Ubuntu 9.10 po 24 godzinach użytkowania

Zawsze sobie powtarzam, że tym razem uda mi się oprzeć chęci zainstalowania nowego wydania linuksa zaraz po jego publikacji. I zawsze przegrywam, bo już po góra kilku dniach wypalam płytkę lub włączam menedżer aktualizacji i… wywalam się wraz z systemem na jakimś jego nowym błędzie, który dopiero przez takie sieroty jak ja zostanie udokumentowany i za kilka tygodni doczeka się poprawki lub opisu w sieci jak z tym problemem sobie poradzić.

Po części było i tym razem tak samo. Identycznie jak w przypadku poprzednich wydań nie wytrzymałem i zaraz ściągnąłem sobie obraz iso dystrybucji. Tyle, że tym razem postanowiłem przechytrzyć bestię i najpierw spróbować instalacji na innym dysku twardym (czego jak czego, ale dysków u mnie ci w domu dostatek, teraz mam ich 5, a bywa więcej).

O dziwo instalacja przebiegła bez najmniejszych problemów. Zdecydowałem się także więc na instalację na dysku, z którego korzystam najczęściej. Chciałem zainstalować na czysto, bo czułem, że obecna instalacja ma w sobie sporo już błędów (między innymi w międzyczasie zmieniłem procesor i płytę główną i choć Ubuntu ruszył po tym zabiegu bez problemu, to czuć było, że nie do końca rozumie się z zastanym sprzętem).

I ta instalacja poszła jak z płatka. Sformatowałem /, zaznaczyłem by nie formatował /home i tyle.

Opisów na sieci nowości w Ubuntu 9.10 jest już mnóstwo, więc ja powtarzać się nie będę (zwłaszcza, że jak zwykle nowość to nowy wygląd graficzny i nowe numerki przy pakietach). Zauważyłem za to dwie ciekawostki:

Podczas drugiej instalacji, tej już na zwykłym dysku tym razem czytałem co mi instalator pisze w czasie kopiowania pakietów. O takie sobie ekrany:

inst

Niby nic niezwykłego, ale zwróciłem uwagę, że podane adresy do stron są podkreślone. A co się stanie jeśli je klikniemy? Przecież to w końcu tylko instalator, czyżby potrafił połączyć się z siecią i jakoś wyświetlić podlinkowaną stronę? W lynx-ie?

Pomyślałem sobie huk: jak coś zwalę zacznę instalację od nowa. I kliknąłem.

I oto po kilkunastosekundowym młuceniu płytą CD ujrzałem okno Firefoksa 🙂

Screenshot

Heh, instalator więc jest już tak naprawdę działającym systemem 🙂 Jak widać można sobie w czasie instalacji poserfować po internecie. Ja wszedłem na flakera, zrobiłem zrzut ekranu (klawisz print screen działa jak się można tego spodziewać), zrzut zapisałem na wirtualnym dysku, jaki instalator tworzy w pamięci RAM, wszedłem na pocztę i wysłałem sobie ten zrzut by móc go Wam właśnie teraz pokazać.

Drugiej ciekawej nowości nie mogę Wam pokazać. Na pewno wiecie, że w Gnome w Ubuntu jak czasem coś klikniemy to system wydaje taki bębenkowy dźwięk. Stuknięcia.

Czy mi się wydaje, a może to już wcześniej było? Otóż dźwięki te są w stereo. Jak klikamy coś po lewej stronie ekranu – słychać to po lewej. Analogicznie po środku i po prawej. Wcześniej albo tak nie było, albo nie zwróciłem uwagi.

Mała rzecz, a cieszy 🙂

Szkoda tylko, że jak zwykle w linuksowym świecie, jeśli ktoś chce rewolucji przychodzących ze zmianą systemu, musi zmienić dystrybucję. Bo nowy Ubuntu to jak dla mnie to samo, co stary Ubuntu (tyle, że działa faktycznie nieco szybciej, ale podejrzewam, że to po prostu poprzedni działał wolno przez problemy ze sprzętem i po drugie teraz na format plików wybrałem nowszy ext4). Żadnych rewolucji nie ma.

A rewolucji mi się chce, więc już się rozglądam za kolejną dystrybucją. Podejrzewam, że kolejne co mnie ucieszy to Google Chrome OS 🙂

3 thoughts on “Ubuntu 9.10 po 24 godzinach użytkowania

  1. Zainstaluj sobie KDE (z paczek, np. zaczynając od kubuntu-desktop). Powinno zaspokoić Twoje rewolucyjne potrzeby 😉

  2. U mnie upgrade dwóch laptopów z Łubudubu 9.04 do 9.10 poszło bez najmniejszych problemów. No może poza jednym – Lotus Notes przestał wyświetlać część rzeczy, ale to było łatwe do rozwiązania. Smuci jedynie fakt, że nowa wersja systemu uruchamia się zauważalnie wolniej niż poprzednia.

  3. ha, z tą predkoscia sie zgadza 🙂 nawet zastanawialem sie czy nie przesadzam, czy mi sie nie wydaje, ale faktycznie jest wolniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.