Obudziłem się w trakcie operacji

To jest wpis pisany na zamówienie, to jest wpis który próbuję już napisać po raz drugi i mam nadzieję, że tym razem mi się uda. To jest wpis, który jednak chcę napisać.

Chcę go napisać z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze nic ciekawego się u mnie nie dzieje, więc chociaż sobie powspominam. Po drugie jakiś czas temu czytałem na (chyba) Onecie artykuł w którym lekarze twierdzili, że w czasie operacji nie można się obudzić. No więc niech moja relacja będzie dowodem na to, że jednak można.

W dodatku można obudzić się dwa razy na dwóch różnych operacjach. (Może gdzieś dają za to jakąś nagrodę?)

Pierwszy raz obudziłem się czternaście i pół roku temu.

Dokładnie 2 czerwca 1995 roku, gdzieś w godzinach przedpołudniowych, zdecydowanie przed zaplanowanym przez lekarzy końcem operacji. Jeśli dobrze pamiętam powinien to był być piątek, bo dzień wcześniej był czwartek, dzień dziecka, jeździłem jako pasażer mini kolejki wynajętej dla będących wtedy w szpitalu dzieci, zrobiłem na sali gimnastycznej mój pierwszy w życiu przewrót w powietrzu (to znaczy taki zupełnie w powietrzu: odbijamy się nogami, robimy fikołek bez podparcia się rękoma i lądujemy znów na nogach) i po chwilowej radości, że w końcu mi się udało przyszła świadomość, że zapewne nigdy już więcej tego nie powtórzę.

Tego dnia wykonałem więc jeszcze kilkadziesiąt takich przewrotów, cały czas pamiętając, że od jutra mój kręgosłup nie będzie się tak zginał jak zgina się jeszcze dziś.

Przygotowań do operacji opisywał nie będę, bo każdy kto ją miał wie jak jest. Myju, myju, zastrzyk głupiego jasia, jazda na salę operacyjną, maska tlenowa na twarz, lekarz anestozjolog prosi abyś policzył od dziesięciu do zera i gdzieś między tymi liczbami odlatujesz. Następne co pamiętasz to pobudka. W zdecydowanej większości wypadków jest tylko jedna pobudka.

Wiecie jak to jest zaliczyć zgona na imprezie? Nieprawda, nie wiecie. Nikt nie wie, bo jedyne co z tego się pamięta to poranne przebudzenie. Nie wiesz gdzie jesteś, zanim otworzysz oczy starasz się zrozumieć co to są za głosy nad Tobą i powoli wszystko sobie przypominasz. Co do samego zaliczenia zgona jedynie konkludujesz w ułamku sekundy, że taki fakt miał miejsce i tyle. Na przemian starasz sobie przypomnieć ostatnie rzeczy jakie robiłeś i wsłuchujesz się w jakieś głosy koło ciebie. Dziewczyny rozmawiają o ostatnim kolokwium, ktoś z tyłu pyta czy ktoś jeszcze chce herbate, ktoś inny pyta czy ktoś nie widział jego lewego buta. Wolisz jeszcze oczu nie otwierać, ból głowy jest niemiłosierny.

Podobnie wygląda pobudka po każdej operacji. Nie wiesz gdzie jesteś, nie wiesz co się stało, ale ułamek sekundy później przypominasz sobie że ostatnie co pamiętasz to jak cię usypiali, w kolejny ułamek sekundy później lekarz mówi ci, że właśnie miałeś operacje i że wszystko jest w porządku i żebyś się obudził. I tyle. Zamiast piekielnego bólu głowy odczuwasz ból jakiego nie da się opisać w miejscu mniej więcej gdzie cię kroili.

Ze mną było prawie identycznie. Obudziły mnie rozmowy jakichś ludzi (właściwie to obudził mnie huk jakiegoś dziwnego stukania), przez chwilę nie otwierając oczu nie mogłem skapować gdzie jestem i dlaczego właśnie spałem, zupełnie jak po zaliczonym zgonie (tyle, że wtedy jako dziecko oczywiście jeszcze nie wiedziałem jak to jest spić się tak, że nie pamięta się co się piło i dlaczego tak dużo i jak dużo i dlaczego do cholery budzę się w damskim swetrze, na który jeszcze mam nałożoną moją koszulkę). Jednak tak samo jak po zaliczonym zgonie w chwilę później zacząłem sobie wszystko przypominać. Maska tlenowa, dziesięć, dziewięć, osiem, siedem,… power off. Kurcze, naprawdę nie udało mi się doliczyć do końca?

