Mówię to szczerze: naprawdę lepsza.

Diigo.com to serwis pozwalający na przechowywanie naszych zakładek online, tak jak to wielu z nas zapewne zna z serwisu del.icio.us. Fun jednak z Diigo jest według mnie o wiele większy niż z jego pierwowzoru i postaram się wyjaśnić dlaczego. Nie będę opisywał podstawowych funkcji, które są wspólne dla obu serwisów, bo zakładam, że wszyscy, którzy z delicji korzystają, je znają (a jeśli ktoś nie korzysta niech wie, że dzięki gromadzeniu zakładek online, a nie bezpośrednio w przeglądarce, mamy do nich dostęp z każdego miejsca na świecie, możemy je tagować, dzięki czemu łatwo jest zrobić kolekcję stron związanych z jakimś tematem, dzielić się nimi z innymi i przeglądać co nasi znajomi właśnie dodali do zakładek [jeśli nie zachowali tego jako zakładkę prywatną] i co jest teraz top trendy czyli jakie strony na dany tag czy też ogólnie ludzie najczęściej zapisują [czyli coś a’la wykop]). Opiszę tylko te, których w Delicious nie spotkamy (chyba, bo może coś przegapiam).

Pierwszy duży plus to… integracja Diigo z Del.icio.us. I to w obie strony. Po pierwsze możemy sobie do Diigo zaimportować nasze zakładki z delicji (i kilku innych serwisów), zatem nic nie tracimy. Nie ma też ryzyka, że jak nam sie Diigo nie spodoba to zakładki w nim zgromadzone stracimy: w Diigo jest opcja aby każdą zapisaną zakładkę od razu serwis ten zapisywał także w naszych zakładkach w Delicjach, zatem z obu serwisów możemy korzystać cały czas naprzemiennie. Wypróbowując więc Diigo nic nie tracimy, nawet jeśli nam sie nie spodoba.

Drugi plus to coś co nazwę lepszą społecznowością Diigo niż Delicious. Tutaj zakładki są bardziej społeczne. Kiedy otwieramy jakąś zakładkę, otwiera się ona w ramce z dodatkowymi elementami z Diigo na górze i na dole. Można od razu zobaczyć kto dodał tą stronę do swoich zakładek, jaki komentarz do niej dodał i tak dalej. Dodatkowo Diigo pozwala nam tworzyć własne grupy zainteresowań i zapraszać do nich współzakładkowiczów. Czyli jeśli ktoś jest maniakiem kotów może stworzyć taką grupę lub do niej dołączyć i wspólnie z innymi osobami gromadzić informacje na ich temat. Może się przydać.

I na koniec coś co sprawia, że chce się powiedzieć wow (ale tak naprawdę nie korzystałem z tego póki co w sposób praktyczny): możemy sobie (znów wspólnie z innymi osobami) mazać po dowolnej stronie w internecie. Zobaczcie zrzut ekranu:

Możemy niby markerem zaznaczyć interesujące nas fragmenty, możemy w dowolnym miejscu przypiąć do strony notatkę, możemy zobaczyć jakie notatki przypieli inni (jeśli nie oznaczą ich jako private). Wygląda to bardzo fajnie, działa dobrze, ale przyznam, że jeszcze z tego nie korzystałem poza sprawdzeniem jak działa.

Oczywiście Diigo podobnie jak Delicious  oferuje wtyczki do popularnych przeglądarek ułatwiające korzystanie z wyżej wymienionych funkcji. Dodam, że wtyczka Diigo do Chrome jest o wiele lepsza niż ta delicjowa i to chyba było języczkiem u wagi, który sprawił, że przeszedłem na ten nowy serwis.

Diigo ma oczywiście też wady.

Diigo jest tylko po angielsku. Dla mnie nie jest to wada, ale uprzedzam Was, bo może część z Was nie zna tego języka.

Diigo ma mało użytkowników, więc póki co najczęściej dodawane do zakładek strony mają góra kilkadziesiąt punktów, a nie tak jak w Delicious kilkadziesiąt tysięcy. Co więcej chyba Diigo jest bardzo popularne wśród amerykańskich nauczycieli, bo najczęściej dodawane do zakładek strony to różne wpisy na temat oświaty w USA. Na szczęście jednak jak dodałem tam kilka stron odnośnie WordPressa i tworzenia stron, to od razu znalazło sie kilkanaście/kilkadziesiąt ich współzakładkowiczów.

Więcej wad na razie nie stwierdziłem i mam nadzieję, że  nie stwierdzę, a wada w postaci braku użytkowników szybko zacznie się rozpływać. 🙂 Jeśli przekonałem Was do zarejestrowania się w tym serwisie mam prośbę: kliknijcie „follow me” przy moim profilu. Nie żebym zbierał followersów, nie interesuje mnie to (chyba), ale po prostu chce zobaczyć czy przekonać się kogoś mi udało 🙂