minister szkolnictwa wyzszego

  8. Konrad, ale chyba mówimy o państwowym, jednolitym systemie zarządzanym odgórnie? Często ze strony ‚zwolenników kapitalizmu’ słyszałem, że edukację należy sprywatyzować, aby szkoły biły się o uczniów. I tak się zastanawiam czy na podobnej zasadzie nie działa Szwajcaria? No chyba, że tutaj 26 kantonowych ministrów edukacji synchronizuje swój program nauczania i wychodzi program unitarny (mimo wszystko?). Czy może jednak edukacja w każdym kantonie wygląda inaczej, i rodzice mogą wybierać program nauczania dla dziecka?

  9. szwajcaria to kraj zwiazkowy i na kazdy kanton przypada jeden program, byc moze taki sam jak w kantonie obok. jesli rodzic chcialby wybrac uczniowi program, musialby sie przeprowadzic lub wozic go kilkdziesiat kilometrow do podstawowki. rownie dobrze moglby wozic go do austrii czy niemiec.

    to nie jest konkurencja wolnorynkowa.

  10. Nie znoszę Korwinistów, ich utopia nigdy i nigdzie nie ma prawa się spełnić. Gdyby sprywatyzować szkoły, to na dobre wykształcenie stać by było góra 10% ludzi w Polsce, reszta byłaby jeszcze większymi debilami niż po obecnych powszechnych szkołach. Te 90% to byłoby jakieś totalne bydło, nie potrafiące zrozumieć nawet rozkładu jazdy autobusu na przystanku. No ale oni tego właśnie chcą, być władzcami, a reszta bydła ma im służyć. To ja dziękuje za taki świat. Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku.

  11. Tak sobie czytam wasze komentarze, i myślę, że chodząic do najlepszego liceum w mieście moi nauczyciele nie mają takich problemów. Jak ktoś się chce uczyć to z nim nie ma problemów ;]

  12. Prawda leży tam gdzie leży, a nie pośrodku.

    System edukacji mamy marny, bo tępych nauczycieli zwolnić nie można, a dobrych wynagrodzić też się nie da.
    Jak wiadomo cham uczony jest gorszy od chama nieuczonego, bo ma żądania. Nie każdy musi i powinien być magistrem czy mieć maturę.

    Obowiązek szkolny wymusza, że trzeba tępaków, chamów, bandytów w szkole trzymać. Po co? Podstawówkę zaliczyli, jeśli nie chcą się uczyć to po ich zmuszać? Lepiej nich już kopia rowy niż kolegów.

    Dzisiaj inżynier to ma taką wiedzę, jak kiedyś technik. Taki mamy postęp. Wstyd!
    Żeby zaprojektować most trzeba co najmniej takiej samej wiedzy jak kilkadziesiąt lat temu. Kto ma te mosty, dźwigi projektować? Może COVEC? Nasi wykształceni prawnicy, pozwolili by COVEC trzymał gwarancje w chińskim banku. Widać kończyli szkoły publiczne, wystarczyło zakuć, a od myślenia są inni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *