Nadal twierdzę, że Rwanda obecnie jest bardzo bezpiecznym krajem, ale muszę przyznać, że nie wiem czy w tym roku nadal jest tak samo.

4 marca 2010 w podobnym czasie, około godziny 20:00 wybuchły w różnych częściach Kigali dwa granaty, oznacza to więc że musiała to być jako tako zorganizowana akcja. Nic nie wiadomo o ofiarach, ale ambasada USA w Kigali apeluje do wszystkich Amerykanów przebywających w Rwandzie o rejestrację „na wszelki wypadek”.

Rok temu jak pisałem tutaj także wybuchł jeden granat. Przypominam, że 6 kwietnia przypada rocznica rozpoczęcia ludobójstwa w Rwandzie, więc jest to zawsze okres bardziej narażony na takie incydenty.

Dodatkowo latem tego roku odbędą się w Rwandzie wybory prezydenckie. Pamiętacie jak opisywałem wybory parlamentarne jakich byłem świadkiem w tym kraju? Były bardzo kolorowe, wesołe i na maksa bezpieczne (wszędzie roiło się od międzynarodowych obserwatorów).

Wybory prezydenckie jednak uważane są za okres podwyższonego ryzyka. To dopiero drugie takie wybory od czasu ludobójstwa, z więzień właśnie powoli wychodzą skazani, więc nikt do końca nie wie  jak to wszystko się odbędzie. Ale raczej nie przewiduje się dużego niebezpieczeństwa, co najwyżej incydenty jak ten sprzed kilku dni.

Aktualizacja: W wyniku wybuchu granatów sprzed tygodnia zostało rannych 16 osób, aresztowano już podejrzanego.