Coraz częściej się z tym spotykam. Afryka potrzebuje kolejnej kolonizacji. Tylko jak biały złapie za mordę murzyna, murzyn będzie szczęśliwy. Walnął taką głupotę jakiś czas temu jeśli się nie mylę Cejrowski, a stado pelikanów łyknęło to bez refleksji.

Afryka cierpi i sama jest sobie winna. Bambo mieszkają w lepiankach, tak jak mieszkali tysiąc lat temu i trzeba natychmiast ten stan rzeczy zmienić. Trzeba znów przejąć władzę na tym kontynencie i pokazać im co to jest prawdziwe zachodnioświatowe szczęśćie.

Tylko wyjaśnijcie mi jedną rzecz: dlaczego ja, dlaczego inni, którzy z Europy wynieśli się do Afryki na kilka miesięcy, złapali doła dopiero jak wrócili do ojczyzny? Dlaczego zamiast już na płycie lotniska się rozpłakać jaką to wielką tragedią jest dwa dolary na dzień, płakać się chce dopiero jak się wróci do Europy, a w telewizji Jacykow nam powie, że żaden normalny człowiek nie może być normalny jeśli nie włoży na siebie sweterka w serek? Dlaczego zamiast – sam już nie wiem – powiedzmy rozpaczać że te wszystkie dzieci tam bose, ja rozpaczam, że te wszystkie dzieci tutaj z komórką, laptopem i rowerem na komunię?

Człowiek ma jakąś taką paskudną zdolność do konkwisty i zawsze mu się wydaje, że te całe mordowanie, zabieranie ziemi, narzucanie swojego swiatopoglądu jest dla najechanego dobre. W średniowieczu z krzyżem zasuwaliśmy do krajów arabskich, w XVI wieku krzyżem i prochem witaliśmy Indian. Jestem pewien, że pierwszym co zrobimy po odkryciu obcych form życia w kosmosie będzie próba przekonania ich do oddychania tlenem, picia wódki i chodzenia do kościoła. Te rzeczy są przecież takie zajebiste, więc zajebiste muszą być także i dla innych. Niepojęte, że te arabusy się nawet napić nie mogą.

Logika rekolonizacji sprowadza się do zdania: „skoro murzyni tysiąc lat mieszkali w lepiankach i po epoce kolonializmu nadal mieszkają w tych samych lepiankach, to znaczy, że kolonializm należy powtórzyć”. Żaden bowiem rozsądny człowiek w lepiance przecież żyć nie chce. Człowiek nie może być szczęśliwy zarabiając na miesiąc dwa – trzy razy mniej niż zarabiamy w Polsce. Jeśli człowiek ginie w Kongo od wybuchu przewróconej cysterny, z której – zamiast uciekać – kradł wyciekające paliwo, to przecież aż słów brakuje. Czarny bez bata będzie żył w lepiance i kradł ropę. Pojedźmy tam znów, odbierzmy im władzę nad samymi sobą i pokażmy im polish high life.

A teraz sobie wyobraź, że Afryki nie ma.

Po prostu nie ma takiego kontynentu. Nie ma i nigdy nie było. Sama woda i nic więcej. Ale reszta świata jest mniej więcej taka sama. Ameryka jest tam gdzie jest Ameryka, dzień trwa 24 godziny, podstawą życia jest DNA, a Polak zarabia średnio tysiąc ileś, no chyba, ze na kasie w biedronce, to wtedy na pewno tyle nie. Uprzedzam, że jeśli się długo będziesz nad tym zastanawiać nagle uświadomisz sobie, że w tym alternatywnym świecie, to właśnie ty jesteś murzynem.

W w tym alternatywnym świecie wielkie głowy uniwersystetów w USA zastanawiają się jak pomóc mieszkańcom Europy Wschodniej. Washington Post nawołuje do obalenia władzy w Polsce i uczynienia z tego kraju czegoś na kształt terytorium zamorskiego Stanów Zjednoczonych. To przecież niepojęte, że jest gdzieś na świecie kraj, w którym od setek lat praktykuje się barbażyński zwyczaj zabijania karpi w święta, gdzie ludzie zarabiają kilka razy mniej niż przeciętny amerykanin, gdzie na popegierowskiej wsi piją wina zamiast pracować, gdzie kradną węgiel w biedaszybach, śpią na dworcach, pod mostami i w ogórdkach działkowych, gdzie potrafi się spalić cały budynek pełen ludzi wykluczonych w jakiś sposób ze społeczeństwa. I w ogóle nie piją ponchu ani syropu klonowego. Thanks god przynajmniej walentynki i halloween łyknęli.

Nadal uważasz, ze kolonizacja jest najlepszą formą rozwiązania problemów? Nadal uważasz, że wszelkie problemy na świecie da się w ogóle rozwiązać? Nadal uważasz, że wszystko co według ciebie jest problemem, jest problemem dla wszystkich innych?

Chodzi mi to, że to co uważamy za problem zawsze jest względne. Chodzi mi o to, że nazywanie czegoś problemem na odległość to chamski egoizm. Uwierzcie mi, większość rzeczy jakie wydają nam się problemem w Afryce, tak naprawdę problemem nie jest. W Rwandzie prawnie się ludziom zabrania chodzenia na boso, mandat wynosi około 50 dolarów, ale ludzie mi to chodzą na boso. Bo chcą, ja też wolę chodzić na boso; spróbuj i zobacz jakie to fajne (a Cejrowski?). Dla nich mieszkanie w lepiankowatych chatach (btw, których w Rwandzie jest mniej więcej tyle, ile w Polsce jest zamieszkałych ogródków działkowych; większość tak naprawdę to jakaś forma cegły) nie jest żadnym problemem. Na równiku naprawdę nie trzeba stawiać wielkich molochów z wielkiej płyty z centralnym ogrzewaniem.

Naprawdę warto do Afryki pojechać, by zobaczyć jaką głupotą jest nasze europejskie myślenie, że europejskie standardy życia są idealne pod każdą szerokością geograficzną.