Nawet mnie trochę ucieszyło w tej całej nagonce na hazard, że mają zostać zakazane wideogry. Okazało się jednak, że ucieszyło mnie to tylko pozornie, bo tak naprawdę nie wiedziałem czym są owe wideogry.Okazuje się bowiem, że owe wideogry to coś, co jeszcze ponoć nie istnieje, ale może istnieć, ale istnieć nie będzie bo właśnie zostało zakazane. To granie na automatach hazardowych połączonych w sieć, czy jakoś tak. Nie wiem, nie znam się i przecież nie  muszę się znać na czymś czego przecież nie będzie.

A dlaczego mnie (błędnie) ucieszył zakaz wideogier? Bo jak usłyszałem o nim pierwszy raz pomyślałem, że wideogry to te wszystkie programy audiotele typu „traf na otwartą linię” (ale nie powiemy ci kiedy owa otwarta linia jest otwarta, więc czuj się jak w kasynie przy ruletce). Wkurza mnie bowiem niemiłosiernie robienie z ludzi idiotów w tych programach.

O technikach tam stosowanych pisano już wiele i wszystkie są dla mnie równe z naciąganiem przez zwykłych oszustów. Wśród moich „ulubionych” jest odliczanie na przykład. Oto nagle na ekranie pojawia się zegar, kobieta wrzeszczy orgastycznie, że właśnie zaczęło się odliczanie (nie mówi do czego i nie jest to przypadek), odliczanie leci, ludzie dzwonią bo podświadomie (i o to właśnie chodzi) czują, że to już koniec programu i to już ten moment, po czym odliczanie dobiega do końca, na ekranie miga wielkie zero, a prowadząca właśnie szczytuje, ludzie dzwonią, szaleństwo… po czym zero znika i program trwa dalej jak gdyby nigdy nic. Do kolejnego odliczania. TVN czy Polsat właśnie zarobił kilkadziesiąt tysięcy złotych na potraktowaniu swoich widzów jak „ciemny lud który wszystko kupi”.

Albo podpowiedzi pań prowadzących, które mają na celu przedłużenie gry jak najbardziej. Na przykład odgadnij słowo na „P”, pani podpowiada, że chodzi o jakieś zwierze, ludzie dzwonią, bo albo przeczuwają, że będzie to „pies”, albo „pirania”, albo „papuga” albo jeszcze kilka innych propozycji pomiędzy odliczeniami do zera (kiedy to otwarta linia jest oczywiście nieotwarta), a na koniec deus ex machina pani nagle oświadcza, że chodzi o popularne imię psa na „P” i chodziło o „Pimpek”.

O tym, że jeden sms wysłany na tego typu program na 100% jest kasą straconą, nawet dwa smsy czy trzy i tak dalej są straconymi pieniędzmi to wiecie już, prawda? Bo na otwartą linie ma szansę trafić tylko ten, kto wyśle tych smsów najwięcej, inni to po prostu frajerzy, którzy właśnie przekazali dobrowolny datek na na fundusz „TVN nie jesteś sam (takich jeleni jak Ty w Polsce są miliony)”.

No ale ja też jestem debilem, bo jak w ogóle mogło mi przyjść do głowy, że jakikolwiek polski rząd mógłby czegokolwiek zakazać telewizji?

Tak więc jeśli byś chciał zagrać dajmy na to w ruletkę, ubrałbyś się w ciepłe ubranko, wyszedł z domu, znalazł jakieś miejsce gdzie w to się gra, wszedł i chciał tam przepuścić jakąś kasę, to nie możesz, bo to jest nielegalne. Także nie  musisz już się obawiać, że skusi Cię jakiś automat do gier w barze, na dworcu czy w jakimś innym lokalu, bo rząd nas przed tym uratował. Zamiast tego posiedź w domu. Włącz sobie telewizor i spokojnie wyślij smsa, bo przecież taki hazard musi być kompletnie nieszkodliwy, skoro sam premier tyle razy odmieniając na wszystkie przypadki ów hazard ani razu się nie zająknął o grach urządzanych w telewizji.

P.S. Czy ktoś z Was widział podobne gry w jakichś zagranicznych telewizjach? Ja tego nie mam ani w kanałach niemieckich, jakie odbieram, ani w rosyjskich ani w angielskich.