Nie bede sie rozpisywal, bo nie przyjechalem tu by siedziec przed komputerem 😉 Melduje sie tylko, ze jestem juz na miejscu (od 4 dni, ale dopiero znalazlem internet) i jest bombastycznie! Wyczerpujaco, ale na to wlasnie liczylem.

Plany o ktorych pisalem w poprzednim wpisie od razu zmienilem. Tbilisi nie wydalo mi sie warte spedzenia kilku dni i po jednym dniu zwiedzania ruszylem w trase. Za mna juz Mkstheta, Gori, w ktorym chcialem byc chwile a okazalo sie tak fajne, ze zostalem dwie noce i teraz dotarlem do Kutaisi (nie ja wymyslilem te nazwe). No i zaliczylem juz nocne picie z gruzinami, co prawda wodki a nie wina, ale dobrze mi to zrobilo. Tu malo kto mowi po angielsku a przy wodce moj rosyjski jezyk sie mi rozwiazal 😉

OK, to lece zobaczyc co ciekawego ma te Kutaisi. Wyczerpujace wpisy beda jak wroce. Fotki gratis.