OK. Zatem pamiętam, że mnie usypiali, że miałem operację, w między czasie słucham bezwiednie głosów dookoła, jeszcze nie otworzyłem oczu, czuję że leżę raczej twarzą w dół niż twarzą do góry, w głowie krąży mi pewnie jeszcze mnóstwo prochów którymi mnie nawalili, bo gdyby nagle ktoś krzyknął, że Konrad masz się w dwie sekundy zerwać na równe nogi! od tego zależy twoje życie! dostaniesz miliard złotych jeśli to zrobisz! – olałbym to kompletnie. Ja tu sobie jeszcze trochę poleżę. Nigdzie się nie spieszy. Są jakieś głosy, jest ciemno bo mam zakmnięte oczy, coś stuka jak cholera, taki metaliczny dźwięk, ale mam to wszystko kompletnie gdzieś. Jestem kwiatem lotosu po środka oceanu spokoju. I nagle:

Kurwa mać! Operacja jeszcze trwa! Te głosy to lekarze, dopiero teraz słysze poza stukaniem ciche „pik, pik” takiej maszyny do pokazywania pulsu! Wsłuchuję się w głosy lekarzy: dużo nie mówią. Raz na kilka sekund jednowyrazowo wydają polecenia. Proszą o jakieś instrumenty, proszą o jakąś czynność.

I te durne stukanie. Przy każdym uderzeniu kołysze się całe moje ciało, czuję to w moim błędniku. Nie czuję zupełnie żadnego bólu, prawdę mówiąc nie czuję w ogóle mojego ciała. Jest tylko mój mózg ułożony w przestrzeni płatem czołowym w kierunku podłogi i przyklejone do niego uszy. Uczy słyszą pikanie, glosy lekarzy i metaliczne stukanie. Podczas każdego stuknięcia mój mózg chwieje się nieco na boki. Stukanie jakby młotkiem w metalowe dłuto. Metal o metal.

Już rozumiem co się dzieje i nie podoba mi się. To znaczy chyba rozumiem, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Stukanie na sto procent ma ścisły związek ze stojącymi zapewne nade mną lekarzami i na pewno ostatnim uderzanym elementem w tej metalowej koładce jest mój zakrwawiony kręgosłup, wystający z krateru rozcięcia biegnącego przez całą długość pleców. Lekarz uderza młotkiem w oparte na moim kręgosłupie dłuto, a ja przy każdym takim uderzeniu cały się chwieję. Kurwa, nic nie czuję, ale sama świadomość sprawia, że przechodzą mi ciarki po plecach. Oczywiście ciarki przechodzą w przenośni, bo choć to niewiarygodne, naprawdę nie czuję nic poza kołysaniem. Świadomość jest jednak cholernie nieprzyjemna. Coś mniej więcej jak wtedy, kiedy siedzisz na fotelu dentystycznym w znieczuleniu miejscowym, a lekarz stomatolog mówi ci, że właśnie rozwierca kanał nerwowy twojego zęba. Nie czujesz nic, ale ta myśl o rozszarpywanym właśnie włóknie nerwu…

Muszę więc dać jakoś znać lekarzom, że ja się właśnie obudziłem. To znaczy nie wiem czy musze, ale chyba tak. Bo to przecież chyba nienormalne.

Próba otworzenia oczu kończy się zupełnym fiaskiem. Wygląda na to, że nie mam żadnej kontroli nad powiekami.

Poruszę więc palcem u ręki. Okazuje się że jednak nie jestem samym mózgiem. Gdy zaczynam myśleć o ręce, o palcu zaczynam być świadomy, że gdzieś ona jest i gdzieś są owe jej palce. Nie wiem dokładnie gdzie, czy obok, czy pode mną, czy przysunięta od ciała czy też wyprostowana w ramieniu, wskazująca na drzwi operacyjnej sali, ale wraca świadomość jej istnienia. Trzeba więc poruszyć choć jednym palcem i zacząć nim kiwać tak długo, aż ktoś to zauważy (ale co wtedy?).

…i to jest mniej więcej tak. Wybierz jakiś przedmiot znajdujący się obok ciebie. Myszkę komputerową, długopis, popielniczkę. Spójrz na ten przedmiot i przesuń go wzrokiem. Śmiało, naprawdę spróbuj to zrobić.

