Lubię takie dni, w których nagle się dowiadujesz jak wielu spośród twoich znajomych ma inteligencję gołębia. Wystarczy aby jeden gołąb zerwał się do lotu, a zerwie się bezmyślnie całe stado. Pokrążą, jeden za drugim, pokrążą jeszcze chwilę i znów usiądą tak jak siedziały wcześniej. Dziobną ziarenko, gruchną. Nic się przecież nie stało, więc i nie ma czego się wstydzić.

Aż do następnego gołębia, spłoszonego przypadkowym, kontrolnym przeskokiem impulsu na synapsie nerwowej.