Wygląda na to – ale nie chcę zapeszyć – że moje życie powoli zacznie dryfować w kierunku pisania.

Wczoraj, niejako w wyniku docenienia moich wpisów blogowych z pobytu w Rwandzie, zaproszenie do udziału w warsztatach dziennikarskich. Dziesięć dni pracy w terenie, rozmów z ludźmi i na koniec wydanie w postaci książkowej. Jesienią być może repeat na wiekszą skalę (praca w terenie za granicą).

Dziś odebrałem mail wydawnictwa AxelSpringer (przypominam, że niedługo ukaże się książka o WordPressie, a w niej moje rozdziały) z informacją, że to co napisałem zostało zatwierdzone, a tam fragment:

A tekstów gratuluję, bo to się rzadko zdarza, żeby naczelny tak bez mrugnięcia wszystko podpisał! 😉 Mam nadzieję, że to nie ostatni Pański epizod z nami!”

Przepraszam, że ujawniam fragment korespondencji, ale poczułem się dumny jak paw 🙂 I fajnie, bo pisząc tę książkę zauważyłem jakie to łatwe, przyjemne i nawe dobrze płatne. I co najważniejsze, to także mogę robić z każdego miejsca świata 😉

WordPressa jednak nie porzucam. Zbyt dobrze go poznałem, zbyt dobrze mi się w nim pracuje i zbyt dużo osób zgłasza się do mnie z prośbą o pomoc, by zażynał tę kurę 😉 Tym bardziej, że pisanie to jeszcze nic pewnego (pamiętacie jak dokładnie rok temu zapowiadałem, że przerzucam się na drupala i nic z tego nie wyszło)? Najważniejsze w planowaniu jest nic sobie nie zakładać. Jestem optymistą i wiem, że będzie dobrze 🙂