Nie udało się? Oczywiście, że się nie udało, ale właśnie poczułeś dokładnie to samo, co wtedy poczuł mój mózg. Byłeś świadomy, że popielniczka jest obok ciebie, spróbowałeś przesunąć ją wzrokiem i poczułeś z tego powodu irytację. Ja poczułem dokładnie to samo, jeśli chodzi o mój palec u ręki.

(Podejrzewam, że tak samo czuł się ów człowiek, który obudził się niedawno po 24-letniej śpiączce, mówił, że słyszał glosy lekarzy, próbowal im dać znać, że jest świadomy wszystkiego co go otacza, krzyczał wewnątrz siebie z całej siły płuc. Ciarki mi przechodzą po plecach, bo chyba wiem jak się czuł. Z tym że ja czułem to tylko przez kilka minut, on natomiast przez kilka tysięcy dni)

Nie mogę więc dać lekarzom znać, że się obudziłem, nie potrafię otworzyć oczu, nie mogę poruszyć palcem, a z głosów lekarzy wynika, że operacja wcale nie dobiega do końca. Jestem więc zupełnie bezradny i jedno co mogę robić to… nic nie robić. Szczęście, że nic nie czuję.

Będą jaja, jak się w końcu obudzę – w sensie, obudzę tak jak każdy pacjent obudzić się powinien – i opowiem innym dzieciakom o swoim przeżyciu. Nikt mi kurka pieczona nie uwierzy.

Właśnie: nikt mi nie uwierzy. Muszę mieć jakiś dowód na to, że się obudziłem i od razu przychodzi mi do głowy dowód oczywisty. Czuję bujanie, słyszę metaliczne stuki w czasie każdego bujnięcia i słyszę rozmowę lekarzy. Trzeba zapamiętać fragment takiej rozmowy. Używają bardzo trudnych słów, więc zapamiętam choć jedno.

OK, mam. To na pewno nazwa jakiegoś przyrządu. Lekarz kogoś o niego poprosił. Nazwa jest skomplikowana, więc muszę ją dobrze zapamiętać. Z niczym mi się nie kojarzy więc będę ją sobie po prostu powtarzać w głowie, a na pewno mi zostanie.

Powtarzam nazwę. Powtarzam nazwę. Powtarzam nazwę. Powtarzam nazwę.

I nagle nie wiem o co chodzi, ale ktoś drze się jak dowódca oddziału w czasie bombardowania bazy. Tyle, że nie krzyczy rozkazu do ewakuacji, a zamiast tego wywrzaskuje moje imie i każe mi poruszyć palcami u nóg. Próbuję nimi poruszyć, ale jest to tak jakbym przesuwał popielniczkę siłą woli, jednak po chwili się udaje. Czuję to, a bombardowany dowódca się uspokaja. Po chwili wrzeszczy, że zaraz zrobią mi zdjęcie rentgenowskie; czuję jak ludzie podnoszą mnie za kończyny, wrzeszczę z bólu (Tak mi się przynajmniej wydaje, że wrzeszczę, bo raczej był to byle jaki charkot z rozepchanego przez tracheotomiczną rurkę gardła), ląduję na plecach, słyszę jak wszyscy wychodzą i zostaję zupełnie sam.

Zatem dałem się nabrać kolejny raz na numer z odliczaniem i w dodatku nabrałem siebie sam. Powtarzając nazwę uśpiłem się po raz kolejny. Kolejna mantra, ale (cholera!) nie pamiętam co to było za słowo… No fak.

No nic. Zaraz, chyba mi właśnie robią zdjęcie rentgenowskie, skoro wszyscy sobie poszli i słyszę nad sobą charakterystyczny szczęk aparatu do prześwietleń? Chyba powinienem więc wstrzymać na chwilę oddech, by zdjęcie nie było poruszone? Wstrzymuję odde…

Budzę się na oddziale. Za jakiś czas opowiem wszystkim o tym, że się obudziłem w czasie operacji. Dzieciaki będą mnie słuchać z fascynacją, lekarze nie powiedzą nic na ten temat. Za czternaście lat przed kolejną operacją w rozmowie z anestozjologiem zażartuję, że tym razem proszę o mocniejsze uśpienie, bo poprzednim razem się obudziłem. Anestozjolog nie odpowie nic na ten temat, a mnie po raz kolejny obudzi w czasie operacji odgłos metalicznnego stukania. Tym razem jednak będę wiedział już nieco więcej, nie będę próbował niczym ruszyć, będę sobie tak leżał totalnie nawalony tymi wszystkimi prochami i czekał aż znów zasnę.

