Raz na jakiś czas słychać w mediach, że jakaś osoba została skazana na olbrzymią grzywnę za udostępnianie plików muzycznych w sieci. Zastanawialiście się skąd koncerny muzyczne wiedzą, że dana piosenka czy film pierwotnie wyciekła od ciebie?

Tak wygląda plik muzyczny pobrany z sieci p2p otworzony nie odtwarzaczem muzycznym, a notatnikiem:

Jak widać w zawartości pliku wyraźnie widać imię i nazwisko. Zgodnie z tym co pisze Techcrunch, mechanizm jest następujący: w momencie gdy kupujemy plik legalnie w sklepie internetowym zostaje on w ten sposób podpisany z wykorzystaniem danych jakie podaliśmy płacąc (np z naszej karty kredytowej). Teraz wystarczy mała chwila słabości i udostępnienie tego pliku choć przez chwilę w internecie, a wszystkie kolejne pobrane kopie będą nosić nasze znamię.

Jak dla mnie jest to kolejny argument by za pliki nie płacić. Jeśli zapłacisz raz, zapłacisz kiedyś ponownie i to o wiele więcej 😉