Mam Was! Złapaliście się na kolejny chwytliwy tytuł w stylu „liczebnik – słowo ‚najlepszych’ – dopełnienie” („40 najlepszych tapet na pulpit”, „30 najlepszych skórek do telefonu” i tak dalej). Skoro już się złapaliście, to czytajcie dalej, ale z góry uprzedzam, że nie ma żadnej dobrej gry na Linuksa. A już na pewno nie ma ich siedemdziesiąt.

Ten wpis będzie o jednej grze i na dodatek, nie na Linuksa, nie na Windowsa, ani inną konkretną platformę. Bo gra Warlight, o której tutaj mowa, jest grą przeglądarkową.

Czym jest Warlight? To taka gra, że jak raz usiądziesz, to się nagle orientujesz, że grasz w nią już dwunastą godzinę, nie przejmujesz się tym i grasz dalej, a gdy w końcu ją wyłączasz, padasz do łóżka i odchorowujesz to przez kilka dni. Prawdę mówiąc nie jestem pewien, czy to właśnie akurat przez grę wylądowałem w sierpniu tego roku gorączkowałem i nie potrafiłem się zebrać od wtorku do piątku, ale tak to sobie wmawiam i postanowiłem nigdy więcej do niej nie wrócić.

Niestety – właśnie wróciłem.

Być może część z Was widziała już tę grę w innych wersjach. Zasady są dość proste. Warlight to szybka, strategoczna gra turowa. Twoim zadaniem jest opanowanie całego świata. Początkowo zajmujesz na planszy kilka krajów, ostatecznie musisz zająć całą planszę pokonując tym samym wszystkich przeciwników.

Każda runda składa się z dwóch tur. W pierwszej turze na zajmowanych przez siebie już polach rozmieszczasz dodatkowe jednostki (im więcej planszy już opanowałeś, tym więcej dostajesz nowych jednostek na turę). W drugiej turze przemieszczamy jednostki pomiędzy polami: albo pomiędzy swoimi już posiadanymi terenami, albo próbujemy zaatakować miejsca należące do przeciwnika. Jeśli nam się to drugie uda, zwiększamy swoje terytorium. I tak aż będziemy władać całym światem.

Brzmi prosto, banalnie, jednak szybko się przekonacie, że zwycięstwo wymaga nieco strategicznego myślenia i przewidywania posunięć przeciwnika (nigdy nie wiemy czy pole, które będziemy atakować chwilę przed atakiem nie zostanie wzmocnione przez jednostki przeciwnika). Jeśli jednak w którejść chwili stwierdzimy, że osiągnęliśmy już mistrzostwo w tej grze, zawsze można zacząć od nowa ze zmodyfikowanymi zasadami. Gry są bowiem – szczególnie w trybie treningu – kompletnie modyfikowalne. Możemy ustalić nie tylko ilość przeciwników, ale także grupować ich w drużyny, zmieniać widoczność pól przeciwnika (tak zwana „mgła”) na kilka sposobów czy modyfikować przebieg samych tur (na przykład zmieniając ilość tur ataku w rundzie). Dododatkowo szybko zauważycie, że wcale nie trzeba grać na domyślnych planszach przedstawiających cały świat, Europę lub USA. W grze dostępnych jest obecnie około pięćdziesięciu plansz (w tym plansze przedstawiające Polskę, Warszawę czy Gdańsk), a jeśli ktoś się naprawdę wciągnie może dodać kolejne w formacie SVG. Sam nawet zacząłem tworzyć mapkę Białegostoku 🙂

Warlight z planszą przedstawiającą Warszawę w trakcie jednej z pierwszych tur gry

Warlight z planszą przedstawiającą Warszawę w trakcie jednej z pierwszych tur gry

Wady? Poza pewnymi wadami interfejsu, nie wpływającymi jednak na grywalność, jest jedna (poza powodowaniem zawrotów głowy, gorączki, potów i uzależnienia 😉 ). Mianowicie kompletnie nieudany tryb multiplayer. Zaplanowano go z myślą o graczach, którzy nad jedną partią chcą spędzić kilka dni. Każda runda trwa dobę, dopiero po tym czasie możemy przystąpić znów do gry. Jak dotąd nie udało mi się z nikim w ten sposób zagrać, bo każdy kto odkrywa, że nie jest to gra „na żywo”, a raczej korespondencyjnie, rezygnuje z wyzwania. I przyznam, że nie dziwię się takiemu zachowaniu.

Czy już wspomniałem o kosztach? Słusznie, wisienkę z tortu warto zostawić na sam koniec. Gra jest bowiem kompletnie darmowa. Nawet rejestracja nie jest konieczna (ale warto to zrobić jeśli ktoś chce zachować swoje wyniki by móc przejść do kolejnych etapów). Co więcej w grze nie ma także płatnych ułatwiaczy, jakie często spotykamy w grach przeglądarkowych.

Podsumowując z pewną delikatną obawą o Wasze zdrowie, wszystkim z Was grę szczerze polecam. 🙂 Napiszcie co o niej sądzicie i czy udało Wam się choć raz wygrać w trybie Insane (pojawia się gdy gramy zalogowani w module Challenge Levels po pokonaniu trybów ‚Europe’ i ‚Crazy’). U mnie to już ostatnia rzecz, której nie potrafię przejść.