I tak leżąc po raz kolejny będę lekko przysypiał i budził się znów i znów przyspiał i w końcu zaskoczy mnie uczucie mrowienia w palcach, co będzie znaczyło, że ja jednak zaczynam czuć moje ciało, ale zanim wpadnę w panikę usłyszę kobiecy głos mówiący abym się obudził, poczuję poklepywanie po policzkach, mówiący że właśnie miałem operację i żebym się obudził, i żebym poruszył palcami u nóg. Poruszę tymi cholernymi palcami, ale choć będę chciał powiedzieć, że nie śpię już od jakiegoś czasu, to nie będę dał rady tego zrobić. I potem znów zasnę i obudzę się na oddziale.

I tak w kółko. Mam nadzieję, że nie będę miał już nigdy więcej operacji.

31 thoughts on “Obudziłem się w trakcie operacji

  1. Stary za bardzo przynudzasz jakimiś zgonami na imprezie… Zamiast napisać o co się stało to zrobiłeś z tego wypracowanie w którym w każdej możliwej sytuacji porównujesz je do czegoś a najdłuższy możliwy sposób… Bynajmniej do momentu w którym zaczynałeś pisać że się wybudzasz… Zainteresowała mnie ta historia ale jak zacząłem czytać to mi się odechciało… Wydaje mi się, że poprzez fakt Twojego przypadku uważasz siebie za kogoś lepszego itd. Wcale nie. Po prostu miałeś pecha…

  2. @Smith

    jesteś głupi, nie znasz się więc się nie wypowiadaj, budowanie napięcia jest kluczowym elementem opowiadania historii.

    shut up!

  3. Hahahaha… Za to ty jesteś kretynem i znawcą…
    Z budowaniem napięcia przeginać tez nie można no chyba, że jesteś fanem amerykańskich filmów akcji gdzie przez cały film akcja się rozkręca ( budowanie napięcia ) tylko po to żeby prawdziwa akcja trwała jakieś max 10min filmu. Wtedy masz siano zamiast mózgu i jakieś 12-13 lat bo według mnie to jest target takich filmów bo komu normalnemu może się to podobać. Można to było fajnie opowiedzieć ale 3 razy krócej.

  4. Konraaaaaaaaad xD znowu do ciebie przez wykop trafilem hehe ;p a od razu muzungu sobie z Toba skojarzylem :D:D

  5. Co dla Ciebie znaczy lepszego? Po prostu jest bogatszy o doświadczenie. A przez porównanie niektórzy mogli się choć trochę wczuć to co on przeżywał. Jeśli chciałeś suchych faktów to trzeba było czytać wszystko po łebkach.

  6. Też obudziłem się podczas operacji!

    Poważnie! Podobno nie było na to szans, ale pamiętam dokładnie co mówili lekarze…

    Pozdrawiam,

  7. głupiego jaśka wspominam bardzo pozytywnie 😉 jednak dostałem go nie z okazji operacji, a gastroskopii. Fajnie było przejść przez oddział z rurką w nosie jak gdyby nigdy nic, obserwować zdziwione mim widokiem gęby dzieciaków z oddziału i nawet nie dziwić się ich zdziwieniem 🙂 ehh, no, fajnie było 🙂

  8. Sorry… nie czytałem całego ale w wielkim skrócie –
    – kiedyś też się obudziłem w środku operacji (właściwie zabiegu przycinania 3 migdałka ale byłem pod narkozą). Skończyło się tak że porozszarpywali mi wszystko w środku bo obudziłem się i odruchowo wzdrygnąłem głową. Wracałem na stół ponoć 4 razy bo nie mogli sobie poradzić z krwotokiem… Jakiś ordynator specu dr House dopiero mnie uratował. Na szczęście nie mam jakieś wielkiej traumy z tego powodu… pewnie takie rzeczy nie raz się zdarzały.

  9. niedawno byl artykul w jakiejs gazetce o odzyskaniu swiadomosci w czasie operacji, i problem ten dotyczy bardzo wielu ludzi. wiekszosc nic nie pamieta po przebudzeniu ale od tego momentu chorobliwie boja sie jakichkolwiek zabiegow ze znieczulaniem.

  10. Tak samo jak na zgonie po alko zaliczysz jakas panienke ktora ci sie cholernie podoba, po zgonie bedziesz czul do niej wiecej niz moglo by ci sie wydawac. To wszystko zostaje w podswiadomosci mimo ze my tego nie pamietamy

  11. Ogładnijcie sobie film „przebudzenie(awake)” , tam jest pokazana taka historia , szczerze polecam film

  12. Hehe, wielki twórca się znalazł 😉 Napisał dobre opowiadanie. Widać, dzieciaku, że jesteś z pokolenia komputerów – liczą się tylko ostre cielesne wrażenia, olać nastrój i emocje. Szkoda mi Ciebie 🙂

  13. Nawet pomieszkiwanie z koleżanką kończy się często zbyt dużym uczuciem… Do takich rzeczy trzeba być hardkorem, nieświadoma zabawa skończy się kłopotami.

  14. Za to Ty nie jesteś w stanie napisać poprawnie 3 zdań! Nie mówiąc o ortografii, słowo „bynajmniej” jest zaprzeczeniem. Zakładam że chciałeś powiedzieć „przynajmniej”, ale połowa Polaków nie rozumie tego słowa…
    Sama historia poruszyła mnie, bo wyobrażam sobie jakie przeżycie musiało to być

  15. Nie mów na mnie dzieciaku bo nim nie jestem. Zresztą kto powiedział, ze to opowiadanie musi się każdemu spodobać?? Mi się nie podoba bo jest za długie.

  16. A ja powiem tak, miales operacje na kregosłupie ?? A nie bylo to przypadkiem zakladanie implantow ?

    Niektorzy lekarze wybudzaja pacjentow, podczas operacji kregosłupa, po to żeby sprawdzic czy nie doszlo do paraliżu kończyn. Dlatego lekaż krzyczał żebys poruszył palcami u nóg. Wiekszość ludzi tego nie pamieta.

    Ja tego nie pamiętam, ale po operacji, pielegniarka mowila ze bylem wybudzany. Co lepsze, obudzilem się za szybko za drugim razem, juz po zaszyciu i koncu operacji, chcac wstać ze stołu.

    Najwidoczniej są takie przypadki, że ludzie to pamietaja. Ja nie pamietam 3 dni praktycznie… nie mowiac o wybudzaniu.

    Niezależnie od wszystkiego, to jest robione dla bezpieczenstwa, bo sprawdzaja czy przypadkiem nie doszlo do jakiegos bledu, zanim cie zaszyja.

  17. Fajnie opisane przeżycie.
    Właśnie, „przeżycie”, a nie jakiś tam tekst, który jest oceniany pod względem ortograficznym. Co za idiota będzie wytykał komuś jakieś głupie błędy, które w ogóle nie mają znaczenia w tym tekście…
    Tu jest opisane jakieś wydarzenie- jak kogoś to nie interesuje to po co w ogóle wchodził na tą stronę?

    Weszłam na ta stronkę bo chciałam się dowiedzieć czy to normalne, że wybudzają podczas operacji bo ja kompletnie nic nie pamiętam po głupim jasiu 🙂

  18. Pingback: pligg.com
  19. A propos głupiego jasia, pamiętam moją przygodę z dzieciństwa kiedy miałam wycinany wyrostek robaczkowy, leżałam na stole przygotowana do operacji już po zastrzyku i jako młoda wtedy jeszcze panienka postanowiłam sobie ze za żadne skarby nie usnę na tym stole… leżałam..leżałam… czas mijał a mnie wydawało się ze niemal zapanowałam nad „Jaskiem”.. niestety to było tylko złudzenie bo tak naprawdę udało mi się powstrzymać minute czy dwie nadchodzący sen. (wiem bo pytałam później pielęgniary asystującej). Z „jaśkiem” nie wygrasz ale jak widać na przykładzie powyższym… niektórym się udało…

  20. Właśnie wróciłam ze szpitala,wczoraj miałam zabieg i…możecie wierzyć lub nie, wszystko czułam i słyszałam. Trauma, lekarz nie uwierzył, a ja modlę się, by już nigdy nie trafić na stół operacyjny. Wiem, że płakałam, z bólu, przerażenia, nikt nie zwrócił na to uwagi. Tego nie da się opisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *